My Blog

My WordPress Blog

Menu
  • Checkout
  • Księga Gości
  • O mnie
  • Order Confirmation
  • Order Failed
  • Rozważania
  • Sample Page
  • KSIĘGA GOŚCI- INTENCJI
  • APOSTOLAT ŻYCIA – CZŁONKOWIE
  • Moje obrazy
Menu

O mnie

Malowanie w ciszy

Przede mną leży płótno. Obok paleta z wyciśniętymi farbami, kolorami. Biel, żółcienie, czerwienie, ugry, błękity, zieleń, brązy… Maluję obraz. Trzymam pędzel w ustach. Ręce…? Jedna opiera się o biurko, druga bezwładnie zwisa wzdłuż ciała. Lubię ten stan, gdy maluję w ciszy. Mogę rozmyślać i przenieść się w głąb siebie. Przed oczami przesuwają się obrazy z przeszłości. Te szczęśliwe i te pełne cierpienia. Z tych obrazów układa się moje życie.

Byłam zdrowa, teraz nie jestem

Urodziłam się zdrowa. Dwa tygodnie po narodzinach zachorowałam na zapalenie ucha i zapalenie płuc. Lekarka radziła, żeby mnie ochrzcić… W szpitalu dwa razy przeszłam śmierć kliniczną, niedotlenienie mózgu. Niektórzy lekarze mówili do mamy: Jest pani młoda, zdrowa, urodzi pani sobie drugie. A ona modliła się, całymi dniami w przyszpitalnej kaplicy, żebym żyła. I została wysłuchana. Po kilkumiesięcznym pobycie w szpitalu, wróciłam do domu. Lekarze ostrzegali rodziców, że po tak silnym niedotlenieniu mózgu mogę być niedorozwinięta umysłowo. Ja jednak rozwijałam się tak jak inne niemowlęta. Niepokój rodziców zaczęło wzbudzać dopiero to, że nie siadam, nie raczkuję, nie zaczynam chodzić… Neurolog, który mnie zbadał orzekł: dziecięce porażenie mózgowe. To był szok dla rodziców. Zaczęły się wizyty u różnych lekarzy. Potem rehabilitacja. Rodzice starali się bardzo, żeby moje życie nie różniło od życia rówieśników.

Ocenili mnie po wyglądzie

Na świat przyszła moja siostra i brat. Dla nich moja choroba była normalnością. Mam stare, czarno-białe zdjęcie, na którym mama ćwiczy ze mną a obok moja mała siostrzyczka ćwiczy z lalką. Rodzeństwo traktowało mnie jak zdrową. Pamiętam wspólne zabawy „ w dom”, w „sklep”, czy w piaskownicy. Kiedy mieliśmy jechać do lekarza, siostrzyczka dziwiła się – po co? przecież Monika nie jest chora – mówiła. Kiedy miałam iść do przedszkola musiałam przejść badania psychologiczne. Jeden lekarz popatrzył na mnie i bez badania stwierdził, że jestem niepełnosprawna umysłowo. Po wyglądzie można było rzeczywiście tak stwierdzić. Miałam bardzo silne ruchy mimowolne i napięcie spastyczne. Miałam wykrzywioną buzię i tiki których nie mogłam opanować. Mówienie przychodziło mi z wielką trudnością. Psycholog ocenił mnie więc po wyglądzie. Tata i mama nie mogli pogodzić się z tą diagnozą. Poprosili o jeszcze jedno badanie. Tym razem badał mnie inny psycholog, który orzekł, że mój rozwój psychiczny jest podobny do rozwoju moich rówieśników. Musiałam także przejść badania na inteligencję. Wynik: powyżej normy. A ja traktowałam te wszystkie badania jak zabawę.

Pierwszy obraz, który został mi w pamięci to obraz przedszkola i nauka literek. Wtedy po raz pierwszy odruchowo chwyciłam ołówek do ust i na dużej kartce od bloku napisałam ogromną literkę „a”. Oczywiście to co napisałam, w ogóle nie przypominało litery „a”, ja jednak byłam z siebie dumna. Cieszyłam się, że „umiem” pisać tak jak inne dzieci… Od tamtej pory zaczęłam próbować malować. Spodobało mi się to do tego stopnia, że zapragnęłam zostać malarką. Marzyłam o tym. Pamiętam jak rodzeństwo opowiadało kim będzie w przyszłości. Ja mówiłam, że będę studiować malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Potem była szkoła podstawowa. Do klasy chodziłam z moją siostrą i…. moją cudowną Mamą. Siedziałam w ławce z koleżanką. Mama siedziała na stołeczku obok i najzwyczajniej w świecie pomagała mi. Podawała przedmioty, których akurat potrzebowałam. Uczęszczałam też na lekcję religii do salki przy kościele. Pierwsza Komunia Święta… Pamiętam jak w białej sukience, w wianku z kwiatów na głowie przyjmowałam Jezusa do serca. Przeżywałam to bardzo. Byłam bardzo szczęśliwa.

