„Szybki jesteś, mój Jezu! Szybki Bill!!!” – zaśmiałam się radośnie.
Patrzyłam w umiłowanego rozpromieniona! I On uśmiechał się do mnie promiennie!
„Szybciej skończymy, szybciej będziemy mieli wolne!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Taaa!”
„I szybciej będziemy świętować!” – dodał mój śliczny ogniście.
„Taaak!” – szepnęłam z mocą. I po chwili znów szepnęłam:
„Trzydzieści rozważań to już jest COŚ, prawda, kochany?”
„Prawda, maleńka Moja. Prawda!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„No, ale nie mówmy 'hop’, póki nie przeskoczymy! Jeszcze jedno rozważanie! Tylko jedno i aż jedno. Dla mnie aż jedno!”
„A dla Mnie tylko jedno!” – zaśmiał się Jezus perliscie.
„No widzisz, mój słodki! I taka jest miedzy nami różnica!” – szepnęłam z uśmiechem.
„Nie szukajmy tego co nas dzieli. Patrzmy na to co nas łączy!” – wyszeptał Jezus ogniście.
„Taaak!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący cały miłością.
„A łączy nas pasja tworzenia!” – wyszeptał cały ognisty.
Otworzyłam usta ze zdumienia… I tak patrzyłam w Jezusa z otwartymi ustami… Jezus zamknął mi je pocałunkiem. Słodkim i czułym, ognistym i śmiałym!
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic!
Miesiąc: wrzesień 2022
W JEZUSIE
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem…
„Jak dobrze Mi w tobie, maleńka Moja! Jak dobrze…” – wyszeptał z tkliwością.
Uśmiechnęłam się do Jezusa nieśmiało.
„To dobrze! U mnie ma Ci być dobrze, mój Jezu Maleńki!” – szepnęłam z mocą.
Wyciągnęłam rękę i dłonią zaczęłam głaskać policzek umiłowanego mojego…
„Proszę Cię, mój śliczny, pomóż mi ułożyć rozważanie. Bo ja czytam czytania i czytam… I jakoś pomysłu nie mam…”
Jezus ujął moją dłoń w Swe dłonie i ucałował ją gorąco i przytulił do Swego policzka.
„Nie martw się, maleńka Moja. Mamy jeszcze dużo czasu. Ułożymy. Spokojnie. Ułożymy razem. Ty i JA.”
„Skoro tak mówisz, mój Jezu to nie będę się martwić!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Patrzyłam w oczy mojemu ślicznemu i patrzyłam…
„Wiesz mój Jezu?”
„Mhmm?” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
„Uważam, że ważne jest wiedzieć dla Kogo się coś zrobi. Że dla Ciebie. Nie dlatego, żeby się chwalić i wywyższać, że ja coś robię dla Ciebie. Jeśli chodzi o rozważania to same mi się układają. Jeśli się wie dla Kogo się to robi, to oczywiste, że wie się z Kim. Ja robię dla Ciebie i z Tobą. Z Tobą, dla Ciebie. Z świadomości tego wynika coś jeszcze ważniejszego: w Tobie! Dla Ciebie, z Tobą = w Tobie! W Jezusie!”
Jezus patrzył we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały…
„Pięknie powiedziane, Monisiu! Bardzo pięknie!” – wyszeptał z zachwytem wielkim.
„To też nie ja!” – zaśmiałam się perliscie.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko. Zakochani na zabój! Mój słodki Jezus i ja.
STRZAŁ W DZIESIĄTKĘ!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Tulił mnie do SERCA, patrzył we mnie głęboko i mówił:
„Spytasz Córeczki czy się ich boi. A gdy powie, że nie, zacznie się tłumaczyć i robić z tego problem, pokażesz notkę.”
Kiwnęłam głową, że dobrze. Umiłowany moj Jezus mówił dalej:
„Skoro się nie boi, to nie ucieka. Jeśliby się bała, wtedy jej wyjście byłoby ucieczką. A tak wychodzi, pokazując, że nie chce uczestniczyć w konflikcie. Jakby mówiła: 'chcecie się kłócić? Ok, ale beze mnie!’ Jeśli zacznie atmosfera gęstnieć, może zacząć spiewać: 'Gdzie miłość wzajemna i dobroć, tam znajdziesz Boga żywego’!”
Zaniemówiłam!!! Zatkało mnie mnie! Potem zaśmiałam się! Ten śmiech wynikał z całkowitego zaskoczenia! Z wielkiego zdumienia!
„Proste! I w punkt! Sama bym tego nie wymyśliła! A Ty, kochany mój Jezu strzeliłeś w dziesiątkę! W dychę!”
„Ja zawsze strzelam w dychę!” – zaśmiał się Jezus perliście.
„W dychę!” – szepnęłam z podziwem i zachwytem wielkim. I zapytałam:
„A nie wyrzucą jej?”
„Za co? Przecież może sobie śpiewać!”
I zbliżywszy Swą twarz do mojej twarzy wyszeptał ogniście:
„Jeśliby ją wyrzucili, przyznaliby jej rację!”
