– Hej, co ty taki jakiś podenerwowany dzisiaj jesteś?
– No jestem, bo mama się denerwuje. Ale nie wiem dlaczego. Nie mów, że nie czujesz…
– Masz rację. Starałem się nie zwracać na to uwagi.Ciekawe co się dzieje…?
– Jak choć na chwilę przestaniesz gadać, to może coś w końcu usłyszę!
– No dobra już dobra…
– …a co tu jest do rozumienia? Ponad tydzień temu przyjęli wniosek o odrzucenie projektu ustawy, o całkowitym zakazie aborcji, ami się to do dziś nie mieści w głowie… Odrzucili… Głosowali za aborcją…
– O czym mama mówi? Za jaką aborcją? Co to jest aborcja?
– Ucisz się wreszcie!
– … można zabić, jak się okaże, że dziecko jest chore,a więc niezgodne z zamówieniem…
– Ej, przesuń się, bo się zaraz zaplączę w pępowinę. I może byś mi w końcu wyjaśnił o czym mama mówi?
– Ja rozumiem, że mózg nam się jeszcze w pełni nie wykształcił, ale słuchać już chyba potrafisz…
– Dobra dobra mądralo, o co tu chodzi?
– Aborcja to takie ładne słowo, które w praktyce oznacza,że nigdy nie zobaczysz mamy i taty.
– Jak to? Przecież mówiłeś że się urodzimy…
– Oj, głupi jesteś! Jasne, że my się urodzimy. Mama nas kocha. Nie zrobi nam krzywdy. Poza tym tata by nie pozwolił. Nie chodzi o nas.
– To ja już nic nie rozumiem…
– Kiedy ty całymi dniami śpisz, ja siedzę i słucham co się dzieje na zewnątrz. I słyszałem jak jakiś czas temu mama rozmawiała z pewnąpanią. I ta pani jej powiedziała, że obaj jesteśmy zdrowi.
– No to chyba dobrze, nie?
– Jasne że dobrze, ale chyba słyszałeś, co mama powiedziała przed chwilą. Powiedziała, że jak dziecko jest chore, to można je zabić.
– Jak zabić?
– No takim zimnym, metalowym czymś. Jakieś pięć dni temu mama rozmawiała z sąsiadką, pamiętasz?
– No tak.
– No właśnie. I tłumaczyła jej, że nawet jeśli będzie tak jak mówią lekarze, że dziecko urodzi się chore, to nie znaczy, że będzie gorsze. Że trzeba je kochać…
– O, wreszcie mówisz normalnie. Kochać to wiem, bo mama i tata często tak do nas mówią. I to bardzo miłe jest.
– Tylko, że nie wszyscy rodzice tak mówią do swoich dzieci…
– Nie? A to można mówić inaczej?
– Nie wiem, ale ta sąsiadka mówiła inaczej. Mówiła, że nie urodzi dziecka, bo ono jest chore, a ona się boi… No i że to zgodne z prawem przecież…
– Jakim prawem?
– Nie wiem, pierwszy raz to słowo słyszałem, ale to chyba ma coś wspólnego z tym głosowaniem…
– To wtedy, kiedy poczuliśmy to nagłe zdenerwowanie mamy?
– Dokładnie.
– Chcesz powiedzieć, że gdybyśmy byli w brzuchu tamtej pani zamiast w brzuchu mamy, i gdyby to o nas lekarz powiedział, że jesteśmy chorzy, to by nas zgodnie z prawem rozerwano na kawałki tym zimnym, metalowym czymś?
– Dokładnie tak. Wczoraj zadzwonił telefon. Mama powiedziała tylko: „Mój Boże…” i płakała przez następną godzinę.
– Teraz już wiem co to znaczy, kiedy się mówi, że dziecko jest niezgodne z zamówieniem. Wtedy trzeba powiedzieć rodzicom, że to przecież nie szkodzi, że dziecko jest chore. Ono kocha ich tak samo…
– Naprawdę jesteś taki głupi, czy tylko udajesz? Jego rodzice powiedzieli lekarzowi, że ma „usunąć problem.” Nie było dla nich ważne to, że dziecko ich kocha, a to, że urodzi się chore. Kazali więc je zabić.
– Przestań! To niemożliwe, żeby można było coś takiego zrobić specjalnie!
– Też tak myślałem. Do wczoraj. Teraz już wiem, że po tamtej stronie można robić rzeczy, które nam wydają się niemożliwe.
– Czyli my żyjemy tylko dlatego, że nie jesteśmy chorzy?
– Żyjemy bo rodzice nas kochają. Pamiętasz co mówili?„Nieważne czy jesteście chorzy czy zdrowi, nieważne co mówi prawo – nigdy nie pozwolimy zrobić wam krzywdy.”
– Tak, pamiętam, mamy wspaniałych rodziców… A jak myślisz, co się stało z dzieckiem tej sąsiadki? Dalej jest w jej brzuchu? Takie nieżywe?
– Mama mówiła, że Pan je zabrał.
– Jaki pan ?
– Pan Bóg.
– Aha. A dokąd je zabrał?
– Do swojego domu.
– A to bardzo miło. To ten Pan Bóg musi je bardzo kochać,skoro pozwolił mu mieszkać w swoim domu. To teraz jest ich wspólny dom. My mamy dom z rodzicami, a ono z Panem Bogiem, tak?
– Tak.
– A dużo jest takich dzieci, które nie żyją, bo lekarz na polecenie rodziców je zabił, i one nie mogły już iść do domu z mamą i tatą,tylko od razu poszły do domu Pana Boga?
– Mama mówi, że za dużo.
– Naprawdę? Ale mama mówiła też, że my mieszkamy na razie w jej brzuszku, bo ona kocha tatę, a tata kocha ją. I że już się nie może doczekać, aż z niego wyjdziemy i będzie mogła nas zobaczyć.
– No tak.
– To jakim sposobem inne dzieci pojawiają się w brzuchu swoich mam, skoro one nie chcą tych dzieci zobaczyć? Po co robią tak, żeby dzieci najpierw w ich brzuchu były, skoro później chcą, żeby ich tam nie było?Mama mówi, dzieci się biorą z miłości…
– No tak. Ale może rodzice, którzy zabijają swoje dzieci,nie zgadzają się z naszą mamą? Może tamte dzieci biorą się z czegoś innego,skoro ich rodzice nie mówią do nich o miłości, tylko o tym, że się boją i ich nie chcą?
– Tak myślisz? Strasznie to wszystko skomplikowane…
– Wiem, dlatego chodźmy już lepiej spać. Zmęczony jestem.Dobranoc.
– Dobranoc braciszku, dobranoc mamusiu, dobranoc tatusiu.Do jutra.
/Karolina/