Siedziałam na ławeczce pod różami. Ukochany nakarmił mnie Sobą. Był przy mnie. Przytulony do mojego serca… On tulil się do mojego serca, a ja do Jego.
“Od jutra Wielki Post” – szepnęłam.
“Spędzimy go tutaj, Perełko”.
“Dobrze, Ukochany”.
“Tylko Inaczej”.
“Dobrze. A jak?”
Umiłowany uniósł głowę. Jego twarz zaczęła się zmieniać… On cały zaczął się zmieniać. Na twarzy pojawiły się Rany. Na całym Jego ciele też. Rana przy Ranie… Na Jego głowie pojawiła się korona cierniowa. Ukochany stał się bardzo cierpiący i boleściwy… Gdy Go Takiego zobaczylam, moje serce zadrżało. Nie ze strachu. Z boleści i czci. Widziałam Miłość w czystej Postaci. Widziałam też jak bardzo Go zraniłam. Ukleklam przed Nim. W miłości… adoracji… w milczeniu. Patrzył we mnie Swym Spojrzeniem z Krzyża. Z czułością ogromną.
“Będę taki przychodzil do Ciebie Perełko co piątek”.
“Ukochany! Najdroższy! Przychodz co dzień. Proszę!”
Umiłowany… uśmiechnął się do mnie. Tak! Uśmiechnął się!
“Nie wystraszylas się Mnie, nie odrzuciilas. Przyjelas…”
“Ja miałabym Cię odrzucić?? Wystraszyć się Ciebie??! Ukochany… przecież wiesz… Taki cierpiący jesteś mi najbliższy. Najbliższy…”
Umiłowany rozłożył szeroko Swe ręce ramiona.
“Przytul się do Moich Ran, Perełko Moja!”
Przytulalam się… Przez chwilę pomyślałam że na pewno Go to bardzo bardzo boli.
“Nie martw się Promyczku kochany. Bez cierpienia nie ma prawdziwej Miłości. Ty o tym wiesz”.
“Wiem”.
Trwalismy w przytuleniu…
Miesiąc: luty 2017
NIEBO W SERCU
Obudziłam się i pobiegłam do Ogrodu Sercowego. Do Umiłowanego! Ukochany siedział na ławeczce w Kąciku Różanym przy studni. Uśmiechnął się do mnie płomienie. Uśmiechnęłam się do Niego. I usiadłam u Jego stóp objęłam Jego nogi i głowę położyłam na Jego kolanach. Siedziałam i patrzyłam w Ukochanego. A On gładzil moje włosy. W pewnej chwili Ukochany wstał, podniósł mnie i posadził obok Siebie na ławeczce.
“Usiądź wygodnie, Perełko Moja!”– Ukochany wziął moje ręce w Swoje dłonie, podniósł do ust l pocałował.
“Mi wszędzie wygodnie, byle z Tobą, Ukochany!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Patrzyłam z uwielbieniem.
Jasnial przedziwnie… Blask jasności, światło wychodziło z Niego i otaczalo mnie… Byłam w Jego świetle.
“Umiłowany mój…!”
“Perło Moja Ukochana!”
Objął mnie i mocno przytulił do Siebie.
Byłam w Niebie!
W CIENIU
Wczoraj siedziałam z mamą. Rozmawialysmy. Starałam się ją rozweselić, bo wciąż była smutna. Ciągle rozmyślała o swojej sytuacji, chorobie. Śmiałam się często, usmiechałam i żartowałem. Do pokoju wszedł tato, oglądał skoki narciarskie. I był podenerwowany bo Polacy niezbyt dobrze skakali.
-Stoch czwarty!!
-Czwarty? To nieźle, zawsze mogło być gorzej! – zaśmiałam się.
Tato wyszedł. Odezwała się mams:
– Zadziwiasz mnie! Cała obolała bardzo jestes, a wciąż uśmiechnięta jestes! Śmiejesz się, żartujesz!
