Leżałam na kwiatowej kanapie cierpiąca bardzo. Umiłowany mój pochylal się nade mną. Tkliwosc i czułość, Miłość i pochylenie…. Umiłowany mój pochylal się nade mną. I cierpiał ze mną. Pochylony, pochylal się bardziej i bardziej… Był taki mi bliski. Uśmiechał się do mnie promiennie, choć widziałam że cierpi. I ja uśmiechałam się do Niego radośnie, choć widział, że cierpię. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej pochylal się nade mną. Jego twarz była tuż przed moją twarzą… Był bardzo bliski.
„Pozwól Mi, Perełko Moja. Pozwól Mi proszę…”
„Dobrze, Ukochany. Jeśli chcesz!”
„Pragnę!” – wyszeptal z ogniem w głosie i żarem w oczach.
„Jeśli TY pragniesz, ja też!”
Nie wiedziałam o co prosi i czego pragnie. Ale prosil i pragnąl. To mi wystarczylo. Jego pragnienie było moim pragnieniem. Leżałam więc cierpiąca a Umiłowany zbliżył Swą twarz do mojej twarzy bardziej i bardziej. I pocałował mnie. Potem spojrzał we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Patrzył mi w oczy głęboko. Zapatrzylam się…
Lezalam, wisząc na Krzyżu. Umiłowany cierpiący cały, w koronie cierniowej na głowie, kleczal przede mną. Mój Najdroższy pochylił się i szepnął mi do ucha:
„Maleńka Moja, pozwól Mi proszę.”
„Pragnę!” – zabiło moje serce. Umiłowany mój zdjął koronę cierniowa z głowy. Pochylil się i zaczął całować… Leżałam, wisząc na Krzyżu. Naga. I nie mam tu na myśli nagości ciała. Leżała przed Umiłowanym naga dusza. Nędzna, grzeszna, słaba i cierpiąca. A ON widzial te całą moją nędzę, biedę i Cierpienie. I całowal. Całowal z czułością wielką… Pocałunek przy pocałunku. Całowal. A wraz z pocałunkami spływal na mnie Zdrój Miłości. Ożywial On moją duszę, nawadnial, użyznial. Oddawalam Umiłowanemu moją nędzę i Cierpienie. A ON to przyjmował i w taniec zamieniał. Całowal i całowal. Cierpiący Oblubieniec całowal Swą cierpiąca oblubienice. Całowal…
W końcu Ukochany objął mnie i przytulił do SERCA Swego. I tak Tańczylismy w Miłości.
Lezalam na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój pochylal się nade mną. Promienial cały.
„Dziękuję, że Mi pozwolilas, Najmilsza Moja.”
„To ja Ci dziękuję, mój Maleńki!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie i On uśmiechał się do mnie cudnie. Przytulił Swoj policzek do mego policzka. Tańczylismy bardzo. W szczęściu niewymownym.
Miesiąc: sierpień 2017
PODDAŁ SIĘ
Staliśmy przy studni. Umiłowany mój i ja. Ukochany stał naprzeciw mnie i mnie obejmował. Promienny i świetlisty bardzo. Patrzył we mnie z zachwytem i uwielbieniem… Jego oczy błyszczaly Miłością. Patrzył we mnie jakbym była dla Niego najpiękniejsza i jedyna na świecie. Jak w obrazek we mnie patrzył. Aż mi głupio było. Chciałam spuścic głowę, ale ujął ją w Swe dłonie. I patrzył.
„Podziwiam Swoje Dzieło, Perełko!” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
„Podziwiaj, Umiłowany. Wszystko, co dobre we mnie jest Twoim Dziełem!”
Ukochany patrzył we mnie i patrzył…
„A gdybym Ci, Perlo powiedział, że to (tu wskazał na Ogród Sercowy), że to wszystko kłamstwo?”
