Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem wielkim. Jak w obrazek patrzył…
„Mój kochany Aniele!” – wyszeptał poruszony.
„Mówisz jak moje Dziecko… Wczoraj długo rozmawialiśmy. W trakcie rozmowy Dziecko rozkleiło się i zaczęło płakać… Łzy wielkie ciekły mu z oczu. Pocieszałam je… Nazwało mnie aniołem. Dowiedziałam się potem, że naprawiło to, co wcześniej zrobiło źle!”-szepnęłam z zapałem. I dodałam:
” Wieczorem byłam wyczerpana tym wszystkim. Ale bardzo szczęśliwa!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Ty też coś zrobiłaś. Dałaś…”
Przerwałam Jezusowi gwałtownie!
„Dałam. Ale potem kusiło mnie, żeby to zabrać! Odebrać. Ale nie zabiorę! Bo kto daje i zabiera, ten się w piekle poniewiera! Nie zabiorę!”
Jezus objął mnie ramionami i mocno przytulił do Siebie!
„Zadziwia i zachwyca Mnie twa hojność, Moniko. Hojność miłości!”
„Zadziwia?” – spytałam z uśmiechem od ucha do ucha.
„Mhm…”
„A ja myślałam że Boga już nic nie w stanie zadziwić!”
Jezus zaśmiał się głośno, dźwięcznie, cudownie!
„No widzisz, maleńka Moja! No widzisz!”
Trwaliśmy w intymności i uśmiechu od ucha do ucha!
Miesiąc: maj 2023
W INTYMNOŚCI
Trwaliśmy razem. Wpatrzeni w siebie nawzajem. Oblubieniec i oblubienica. Mój Jezus i ja. Jezus obejmował mnie ramieniem. Głaskał dłonią mój policzek i włosy… Patrzył we mnie z lubością. Rozpromieniony cały miłością i zachwytem wielkim… Oczy Mu błyszczały wzruszeniem. Patrzył we mnie i głaskał…
„Jesteś dla Mnie Wszystkim, maleńka Moja!” – wyszeptał żarliwie.
„I Ty dla mnie! I Ty dla mnie! Wszystkim!”
Ujęłam Jego dłoń, ucałowałam siarczyście i przytuliłam do policzka.
„Wiem, że ktoś cię zranił, maleńka i cierpisz bardzo!”-wyszeptał Jezus ogniście.
„Jedno z moich Duchowych Dzieci jest, że tak powiem, krnąbrne. I mnie rani. Szpilę w w serce mi wbija. Ale nic to. Skoro już tak być musi to trudno. Nic to.”
„Twoje cierpienie jest Moim cierpieniem, Moniko!” – wyszeptał Jezus żarliwie.
„A Twoje moim! Ale nie mówmy już o cierpieniu. Mówmy o Tobie i o szczęściu i radości, jakie mi dajesz! Uwielbiam Cię Jezu!”
„Uwielbiam cię Moniko!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Głaskał mój policzek i włosy… Było mi rozkosznie i błogo i słodko…
PO PROSTU JEZUS
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem! Patrzył. Oczy mu błyszczały… Biło od nich nieziemskie światło. Wypełniało mnie rozkoszą i błogością…
„Mój kochany Jezu! A raczej Panie Jezu!” – szepnęłam z mocą i uśmiechem od ucha do ucha.
Jezus objął mnie ramionami i mocno przytulił do Siebie. Uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Dla ciebie, maleńka Moja jestem Jezus. Po prostu Jezus wystarczy.”
„Więc jestem z Tobą na 'ty’?!”
„Właśnie tak!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Jest jeszcze inna sprawa. Ty jesteś moim Panem!”
„Jestem twoim Przyjacielem i Oblubieńcem!”
„I moim Panem, a ja sługa Twoja!” – upierałam się.
Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko, namiętnie, ogniście.
„Czy Pan całuje Swą sługę?” -spytał żarliwie.
„Nooo… Nie!”
„Czy Oblubieniec i Przyjaciel całuje Swą oblubienicę i przyjaciółkę?”
„Tak!”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie… Patrzyłam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem!
ZEŚLIJ!
Leżałam w objęciach umiłowanego Jezusa cierpiąca i zmęczona bardzo. Bolało mnie całe ciało, każdy mięsień, nerw, kosteczka. Tańczyłam bardzo! Leżałam z zamkniętymi oczyma. Nie miałam sił, żeby podnieść powieki. Mimo, że oczy miałam zamknięte, widziałam mojego Oblubieńca. Jezus obejmował mnie z tkliwością i patrzył tylko we mnie poważny, uroczysty i poruszony cały! Wyciągnęłam z trudem rękę i dotknęłam policzek ślicznego mojego. Jezus ujął moją dłoń w Swe dłonie i ucałował ją serdecznie, potem przytulił do policzka Swego.
„Ześlij Ducha! Wlej Ducha Świętego do serc moich Duchowych Dzieci i do serca mego! Proszę Cię Jezu!” – szepnęło moje serce.