Lekarze nie spodziewali się, że stanę na własne nogi

Cały czas rodzice szukali pomocy u lekarzy, pisali do szpitali, z prośbą o przyjęcie mnie. Zostałam skierowana do szpitala w Poznaniu. Tam miałam zostać poddana operacji, która miała sprawić, że stanę na nogi. Jednak lekarze widząc mój bardzo zły stan fizyczny, nie chcieli się jej podjąć. Tłumaczyli, że bardzo silne napięcie spastyczne uniemożliwia przeprowadzenie takiej operacji. Po dwóch miesiącach wypisano mnie do domu. Wróciłam, znowu mama zaczęła wozić mnie do szkoły… Życie zaczęło toczyć się swoim normalnym trybem aż do momentu, kiedy przyszedł list ze szpitala „ Górka” w Busku- Zdroju. Chcieli mnie tam przyjąć. Pojechałam tam z mamą – pełna nadziei. Było to miejsce ogromnego cierpienia, ale zarazem wielkiego optymizmu, siły i radości życia. Dzieci bawiły się, rozrabiały, w sali zawsze panował gwar. Mama wynajęła pokoik niedaleko szpitala i przychodziła do mnie codziennie. Tata, zajęty pracą i opieką nad rodzeństwem, przyjeżdżał do nas kiedy tylko mógł.

W szpitalu jeszcze raz mnie dokładnie zbadano ale żaden z lekarzy nie chciał podjąć decyzji o operacji. Byłam tzw. „trudnym przypadkiem”. Raz w miesiącu do „Górki’ przyjeżdżał profesor z Warszawy. to on miał podjąć decyzję. Na jego przyjazd czekałam ponad miesiąc. Czas dłużył się niemiłosiernie… W końcu przyjechał, zbadał mnie i orzekł: operować. Operacja trwała kilka godzin Obudził mnie ból. Byłam zagipsowana od pasa w dół. Z dnia na dzień ból ustępował. Nogi powoli przyzwyczajały się do nienaturalnej dla nich pozycji. Leżałam w gipsie ponad dwa miesiące. W końcu go ściągnięto i po kilku dniach postawiono mnie w specjalnym chodziku. Stałam na własnych, wyprostowanych nogach i po chwili zrobiłam pierwszy w życiu krok! Miałam wtedy 11 lat. Płakałam ze szczęścia! Dziękowałam Bogu. Potem lekarze mówili, że nie spodziewali się, że będę mogła stać.

IMG 3890Będę malarką

Po przyjeździe do domu nie wróciłam już do szkoły. Kuratorium przyznało mi nauczanie indywidualne w domu. Lubiłam się uczyć. Nigdy się nie nudziłam. Oprócz nauki nadal malowałam. Któregoś razu wyczytałam w gazecie, że we Wrocławiu, w Domu Kultury organizowany jest konkurs malarski na temat pokoju. Postanowiłam wziąć w nim udział. Trzeba było namalować pracę dotyczącą pokoju. Namalowałam obrazek przedstawiający kulę ziemską i dzieci różnych ras trzymające się za ręce. Po jakimś czasie otrzymałam zawiadomienie, że zdobyłam wyróżnienie. Zaproszono mnie, żebym przyjechała na otwarcie wystawy i po odbiór nagrody. Na wystawę przyjechały dzieci z całej Polski. jedynie ja byłam na wózku. W nagrodę otrzymałam duże pudełko farb olejnych i dyplom. Wtedy jeszcze bardziej zapragnęłam zostać malarką.

Świat się otworzył

Mijały dni. Nauczycielka matematyki, która w szkole organizowała wycieczki dla dzieci, zaproponowała, żebym też zaczęła jeździć. Od tej pory bardzo często wyjeżdżałam. Byłam w Krakowie, Gdańsku, Oświęcimiu, Gnieźnie, na Westerplatte, w Biskupinie, w Warszawie, w Wieliczce. Odkrywałam świat. Fascynowało mnie zwiedzanie muzeów, kościołów, galerii zabytków. Do tej pory uwielbiam podróżować. Po ukończeniu szkoły podstawowej złożyłam dokumenty do liceum plastycznego w Zielonej Górze. Przyjęto mnie na podstawie moich prac. I tak spełniło się moje największe marzenie. Byłam jedyną osobą niepełnosprawną, która malowała ustami w szkole. Także tu, jak w podstawówce, przyznano mi nauczanie indywidualne. Oprócz przedmiotów ogólnych, uczyłam się historii sztuki, malarstwa, kompozycji i liternictwa. Poznawałam różne techniki malarskie, akwarela, gwasz, malowanie na szkle, jedwabiu, bawełnie i na płótnie. Nauczycielka pokazywała mi jak zrobić grunt na podobrazie, uczyła jak kłaść farby, żeby uzyskać pożądany efekt, jak dobierać kolory. To był ( i jest), mój świat.