Zaśmiałam się swobodnie. Czułam się bardzo swobodnie przy Ukochanym. Byłam po prostu sobą.
„Nie uwierzyłabym Ci!” – powiedziałam głośno, patrząc Umiłowanemu mojemu prosto w oczy.
„Nie? A dlaczego?” – spytal, ale nie wyglądal na zdziwionego. Na zakochanego i uradowanego raczej.
„Za bardzo mnie zmieniłeś, za wiele uczyniles we mnie dobra, żeby mogło to być kłamstwem. Poza tym jeśli to wszystko jest kłamstwem, to i Ty też jesteś kłamstwem. A to przecież nieprawda.”
„Więc ufasz…” – Umiłowany nie dokończyl. Zamknęłam Mu usta pocałunkiem. Patrzyłam w Niego uśmiechnięta.
„Ufam, że mnie nie oklamiesz. Bo jestes Prawdą, a nie kłamstwem. A jeśli nawet mnie okłamujesz to i tak Cię kocham!”
Ukochany zaśmiał się perliscie.
„Poddaję się Najmilsza Moja!”
„I bardzo dobrze!”
Po chwili dodałam:
„Mam do Ciebie, Umiłowany, prośbę!”
Umiłowany pochylil się w zasluchaniu.
„Jaka, Perełko?”
„Żebyś mnie więcej nie sprawdzał. Bo mam wrażenie że ostatnio jakoś mnie sprawdzasz. Nie sprawdzaj mnie, proszę, bo… bo znów się będziesz musiał poddać!” – uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego. On patrzył we mnie słodko…
„Takas pewna siebie?” – spytal przekornie.
„Siebie? Nie. Nie siebie. Ciebie! Ciebie jestem pewna.”
„Poddaję się znowu, Perełko!”
Patrzył we mnie z zachwytem ogromnym. Jasność i piękno niezwykle biły od NIEGO. Cudnosc tak wielka, że słow brakuje… Patrzyłam w zachwyceniu, uniesieniu, uwielbieniu…
„Mój Piękny! Mój Przecudny…. Mogę patrzeć w Ciebie i patrzeć…” – wyszeptalam w głębi serca mojego. Ukleklam przed Nim i ucalowalam SERCE Jego. Umiłowany mój podniósł mnie i przytulił do Siebie mocno… Mocno…
„Znów się poddaje, Perełko Moja!”
„No cóż… skoro lubisz…”
„Poddawać się Tobie Perlo?? Uwielbiam!!!”
Wziął mnie na ręce i zawirowal wokoło z wielką radością. Zaniosl mnie do naszej altanki i położył na kwiatowej kanapie. Leżałam tańcząca. Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylal się nade mną… Cały był dla mnie, a ja cała Jego byłam. Pochylał się bardziej i bardziej… Okrywał mnie Sobą, otulał. Zatapiał, zamykal w Sobie. Przenikał… Jednoczył w Komunii SERCA, duszy i ducha. W Komunii miłości i cierpienia. W Komunii tańca. Brakuje mi słów… Napiszę więc tylko, że Umiłowany poddał mi się raz jeszcze. Mój Maleńki, Najdroższy…
NAGRODA
Umiłowany siedział na kwiatowej kanapie w naszej altance. Trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i spytał:
„Co dzisiaj robimy, Perełko?”
Uśmiechnęłam się do Niego tańcząca.
„Szczerze? Najlepiej mi jest przy Tobie na Krzyżu. Tam jesteś najbliższy…”
Umiłowany wstal z kanapy i z wielkim namaszczeniem i czułością położył mnie na niej. Na kwiatowej kanapie mnie położył, poprawił mi poduszki pod głową, odgarnął mi włosy z czoła… Pochylal się nade i patrzył mi w oczy głęboko i tkliwie. Miłość sama… Patrzyłam w JEGO oczy. Zapatrzylam się…
Lezal przede mną na Krzyżu. Cierpiący, umeczony… Kleczalam przed Nim. Moje serce przed Umiłowanym moim kleczalo. Patrzyłam w Niego ze wzruszeniem. Cały był Oddaniem. Cały dla mnie. Leżał i patrzył we mnie łagodnie. Pochyliłam się i całowałam JEGO Rany. Całowalam, całowalam… Pocałunek przy pocałunku. Objęłam Jego i wtulona w Umiłowanego trwałam przy Nim. Przy moim Skarbie. Przy Maleńkim moim.
