Nie będę dziś opisywać mojej rozmowy z Ukochanym. Tańczę bardzo.
On cierpi we mnie. A ja tańczę na Jego chwałę!
Miesiąc: styczeń 2015
NA KRZYŻU
Przyszedł do mego serca. Pochylił się nade mną i przytulił do Siebie. do Swego Serca… Przytulił…
„Kocham Cię, Moniko”.
„I ja Ciebie, Panie”.
Patrzył we mnie czule, bardzo czule… wpatrywałam się w Niego. Tańcząca.
„Dziś nasz Piątek. Wisisz ze Mną na krzyżu”.
„Tak!”
Patrzył… i ja patrzyłam.
„Jesteś Moim Krzyżem. Żywym Krzyżem” – usłyszałam.
„Panie, chcę, żeby Ci u mnie było dobrze. Chcę Cię pocieszać, ulżyć… ”
„Pocieszasz Mnie, Promyczku! Twoja pokora i miłość przynosi Mi ulgę!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem długo… w miłości.
„Masz wielkie serce, Perełko”.
Uśmiechnęłam się do Niego nieśmiało….
„Wczoraj to samo usłyszałam od mojego Synka…”
Uśmiechał się tkliwie.
JEST!!!
Wpatrywałam się w Ukochanego… Patrzył we mnie przejęty, poruszony, wzruszony… Patrzyłam pytająco.
„Ukochany!?”
„Miła Moja!!!”
Dalej w Niego patrzyłam…
„Wiem, że tańczysz”.
„Tak”.
„Promyczku, cokolwiek by się dziś nie działo, wiedz, że Ja Jestem. I jestem z Tobą!”
„Wiem!”
„Będziesz wiele dla Mnie tańczyć!”
„Będę, jeśli trzeba!”
Patrzył bardzo czule…
„Promyczku, cokolwiek by się dziś nie działo, wiedz, że Ja Jestem. I jestem z Tobą!”
Tak… Wiedziałam, że zawsze ze mną jest, ale czegoś Takiego się nie spodziewałam….
Dziś miałam badanie, nie będę wchodzić w szczegóły, bo to nieważne.
Wjechałam do gabinetu. Powitał mnie promienny uśmiech lekarki. Nie znałyśmy się wcześniej, widziałam tę Panią pierwszy raz w życiu.
Ale nic 🙂 Badanie się zaczęło i po dłuższym czasie skończyło.
Potem Pani powiedziała jakie są wyniki, wytłumaczyła wszystko.
Cały czas uśmiechała się do mnie. „Pani Moniko to, pani Moniko tamto”.
A potem… powiedziała:
„Już więcej, jako medyk, nic nie mogę dla pani zrobić. Jako lekarz, jestem bezradna. Ale jako człowiek mogę zrobić coś jeszcze. Mogę się za panią pomodlić. Chce pani?
– Tak – wyszeptałam. Przypomniałam sobie JEGO słowa: „Promyczku, cokolwiek by się dziś nie działo, wiedz, że Ja Jestem. I jestem z Tobą!”
Wiedziałam, że to ON!
I ta kobieta- lekarka, patrząc mi w oczy, modliła się za mnie… A ja miałam w oczach łzy.
ON JEST ZE MNĄ!!! A JA TAŃCZĘ DLA NIEGO!!!
RYTM MIŁOŚCI
Przyszedł.
A ja znalazłam się w Sądzie, jako oskarżona. Miałam kajdany na rękach i nogach. Sąd właśnie ogłaszał wyrok:
„Oskarżoną skazuje się na karę śmierci!!!” – grzmiał.
W tej właśnie chwili na salę wbiegł Pan Młody. Krzyknął, ze wyrok jest już nieaktualny, że On wziął go na Siebie. Porwał mnie i uniósł daleko, daleko…
Wpatrywałam się w Ukochanego…
„Jesteś Moją własnością, Moim Skarbem!” – usłyszałam.
„Jestem Twoja!” – przytaknęłam. Dodałam po chwili:
„Uratowałeś mnie! Ocaliłeś… Dziękuję!!!”
Patrzył we mnie płomiennie.
„Zawsze możesz na Mnie liczyć, Promyczku! Nigdy Cię nie zostawię, nie opuszczę. Tyś Moja!”
Dziękowałam…
Patrzył czule…
„Wsłuchaj się w rytm Mego Serca. To rytm Miłości, do Ciebie, Promyczku!”
KREWNA
Tańcząca wpatrywałam się w Ukochanego… W nocy znów byłam w Nim. Teraz patrzyłam.
„Przyszłam sobie posiedzieć przy Tobie, Umiłowany” – uśmiechnęłam się do Niego.
„Posiedź, Perełko” – usłyszałam w głębi serca Głos pełen czułości i miłości.
„Przeczytałam dzisiejszą Ewangelię. I czy…?”Przerwał mi.
„Tak! Jesteś Moją krewną!”
Uśmiechnęłam się radośnie!
„Jesteś Moją siostrą i oblubienicą!” – kontynuował.
„Mój Brat i Oblubieniec!!!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem… w Miłości.
„Im dłużej patrzę w Ciebie Umiłowany, tym bardziej za Tobą tęsknię”.
„I Ja, Promyczku, za Tobą!”