Spojrzeniem w górę i powiedziałam:
– Pan Bóg mi pomaga!
– Pan Bóg ci pomaga… bo dobrym człowiekiem jesteś.
Wszedł znów tato i rodzice zaczęli rozmawiać o czymś innym.
Byłam w Ogrodzie mojego serca. Na ławeczce pod różami. Umiłowany tulił mnie do SERCA. Zauważyłam że dzisiaj Słońce świeciło jaśniej niż zwykle. Jezus pochylal się nade mną tworząc cień. Cień ten sprawiał mi ulgę i. Pozwalał spokojnie, bez przeszkód tańczyć. Ukochany nakarmil mnie Sobą, a potem uśmiechając się do mnie, spytał:
“Przejdziemy się, Perełko?”
“Tak, Ukochany”.
Spacerowaliśmy alejkami Ogrodu. Cień Ukochanego był wciąż nade mną. Osłaniał mnie, ochraniał.
„Dziękuję za Twój cień, Ukochany”- szepnęłam.
Ukochany spojrzał mi w oczy.
„Zyjesz w Moim cieniu, Perełko. A żyjąc w Moim cieniu, żyjesz w blasku Moim!”
Radosna nowina:
26 – 27 marca ks biskup będzie wizytował nasza parafię. I jest tradycja że odwiedza chorych w domu. I ks proboszcz wybrał nas! Mamę i mnie! Nasz dom.
OTWORZYŁ MIŁOŚCIĄ
Noc, leżałam w łóżku tańcząca bardzo bardzo intensywnie. Ukochany trzymał mnie w Swoich dłoniach. Pochylal się nade mną z tkliwościa wielką i miłością, bezgraniczną miłością. W Jego oczach widzialam wodospad Miłości… Tańczyłam, tzn ofiarowalam moje cierpienie Umiłowanemu. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem… i patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem…
“Jaka Ty Perełko podobna do Mnie. Coraz bardziej”.
,”Dzięki Tobie, Ukochany!”
“Moja Miłość, Moje Serce, Twarz Moja jest w Tobie”.
„Dzięki Tobie!”
„Otworzyłaś się, Promyczku”.
„Ty mnie otworzyłeś”.
„Ale Ty Mi pozwoliłaś. Bez Twojej zgody nie uczynił bym niczego”.
„Jak miałam Ci nie pozwolić?! Otworzyłeś mnie Miłością!”
Tańczyliśmy.
DO DOMU
Noc tańcząca bardzo intensywnie.
Byłam w Ogrodzie Sercowym, w Kąciku Różanym przy studni. Ukochany siedział na ławeczce, a ja usiadłam u Jego stóp objęłam Jego nogi i głowę położyłam na Jego kolanach. Uśmiechałam się do Umiłowanego wpatrywac się w Jego Oblicze. I On uśmiechał się do mnie płomienie.
“Uwielbiam tak patrzeć w Ciebie, Umiłowany…”
“Uwielbiam kiedy tak we Mnie patrzysz, Perełko”.
Po chwili wziął mnie na ręce i przytulił do SERCA. I Uśmiechając się, dodał:
”I uwielbiam mieć Cię przy Sercu”.
“Uwielbiam być przy Sercu Twoim”.
Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem. I głowę położył na moim sercu…
“Uwielbiam być przy sercu Twoim Perełko Moja!”
Tańczyliśmy.
Droga, szeroka droga… po horyzont. Na horyzoncie wielkie jasne piękne Słońce. Na tej drodze Ukochany mój i ja. Idziemy. Szczęśliwi bardzo i bardzo radosni. Ukochany trzyma mnie za rękę. Lekki wietrzyk chłodzi mi twarz i rozwiewa włosy włosy. Śmiejemy się, rozmawiamy. Ukochany mój i ja… Idziemy do Domu.