Lezalam tańcząca na kwiatowej kanapie. Umiłowany otulal mnie Sobą.
„A kochasz Ty Mnie, Perełko?””-spytal uśmiechając cudnie.
„Ty wiesz, Ukochany!” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Wiem. Widzę jak bardzo.”
Patrzyłam w JEGO oczy, a On patrzył w moje.
„A kochasz Ty mnie?”
„Perlo Moja, Ty wiesz!”
„Wiem. Widziałam jak bardzo!”
Pochylal się nade mną bardziej i bardziej i bardziej.
„Za Twa miłość, Perełko, czeka Cię nagroda!” – Jego twarz była tuż przy mojej twarzy… Już otwieralam usta żeby coś powiedzieć, ale zamknął mi je pocałunkiem. A Jego SERCE szepnęło:
„Wiem, wiem. Ty nie dla nagrody. Ale ona czeka na Ciebie.”
„TY jesteś moją NAGRODĄ!”
Ukochany rozpromienil się bardzo nade mną.
„Tak. I czekam na Ciebie!” – szepnął Umiłowany. I pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Piękne, czysto i słodko. Całowal… A ja znalazłam się na wielkiej łące. Byłam już kiedyś na niej. Łąka była rozległa bardzo. Sięgała po horyzont. Od horyzontu po horyzont. Była pełna pięknych, polnych barwnych kwiatów. Cudnych! Kolorowych kwiatów. Jak kiedyś pisalam, byłam pewna że Łąka ta jest spełnieniem wszystkich moich pragnień. Tak przynajmniej mi się wydawało. Lecz teraz Łąkę zasnuwala mgła. Tajemnicza mgła. Wyłonił się z niej Umiłowany. Piękny, jasny i świetlisty niezwykle… Zbliżył się do mnie, objął mnie i wziął w ramiona. Ucałował mnie w czoło. Tańczylismy. Tańczylismy po wielkiej kolorowej Łące, pływalismy w kwiatach. Brodzilismy… Umiłowany mój uśmiechał się do mnie promiennie, czysto, pięknie, słodko… jak Jego pocałunek.. I tajemniczo…
WEWNĄTRZ
Siedzieliśmy z Umiłowanym na ławeczce pod drzewem Krzyża. Ukochany trzymał mnie w Swoich objęciach i tulil do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z ogromną Miłością
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z uwielbieniem i zachwytem.
„Tak mi dobrze przy Tobie, Umiłowany.Tak dobrze!” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Dobrze? Cierpisz bardzo, Perełko.”
Uśmiechnęłam się. Pomyślałam, że mnie sprawdza. „A może raczej chce, żebym sama siebie sprawdzila”.
Spojrzałam Ukochanemu w oczy głęboko i szeptałam ni to do siebie ni do Niego:
„Jakże może mi być źle? Jesteś przy mnie, tulisz do SERCA. Patrzysz we mnie tak pięknie, tak cudownie! Nosisz mnie na rękach. Uszczęśliwiasz na każdym kroku! Kochasz mnie! Pragniesz! Jesteś moim Szczęściem, moim Życiem! Jakże może mi być źle?!”- zaśmiałam się wesoło.
Patrzył we mnie z tkliwoscia i czułością niewyobrażalna.
” Cierpisz bardzo „-szepnal.
” To prawda, cierpię. Ale to nie ma nic wspólnego z tym, że jest mi dobrze, albo źle. Ty cierpiałeś za mnie to dlaczego ja nie miałabym nie cierpieć dla Ciebie? Każdy cierpi. Jeden mniej, inny bardziej. Ale każdy. Ty dajesz każdemu krzyż. Każdemu na miarę, dopasowany do każdego. I mi też dałeś. Nie za lekki i nie za ciężki. Na miarę. I staram się go dzwigać i iść za Tobą. A kiedy wydaje mi się za ciężki, Ty pomagasz mi go dzwigać, Umiłowany! ”
Ukochany pochylal się nade mną w milczeniu. Tulił do SERCA. Patrzyłam na drzewo Krzyża… Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego.
” Zresztą ja nie mam już Krzyża. Wisze na Twoim! ”
Umiłowany rozpromienil się bardzo. Trwalismy w uśmiechu.
Potem Umiłowany zaniósł mnie do naszej altanki i położył na kwiatowej kanapie. Leżałam tańcząca. Ukochany pochylal się nade mną. Patrzył Spojrzeniem z Krzyża.
” 'Szczęście nie zależy od tego co na zewnątrz. Szczęście zależy od tego co wewnątrz’ – to Twoje słowa, Perełko. Spodobały Mi się!” – uśmiechnął się do mnie cudnie.
„To TY sprawiłes, że mogłam je wypowiedziec, Umiłowany!”
Po chwili szepnęłam jeszcze:
„Jeśli wewnątrz Miłość, Pokoj i Szczęście królują, nie przeszkodzi im żadna burza na zewnątrz, żaden huragan ani potop!”
Umiłowany pochylal się nade mną bardziej i bardziej i bardziej… Otulal mnie Sobą, zamykal w Sobie. I uszczęśliwial mnie…
ODPOCZYWAM W UMIŁOWANYM
Nie wiem czy byłam w Ogrodzie mojego serca, czy leżałam w łóżku. Nieważne. Byłam w Ramionach Umiłowanego mojego. Tańcząca bardzo intensywnie. Umiłowany trzymał mnie w Ramionach i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie z niezwykłą Miłością i czułością. Rozmawialiśmy długo. Na koniec Ukochany uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Nie musisz dzisiaj opisywać naszej dzisiejszej rozmowy. Odpocznij, Perełko Moja najdroższa. Przy SERCU odpocznij” – wyszeptal z czułością.
„Dobrze, Ukochany. Dziękuję!”
Przytulił mnie jeszcze bardziej do SERCA. Odpoczywam….
Ostatnio wciąż zmeczona jestem. Bardziej i bardziej. Coraz bardziej cierpię. A jak boli bardzo i zmęczenie to i różne pokusy mnie atakują. Jednak Umiłowany mój bardzo mi pomaga. Jest moją Opoka i Skalą. W NIM zapuściłam
korzenie i nic mnie z Niego nie wyrwie. Umiłowany trzyma mnie w Swoich dłoniach i nie wypuści mnie z nich! Wiem to. Nic mnie nie odłączy od Ukochanego. Podtrzymuje mnie, na rękach mnie nosi… Maleńki mój. Aż Tak bardzo mnie kocha!!! Tak bardzo! Że zechciał użyczyć mi miejsca na Swoim Krzyżu. A wczoraj wsparł mnie bardzo poprzez mego Duchowego Syna, przez Jego słowa.
Kocha mnie!!! A Jemu ufam. Tylko JEMU, UMIŁOWANEMU mojemu. Oddałam Mu swoje serce. Bije dla NIEGO.
Odpoczywam w Umiłowanym.
