Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem wielkim. Jak w obrazek patrzył…
„Mój kochany Aniele!” – wyszeptał poruszony.
„Mówisz jak moje Dziecko… Wczoraj długo rozmawialiśmy. W trakcie rozmowy Dziecko rozkleiło się i zaczęło płakać… Łzy wielkie ciekły mu z oczu. Pocieszałam je… Nazwało mnie aniołem. Dowiedziałam się potem, że naprawiło to, co wcześniej zrobiło źle!”-szepnęłam z zapałem. I dodałam:
” Wieczorem byłam wyczerpana tym wszystkim. Ale bardzo szczęśliwa!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Ty też coś zrobiłaś. Dałaś…”
Przerwałam Jezusowi gwałtownie!
„Dałam. Ale potem kusiło mnie, żeby to zabrać! Odebrać. Ale nie zabiorę! Bo kto daje i zabiera, ten się w piekle poniewiera! Nie zabiorę!”
Jezus objął mnie ramionami i mocno przytulił do Siebie!
„Zadziwia i zachwyca Mnie twa hojność, Moniko. Hojność miłości!”
„Zadziwia?” – spytałam z uśmiechem od ucha do ucha.
„Mhm…”
„A ja myślałam że Boga już nic nie w stanie zadziwić!”
Jezus zaśmiał się głośno, dźwięcznie, cudownie!
„No widzisz, maleńka Moja! No widzisz!”
Trwaliśmy w intymności i uśmiechu od ucha do ucha!
HOJNOŚĆ MIŁOŚCI
Category: (NIE) MOJE MYŚLI