Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Serce moje tuliło się do SERCA Jezusa… A ja pieściłam Jego SERCE Najdroższe…
„Serduszko kochane, włócznią przeorane!
Serduszko kochane, cierpiące za grzechy moje!
Serduszko kochane podstępnie pocałunkiem zdradzone!
Serduszko kochane, miłości Oceanie!
Serduszko kochane, z upadków podnoszące zawsze!
Serduszko kochane, zawsze przebaczajace!
Serduszko kochane, miłosierdzia Bożego głębiny!
Serduszko kochane, czułości i delikatnosci niezwykła!
Serduszko kochane wywyższające pokornych!
Serduszko kochane, uwielbiające maleńkich!
Serduszko kochane, bliskości nieskończona!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały!
„Ujawniam Ci przymioty SERCA Mojego! A Ty je wypowiadasz!”
Zdumiałam się ogromnie! Niezmiernie! Myślałam, że to ja układam, żeby pocieszyć SERCE Jezusa. A to ONO!
„Serce Moje pragnie wszystkie Swe dzieci przytulić do SIEBIE… Tęskni… A one nie chcą przyjść… Nie chcą się przytulić…” – wyszeptał Jezus z bólem.
„Może boją się tego wieńca cierniowego, który widzą na obrazach, a który oplata SERCE Twoje…” – szepnęłam nieśmiało.
Jezus pochylił się nade mną z tkliwością, zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko….
„Kto kocha i pragnie bliskości, ten wieniec cierniowy nie przeszkadza! Nie zauważa go nawet…”
Spojrzał we mnie z czułością i spytał:
„No powiedz, Monisiu, czy tobie ten wieniec przeszkadzał? Czy zauważyłas go?”
„No… Nie!” – szepnęłam zdziwiona odkryciem. Uświadomiłam sobie właśnie, że w ogóle nie patrzyłam na to czy ten wieniec cierniowy jest, czy nie…
„Kto kocha i pragnie bliskości ze Mną ten wieńca nie zauważa!” – powtórzył Jezus z ogniem.
Głaskalam delikatnie SERCE Najdroższe. A Jezus mój śliczny patrzył we mnie z lubością i zachwytem…
Miesiąc: marzec 2021
POWÓD
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pieściłam SERCE Najdroższe. Dotykałam głaskalam, całowałam… Szeptałam czułe słowa… W SERCU Jezusa panowała samotność niezgłębiona… Pustka i odrzucenie niezgłębione… I cierpienie niemające końca… W sercu moim panowało to samo. Samotność, pustka, odrzucenie i cierpienie… Gdyby ktoś mnie spytał o powód tego stanu, nie umiałabym odpowiedziec. Nie mogłabym konkretnie określić słowami. Może mój powód był powodem Jezusa, a może powód Jezusa był moim. Nie wiedziałam! Ale moje serce doskonale wiedziało… Tak bardzo pragnęło być przy SERCU Jezusa, że wyrwało się z mojego ciała i przytuliło się do SERCA umiłowanego…
Teraz powód samotności, pustki, odrzucenia i cierpienia był naszym wspólnym powodem. Był jedno! SERCE Najdroższe przytuliło do Siebie serce moje. Tak bardzo, że nie widziałam gdzie się zaczyna a gdzie kończy… Ginęło w SERCU Jezusa!
GDZIE TY TAM JA!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w objęciach i tulił do Siebie. Ja pieściłam SERCE Najdroższe… Jezus pochylał się nade mną i patrzył we mnie głęboko… Z dumą i lubością patrzył. Wiedziałam dlaczego jest ze mnie dumny. Powiedziaľ mi wcześniej. Powiedział też, że jestem bardzo odważna. Ja wolałam nie musieć zrobić tego co zrobilam. I, żeby Jezus nie musiał być ze mnie dumny… Nie chciałam o tym mówić. I On to szanował.
„Przede Mną dni samotności, odrzucenia, pustki i wielkiego cierpienia. Chciałbym, żebyś przy Mnie była. Monisiu kochana! Żebyś pocieszała Mnie i SERCE Moje! Żebyś była Marią, Weroniką. Szymonem z Cyreny… Żebyś była Matką Moja…” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości i powagą wielką.
Spojrzałam w oczy Jezusowi głęboko.
„Gdzie Ty kochany mój Jezu tam i ja! Przed nami dni samotności, odrzucenia, pustki i wielkiego cierpienia…. Przed nami! Bo gdzie Ty tam ja!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Ogniście i słodko… Trwaliśmy w Miłosci i bliskości… Jezus i ja! W intymności.
EKSPLOZJA MIŁOŚCI!
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Jezus tulił mnie do Siebie. Ja pieściłam SERCE Najdroższe….