CIESZ SIĘ MIŁOŚCIĄ I ŻYJ W RADOŚCI
Leżałam na kwiatowej kanapie. W naszej altance. Obolała, słaba i zmęczona leżałam. Najdroższy, Umiłowany mój był ze mną. Pochylony nade mną z tkliwoscia, którą trudno opisać. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej patrzył we mnie…
Patrzyłam w Umiłowanego patrzyłam i rozmyślalam… O czym? O tym co jeszcze muszę jeszcze, ile chciałabym zrobić, a chyba nie dam rady bo brakuje mi sił. On wiedział. Wcześniej Mu się zwierzyłam. A teraz Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko… Zapatrzylam się w Umiłowanego mojego.
Lezal przede mną Ukrzyżowany. Kleczalam przy Nim pochylona. Wzruszona. Patrzył we mnie bezsilny, obolały i zmęczony… Pochyliłam się jeszcze bardziej i całowalam JEGO Rany. Potem przytuliłam się do Umiłowanego i objęłam Jego Krzyż. Trwałam w przytuleniu. Umiłowany szeptal do mego serca:
„Maleńka… Jesteś obolała, zmęczona i słaba, bo wisisz ze Mną na Krzyżu.”
„Tak, Najdroższy mój.”
Patrzył we mnie z Miłością bez granic.
„Bardzo Cię boli, prawda?” – spytal Umiłowany.
Patrzyłam w Umiłowanego, cierpiącego niezmiernie.
„Bardzo, Umiłowany”- wyszeptalam.
„Prawdę powiedziałaś, Perełko Moja.”
Znów leżałam na kwiatowej kanapie, a Umiłowany mój pochylal się nade mną. Patrzył promienny i jasny.
„Żyj w poczuciu, że już nic nie musisz. Jesteś Moją Miłością i Radością. A Ja jestem Twoją. Ciesz się Miłością i Żyj w Radości. A Ja dam Ci siłę, kiedy będziesz jej potrzebować.”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego radośnie.
„Dobrze, Umiłowany! Dziękuję Ci!!!”
Obsypywal mnie pocałunkami…
CIESZĘ SIĘ, BARDZO!!!
Nakarmil mnie Swoim Ciałem
Moje serce uklęklo przed NIM w uwielbieniu. Podniósł je natychmiast i przytulił do Swego SERCA. Pochylal się nade mną z tkliwoscia niesamowitą. I patrzył we mnie Spojrzeniem z Krzyża. Ja uśmiechałam się do Niego tańcząca.
„Idziemy, Perełko?” – spytal uśmiechając się promiennie.
„Tak!!!” – szepnęłam radosna.
Umiłowany trzymając mnie na rękach wyszedł z altanki. Wniósł mnie do wodospadu Miłości i delikatnie postawił. Woda spływala z góry z pluskiem na nas. Umiłowany objął mnie i mocno przytulił do Siebie. Patrzył we mnie z TAK wielką czułością, że nie potrafię opisać…
„Tak mi dobrze z Tobą, Umiłowany!!! Tak dobrze!!! I wiem że zawsze jesteś ze mną. Z Tobą mogę góry przenosić!” – szepnęłam wpatrzona w Najdroższego mojego.
Ujął w obie dłonie moją twarz. Uśmiechałam się do Niego.
„Piękności Moja Umiłowana! Maleńka Moja! Najmilsza Moja! Moja Piękności… Moja Maleńka!” – gładził moją twarz i patrzył jasny i świetlisty we mnie.
„Nikt tak we mnie nie patrzy jak Ty! Nikt tak do mnie nie mówi jak Ty! Nikt tak mnie nie kocha jak Ty!” – szepneło moje serce. Umiłowany mój wciąż szeptal:
„Maleńka Moja… Piękności Moja!”
Uklęknął przede mną i ja ukleklam przed Nim. Ujęłam twarz Umiłowanego w swoje ręce. Głaskalam…
„Powiedziałeś że się będę Tobą cieszyć. Bardzo się Tobą cieszę!!! Bardzo!!!”
Umiłowany patrzył mi w oczy głęboko i promiennie bardzo… I pocałował mnie… Pięknie, czysto i słodko. Trwalismy w tym pocałunku. I tańczyliśmy. Długo.
