Ucałowałam Go. Patrzył we mnie promienny, czuły, zachwycający…. I zachwycony. Siedziałam przed Nim.
„Ukochany! Panie Jezu, mój Skarbie!”
„Mój Skarbie!”
Patrzyłam w Niego.
„Uwielbiam przychodzić do Ciebie. Być z Tobą, Szczęście Ty moje!”
„Jesteś Moim Szczęściem, Promyczku!”
Patrzył we mnie Spojrzeniem z Krzyża… A ja milczałam, nie wiedząc co odpowiedzieć. Pomyślałam, że mogę dla Niego tańczyć bardzo, bardzo, bardzo. Że wszystko bym zrobiła dla Tego, który jest moim Szczęściem. I dla Którego ja jestem Szczęściem.
Miesiąc: kwiecień 2016
Z JEGO RĘKI
Leżałam na dywanie, ćwiczyłam. Do mojego pokoju weszła siostra z dziećmi.
-Ceść ciocio!!! – zawołała wesoło Zuzia.
-Pa, pa Mimiko!!! – zawołał Ado, uśmiechając się zawadiacko. Dla niego „pa, pa” było i powitaniem i pożegnaniem 🙂
Uśmiechnęłam się do nich.
– Cześć, Zuzio! Cześć Ado!
Zuzia podeszła bliżej do mnie i przykucnęła. Jej główka znalazła się na wysokości mojej. Patrzyła na mnie, uśmiechając się. Ze swymi blond, białymi prawie loczkami wyglądała jak aniołek.
– Ceść ciocio!!! – wyciągnęła do mnie rączkę. Chciałam jej podać swoją, ale tej niesprawnej, prawej podać nie mogłam, nie dawałam rady.
– Nie mozesz? Nie mozesz? – spytała Zuzia. A w jej cieniutkim głosiku słychać było smutek i współczucie.
Przerzuciłam ciężar ciała i wyciągnęłam do niej lewą, zdrowszą rękę.
– Oooo!!! – zawołała uradowana dziewczynka. Chwyciła moją rękę i potrząsnęła nią – Ceść ciocio!!!
– Cześć Zuzio!
Uśmiechała się do mnie, a ja do niej.
Ucałowałam Ukochanego. Patrzył we mnie promienny.
„Zbieram Twoje pocałunki, Promyczku”.
„A po co?” – spytałam uśmiechając się do Niego.
„Do Mojej chwały”.
Dziękowałam.
„Sprawiłeś mi wiele radości!”- pomyślałam o Adasiu i Zuzi.
„Kocham Cię i uwielbiam sprawiać Ci radość!”
„I pozwoliłeś mi dziś odpocząć. Dzisiaj trochę mniej boli”.
„Są dni pracy i chwile odpoczynku”.
„Wszystko przyjmuję z Twojej Ręki!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. Zanurzał mnie w Sobie…
BOGATA W CIERPIENIE
Tańczę bardzo, bardzo. Ofiaruję cierpienie Ukochanemu. Tańczę za moje Dzieci.
Siedziałam przed Umiłowanym. Wpatrywałam się w Niego. On patrzył we mnie. Czule bardzo, bardzo.
„Tańczymy!”
„Tańczymy, Mój Promyczku”.
Uśmiechnęłam się do Niego. Pomyślałam, że jestem bardzo bogata. Ukochany obdarzył mnie wielkim bogactwem! Niektórzy uważają, że jestem biedna, bo chora, bo na wózku, itp. A ja bogata jestem. W cierpienie bogata.
Cierpienie może być bogactwem. Może, jeśli ma się je za kogo ofiarować. A ja mam za kogo. Więc tańczę, bardzo bogata.
TĘSKNOTA I PRAGNIENIE
Wczoraj wieczorem leżałam już w łóżku. Tęskniłam… dojmującą tęsknotą. Wtulona w Serce Ukochanego, jednocześnie tęskniłam za Nim…
Zmęczona, zasnęłam. Śniłam o Jego Miłosierdziu. Pamiętam, że chwaliłam Je.
Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie Swym Miłosiernym spojrzeniem…
„Pragnę patrzeć Ci Twarzą w twarz… A nie tylko w Twój namalowany wizerunek. Jesteś tysiąckroć piękniejszy, wiem to!”
Byłam przekonana, że patrząc w Jego wizerunek, patrzę w Jego Samego. Jednak pragnę… twarzą w Twarz.
„Spełnię Twe pragnienie, Promyku!”
Ucałowałam Go.
„I pragnę tańczyć dla Ciebie, nie w bólu i cierpieniu. Ale w Radości i Szczęściu moim. W Tobie, Umiłowany mój!”
„Spełnię Twe pragnienia!”
Patrzyłam w Ukochanego, a On patrzył we mnie.
„Tęsknię za Tobą, po prostu!”
Ukochany milczał. Jednak w Jego oczach wyczytałam, że moja tęsknota jest Jego tęsknotą, a moje pragnienie Jego pragnieniem…
RZECZY MAŁE, RZECZY WIELKIE
Krótko.
„Jestem dumny z Ciebie, Promyczku”.
Patrzyłam w Ukochanego, tańcząca bardzo.
„Jestem z Ciebie dumny!” – powtórzył z mocą – malujesz, piszesz, śpiewasz. I robisz to w ciągłym tańcu.!”’
„A Ty mnie ciągle chwalisz. Wczoraj mówiłeś, że mi ufasz, tymczasem ja widzę jak co i rusz Cię zawodzę… Dziś mówisz, że jesteś ze mnie dumny…”
Patrzył we mnie czule, bardzo…
„Mówię prawdę”.