„Myślałam, że Wielki Post to tylko rezygnacja z czegoś, że to Twoje oddalenie, ukrycie. Tymczasem Ty szczodrze, hojnie mnie obdarowałeś!!! Ogromnie! Niezmiernie! Post to wybuch Twojej Miłosci! Eksplozja Miłości!!!” – szepnęłam z mocą i zachwytem.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!!! Szeptałam dalej:
„Na zewnątrz ci, którzy na mnie patrzyli, mogli nie zauważyć, że pościłam. Zyłam normalne, nie byłam smutna. Na mojej twarzy był uśmiech. W sercu zaś pościłam bardzo!”
„W Poście nie chodzi o to, żeby 'trąbić przed sobą’, że się umartwia, chodzić ze spuszczoną głową. W Poście chodzi o Miłość!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim.
„Pamiętasz, Monisiu jak na początku Wielkiego Postu mówiłem, żebyś przeżyła go tak jakby był i jakby go nie było jednocześnie?”
Kiwnęłam głową, że tak.
„Teraz rozumiesz, Monisiu kochana o co Mi chodziło?”
„O Miłość!!! To była eksplozja Twojej Miłosci!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechał się do mnie cudownie… A ja pieściłam SERCE Najdroższe!
GORLIWIEJ!
Leżałam przy SERCU Jezusa… Umiłowany moj Jezus obejmował mnie z czułością i tulił do Siebie.
„Ciii maleńka… ciii… Ucisz serce i odpocznij troszkę… Odpocznij kochana!” – wyszeptał z ogniem.
Ale mi w ani w głowie był odpoczynek! Byłam zła na siebie i rozczarowana sobą! Wczoraj…
„Wczoraj od razu przyszlaś do Mnie. Przeprosiłaś i oddałaś Mi się. Powiedziałem ci, że nic się nie stało!”
To prawda. Potem jednak zaczęłam rozdrapywać, rozcząsać!
„To co się stało, stało się nie tylko po to, żebyś bardziej poznała siebie. Przede wszystkim, żebyś jeszcze bardziej poznała i doświadczyła mojej miłości i miłosierdzia!”
Jezus przerwał na chwilę, zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący cały miłością…
„Poza tym wiem, że teraz jeszcze gorliwiej będziesz pocieszać SERCE Moje!”
„A, żebyś wiedział!!!” – szepnęłam z mocą.
„Wiem! Musisz być teraz bardziej uważna i czujna Monisiu! Zły wie, że jesteś bardzo blisko Mnie i poluje na ciebie zaciekle i zajadle! Musisz być czujna!”
„Pomóż mi Jezu kochany!!!” – wyrwało mi się z głębi serca.
Jezus patrzył we mnie tak jakby tylko na to czekał. W jednej sekundzie oskarżenia, złość i rozczarowanie sobą znikły!
Patrzyłam w mojego Jezusa uśmiechając się do Niego nieśmiało… On nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił… Tulił do Siebie z tkliwością…
O WYBORACH
„Serduszko moje kochane!
Serduszko moje maleńkie!
Serduszko moje śliczne!
Serdeńko moje najsłodsze!”
Tak pocieszalam SERCE Najdroższe… Całowałam, głaskalam… Pieściłam!
„Jezu mój kochany wytłumacz mi proszę, bo nie rozumiem!” – szepnęło moje serce.
Jezus pochylił się nade mną cały…
„Słucham cię w Monisiu!” – wyszeptał cały zasłuchany.
„Mam ten obraz w sercu… Siedzieliśmy Ty i ja na ławeczce. Przed nami rosło Drzewo Krzyża a na nim 5 owoców. Powiedziałam Ci wtedy, że chciałabym mieć jeden owoc. A Ty odpowiedziałeś, żebym sobie wybrała który chcę. Wybralam. A Ty powiedziałeś, że to SERCE Twoje. I teraz jestem TU. Czy gdybym wtedy wybrała inny owoc, też bym tu była? Czy gdzie indziej? I Ty wtedy powiedziałeś, żebym wybrała, a wczoraj powiedziałeś, że Ty wybrałeś. To kto kogo wybrał?”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Ja wybrałem ciebie, Monisiu. A ty wybierasz Mnie. Specjalnie mówię 'wybierasz’,bo robisz to każdego dnia. Możesz wybierać Mnie kiedy tu do Mnie przychodzisz. Swoimi decyzjami, wyborami. Myślami, słowami, czynami! Możesz wybrać mnie codziennie! A gdybyś wtedy wybrała inny owoc, poprowadziłbym cię inną drogą, ale równie piękną i szczęśliwą dla Mnie i dla ciebie! A to czy byłabyś tu, czy gdzie indziej zależałoby od twoich późniejszych wyborów.”