Potem zaniósł mnie do altanki i położył na kwiatowej kanapie. Nagle zrobilo mi się zimno.
Umiłowany pochylal się nade mną…
„Chodz do Mnie, Maleńka. Ogrzeje Cię!”
Przylgnelam do Niego całą sobą. Sercem, duszą i ciałem. Otulal mnie Sobą i zamykał w Sobie…
„Cieszę się Tobą, Perełko Moja! Bardzo się cieszę Tobą!”
Patrzył we mnie promienny. Byłam w JEGO świetle.
PĘDZIMY
Pędził, gnal, spieszyl się. Umiłowany mój. Siedział w jakimś zaprzęgu czy rydwanie. Nie wiem dokładnie, nie widziałam. Wtulona w Niego byłam całkowicie! W oczy wiał przeciwny wiatr. Umiłowany otulal mnie Sobą. I gnał prosto przed Siebie! Jednocześnie patrzył we mnie zachwytem i promiennie bardzo. I ja w Niego patrzyłam, promienna i zachwycona! Pędziliśmy, minęliśmy. A ja czułam się jak Oleńka w ramionach Kmicica 🙂 Może to porównanie nieadekwatne do sytuacji, infantylne, ludzkimi słowami napisane. Ale tak się czułam. Ukochana, zakochana, uszczęśliwiona, w ramionach Umiłowanego. A ON gnał, pędził, mknął.
Otworzyłam oczy. Leżałam na kwiatowej kanapie. Umiłowany mój był ze mną. Pochylony nade mną z zachwytem.
Uśmiechnęłam się do Niego.
„To był sen?” – spytałam uśmiechając się do Umiłowanego mojego.
„Sen, nie sen, Perełko Moja” – uśmiechnął się tajemniczo.
„A dokąd tak pędziliśmy?” – dopytywalam.
„Tak mogliśmy pędzić tylko w jedno Miejsce. Do Domu!”
„O!!! Wspaniale!!! A długo jeszcze będziemy pędzić?”
Umiłowany nie odpowiedział, tylko uśmiechał się do mnie tajemniczo.
„Ile będzie trzeba!” – szepnęłam wpatrzona w Niego.
„Tak, Perełko. Ile będzie trzeba” – szepnal Ukochany patrząc mi głęboko w oczy. Nagle nasza altanka zaczęła… zmieniać kształt i formy. I po chwili znalazłam się w złotej, zlocistej komnacie… Wszędzie było złoto! Kapalo zlotem! Świecilo, błyszczało, lsnilo… Wszędzie stały bukiety stokrotek! Cudnie! Ja leżałam… na wielkim łożu z baldachimem… Na barwnych, mięciutkich poduszkach. Umiłowany pochylał się nade mną z zachwytem.
„Tym jest dla Mnie Twe serce, Perełko.”
Byłam zdumiona i zachwycona zarazem!
„To znaczy, że Ci dobrze w moim sercu, Ukochany! Że Ci się w nim podoba!”
„Bardzo, Perełko. Bardzo!”
Patrzyłam Mu w oczy szczęśliwa niezmiernie. A Umiłowany nachylił się i mnie pocałował. Znów byłam w naszej altance.
„Twoje serce, Najmilsza jest dla Mnie królewską komnatą”.
„Cieszę się, mój Umiłowany!!!”
Ukochany przytulił mnie do SERCA i nakarmił Swoim Ciałem. Patrzyłam w Niego z miłością i uwielbieniem…
„Pędzimy!”- szepnęłam patrząc MU w oczy.
„Pędzimy, Perełko!”- Ukochany uśmiechnął się do mnie promiennie.
SENS
Leżałam na kwiatowej kanapie. Obolała bardzo i zmęczona. Najdroższy mój, Umiłowany mój, Maleńki mój pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i Miłością nie do opisania słowami… Patrzyłam w JEGO oczy głęboko.