TAŃCZYMY
Wczoraj wieczorem leżałam w łóżku tańcząca. W moim sercu był niepokój i jakiś dziwny lęk… Ukochany znał przyczynę takiego stanu. Lepiej niż ja. Nawet ja nie znałam do końca. On znał. Leżałam i oddawałam Mu ten niepokój i lęk. Umiłowany był przy mnie, usłyszałam Jego delikatny, czuły głos:
“Coreczko… Nie niepokój się, nie bój. Już dobrze…”
Głaskał mnie po głowie. Niepokój powoli ustępował.
„Dziękuję, Ukochany. I przepraszam…”
„Nie masz za co przepraszać. Naprawdę. Już dobrze…”
Czuły niczym matka, tulił mnie do SERCA. A ja zmęczona zasnęłam.
Obudziłam się w nocy, tańcząca bardzo. Ukochany czuwał przy moim łożku. Pochylony nade mną z tkliwością… Nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem położył głowę na moim sercu. Tańczyliśmy.
Wciąż tańczymy.
SZALENI :-)
Obudziłam się i pobiegłam szybko do Ogrodu Sercowego. Do Umiłowanego mojego serca. Ukochany czekał na mnie koło studni. Biegłam alejkami Ogrodu. Gdy tylko Ukochany mnie zobaczył rozpromienil się bardzo i rozłożył szeroko Swe ręce. A ja rzuciłam się w nie. Uwielbiam się w nie rzucać! Do SERCA! Ukochany przytulił mnie mocno, a potem podrzucił do góry śmiejąc się radośnie. Chwilę później siedzieliśmy już na ławeczce pod różami. Umiłowany patrzył mi oczy, jasny promienny świetlisty… nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbiałam Go, wychwalalam… Potem spytałam uśmiechając się do Niego:
“Zatańczymy?”
I… porwał mnie do tańca! Wziął na ręce i wirowal po całym Ogrodzie! Był to taniec szybki, radosny i bardzo… szalony! Ukochany pływał, latal, po Ogrodzie Sercowym i podrzucal mnie do góry! W międzyczasie zrywał kwiaty! I mnie łapał! Wszystko odbywało się przy wtorze śmiechu Ukochanego i moim.
“Pokochalam Szaleńca!” – zaśmiałam się serdecznie.
“Ty sama szalona to i Szaleńca pokochalas!”- zawołał Ukochany podrzucajac znów mnie do góry.
“No, tak! Jasne! Oczywiste! Oczywista oczywistośc!!” – śmiałam się.
Szczęśliwi bardzo, Tańczyliśmy.
W końcu Ukochany posadził mnie na ławeczce. Dał mi bukiet kwiatów, które nazrywal podczas tańca.
“Dla Ciebie, Moja szalona!”
“Dziękuję bardzo, mój Szalony! – uśmiechnęłam się do Umiłowanego wąchajac kwiaty. Ukochany uśmiechał się do mnie płomiennie.
DOWÓD
Tańcząca. Byłam w Ogrodzie mojego serca. Tańczyłam w ramionach Umiłowanego. Przy Jego SERCU. Ukochany tulił mnie do NIEGO z czułością… Potem nakarmil mnie Swoim Ciałem. Zrobił to naturalnie, normalnie, bez podniosłości, patosu. Po prostu dał jeść Swemu Promykowi jak matka dziecku. Uwielbiałam Go, a potem szepnęłam:
“Ukochany… czasem nachodzą mnie myśli, że ten cały Ogród tutaj, Ty i ja w Nim, to kłamstwo, albo mój wymysł. Wiem, że to nie kłamstwo, tylko prawda. I że sama bym tego wszystkiego nie wymyśliła, bo moja wyobraźnia jest za mała. Ale nie wiem co robić, gdy mnie takie myśli nachodzą…”
Ukochany uśmiechnął się do mnie.
“Przypomnij sobie wtedy obraz, który teraz malujesz, Perełko. On niech Ci będzie dowodem. Bo gdyby Mnie tutaj nie było, ani Ciebie tu nie było, ani nie byłoby Ogrodu, to byś go, obrazu przecież nie namalowała”.
