Kiedyś wspólnie z moją mamą poszłyśmy na zakupy. Ja jechałam na mojej ‘’ hondzie’’
,czyli wózku elektrycznym ( tak go nazywam bo wszędzie nim dojadę ).
Gdy już byłyśmy przy sklepie, mama poszła zrobić zakupy a ja zostałam na zewnątrz , jakoś nie chciało mi się wjeżdżać do środka.
Jeździłam , oglądałam wystawy sklepowe i czytałam zawieszone tam różne ogłoszenia.
W oddali bawiło się kilkoro dzieci. Zobaczyłam ,że jeden chłopiec przestał się bawić i obserwuje jak jeżdżę .
Nawet się nie obejrzałam jak stał koło mnie. Miał cztery, albo pięć lat.
Patrzył jak jeżdżę, ale widziałam, że trochę się mnie boi… Widziałam, że o czymś bardzo intensywnie myśli.
Uśmiechnęłam się do niego . Ośmieliło go to, bo podszedł jeszcze bliżej. Jego bystre oczka były wpatrzone w mój
Wózek.
Nie mógł już wytrzymać z ciekawości i spytał :
– a kielownice to gdzie maaas ?
Ja uśmiechnęłam się do niego i pokazałam mu yostick – gałkę , którą kierowałam wózkiem.
– Tu. To jest taka kierownica – tłumaczyłam .
Pokazałam mu jak się jedzie i skręca.
Chłopiec patrzył zainteresowany.
Dzieci które niedaleko się bawiły zauważyły, że go nie ma . Zaczęły go wołać.
– muse iść – powiedział smutno chłopiec
– ale fajne mas….- umilkł jakby szukał odpowiedniego słowa – fajne mas ………..autko!
Roześmiał się wesoło i pobiegł do swoich kolegów.
—————————————————
Jeszcze dziś, to spotkanie budzi uśmiech na mojej twarzy……….