NAJBLIŻSZY
Wpatrywałam się w Umiłowanego…
Rozmyślałam.
„Jesteś mi bliski. I kochasz mnie”.
„Nad życie, nad śmierć, Perełko!”
„Wiem… Znasz mnie. Znasz moje serce, bardziej niż ja je znam. Wiesz o moich radościach i smutkach. Znasz moje grzechy, słabości, moją nędzę. Ale nie potępiasz mnie, nie oskarżasz. Przeciwnie! Usprawiedliwiasz. często przede mną samą”.
„A Ty, Promyczku, niesiesz swój krzyż i idziesz za Mną”.
„Kiedy nie mogę już iść, Ty niesiesz mnie, Ukochany!”
Patrzył we mnie łagodnie i czule…
„Idziesz prosto do Nieba, Promyczku!”
„Do Ciebie!” – uśmiechnęłam się.
UFNOŚĆ
Przyszedł i zanurzył mnie w Sobie. W Miłości. Byłam jak niemowlę w Jego silnych a zarazem delikatnych i czułych ramionach…
Zaczął mi ukazywać wydarzenia z mojego życia i z życia moich duchowych Dzieci. Ukazywał dobro i mówił, że to dzięki mojej ufności. Np: „gdyby nie Twoja ufność, Twoje Dziecko nie wstąpiło by do zakonu”. Wymieniał i wymieniał… „Gdyby nie Twoja ufność, Promyczku, to…”
Wpatrywałam się w Ukochanego…
„Tak, ufam Tobie!”
„I dlatego góry przenosisz!”
„Ty przenosisz, nie ja!”
„Dzięki Twojej ufności!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem… On patrzył we mnie… słodko.
Zanurzał mnie w Sobie…
Ucałowałam Go.
„I TY mi ufasz, Umiłowany!”
„Ufam, Córko Króla!”
ZA TOBĄ WSZĘDZIE!
Wpatrywałam się w Umiłowanego…
„Moje serce bije dla Ciebie!” – wyszeptałam.
Patrzył we mnie czule…
„Na każdym kroku przekonuję się, że nie nadaję się do tego świata. Że go nie rozumiem, ani nie akceptuję. I vice versa”.
„Nie należysz do świata, Mój Promyczku. Należysz do Mnie”.
„Tak, należę do Ciebie!”
„Spójrz na dzisiejszą Ewangelię. Mnie też świat nie rozumiał, odrzucił. A skoro odrzucił Mnie, odrzuca i Ciebie”.
„Nie może być uczeń nad Mistrza…” – pomyślałam – oskarżono Cię o szaleństwo. Rzeczywiście oszalałeś. z Miłości do mnie!”
„Jesteś bardzo podobna do Mnie, Perełko!”
Patrzył we mnie tym Swoim spojrzeniem. Łagodnym i promiennym.
Po chwili dodał:
„Weź swój krzyż i chodź za Mną!”
„Idę, Panie! Za Tobą wszędzie!”
Uwielbiałam Go. A On patrzył we mnie z wielką miłością!
„Dziękuję Ci, Ukochany! Twoja Miłość wystarczy! Ty mi wystarczysz! Wystarczysz! Za Tobą wszędzie!”
„Moje Serce bije dla Ciebie, Promyczku!”
GDZIE SKARB TWÓJ…
„Przyszłam posiedzieć u Twych Stóp – uśmiechnęłam się do Umiłowanego – i odpocząć”.
„Posiedź Mój Promyczku, odpocznij. To co zrobiłaś, wymagało dużo siły, nie tylko fizycznej”.
„Tak… Ale udało się. Dzięki Tobie!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem promienni.
„Troszczysz się o Mnie, Promyczku”.
„Kocham Ciebie i chcę, żeby w Twoim Domu było pięknie”.
Patrzył we mnie łagodnie i bardzo czule. Słodko.
Kiedy tak patrzył… znowu naszła mnie wielka, dojmująca tęsknota…
„Oko w oko….” – szepnęłam.
„I Serce w serce, Perełko!”
Patrzył… i ja patrzyłam…
„Dobrze mi z Tobą, Ukochany!”
„I Mnie z Tobą dobrze!”
Po chwili dodał:
„Gdzie skarb Twój tam i serce Twoje”.
„Serce moje jest w Tobie!”
„Więc skarb też, Perełko!”
DZIEDZICTWO
Przyszedł.
„Jak oblubieniec pragnie swej oblubienicy tak JA pragnę Ciebie, Promyku! I jak oblubieniec cieszy się ze swej oblubienicy tak JA raduję się Tobą!”
I… uniósł mnie w górę, wysoko, wysoko! I cieszył się mną! Bardzo cieszył! Tańczył, wirował, wprost szalał z radości!!! Cieszył się Swoim małym, biednym Promyczkiem. Unosił się radością nade mną! A ja… Cieszyłam się NIM, Oblubieńcem moim!
Potem… zabrał mnie do SWEGO Ogrodu. Nie do mojego. Do Swego Ogrodu! Pokazał mi Swój Ogród. Niebo. W tym Ogrodzie był ON – mój OBLUBIENIEC!!!
Trwałam w NIM. A On patrzył we mnie jasny i rozpromieniony, zachwycony!
„Ten Ogród jest Twoim Dziedzictwem, Moja Perełko!”
Dziękowałam…