„Wleję, maleńka Moja! Wleję. A ty odpocznij we Mnie. Odpocznij maleństwo Moje słodkie…”
Wtuliłam się w umiłowanego mojego jeszcze bardziej, odpoczywałam. Jezus pieścił moje serce. A pieszcząc wlewał w nie Ducha Świętego.
ZWYCIĘŻYLIŚMY
„Wiesz mój Jezu? Wczoraj znowu kusiło mnie, że to wszystko nieprawda, i że na wyrost…” – szepnęłam z powagą.
Jezus objął mnie ramionami i uśmiechnął się do mnie promiennie!
„I powiedz, jak sobie z tą pokusą poradziłaś, Moniko kochana?”
„Zignorowałam ją! Pomyślałam, że skoro Ty tak mówisz to tak jest. Innej opcji nie ma!”
„I pokusa znikła!”
„Tak! I to jeszcze tak perfidnie mnie kusiło po tym jak dwa razy mnie wysłuchałeś! Wiem, że to była błaha sprawa, ale…”
„To nie była błaha sprawa. Dla Mnie każda sprawa jest ważna i poważna!”
„Tak, właśnie masz rację mój Jezu kochany! To była ważna sprawa. Prosiłam, żeby dzieci nie musiały znowu płakać po stracie zwierzaka. Tyle razy już płakały… Nie chciałam, żeby znowu… Tofi miał wypadek, pod samochód wpadł. Stan bardzo ciężki. Pęknięta miednica. Żaden weterynarz w Zielonej Górze nie miał odpowiednich warunków i narzędzi, żeby udzielić pomocy. Odsyłali od jednego do drugiego, a kot był bliski śmierci. Gdy tylko się o tym dowiedziałam, zaczęłam 'walić’ do świętego Franciszka i do Ciebie. Chwilę później Lucyna, moja siostra, znalazła na internecie jakiegoś weterynarza w Nowej Soli, który zgodził się kota przyjąć i udzielił mu pomocy. Ja wiem, że to 'tylko’ kot, ale kot to też…”
„Moje stworzenie!” – wyszeptał Jezus ogniście.
„Tak. Kot to też stworzenie Boże!” – szepnęłam z mocą.
I dodałam:
„No i po tym jak mnie wysłuchałeś, zaczęło mnie kusić. To perfidne, wiem! Ale tak było.”
„Zwyciężyłaś jednak pokusę, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Oboje zwyciężyliśmy, kochany mój Jezu!” – szepnęłam z mocą i uśmiechem od ucha do ucha.
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
DZIEŃ MATKI
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem wielkim!
„Dziś Dzień Matki, Moniko najmilsza! Twój Dzień!”
„Tak. Ale ja jestem tylko duchową matką. Matka z krwi jest ważniejsza! To ona urodziła, wychowała…”
„Duchowa matka też jest bardzo ważna!” – wyszeptał Jezus żarliwie.
„Tak, ale…”
Nie dokończyłam. Jezus ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie głęboko i ogniście.
„Posłuchaj Mnie uważnie, maleńka Moja! Matka z krwi, jak to powiedziałaś, rodzi dziecko dla ziemi. Matka duchowa rodzi swe Dzieci dla Nieba.”
Patrzyłam w mojego Oblubieńca radośnie. Poruszona i wzruszona!
„Więc ja rodzę moje Duchowe Dzieci dla Nieba?!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Rodzisz przez taniec – ofiarę cierpienia i przez modlitwę. Rodzisz je dla Mnie, Moniko kochana! Dla Mnie!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem wzruszeni…
„Pięknie powiedziałeś, mój Jezu słodki! Przepięknie! Dziękuję, że mi to uświadomiłeś!”-szepnęłam z mocą.
Po chwili dodałam z przekornym uśmiechem:
„Gdyby matka z krwi nie urodziła dla ziemi, ja nie miałabym kogo rodzić dla Nieba!”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie!
„To prawda. Dlatego pięknie się uzupełniacie!”
„Jestem dumna z moich Duchowych Dzieci! Gdy patrzę jak się wspinają do Nieba, jak modlą się za siebie nawzajem! Jestem bardzo dumna z moich kochanych Dzieciaków!”
Jezus i ja patrzyliśmy w siebie nawzajem z miłością, zachwytem i uwielbieniem… A ja tańczyłam za moje Dzieci. Jak co dnia.
W ADORACJI
Leżałam w objęciach Jezusa obolała i zmęczona bardzo. Tańczyłam bardzo! Jezus z czułością dłonią odgarnął mi włosy z czoła. Patrzył we mnie poruszony i wzruszony cały.
„Moja piękna!” – wyszeptał żarliwie.
„Mój wspaniały!” – szepnęłam z trudem.
