Dzisiaj spałam prawie całą noc. Zdziwiona jestem, bo wczoraj wieczorem leżąc w łóżku byłam tańcząca bardzo, bardzo intensywnie. I myślałam, że nie zasnę, że będę tańczyć całą noc. Byłam na to gotowa. Przygotowana. Tymczasem zasnęłam szybko. I spałam prawie całą noc. Z głębokości snu, kiedy spałam troszkę lżej, usłyszałam znajomy głos:
“Kocham Ciebie, Perło Moja!”. Uśmiechałam się przez sen “ja Ciebie też!” I spałam dalej. Pomyślałam jeszcze, że jestem w przy SERCU Ukochanego, w Jego ramionach, skoro mi jest tak dobrze. I spałam dalej. Kiedy się obudziłam, rzeczywiście bylam w Jego ramionach i tulił mnie do SERCA. Pochylal się nade mną z tkliwościa.
“Kocham Ciebie Perło Moja!” Uśmiechałam się do Ukochanego i szepnęłam:
“Ja Ciebie też!”
Potem spytałam jak mogę Mu usluzyc.
“Jest czas tańca i czas odpoczynku. Odpocznij jeszcze Perełko”.
Odpoczywałam. Przy SERCU Jego. A teraz tańczę.
Miesiąc: luty 2017
JEDYNA
Obudziłam się w nocy i pobiegłam do Ogrodu mojego serca. Do mojego SKARBU! Do Umiłowanego mojego!!! Ukochany czekał na mnie w Kąciku Różanym, przy studni. Gdy tylko mnie zobaczył rozpromienil się bardzo i rozłożył szeroko Swe ręce, ramiona. Wpadłam wprost w nie, rzuciłam się w nie jak w dym! Ukochany objął mnie z czułością i przytulił do SERCA…
“Perełko, oblubienico Moja!”
“Ukochany!!!”
Tulił i tulił…. Potem zaczęliśmy tańczyć. Po całym Ogrodzie. A raczej nad nim, bo Ukochany unosił mnie do góry, wysoko, wysoko. I opadalismy w kwiaty… Cudnie było! Potem siedzieliśmy już na ławeczce pod różami. Ukochany posadził mnie obok Siebie. Ujął moją twarz w obie dłonie. I patrzył we mnie uszczęśliwiony.
“Kocham Ciebie!”- szepnęłam patrząc Mu w oczy. Uśmiechnął się do mnie płomienny.
“Perełko Moja, jedyna!”
“Jedyna…?”
“Jedyna. Drugiej takiej jak Ty nie ma w całym wszechświecie!”
Uśmiechałam się do Ukochanego i pomyślałam, że każdy jest dla Niego “jedynym”. Ukochany uśmiechał się do mnie, a ja do Niego.
MIŁOŚĆ I CIERPIENIE
W nocy tańczyłam bardzo intensywnie. Bardzo. W ramionach Umiłowanego. Przy SERCU Jego. Trwał pochylony nade mną z czułością i tkliwościa wielką. Ogromną!!! Patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem. Spojrzeniem z Krzyża. W Jego oczach widzialam wodospad Miłości. Cudne Spojrzenie! Patrzyłam w Nie i patrzyłam. I Tańczyłam. Dla Umiłowanego. On przyjmował moją miłość i cierpienie. Mój taniec.
ZJEDNOCZENI
Noc tańcząca bardzo. Nie wiem czy byłam w Ogrodzie, czy w łóżku. Nieważne. Najważniejsze, że Umiłowany był ze mną. A raczej ja byłam w… Nim. Leżałam w łóżku. A ON mnie otaczał, otulal Sobą… Leżałam otulona Jego Miłością. Nim.
Uśmiechałam się do Ukochanego a On do mnie się uśmiechał. Wiem to.
“Cieszę się bardzo, że malujesz ten obraz, Perełko”.
“Ja też…”- Uśmiechnęłam się w ciemność, do Ukochanego.
“Długo na to czekałem”.
“Ja też.. ”
Ukochany – Ukrzyżowany tuli mnie do SERCA pochylony nade mną. Jedną rękę zdjął z Krzyża i obejmuje mnie i przytula do SERCA. Ja wtulona w Niego. Dwa serca, Jego i moje złączone ze sobą. W Komunii. Taki obraz zaczynam malować. Chcę, żeby, o ile mi wyjdzie, Jezus na krzyżu był uśmiechnięty. Z Krzyża można też się uśmiechać. Wiem to po sobie… A sobie namaluje wianek na głowie, ze stokrotek chciałam. Tańczący złączeni w cierpieniu, a nade wszystko zjednoczeni w MIŁOŚCI.
“To jest piękny obraz Perełko Moja!”
“Jest???! Dopiero, mam nadzieję, będzie…”
“Jest. Jest w Twoim sercu”.
“Tak…”
NAJWAŻNIEJSZA
Zeszłam do Ogrodu mojego serca. Do Umiłowanego. Ukochany siedział na ławeczce w Kąciku Różanym. Usiadłam u Jego stóp, objęłam Jego nogi i głowę położyłam na Jego kolanach. Bardzo lubię tak siedzieć u stóp Umiłowanego, wpatrywac się w Jego twarz, oczy. Patrzył we mnie jasny, promienny, świetlisty… Swoją dłonią gładzil moją twarz i włosy. Długo tak siedziałam i patrzyłam…
Aż Ukochany wziął mnie na ręce i przytulił do Swego SERCA. Malałam i malałam. Znów byłam dzieckiem, niemowlęciem w Jego rękach… Ukochany tulił mnie, pieścił, całował. Jak matka swe dzieciątko.,.
Leżalam, kochałam i tęskniłam… Choć ostatnio tęsknię mniej. Bo… Czy można już na ziemi żyć w Niebie?
Można. Ja żyję.
Leżałam nad ranem i rozmyślałam. Rozmyślałam o naszej rozmowie (kilka dni temu pisałam o niej). Rozmawialiśmy nie tyle o moich grzechach i słabościach co o mnie i moim stosunku do samej siebie. Ciągle byłam pod wrażeniem tej rozmowy. Ukochany mówił, że powinnam być wobec siebie bardziej wyrozumiała, bardziej cierpliwa, łagodniejsza. Bo On jest taki wobec mnie. Cierpliwy, łagodny i wyrozumiały. I że to nie grzech jest dla Niego najważniejszy. Tylko ja. Ja jestem najważniejsza dla NIEGO. Przypomniala mi się Przypowieść o Miłosiernym Ojcu. Kiedy zobaczył wracającego syna, wybiegł mu nie spotkanie, rzucił mu się na szyję i ucałował go. Nie patrzył na ból swego serca, na to, że syn go bardzo zranił. Ale cieszyl się, ze syn wrócili do domu. Ciezyl się jak szalony! Jak mlodzieniaszek! Dla niego syn był najważniejszy. Tak i ja jestem dla Umiłowanego najważniejsza. Ja, nie mój grzech. I cieszy się z mojego, nawet najmniejszego nawrócenia, z mojego powrotu. Jak szalony!
W TAŃCU
Noc, tańcząca bardzo intensywnie.
Leżałam w łóżku i tańczyłam. Umiłowany mój byt ze mną, przy moim łóżku. Pochylony nade mną z czułością i troską. W Jego oczach widzialam wodospad Miłości, Miłości do mnie. Ukochany trzymał moją rękę w Swoich dłoniach. Podniósł ją do Swego policzka, przytulił…
“Tyś Moją, Perełko!”
“Tyś mój, Umiłowany!”.
Ukochany położył głowę na moim sercu… Tuliłam… Właściwie nie wiem czy kto kogo tulił. Czy ja Jego, czy On mnie… wzajemne przytulenie.
Spacerowaliśmy alejkami Ogrodu Sercowego. Ukochany mój i ja. Pod rękę, spacerowaliśmy. Radośni, uśmiechnięci, szczęśliwi! Bardzo szczęśliwi!
“Panie Jezu!”
“Perełko Moja!”
“Kocham Ciebie!
Patrzył mi w oczy promiennie.
SKARB MEGO SERCA
Noc. Obudziłam się tańcząca ku. Z trudem odwróciłam się na drugi bok. Ukochany był przy mnie, przy moim łóżku. Leżałam i patrzyłam w Jego jaśniejaca twarz, Oblicze. Trwał przy mnie pochylony z tkliwościa… Tańczyłam uśmiechając się do Niego.
“Uwielbiam kiedy jesteś, kiedy do mnie przychodzisz, Umiłowany!”
Uśmiechnął się do mnie czule. I nagle moje łóżko zniknęło, a ja leżałam na kolanach Ukochanego w Ogrodzie Sercowym. Przy Jego Sercu leżałam. Ukochany tulił mnie do Niego, do SERCA.
“Uwielbiam przychodzić do Ciebie Perełko. Tutaj czuję się Twym Gościem, ale i Gospodarzem”.
“Bo tak jest! Jesteś bardzo wyczekiwanym, upragnionym, najmilszym Gościem, ale i Gospodarzem. To Twój Ogród!! Jesteś tu Ogrodnikiem!! – uśmiechnęłam się do Niego – a nade wszystko jesteś SKARBEM mojego serca! A Twoje Rany jego klejnotami!”
I ucałowałam Ranę w Jego dłoni.
Umiłowany patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem… pełnym Miłości…
“Moim Skarbem jesteś Ty, Promyczku!”
NIGDY NIE ZWĄTPI…
Obudziłam się w Ogrodzie Sercowym. W ramionach Umiłowanego. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Jego twarz pochylona nade mną. Twarz promienną bardzo. Patrzył we mnie z czułością ogromną.
“Spałas tak słodko Promyczku”.
“Dzięki Tobie, Ukochany”- uśmiechnęłam się do Niego.
Po chwili wstałam, podeszłam do studni i zaczerpnęlam wody. Nabrałam w dłonie i zaniosłam Ukochanemu. Usiadłam obok Niego i wyciągnęłam ręce do Niego, podając Mu wodę.
“Chcesz…?” – spytałam nieśmiało. Ukochany skinal głową, schylił się i pił z moich dłoni. Potem spytal uśmiechając się do mnie:
“Może się przejdziemy, Perełko?”
“Tak! Chętnie!”- ucieszyłam się. I po chwili spacerowaliśmy alejkami Ogrodu mojego serca. Było cudownie! Bezchmurne niebo, wielkie, jasne, piękne Słońce i delikatny wiaterek. Szłam z Ukochanym pod rękę. A On opowiadał mi o każdym kwiatku, każdym listku, o każdym pączku takie szczegóły, że aż się dziwiłam. Stanęłam przed Ukochanym, naprzeciw Niego i patrząc Mu w oczy szepnęłam:
“Znasz mnie…”
“Znam, Perełko”- odpowiedzial z prostotą.
A ja przypominając sobie swoje grzechy i słabości, spytałam niedosłyszalnym prawie szeptem:
“I kochasz mnie taką…?”
Umiłowany rozpromienil się nade mną, ujął moją twarz w obie dłonie i pocałował mnie w czoło, potem patrząc ml prosto w oczy powiedział:
“Kocham Cię taką Perełko. I nigdy w Ciebie nie zwątpię i nigdy nie stracę cierpliwości do Ciebie Perełko Moja!”
Stałam oszołomiona. Słowa przeniknęły mnie na wskroś. Ostatnio bardzo, coraz bardziej ostro widziałam swoje grzechy i właśnie ostro siebie traktowałam, watpilam, ze uda mi się… tracilam cierpliwość do siebie.
Usiedliśmy z Ukochanym na trawie i zaczęliśmy rozmawiać. Nie będę przytaczać treści tej rozmowy. Napiszę tylko ze Umiłowany pomógł mi bardzo. Podniósł, pokrzepil, wlał w moje serce nadzieję. Bardzo mi pomógł! Wolałam mieć świadomość swoich grzechów i słabości, ale ufac Jemu, że pomoże mi się z nich podnieść, niż być idealną, ale pyszną.
Potem, nad ranem kiedy skończyłam układać bukiety Madonnie, rozmyślałam o tym wszystkim. Usłysłałam w głębi serca:
„Najważniejsze, że wracasz do Mnie, Perełko. Uszczęśliwiasz Mnie tym bardzo! Zawsze czekam na Ciebie”.
Byłam bardzo szczęśliwa! Miałam poczucie należenia i całkowitej zależności od Ukochanego. A jednocześnie całkowitej wolności. Wolności w Nim.
A dziś znów sprawił mi radość wielką! Wiadomość od Duchowej Córeczki: „Wlasnie niedawno wrocilam z bazyliki Lateranskiej z obchodow Światowego Dnia Chorego Zanioslam cale moje Duchowe Rodzenstwo przez rece Matki Bozej z Lurdes do Niego.”
TAŃCZYMY
Noc, tańcząca bardzo intensywnie.
Byłam w Ogrodzie Sercowym z Umiłowanym moim. Ukochany siedział na ławeczce pod różami. Ja klęczalam się u Jego stóp i adorowalam Jego Rany. Adorowalam, uwielbiałam, całowałam. W pewnej chwili Ukochany pochylił się nade mną i podniósł mnie. Podniósł i posadził obok Siebie na ławeczce. Ujął moje ręce w Swoje dłonie, podniósł do Swego policzka, przytuli i pocałował. Potem długo patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem. W oczy mi patrzył. A ja w Jego oczy patrzyłam….Zachwycona! Patrzył z bezgraniczną, bezinteresowną, czystą Miłością, patrzył z… tańcem na twarzy. Tak, z tańcem! Z oddaniem, ofiarowaniem mi Siebie… i ja też patrzyłam.
“Cały Twój i cały dla Ciebie, Perełko”- szepnął.
“Cała Twoja i cała dla Ciebie, Ukochany”- szepnęłam.
Długo tańczyliśmy. Całą noc prawie. I nie byłam pewna, czy dam radę napisać tę notkę, tzn byłam przekonana że nie dam rady. Ale Ukochany pomógł mi i jest.
Dalej tańczymy.
UKRYTA…
Noc tańcząca.
Zeszłam… zeszłam? Nie. Zbiegłam szybko do Ogrodu mojego serca. Do Umiłowanego mojego! Ukochany czekał na mnie przy studni. Podbiegłam do Niego. Twarz Mu jasniala szczęściem. Wziął mnie za rękę i delikatnie przyciągnął do Siebie. I stałam przed Nim twarzą w twarz. Pocałował mnie i ja też Go pocałowałam. Staliśmy wpatrzeni w siebie nawzajem… Ukochany patrzył we mnie tak, jakbym Mu była najdroższa na świecie… Potem Ukochany wziął mnie na ręce i usiadł na ławeczce ze mną na rękach.
Pochylił się nade mną i tulił do SERCA. Mocno tulił. Jego ręce, dłonie wydały mi się większe i większe. Otaczały mnie, otulaly. Bardzo bezpieczna się czułam. Wiedziałam że cokolwiek by się nie wydarzyło, ON będzie czuwał, ochroni mnie, osloni i będzie ze mną. Byłam bardzo bezpieczna i bardzo szczęśliwa. I tańcząca. A Ukochany tulił i tulił i tulił…Pomyślałam, że jestem ukryta pod Jego SERCEM, w Jego rękach jak w łonie matki. Ukryta.