JezusŹródło siły

W liceum stało się coś, co pogłębiło moją więź z Bogiem. Na lekcje religii przyjeżdżał ksiądz, który opowiadał mi o Bożej Miłości. Powiedział raz wprost, głosem tak pewnym, że trudno było mu nie wierzyć: „Moniko, Bóg cię kocha. Akceptuje cię taką, jaką jesteś”. Uwierzyłam temu księdzu. Uwierzyłam Bogu. I zaczęłam się zmieniać. Stałam się jeszcze bardziej otwarta na ludzi. Zaczęłam codziennie czytać Pismo Święte. Chciałam bardziej poznać Tego, który mnie kocha….

Tańczyłam Poloneza na zielonogórskim deptaku

Po pięciu latach nauki nauczyciele bardzo mnie zachęcali, żebym zdawała maturę. Wszyscy wokół mnie dopingowali. Pracę dyplomową z malarstwa zaczęłam robić już w klasie trzeciej. Miał to być cykl obrazów pt. „Sceny z życia Chrystusa” malowanych techniką witrażową. W trakcie malowania cykl rozrósł się do ok. 20 prac. Oprócz tego namalowałam jeszcze kilka kompozycji kwiatowych. Zdecydowałam się zdawać maturę. Gdy moja klasa organizowała „studniówkę,” ja też brałam w niej udział. Pamiętam jak w parze z kolegą „tańczyłam” Poloneza na zielonogórskim deptaku. Maturę pisałam w domu, a egzamin ustny z historii sztuki zdawałam już w szkole. Wystawę pracy dyplomowej miałam w zielonogórskiej galerii „ U Jadźki”. Na obronę i wernisaż mojej pracy przyszli koledzy z klasy. Kilka dni później z dyplomem technika wystawiennictwa, świadectwem maturalnym i…. listem gratulacyjnym dla rodziców w kieszeni, opuszczałam „plastyk”. Mogłam poświęcić się malowaniu.

Nauczyłam się cieszyć każdym dniem i nie martwię się już co pomyślą o mnie inni

Maluję do dziś. Bukiety, portrety, pejzaże. Uwielbiam to. Moje obrazy są kolorowe i radosne – tak jak ja. Kiedy maluję zapominam o chorobie i bólu. Jestem szczęśliwa. Spełniona. Często na podwórku obserwuję przyrodę. Słucham śpiewu ptaków. Patrzę na wróble kąpiące się w kałuży… Nie jestem zdrowa. Można powiedzieć, że jestem zależna fizycznie od innych ludzi. W opinii niektórych mogę być uważana za bezużyteczną. Jednak moja rodzina nigdy nie dawała mi tego odczuć. Przeciwnie, jestem traktowana normalnie, jak człowiek, nie jak kaleka. Mama często powtarza, że oni są moimi rękami i nogami, a ja ich głową. Siostra często przychodzi do mnie po radę. Jestem matką chrzestną dwóch dziewczynek. Kilka lat temu założyłam bloga. Zapisuję na nim swoje myśli. Dzielę się wiarą. Dzięki niemu poznałam wielu wspaniałych, mądrych i dobrych ludzi. Karolinę, księży Tomasza, Artura i wielu, wielu innych. Ks. Tomasz zachęcił mnie do adopcji duchowej i ofiarowania cierpienia w intencji dzieci nienarodzonych. Adoptuję już trzecie dzieciątko. Nauczyłam cieszyć się każdym dniem, każdą chwilą . Często śmieję się z niczego „jak głupi do sera”. Jakby ktoś wtedy na mnie popatrzył to na pewno pomyślałby, że czegoś mi brakuje. Jednak ja już dawno przestałam przejmować się tym co pomyślą o mnie inni. Wystarczy, że mnie poznają, i jeśli tylko zechcą zobaczą, że moje życie ma wartość.