„Ale Ty sam powiedziałeś do Swoich Apostołów: 'Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem'”
Jezus patrzył we mnie głęboko…
„Tak, to Ja ich wybrałem, ale i oni musieli Mnie w jakiś sposób wybrać. Spójrz na Judasza, Monisiu. Jego też powołałem i wybrałem na Apostoła. Ale on mnie odrzucił… Nie wybrał…”
„No tak… To prawda… Dziękuję, że mi to wszystko wytłumaczyłeś, Jezu kochany!”
Jezus uśmiechnął się znowu do mnie cudownie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja pieściłam Jego SERCE Najdroższe…
SZCZĘŚLIWA CAŁA!
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w objęciach Swoich i tulił do Siebie. Ja pieściłam SERCE Najdroższe… Dotykałam, głaskalam, całowałam… Szeptałam:
„Serduszko Najdroższe, Słońce moje!
Serduszko Najdroższe, szczęście moje!
Serduszko Najdroższe, płomieniu Miłości!
Serduszko Najdroższe, moja radości!”
Jezus patrzył we mnie z dumą i lubością…
„Wiedziałem kogo wybrać, żeby pocieszał Serce Moje! Wiedziałem kogo wybrać!” – wyszeptał z ogniem i zachwytem wielkim.
Wtedy wszystko we mnie opadło… Zrobiło mi się głupio i wstyd! Wiedziałam przecież jaka jestem! Jedno wielkie NIC! Maleńkie NIC! Znam swoje grzechy, słabości i wady. Jestem przed Bogiem pusta i naga. Nic bez Niego nie jestem w stanie zrobić!
Jezus patrzył we mnie głęboko…
„Właśnie dlatego, że wiesz jaka jesteś, wybrałem ciebie Monisiu! Nie potrzebuję wielkich, bogatych i pysznych! Pragnę maleńkiej, cichej, pokornej miłości, która będzie pocieszać SERCE Moje…”
Spojrzałam w Jezusa onieśmielona, ale uszczęśliwiona niezmiernie…
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i wyszeptał z tkliwością:
„Wiedziałem kogo wybrać, Monisiu kochana!
A ja już nic nie wiem… Gubię się w tym wszystkim! Nic nie rozumiem. Ale szczęśliwa jestem cała!
ZMIENIŁO SIĘ WSZYSTKO!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A ja weszłam w Niego i zaczęłam pocieszać SERCE Najdroższe. Pieściłam, całowałam, głaskalam, szeptałam czułe słowa…
W pewnym momencie przerwałam i zwróciłam się do umiłowanego mojego Jezusa:
„Od tej pory będę TU leżeć. Nie zrozum mnie źle, mój śliczny. Uwielbiam leżeć w objęciach, w ramionach Twoich! Uwielbiam baaardzo! Ale TO jest ważniejsze niż moje uwielbianie!”
Jezus patrzył we mnie poruszony głęboko…
„Rozumiem, maleńka Moja! Ja zrobiłbym to samo gdyby bolało cię serce twoje! Zrobiłbym to samo!”
I wtedy stało się coś niesamowitego! Niepojętego! Cudownego! Wewnątrz, w głębi Jezusa zobaczylam Jego samego! Jezusa! Trzymał On mnie w objęciach i tulił do Siebie! Jednocześnie ja mogłam bez przeszkód pieścić SERCE Najdroższe…
Nie pytajcie jak to możliwe. Nie wiem! Pojęcia nie mam! Ale wiem, że dla Niego wszystko jest możliwe!
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący…
„Zawsze znajdę sposób, żeby trzymać w objęciach Moją umiłowaną! Zawsze znajdę sposób, żeby być blisko jedynej Mojej! Żeby ją całować, pieścić i tulić! Zawsze znajdę sposób!” – wyszeptał z ogniem.
Oboje, i Jezus i ja mieliśmy łzy w oczach… Nie były to łzy smutku. Były to łzy szczęścia! Podniosłości! I wielkiej miłości!
Jezus pochylił się jeszcze bardziej i pocałował mnie…. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Słodko i ogniście! Z lubością!!! Potem Jezus ucałował serce moje…
Coś mnie próbuje odpychać, odsuwać od wnętrza Jezusa. Niemal fizycznie czuję jak mnie pcha do tyłu! Próbuje mi wmówić, że się do tego nie nadaję, że jestem zbyt grzeszna, zbyt mała. Nie godna! A ja się nie daję! Prę naprzód! Brnę! Napieram z całych sił! Bo wiem, że skoro Jezus tak chce to tak być musi!
Pewnie pomyślicie, że nic się nie zmienilo. Nadal leżę w ramionach Jezusa. Dla mnie zmieniło się wiele. Bardzo wiele! Zmieniło się wszystko! Jestem głębiej, w umiłowanym moim… A On jest wobec mnie bezbronny… Odsłonił się przede mną! Zmieniło się wszystko!
ODSŁONIŁ SIĘ…
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach onieśmielona i zachwycona cała!
„Jak to jest, że gdy chcę Ci usłużyć, kochany mój Jezu, Ty mnie uszczęśliwiasz?!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechał się do mnie cudownie!
A ja szeptałam dalej:
„Służenie Tobie, Jezu, to nie jest jakiś ciężar. Ale wielka łaska, szczęście i radość!”
„Monisiu Moja kochana! Ty pragniesz Mi służyć i uszczęśliwiac i Ja pragnę ciebie uszczęśliwiać! Poza tym 'jarzmo Moje jest słodkie a Moje brzemię lekkie!'”
„Tak! Właśnie tak! Słodkie i lekkie!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący… Głęboko patrzył.
„Widzialaś rany w Moim SERCU, prawda?” – spytał z powagą.
Kiwnęłam głową, że tak.
„To grzechy, którymi ranią moje dzieci SERCE… Tak bardzo ranią… Coraz bardziej i bardziej… i bardziej! I pragnę, aby ktoś pocieszał SERCE Moje, koił bol, opatrywał rany…” – wyszeptał Jezus z ogniem poruszony niezmiernie.
„Ja mogę spróbować… Jeśli mi pozwolisz!” – szepnęłam bezgłośnie prawie.
„Pragnę! Moja śliczna, pragnę! Inaczej bym ci o tym nie mówił. O takich sprawach mówię tylko zaufanym. Odsłoniłem się przed tobą, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus cicho.
Weszłam w mojego Jezusa i pieściłam SERCE Najdroższe… Całowałam, dotykalam, głaskalam… Pieściłam… Wciąż pieszczę…
BEZBRONNY I BEZRADNY…
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie płonący cały miłością!
„Chciałaś Mi usłużyć, Monisiu. Czy to pragnienie jest nadal aktualne?” – spytał Jezus pokornie.
„Jasne, że aktualne! Zawsze! Nieustannie aktualne, mój kochany!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezusowi aż oczy błysnęły!
„Pieść Moje SERCE, jedyna Moja! Ale inaczej niż zwykle. Bliżej!”
Spojrzałam w Jezusa pytająco! Zaskoczona!
„Bliżej??!”
Jezus skinął głową twierdząco i patrzył we mnie głęboko… Teraz mi oczy błysnęły!!!
A potem stało się coś niezwykłego… Nie wiem jak to opisać… Opiszę po prostu! Weszłam w Jezusa, to znaczy włożyłam głowę… Bez ceregieli. Z bezczelną ufnoscia! Włożyłam głowę. I zaskoczyło mnie, że w Jezusie nie było jasno! Ale nie było też ciemności. Raczej panował ciepły półmrok. Zaczęłam dotykać, glaskać SERCE Najdroższe… Całować JE… Zobaczylam, że jest całe w ranach! Wcześniej ich nie widziałam. Było całe poranione… Pomyślałam z bólem, że to rany, które ja Mu zadałam… Pieściłam SERCE całą sobą! Z ogniem i oddaniem! A jednocześnie starałam się najdelikatniej… jak umiałam. Nie chciałam JE skrzywdzić, zranić jeszcze bardziej… Pieściłam długo, wytrwale, gorliwie….
„Przepraszam, już nie mam siły!” – szepnęłam z trudem. I opadłam w ramiona Jezusa… Jezus pochylił się nade mną… Poruszony cały! Oczy Mu płonęły!
„Teraz Ja!!!” – wyszeptał ogniście.
Zanim zdążyłam jakoś zareagować, cokolwiek powiedzieć czy zrobić… Jezus wszedł we mnie, a raczej włożył Swą głowę i zaczął pieścić serce moje! Pieścił całym Sobą… Dotykał, głaskał całował… Z ogniem, a jednocześnie delikatnie bardzo. Z czułością i tkliwością… Pieścił… A moje małe, biedne serce rozpływalo się w Miłosci… Ginęło w pieszczotach… Jezus skończył. Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko… W milczeniu. Pomyślałam, że mój słodki, umiłowany mój przekroczył kolejną granicę w bliskości ze mną… Zerwał kolejną zasłonę w naszej relacji.
„To ty Moja kochana zerwałaś tę zasłonę!”
„Ja??!”
„Swoją miłością i oddaniem. I jak ty to mówisz, bezczelną ufnoscia! Tylko dusza o sercu dziecka może zrobić coś takiego. Wie, że może! A Ja gdy widzę taką miłość i taką ufność, staję się bezradny i bezbronny!”-wyszeptał Jezus. I zbliżając Swą twarz do mojej twarzy dodał z ogniem:
„Uczyniłaś Mnie bezbronnym i bezradnym, Moniko!”
Patrzyłam w mojego ślicznego, słodkiego Jezusa jak w obrazek…