Patrzyłam w Jezusa zdziwiona!
„No taaak! Genialne!”
Patrzyłam w mojego ślicznego umiłowanego Jezusa z zachwytem i uwielbieniem. A On uśmiechał się do mnie cudownie!
O ZMIENIANIU SIEBIE
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach, rozpromieniona cała! I wspominałam wczorajsze spotkanie z Duchową Córeczką.
„Niesamowita dziewczyna! Niezwykła… Bardzo się ostatnio zmieniła! Ma w sobie niezwykłą wolność! Jestem z niej bardzo dumna!”
„Powinnaś być dumna też z siebie. Pomogłaś jej” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Ja? A niby jak?” – zdziwiłam się bardzo.
„Tańcem i tłumaczeniem!”
„Ja se mogłam tłumaczyć, ale Ty działałeś! A ona przyjmowała i chciała się zmieniać!”
„Tak zmienialiśmy ją we tróje. JA, ona i ty.”
„We tróje!” – uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie. I mówiłam dalej:
„Przyjęła mnie jak domownika, a potem…”
„No cóż, maleńka. Niektórzy nie chcą się zmieniać. Nawet nie próbują…”
„Tak…” – szepnęłam z powagą. Ale za chwilę znów się ożywiłam:
„Wiele razy mi mówiła, że notki świecą, jaśnieją Tobą! Żeby ona wiedziała jak Tobą jaśnieje, świeci! Promienieje Tobą! Pewnie o tym nie wie?”
„Skąd! Jasne, że nie wie!” – zaśmiał się Jezus cudownie.
„No to się dowie!”
Patrzyłam w mojego umiłowanego z uwielbieniem i zachwytem…
„Dzięki niej wiem co ja mam w sobie zmieniać!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Tańczylismy w intymności i bliskości bez granic!
ŻYWA NOTKA
Leżałam w objęciach Jezusa uśmiechając się do Niego radośnie! I Jezus uśmiechał się do mnie cudownie! Promiennie bardzo!
„Udało się! Noga wprawdzie jest sztywna, ale moja siostra i szwagier dali radę! Dziękuję Ci mój słodki!” – szepnęłam z mocą.
„Dla ciebie wszystko, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus promiennie.
„Dziękuję… A jutro notki nie będzie!” – szepnęłam z radością.
„Raz może nie być!” – umiłowany patrzył we mnie z lubością.
„Moja Duchowa Córeczka nie będzie miała notki, ale będzie miała mnie!” – szepnęłam wpatrzona w Jezusa.
„Będzie miała Żywą Notkę ode Mnie. Ty Monisiu jesteś moją Notką dla swoich Dzieci. Ode mnie!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim. A ja patrzyłam w mojego umiłowanego z nieśmiałością i szczęściem…
NIECH SIĘ DZIEJE WOLA TWOJA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo. Patrzyłam w oczy mojemu ślicznemu…
Jezus patrzył we mnie z tkliwością niesamowitą.
„Jesteś na Mnie zła, maleńka Moja?” – spytał z ogniem miłości.
„Zła?! Na Ciebie?! Nie! Jestem zaskoczona i zdezorientowana całą tą sytuacją. A raczej tym co z niej wynikło. Wszystko ułożone, umówione. Wujek ma wolne, do pracy nie idzie. Córeczka… No nic, w najgorszym razie trzeba będzie przełożyć nasze spotkanie” – szepnęłam wpatrzona w oczy Jezusowi.
„I co Mi powiesz, maleńka?”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie.
” 'Co Ci powiem, to Ci powiem, ale Ci powiem’- jak mówi Kwicoł z filmu 'Janosik’!”
Ujęłam twarz Jezusa w swoje dłonie i ucałowałam ją serdecznie. Potem szepnęłam:
„Niech się dzieje Wola Twoja!”
„Dzieje się Moja Wola, Monisiu kochana!”
Jezus patrzył we mnie głęboko. Ogniście.
MĄDROŚĆ JEZUSA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
– Tak, mój Jezu! Na świecie może być nie wiem jak bardzo źle. We mnie ma być CI, kochany, dobrze. Bardzo dobrze!” – szepnęłam z mocą.
„Ma być? Nie być może? Nie powinno być? Nie musi być? Dlaczego ma być, maleńka Moja?” – dopytywał się Jezus z cudnym uśmiechem.
„Ma być! Skoro jestem z Tobą, Jezu, skoro Ciebie kocham, skoro Ciebie pragnę i uwielbiam, to że ma być Tobie we mnie dobrze to naturalne! To… Życie!”
„Życie?!” – wyszeptał Jezus zdziwiony jakby.
„Jeśli Tobie jest we mnie dobrze to jesteś szczęśliwy, a ja mam życie w obfitości!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Jezus ucałował mnie siarczyście w czoło.
„Jak mądrą mam Moją maleńką!” – wyszeptał z zachwytem.
„To Twoja mądrość, mój śliczny Jezu! Nie moja.”
„Ale przyjęłaś ją jako swoją.”
„Nieprawda, kochany. Wiem, że ona jest Twoja, od Ciebie!”
„Jaka mądra jest Moja maleńka!” – wyszeptał znów Jezus.
Patrzył we mnie zachwycony cały! Aż czułam się zakłopotana… Umiłowany moj patrzył… A tamto zakłopotanie zniknęło! Patrzyłam mojemu umiłowanemu w oczy rozpromieniona cała!
NA CAŁEGO!
Patrzyłam w mojego umiłowanego Jezusa ślicznego rozpromieniona i oszołomiona!
„Ty, mój Jezu, jak się czymś zajmujesz to na całego!”
Zaśmiałam się perliscie i dałam Najmilszemu siarczystego całusa! I szeptałam dalej:
„Na całego!!! Wystarczy Ci tylko pozwolić!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Masz rację, maleńka. Wystarczy Mi tylko pozwolić, a działam na całego!”-wyszeptał Jezus z ogniem. I dodał:
„I to nie tylko w tej sprawie, ale zawsze. Wystarczy Mi tylko pozwolić!”
Zamyśliłam się…
„Masz rację, kochany! Całym moim życiem zajmujesz się! Na całego!”
„Pozwalasz Mi, więc działam!”
„Na całego!”
„Na całego, Monisiu kochana!” – zaśmiał się Jezus cudownie.
Nakarmił mnie Swoim Ciałem i mocno przytulił do SERCA.
Rozmyślałam…
„Mój Maleńki pragnie mieć we mnie schronienie. I ja pragnę Mu to schronienie zapewnić. Pragnę być dla Niego schronieniem. Schronieniem od zła tego świata. Na świecie może być nie wiem jak bardzo źle. We mnie ma być mojemu Jezusowi dobrze. Bardzo dobrze! Ma królować w moim sercu. Panować w nim. On jest moim Królem i Panem. Ja jestem tylko Jego maleńką służką. W której działa na całego!”
Jezus patrzył we mnie zachwycony cały…
SZYBKI!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzyłam w mojego umiłowanego rozpromieniona cała!
„Myślisz, że nie będę przeszkadzać…? Bardzo bym chciała! Bardzo! Nie chcę jednak przeszka… Z drugiej strony raz i poprzeszkadzać mogę! Gdybym tego nie zrobiła, wiem, że bardzo bym potem żałowała. Wiem, że nie tylko ja…” – szeptałam wpatrzona w oczy Jezusowi.
„Jeśli pozwolisz, maleńka, JA się tym zajmę!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Taaak! Zajmij się tym, Najmilszy!”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie i wyszeptał:
„A teraz, zatańczymy Moja śliczna?”
„Jasne! Z Tobą zaaawww…”
Nie dokończyłam! Jezus porwał mnie do tańca! Intymnego, cichego i szalonego zarazem! Wspaniałego!
Tańczylismy w wielkiej miłości i bliskości…
„Ostatnio chcę Ci powtarzać, kochany, tylko dwa słowa: uwielbiam Ciebie!”
„W tych słowach zawiera się miłość, pragnienie i wielka radość bycia ze Mną!”
„Właśnie tak, mój Jezu!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony wielce!”
„Uwielbiam Ciebie Jezuniu kochany!”
„Uwielbiam cię, Monisiu Moja słodyczy!”
Tańczylismy wpatrzeni w siebie nawzajem. Nie widzieliśmy świata poza sobą nawzajem. Mój Jezus i ja.
A tym o czym rozmawialiśmy już mój Jezus się zajął. Szybki jest!
ROZGANIA SMUTKI!
„Kocham Cię, pragnę i uwielbiam Ciebie Jezuniu kochany!!!” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie…
Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
Leżałam zamyślona z obolałym sercem i bardzo smutna… Umiłowany mój patrzył we mnie. Widziałam, że cierpi ogromnie… Milczeliśmy długo. Aż w końcu Jezus zapytał:
„O czym rozmyślasz, maleńka Moja?”
Spojrzałam w oczy Jezusowi głęboko. Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać i głaskać Jego policzek. Głaskałam z czułością…
„Nic, nic, mój śliczny… Nic!”- szepnęłam i głaskalam dalej policzek Jezusa.
Nie chciałam o tym rozmawiać i byłam pewna, że Jezus także nie chce.
Patrzył we mnie taki smutny, że serce mi się krajało…
„Co mogę zrobić, żeby Cię Jezu ucieszyć? Żebyś się do mnie uśmiechnął?”
„Chcesz, żebym uśmiechnął się do ciebie? I ty się do Mnie uśmiechnij…” – wyszeptał Jezus ogniście.
Z wysiłkiem i trudem… uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! A On rozpromienił się cały! Rozświetlił uśmiechem!
„Twój uśmiech, Monisiu rozgania wszystkie Me smutki!” – wyszeptał umiłowany mój Jezus.
„A Twój moje!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem uśmiechnięci! Rozpromienieni! Mój Jezus i ja.