Życie to bezcenny dar

Uważam, że życie to bezcenny dar, dany człowiekowi na chwilę. „Kiedy Pan Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno” Ten cytat z wiersza ks. Jana Twardowskiego sprawdza się w moim wypadku w całej rozciągłości. Pan Bóg otwiera okno mojego życia! I to na całą szerokość!

Po śmierci Mamy, opiekuje się mną mój kochany Tata. Pomaga mu w tym moje rodzeństwo. Dziękuję Bogu za nich. I za moje życie.

Recent Posts

  • Hello world!
  • UWIELBIAM!
  • MOJA SIŁA
  • WEŹ
  • W DŁONIACH JEZUSA

Recent Comments

  1. A WordPress Commenter - Hello world!
  2. Maria - KSIĘGA GOŚCI- INTENCJI
  3. Maciej - Księga Gości
  4. Marzena - KSIĘGA GOŚCI- INTENCJI
  5. Jan Nazwa - Księga Gości

Archives

  • październik 2026
  • wrzesień 2026
  • sierpień 2026
  • lipiec 2026
  • czerwiec 2026
  • maj 2026
  • kwiecień 2026
  • marzec 2026
  • luty 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • październik 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • lipiec 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • kwiecień 2025
  • marzec 2025
  • luty 2025
  • styczeń 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • sierpień 2021
  • lipiec 2021
  • czerwiec 2021
  • maj 2021
  • kwiecień 2021
  • marzec 2021
  • luty 2021
  • styczeń 2021
  • grudzień 2020
  • listopad 2020
  • październik 2020
  • wrzesień 2020
  • sierpień 2020
  • lipiec 2020
  • czerwiec 2020
  • maj 2020
  • kwiecień 2020
  • marzec 2020
  • luty 2020
  • styczeń 2020
  • grudzień 2019
  • listopad 2019
  • październik 2019
  • wrzesień 2019
  • sierpień 2019
  • lipiec 2019
  • czerwiec 2019
  • maj 2019
  • kwiecień 2019
  • marzec 2019
  • luty 2019
  • styczeń 2019
  • grudzień 2018
  • listopad 2018
  • październik 2018
  • wrzesień 2018
  • sierpień 2018
  • lipiec 2018
  • czerwiec 2018
  • maj 2018
  • kwiecień 2018
  • marzec 2018
  • luty 2018
  • styczeń 2018
  • grudzień 2017
  • listopad 2017
  • październik 2017
  • wrzesień 2017
  • sierpień 2017
  • lipiec 2017
  • czerwiec 2017
  • maj 2017
  • kwiecień 2017
  • marzec 2017
  • luty 2017
  • styczeń 2017
  • grudzień 2016
  • listopad 2016
  • październik 2016
  • wrzesień 2016
  • sierpień 2016
  • lipiec 2016
  • czerwiec 2016
  • maj 2016
  • kwiecień 2016
  • marzec 2016
  • luty 2016
  • styczeń 2016
  • grudzień 2015
  • listopad 2015
  • październik 2015
  • wrzesień 2015
  • sierpień 2015
  • lipiec 2015
  • czerwiec 2015
  • maj 2015
  • kwiecień 2015
  • marzec 2015
  • luty 2015
  • styczeń 2015
  • grudzień 2014
  • listopad 2014
  • październik 2014
  • wrzesień 2014
  • sierpień 2014
  • lipiec 2014
  • czerwiec 2014
  • maj 2014
  • kwiecień 2014
  • marzec 2014
  • luty 2014
  • styczeń 2014
  • grudzień 2013
  • listopad 2013
  • październik 2013
  • wrzesień 2013
  • sierpień 2013
  • lipiec 2013
  • czerwiec 2013
  • maj 2013
  • maj 2012
  • październik 2011
  • wrzesień 2011
  • sierpień 2011
  • lipiec 2011
  • czerwiec 2011
  • maj 2011
  • kwiecień 2011
  • marzec 2011
  • luty 2011
  • styczeń 2011
  • grudzień 2010
  • listopad 2010
  • październik 2010
  • wrzesień 2010
  • sierpień 2010
  • lipiec 2010
  • czerwiec 2010
  • maj 2010
  • kwiecień 2010
  • marzec 2010
  • luty 2010
  • styczeń 2010
  • grudzień 2009
  • listopad 2009
  • październik 2009
  • wrzesień 2009
  • sierpień 2009
  • lipiec 2009
  • czerwiec 2009
  • maj 2009
  • kwiecień 2009
  • marzec 2009
  • luty 2009
  • styczeń 2009
  • grudzień 2008
  • listopad 2008
  • październik 2008
  • wrzesień 2008

Categories

  • Uncategorized
© 2026 My Blog | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme