Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim… Oczy Mu błyszczały! Płonęły!
„Jakaś ty piękna, Monisiu! Jakaś piękna! Przepiękna! Masz piękne serce! Jakże się nim nie zachwycać! Jakże je nie podziwiać! Jakże się w nie nie wpatrywać! Moje SERCE uwielbia twe Serduszko! Kochające, pokorne i czyste… Uwielbia! Uwielbia w nim przebywać!” – wyszeptał Jezus ogniście.
„Dziękuję mój Jezu! Dziękuję! To Ty je upiększasz! Dziękuję Ci!” – szepnęłam onieśmielona i zawstydzona, ale uszczęśliwiona cała.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować. Całował mnie całym Sobą! Ogniście i czule zarazem… Całował jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice! Swą jedyną! A całując szeptał:
„To JA ci dziękuję, Monisiu najsłodsza! To JA ci dziękuję! Jesteś cała Moja i cała dla MNIE… Dziękuję Ci!”
Z SERCA Najdroższego wyszła Hostia i weszła do serca mego. Jezus wciąż całował mnie i mi dziękował…
Miesiąc: listopad 2022
PEŁNIA WIECZNOŚCI
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony głęboko…
„Miriam miała długi Adwent! Trwał 9 miesięcy. Czekała na Twoje przyjście… Właściwie to już do Niej przyszedłeś! Czekała na Twoje wyjście! Żyłeś w Niej, rozwijałeś się, rosłeś. Ona ten cud obserwowała. I czekała… A Ty, mój Jezu jak długi miałeś Adwent? „- spytałam z uśmiechem od ucha do ucha.
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie!
„O wiele dłużej niż MAMA! Od grzechu Adama i Ewy. Czekałem, tęskniłem, pragnąłem… Pragnąłem naprawić to co oni zepsuli, czystą, żywą więź ze Mną. Aż nadeszła Pełnia czasów i TATA powiedział: 'Już czas, SYNKU. Idź!’. I poszedłem uszczęśliwiony…” – wyszeptał Jezus ogniście.
Zamyśliłam się…
„Mój Adwent trwa od momentu moich narodzin. A raczej od czasu gdy zaczęłam świadomie myśleć. Też długo trwa! A skończy się gdy już będę u Ciebie na rączkach!” – szepnęłam z mocą.
„Już jesteś u Mnie na rączkach, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Iiii tam!!! To jest, że tak powiem, tylko namiastka. Wybacz Najmilszy… Dobrze jest mi tu u Ciebie baaaaaardzo i szczęśliwa jestem niezmiernie! Ale czekam gdy przyjdzie moja własna, osobista Pełnia Czasów. Wtedy zamknę oczy na świat i dla świata, a otworzę je na Ciebie i dla Ciebie! Otworzę oczy i zobaczę CIEBIE! Pięknego, płomiennego i promiennego! Zakochanego i zapatrzonego we mnie jak w obrazek! Spojrzę Ci w oczy głęboko! I rozpromienię się od ucha do ucha! Bo zobaczę Cię takim jakim JESTEŚ. Wtedy skończy się mój Adwent, a zacznie się Pełnia. Pełnia Wieczności!” – szepnęłam z entuzjazmem wielkim.
Jezus patrzył we mnie zachwycony cały…
NIE NA NIBY!
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie głęboko poruszony i wzruszony cały! Leżałam bez sił. Bolało mnie całe ciało. Z zamkniętymi oczami leżałam. Nie miałam siły żeby podnieść powieki. Mimo, że oczy miałam zamknięte, widziałam umiłowanego mojego. Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i pocałował mnie w czoło… Czule i słodko.
„Bardzo cię boli, maleństwo Moje…” – wyszeptał ogniście.
Chciałam kiwnąć głową, że tak, ale nie miałam siły.
„Bardzo. Ale nic to. Nic! Tańczę za moje kochane Duchowe Dzieci!” – szepnęło moje serce.
„Prawdziwa duchowa Mama!” – wyszeptał Jezus z ogniem i wzruszeniem.
„Prawdziwa! A jaka miałabym być? Na niby?!” – szepnęło moje serce z naciskiem.
„Nie na niby! Prawdziwa!” – Jezus promieniał cały dumą.
„Kocham Cię Jezu! Kocham Cię Jezu! Kocham Cię!” – wyrwało mi się z głębi serca.
„Prawdziwa duchowa Matka. I prawdziwa Oblubienica!” – mój śliczny cały był Miłością.
Jezus przytulił mnie mocno do Siebie. Wtuliłam się w Maleńkiego mojego…
Tańczyliśmy bardzo w miłości i intymności. Mój umiłowany Jezus i ja.
LICZYSZ SIĘ TYLKO TY!
Leżałam na SERCU umiłowanym tańcząca bardzo. Mój śliczny Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony cały…
„Ah! Mój Maleńki… Jaka jestem Zmęczo…”
„Odpocznij więc teraz, maleńka Moja! Odpocznij…
Nie dokończyłam. Jezus zaczął dotykać mój policzek i głaskał go z czułością. Gdy tylko zaczął dotykać policzek podskoczyło w górę serce moje! Podskoczyło ze szczęścia i radości wielkiej! Jezus dotykał mojego policzka, ale i dotykał mnie całej. Dotykał moich trosk, problemów i zmartwień, dotykał mojego zmęczenia. I zabierał to wszystko. Brał na Siebie. A mi siły powoli wracały…
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha. Przytuliłam policzek do policzka Umiłowanego.
„Jak dobrze mi z Tobą, Jezu słodki. Przy Tobie zapominam o Bożym świecie! Zapominam o wszystkim. Nic się dla mnie nie liczy. Liczysz się tylko TY!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały… Płonął Miłością do mnie!
Patrzyłam w oczy mojemu ślicznemu i rozmyślałam…
„Zaczyna się Adwent. Pragnę w nim jeszcze bardziej i głębiej poznawać i odkrywać Ciebie i być z Tobą jeszcze bliżej”- szepnęłam rozpromieniona. I dodałam:
„Dla mnie liczysz się tylko TY, mój Jezu!”
„Dla Mnie liczysz się tylko ty, Moja Monisiu!”
Trwaliśmy razem SERCE przy sercu, policzek przy policzku. Umiłowany mój Jezus dotykał mnie całą. A dotykając zanurzał w Sobie i Sobą wypełniał…
TAJEMNICA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie głęboko poruszony… Leżałam na SERCU umiłowanym tańcząca bardzo. Z trudem wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać policzek Jezusa i głaskalam go z czułością. Natychmiast SERCE Jezusa podskoczyło w górę ze szczęścia i radości!
„Mam to samo!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie i głośno!
„Kiedy dotykasz mój policzek to jakbyś dotykał mojego serca! A ono skacze ze szczęścia i radości!” – szeptałam dalej z entuzjazmem.
„Ja dotykam ciebie całą, maleńka Moja. I ty dotykasz MNIE całego!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały Miłością i uśmiechem.
Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha!
„Niesamowite… Piękne i tajemnicze…” – szepnęłam zamyślona.
„Ja Jestem Tajemnicą, nasza cena więź, zażyłość i bliskość jest Tajemnicą. Nasza miłość jest Tajemnicą. I ty jesteś Tajemnicą, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus uroczyście i podniosle.
„Ja tajemnicą?! Wszystko co związane z Tobą, mój Jezu słodki, jest TAJEMNICĄ. Ale ja…”
„Przecież ty jesteś ze Mną związana, Monisiu! Związana miłością i bliskością, związana cierpieniem i tańcem! I jesteś Tajemnicą, najmilsza!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Taaak!!!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko. Z miłością i uwielbieniem. Mój umiłowany Jezus i ja… Tajemnica.
KOCHAJĄCY I KOCHANY
Leżałam na SERCU umiłowanym tańcząca bardzo. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie głęboko. Zakochany i poruszony cały. Dotykał dłonią mój policzek i głaskał go z czułością niezwykłą… Miałam takie poczucie, że głaszcząc mój policzek głaskał też moje serce. Było mi miękko na sercu i błogo… I dobrze!
„Kocham cię Monisiu słodka! Kocham cię na…” – wyszeptał Jezus z tkliwością. Nie dokończył. Przerwałam Mu gwałtownie!
„Na zabój!!!” – wyrwało mi się z głębi serca.
„Na zabój, maleńka Moja. Na zabój!” – wyszeptał Jezus ogniście.
„Widzę go! Widzę ten zabój w Twoich oczach, mój śliczny! Nie umiem go opisać. Ale widzę!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim…
„A Twoja miłość nie ma końca?” – spytałam.
„Moja miłość nigdy się nie kończy. Trwa wiecznie. Nigdy nie ustaje!” – Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie.