'Zmeczona i boli bardzo… ”
Umiłowany ujął moją rękę w Swoje dłonie, przytulił do Swego policzka i ucalowal ją. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża.
„JA JESTEM z Tobą Najmilsza Moja.”
„Taka jestem szczęśliwa! Taka szczęśliwa że ze mną jesteś, Ukochany mój! Bez Ciebie to nie miałoby sensu… Ty jesteś SENSEM.”
Patrzył mi w oczy głęboko. Zobaczylam Ukochanego wiszącego na Krzyżu. Cierpiącego.
„Bez Ciebie, Perełko Moja to nie miałoby sensu.”
„Mój Maleńki…!”
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem, zbliżył Swą twarz do mojej twarzy pocałowal mnie. Całowal mnie. Cierpiący Oblubieniec całował Swą cierpiąca oblubienice. Tańczylismy bardzo. Tańczymy.
TYCIU, TYCIU
Umiłowany pochylal się nade mną. Leżałam na kwiatowej kanapie leżałam tańcząca bardzo. Ukochany był przy mnie. Czuwał przy mnie. Pochylal się nade mną z tkliwoscia i Miłością nie do opisania słowami.
Patrzyłam w Umiłowanego mojego z uwielbieniem. Uśmiechałam się do Niego, a On się do mnie cudnie uśmiechał.
Dotknęłam swojej szyi. Perła była wisiała na niej. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Sprawdzam, upewniam się, że to wczoraj to nie był sen!”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie z czułością…
„To nie sen, Perełko Moja.”
„Specjalnie wymyślasz różne preteksty, żeby mnie uszczęśliwiaić!”
„Chciałem pójść z Tobą na ryby” – szepnal Ukochany.
„A według mnie ryby były tylko pretekstem!”
„Skąd wiesz, Perełko?”
„A więc to prawda! – zaśmiałam się radośnie. Ukochany też się śmiał! Trwalismy w uśmiechu, zapatrzeni w siebie nawzajem.
” A skąd wiem? Wydaje mi się, że troszkę, nie dużo. Tak tyciu, tyciu, ale Cię znam.”
„Tyciu, tyciu?” – Umiłowany rozpromienil się bardzo!
„Tak! Tyciu, tyciu.”
Patrzyłam w Umiłowanego mojego, tańcząca. Czułam się jak małe dziecko, które dopiero uczy się chodzić. Czuje się jakby poruszalo się we mgle. I nagle odkrywa, że Ta Mgła to jego ukochany Tato. I czuje się szczęśliwe i bardzo bezpieczne, bo wie, że Tato zawsze jest przy nim. Patrzyłam w JEGO oczy. Nagle zabolało mnie bardzo. Tak, że aż się skrzywilam z bólu. Ale zaraz się uśmiechnęłam się do Umiłowanego.
„Bardzo Cię boli, Perełko?” – spytal, ale to pytanie było stwierdzeniem faktu.
„Boli… Tańczę dla Ciebie, mój Maleńki! Ale mój taniec to nic wobec Twojego Tańca!”
Patrzył we mnie. Swym cudnym Spojrzeniem patrzył. Spojrzeniem z Krzyża. Obejmował mnie, ogarniał, przytulal… Tańczylismy wisząc na jednym Krzyżu.
„Mam do Ciebie prośbę, Perełko Moja” – odezwał się Ukochany.
„Słucham? Jaką?”
„Nigdy nie umniejszaj swojego cierpienia. Jest ono cenne w Moich oczach. Twój taniec jest cenny i Twoja miłość jest cenna. Nie umniejszaj. Proszę.”
„Dobrze” – wyszeptalam prawie nuedoslyszalnym głosem. Po chwili dodałam:
„Bardzo mnie boli, Ukochany…”
„Wiem, Perełko. Wiem.”
Ucalowal mnie. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Tańczylismy bardzo. Wciąż tańczymy.