Mój umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować. Całował jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko, ogniście, czule i namiętnie. Całował z namaszczeniem, jakby mnie adorując! Całował bolące miejsca w moim ciele. I ja całowałam Rany Oblubieńca. Całując adorowałam Jezusa. Mimo cierpienia było mi dobrze i błogo i słodko. Rozkosznie! Nagle ogarnął mnie wielki wstyd! 'Jak On może mnie kochać! Ja taka nędzna, biedna i mała! Jak On może mnie kochać!’ – pomyślałam z bólem. Ale od razu naszła mnie myśl, że przecież On mnie zna! Wie o mnie wszystko. I kocha mnie taką jaką jestem! Wstyd zniknął! Byłam szczęśliwa i wolna, i całkowicie oddana umiłowanemu mojemu ślicznemu Jezusowi! Z Jego SERCA wyszła Hostia i weszła do serca mego. Jezus mnie całował i ja Go całowałam. Wciąż się całujemy. Trwamy w adoracji. Mój Jezus i ja.
WSPÓLNY OBOWIĄZEK
Leżałam z zamkniętymi oczyma. Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy i przytulił policzek do mojego policzka. Czułość, miłość, delikatność… Bliskość i adoracja.
„Odpocznij Moja mała… Odpocznij jeszcze…” – wyszeptał Jezus z tkliwością.
„Mój kochany Jezu!”
Jezus zaczął dotykać, głaskać, pieścić moje biedne, chore z miłości serce. Serce gdy tylko poczuło dotyk Oblubieńca aż podskoczyło ze szczęścia i radości! I ja zaczęłam dotykać, głaskać, pieścić SERCE Jezusa. SERCE gdy tylko poczuło dotyk oblubienicy aż podskoczyło ze szczęścia i radości! Nasze serca zbliżyły się do siebie. Objęły się i ucałowały. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Serca wtuliły się w siebie nawzajem. Przytulały się tak mocno, że już nie widziałam dwu, ale jedno wielkie SERCE! Trwaliśmy razem, serce w SERCU. W intymności i bliskości bezgranicznej. Miłość mnie otulała… I wtedy wypowiedziałam imię. Imię człowieka, którego mój duchowy Syn polecił mi do omadlania. I to imię, ten człowiek stał się naszą wspólną troską, Jezusa i moją. Stał się naszym obowiązkiem. Stał się moim duchowym Dzieckiem. W ten sposób przyjmowałam wszystkie moje duchowe Dzieci w opiekę.
JAK NAJLEPIEJ!
„A dobrze Ci we mnie, kochany?”
„A jak myślisz, maleńka Moja?”
„Nie wiem… Ale staram się, żeby Ci było we mnie jak najlepiej…”
Jezus rozpromienił się nade mną!
„Bardzo dobrze jest mi w tobie, Moniko kochana! Jak najlepiej!”
Po chwili zapytał:
„A dobrze Ci we Mnie, kochana?”
„A jak myślisz, mój Jezu słodki?”- spytałam z uśmiechem od ucha do ucha.
Jezus jakby się zawstydził, spoważniał.
„Nie wiem… Ale staram się, żeby Ci było we Mnie jak najlepiej…”
„Jak to nie wiesz?! Wiesz!!!”
„Nie ww…”
Jezus nie dokończył. Zamknęłam Mu usta słodkim pocałunkiem.
„Zanurzasz mnie w Sobie! Zatapiasz w miłości! Pociągasz mnie coraz bardziej i głębiej. Zachwycasz mnie, mój słodki Łobuziaku! Fascynuję i ekscytuję się Tobą!” – szepnęłam ogniście.
Ujęłam twarz Jezusa w swe dłonie.
„Kocham Cię Jezu!!!”
Jezus objął mnie ramionami i mocno przytulił do Siebie. Przytulał i otulał Sobą. Miłością.
„Moja kochana!!! Moja kochana!!!” – wyszeptał żarliwie.
Umiłowany nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
TERAZ
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały! Zakochany i zachwycony! Patrzył tak, jakby nie mógł się na mnie napatrzeć i mną nacieszyć.
„Tyś Moja!” – wyszeptał żarliwie.
„Twoja. Niczyja inna! Tylko Twoja!” – szepnęłam z mocą.
Wtedy Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować! Całował ogniście, słodko i namiętnie. Jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Potem położył głowę na sercu moim.
„Odpocznę sobie teraz na twoim serduszku!” – wyszeptał Jezus z lubością.
„Odpocznij, kochany. Odpocznij…” – szepnęłam łagodnie, z czułością.
Zaczęłam głaskać Jego policzek i włosy. I pomyślałam, że przecież może odpoczywać na milionach serc, a wybrał moje.
„Mogę, oczywiście. Ale teraz pragnę tu!”
„Teraz?”
„Teraz!”
Przecież u Boga nie ma 'dziś’, ani 'jutro’. Jest wieczne teraz…
„Ucieszysz się, Moniko najmilsza!”
„A dlaczego?”
„Zobaczysz. Niespodzianka!”
„Ty zawsze mnie cieszysz, mój Jezu kochany!”
„Uwielbiam cię cieszyć, bo uwielbiam twój uśmiech!”
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego
Jezus wciąż odpoczywa na sercu moim…