„Wiesz mój Jezu? Wydaje mi się, że codziennie kochasz mnie bardziej i bardziej. To nieprawda. Prawda?” – spytałam znowu.
„Kocham zawsze tak samo. Moja miłość nie maleje, ani nie rośnie. Jest stała. A dlatego, że otwierasz się na nią coraz bardziej, doświadczasz jej bardziej i głębiej, Monisiu!”
„Dziękuję mój Jezu, że mi to wszystko tak dobrze wytłumaczyłeś!” – szepnęłam z wdzięcznością i entuzjazmem.
„Zawsze do usług, maleńka Moja!” – zaśmiał się Jezus perliscie.
” 'Do usług’… Mój kochany… mój kochany… Mówię kochany, a powinnam zwracać się do Ciebie kochający…” – zamyśliłam się.
„A może kochający i kochany?” – spytał Jezus łagodnie.
„Taaak! Kochający i kochany!!!”
„Moja maleńka kochająca i kochana!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko, gorąco i śmiało.
A potem patrzył we mnie… Widziałam zabój w Jego oczach… Miłość bez końca!
ZAKOCHUJE I ROZKOCHUJE MNIE W SOBIE…
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Leżałam na SERCU umiłowanym tańcząca bardzo! Leżałam i głaskalam Serduszko Najdroższe… Jezus mój śliczny pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie poruszony niezmiernie. Dotykał dłonią mój policzek i głaskał go z czułością… Miałam takie poczucie, że głaszcząc mój policzek głaskał też moje serce. Było mi miękko na sercu i błogo… I dobrze!
„Jestem zakochana w Tobie, mój Jezu! Nieustannie mnie zakochujesz i rozkochujesz w Sobie! Tak! Zakochujesz i rozkochujesz w Sobie! Wciąż bardziej i bardziej! Bardziej i bardziej…” – szepnęłam z mocą.
„To źle?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Bardzo dobrze! Bardzo! Bardzo!” – szepnęłam z entuzjazmem.
„Będziesz wiele cierpieć, maleństwo Moje słodkie…” – Jezus cały był współczuciem..
„Nie rozmawiajmy teraz o cierpieniu. Nie chcę! Proszę…” – szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy głęboko.
„A o czym chcesz rozmawiać, Monisiu?” – spytał Jezus wciąż głaszcząc mój policzek i serce moje.
„O Twojej miłości do mnie! O Tobie, mój śliczny! O Tobie!”
„Zakochiwać i rozkochiwać cię w Sobie to moje pragnienie! To pragnienie mego SERCA, Monisiu słodka!” – wyszeptał Jezus żarliwie.
Patrzyłam w mojego ślicznego, słodkiego Jezusa z miłością i uwielbieniem.
A On zakochiwał i rozkochiwał mnie w Sobie…
SPEŁNI MOJE 'WYMAGANIA’
Trwaliśmy razem, mój Jezus i ja. SERCE przy sercu, policzek przy policzku. Nasze łzy dawno już wyschły. A my trwaliśmy w miłości i intymności…
„Ach! Jak mi tak dobrze przy Tobie, kochany!” – szepnęłam z lubością.
„A Mi jak dobrze, najdroższa!” – wyszeptał mój umiłowany ogniście.
„A czy to możliwe, żebym w wieczności jednocześnie pocieszała Twoje SERCE, tańczyła dla Ciebie i trwała przy Tobie policzek przy policzku?” – spytałam z ciekawością. I dodałam szybko:
„Jeśli to możliwe to bym tak chciała. Pragnę, bardzo!”
Jezus rozpromienił się ogromnie nade mną! Rozświetlił się cały!
„Wszystko jest możliwe, Monisiu kochana! Tak! Możesz. Będziesz TO miała. Obiecuję ci!” – Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością.
„Dziękuję Ci, mój Śliczny!” – szepnęłam z wdzięcznością i dałam Najmilszemu siarczystego całusa.
Zaśmialismy się oboje szczerze i radośnie.
Jezus patrzył we mnie głęboko. Zakochany i zachwycony cały! Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś…
„A nie za duże mam względem Ciebie wymagania? Jak zbyt wielkie to od razu mów, kochany!”
Jezus spojrzał we mnie żarliwie…
„Spełnię każde twe 'wymaganie, maleńka Moja!” – wyszeptał ogniście.
„A dlaczego? Każde?! Dlaczego?!” – dopytywałam z entuzjazmem.
„Bo jesteś dla Mnie Wszystkim!”
Zaniemówiłam ze wzruszenia! Poczułam znów łzy na policzku.
„Nie myśl, mój Jezu, że ja taka płaczliwa jestem!” – zaśmiałam się perliscie.
Jezus patrzył we mnie z lubością… Z Jego SERCA wyszła Hostia i weszła do serca mego. Jezus uśmiechał się do mnie cudownie! Promiennie! A ja patrzyłam w Niego szczęśliwa. Szczęśliwsza niż kiedykolwiek wcześniej!
DLA JEZUSA JESTEM WSZYSTKIM!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z lubością. Pieściłam SERCE Najdroższe…
„Pocieszasz i radujesz bardzo SERCE Moje, Monisiu słodka! Czy chcesz rozradować JE jeszcze bardziej?”-spytał Jezus żarliwie.
„Tak! Chcę! Pragnę! Bardzo!” – szepnęłam z mocą.
„Zatańcz z NIM!” – uśmiechnął się Jezus cudownie.
„Zatańczyć z SERCEM?!“- szepnęłam uszczęśliwiona.
Jezus skinął głową twierdząco i cudnie się do mnie uśmiechał.
„Jasne!”
Przytuliłam SERCE Jezusa do serca mego i zaczęliśmy tańczyć. SERCE Jezusa aż podskoczyło do góry ze szczęścia! Tańczyliśmy lekko, zwiewnie i żarliwie. SERCE unosiło mnie do góry i zanurzało w Sobie. Tańczyliśmy w miłosnym milczeniu, bliskości i intymności bez granic! Nic nas nie ograniczało! Tańczylismy w szczęściu i wielkiej radości!.
„Uszczęśliwiłaś wielce SERCE Moje, Monisiu!”- wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
„Że też SERCE pragnie tańczyć z takim byle czym jak ja…” – szepnęłam z powagą.
Jezus wzruszył się ogromnie! Niezmiernie! W Jego oczach widziałam łzy…
„Nie jesteś byle czym, maleńka Moja! Jesteś Córką Króla. Księżniczką jesteś! Jesteś duszą, na której mogę całkowicie polegać, i której całkowicie zaufać! Mogę i chcę ci się zwierzać. Nie każdemu mogę. Tobie tak! Jesteś duszą wyprówaną w cierpieniu. Duszą, która wszędzie za MNĄ pójdzie. Nie zostawisz Mnie i nie opuścisz. Jesteś duszą, którą pragnę uszczęśliwiać i rozpieszczać! Duszą, którą ukochałem nad ŻYCIE! Jesteś dla Mnie WSZYSTKIM. Nie jesteś 'byle czym’, Monisiu kochana! Jesteś WSZYSTKIM!”
Z oczu umiłowanego mojego ciekły łzy… I z moich oczu też ciekły łzy. Patrzyliśmy w siebie nawzajem uśmiechnięci, szczęśliwi i zapłakani. Przytuliłam policzek do policzka Jezusa. Trwaliśmy razem SERCE przy sercu, policzek przy policzku. I nasze łzy szczęścia połączyły w w jedno…
TANIEC POCIESZENIEM
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem.
„Moje kochane! Moje słodkie! Moje śliczne…”- szeptałam z miłością do SERCA Jezusa. Dotykałam JE dłonią najdelikatniej i najczulej jak potrafiłam. Dotykałam, głaskalam, całowałam…
Spojrzałam umiłowanemu w oczy głęboko.
„Oswoiłeś mnie Jezu kochany! Byłam dzika, nieufna, zamknięta w sobie. Ty mnie otworzyłeś. Otworzyłeś me serce na oścież! Wiatr w nim może hulać do woli. I hula!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechnął się do mnie tajemniczo.
„To nie wiatr, maleńka Moja. To DUCH ŚWIĘTY!”
„Niesamowite…”- szepnęłam rozpromieniona cała.
„DUCH tańczy w twoim sercu, Monisiu kochana! Ma duuuużo miejsca. Unosi się, tańczy, wiruje! A Ciebie, najmilsza, pociesza. DUCH ŚWIĘTY uwielbia i pragnie tańczyć w tobie i ciebie pocieszać! JEGO taniec jest pocieszeniem ciebie!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Patrzyłam w mojego ślicznego umiłowanego z uwielbieniem i zachwytem…