„Ale ja widzę…”
„Ty widzisz po ludzku, ale JA jestem Bogiem”.
To prawda. Patrzyłam przepraszająco. Prosiłam, żeby uczył mnie patrzeć , tak jak On chce. W końcu wyszeptałam:
„Może nie powinnam Ci mówić, to co widzę, co czuję… Zasmucam Cię”.
Uśmiechnął się do mnie.
„Przeciwnie! Mów Mi o tym wszystkim co czujesz, to znaczy, że Mi ufasz”.
„Ufam!”
Ucałowałam Go. A ON szeptał do serca:
„Wybrałem Cię, Promyczku, żebyś czyniła rzeczy wielkie, w codzienności. I czynisz je! Rzeczy małe w Twoich oczach są wielkimi w Moich”.
Miało być krótko 🙂 szczerze mówiąc myślałam, że w ogóle nic nie dam rady napisać. Tańczę bardzo, bardzo.
Ukochany pomógł. Jak zwykle 🙂
W JEGO RĘKACH
Wpatrywałam się w Umiłowanego, a On we mnie patrzył…
„Jak bardzo TY mnie kochasz! Jak bardzo!”
Patrzył płomiennie, a ja szeptałam:
„Tyle mi dajesz!”
„Komu ufam, temu daję, Promyczku”.
Zdumiałam się. On mi ufa…
On nie patrząc na moje zdumienie, szeptał mi do serca:
„I Ty MI ufasz”.
„Ufam”.
Ucałowałam Go.
Patrzyłam Mu w oczy, On patrzył w moje z… zachwytem.
„Tyś Moja!”
„Twoja! A Ty mój!”
„Twój!”
Jestem jak niemowlę w Jego Rękach.
BO PRAWDZIWE
Mogę w każdej chwil przerwać.
„Ukochany, Najdroższy Panie Jezu!”
„Promyku Mój ukochany!”
Patrzył we mnie promienny, świetlisty. Patrzył czule bardzo… słodko. Ja w Niego patrzyłam w milczeniu.
„Wiem, że tańczysz bardzo, Perełko. Jestem z Tobą w cierpieniu i tańcu”.
Uśmiechnęłam się i chciałam Mu dziękować. Ale On mi przerwał, mówiąc:
„Zaśpiewaj Mi to, co od rana Mi śpiewasz.
„Dobrze!”
Śpiewałam . On patrzył uśmiechnięty.
„Piękne!”
„Piękne? Prawdziwe!”
„Właśnie dlatego piękne, bo prawdziwe!”
Patrzył we mnie… taki… dobry, taki łagodny… taki….
„Tak. Piękne, bo prawdziwe!”
Myślałam o innym Pięknie. A może o Tym samym…
UŚMIECHNIĘTA TANCERKA
Tańcząca wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył promienny. We mnie patrzył…
„Ukochany!”
„Perło Moja!”
„Przyszłam przy Tobie posiedzieć”- szepnęłam i ucałowałam Go.
„Odpocznij, Promyczku, tańczysz bardzo”.
„Tak, przyszłam odpocząć. Ale przede wszystkim Ci usłużyć”.
Promieniał.
„Uśmiechnij się do Mnie, Promyczku!”
Uśmiechnęłam się do Niego.
Patrzył jak nikt na świecie…
„Uśmiechnięta tancerka. Moja Uśmiechnięta Tancerka!”
Uśmiechnęłam się bardziej…
On jaśniał, promieniał, świecił… Byłam w Jego Świetle.
„Moja Uśmiechnięta Tancerka!”
Dziś 1001 notka 🙂
UCZCIĆ
Codziennie rano witamy się z moim duchowym Dzieckiem słowami „Szczęść Boże”.
Dziś chciałam Mu jeszcze napisać, że tańczę /tzn ofiarowuję cierpienie/ bardzo ,bardzo. Jednak pomyliłam literki i słowo automatycznie ułożyło się w „uczczę bardzo, bardzo”. Nie zauważyłam tego błędu w pierwszej chwili. Dopiero jak wysłałam.
„Tańczę” dopisałam jeszcze.
Potem pomyślałam: „Tańcem w CIĘ uczczę!”
„Czczisz Mnie bardzo, bardzo. Miłością i tańcem!”- usłyszałam w głębi serca.
„Ty to napisałeś, prawda?”
„Ja, Promyczku, Ja!”
Uśmiechnęłam się do Ukochanego. Tańcząca.
Patrzył we mnie promiennie, jasno i…. tkliwie.
Zatęskniłam…
„Zawsze chciałam Cię…”- umilkłam i patrzyłam zachwycona.
„Promyczku, Ty Mnie czcisz i nawet o tym nie wiesz!”
Patrzyłam…
„A Ty mnie znów wysłuchałeś!” – pomyślałam o wielkiej radości mojej Córeczki a tym samym i mojej radości. Dziękowałam.
Patrzył we mnie rozczulony…
„Zawsze Cię wysłuchuję, Mój Promyku. A Ty Mnie czcisz, Mi służysz. Uczci Cię Mój Ojciec”.
Patrzył we mnie tak, że znów tęskniłam…
W NIM
Tańczę bardzo, nie mam sił. Notkę napisze On.
Patrzyła we Mnie słodka Moja. Promyczek Mój ukochany, Cierpiący i Tańczący. Patrzyła uśmiechnięta. Ucałowała Mój wizerunek. I patrzyła Mi w oczy. Była taka maleńka, bezbronna. Dziecię Moje. Kochana Moja!
„Odpocznij we Mnie, Promyczku!” – szepnąłem jej do serca.
„Miłości moja!”
Tańczę w NIM i odpoczywam w NIM. Taniec w Nim jest odpoczynkiem.