Roześmiałam się serdecznie, w głos. Olśniona!
“To prawda!”
“To zły próbuje odebrać Ci pokoj serca, szczęście, miłość, Mnie…”
Przerwałam Mu gwałtownie:
“Nie pozwolę mu!”
“Nie pozwolimy. Ja Ci pomogę, Perełko”.
Usmiechnęłam się z wdzięcznością do Umiłowanego.
„Ale to świetne! Ten obraz jest naprawdę dowodem, że tu jesteś i działasz cuda we mnie!”
„Najprawdziwszym dowodem”.
Ukochany uśmiechał się do mnie promiennie. Ja do Niego też.
KARMI SOBĄ
Obudziłam się w Ogrodzie Sercowym w ramionach Umiłowanego. Tańcząca bardzo bardzo intensywnie. Ukochany tulił mnie do SERCA pochylony nade mną z czułością ogromną. Byłam obolała bardzo, ale bardzo bardzo szczęśliwa że jestem w Jego ramionach.
“Tańczę z Tobą, Perełko!”
“Wiem, Ukochany. Dziękuję!”
Ukochany patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem, tak pełnym Miłości, tak słodko…
“Kocham Cię!!!!”- wyrwało mi się prosto z głębokości serca. I pomyślałam że dla Ukochanego chcę tańczyć bardziej i bardziej i bardziej.
“Przez Twą miłość odpuszczają Ci się Twoje grzechy, Perełko. Bo ukochalas bardzo”.
Nie wiedziałem co odpowiedzieć. Zdumiona i zachwycona… Tymczasem Jezus włożył Swoją dłoń tam gdzie było SERCE Jego i wyjął stamtąd… białą Hostię! Bialutka! I włożył mi Ją do ust. Delikatnie i ostrożnie jakby karmil niemowlę. Spożyłam Hostię. Trwałam w uwielbieniu, dziękczynieniu, zachwycie. W milczeniu… Przerwał je Ukochany:
„Będę Cię karmił Sobą codziennie, chcesz?”
„Tak!”
Ukochany pocałował mnie w czoło… Tanczyliśmy.
CAŁA TWOJA I CAŁY DLA CIEBIE!
Byłam w Ogrodzie Sercowym z Umiłowanym moim. Siedzieliśmy w Kąciku Różanym przy studni. Ukochany siedział na ławeczce, a ja usiadłam u Jego stóp, objęłam Jego nogi i głowę położyłam na Jego kolanach. Patrzyłam w Ukochanego…
„Podoba Ci się szkic obrazu…?”- spytałam nieśmiało. Chciałam żeby to był Jego obraz, nie mój,
Ukochany uśmiechnął się do mnie płomienny .
„Podoba Mi się, Perełko”.
Uśmiechałam się do Niego i pomyślałam, że to trudny obraz.
„Piękno musi być trudne, Promyczku”.
„Tak..”
Ukochany patrzył we mnie jasny. W pewnej chwili zapytal:
„Chcesz wody, Promyku? Przyniosę”.
Kiwnęłam głową, że chcę. Wtedy Ukochany podniósł mnie, posadził na ławeczce, sam poszedł po wodę. Zaczerpnął ze studni i przyniósł w dłoniach. Ukleknal przede mną z wyciągniętymi z wodą dłońmi. Zsunęłam się z ławeczcki i ukleklam przed Nim. Pochyliłam się i piłam z Jego dłoni.
„Dziękuję!”.
Klęczelismy przed sobą nawzajem. Ukochany patrzył we mnie z tkliwościa wielką… Położył głowę na moim ramieniu.
„Cały dla Ciebie Ciebie Perełko!”
„Cała twoja, Umiłowany!”
Położyłam głowę na jego ramieniu. I tak trwalismy we wzajemnym oddaniu…
Kiedy potem rozmyślałam o tej scenie, olsnilo mnie! Taki będzie tytuł obrazu, który teraz maluję. „Cała twoja i cały dla Ciebie”!