Bywają takie dni kiedy po prostu mam „doła”. Kiedy myślę, że jestem do niczego. Samotność doskwiera,bezradność i niemoc też.
Ból…
Taka chwila słabości.Ciemności…. Smutku.
Wtedy przychodzi On i przysyła mi „ Swoich ludzi”. Doświadczam tego często. Ostatnio zwłaszcza. Przez ostatnie kilka dni przeprowadziłam kilka rozmów z ludźmi, którzy bardzo mi pomogli. Obcy ludzie.
Ktoś kiedyś powiedział, że na chwilę słabości nie można sobie pozwolić. Że trzeba być silnym. Za wszelką cenę.
Nie zgadzam się tym.
Na taką chwilę słabości można sobie pozwolić. Nawet trzeba.
Taka chwila pozwala uświadomić własną słabość i nicość. Pozwala spokornieć.
Ale pozwala też doświadczyć(przynajmniej mi ) wielkość i dobroć Boga.
Jego opiekę. Miłość do mnie.
Pozwala doświadczyć, że w tym wszystkim (słabości, bólu, samotności) jest On.
Jest przy mnie.
Pomaga mi.
Pochyla się nade mną, bierze moje słabości, mój krzyż. Podnosi mnie i mówi :
„Nie bój się, Jestem z tobą”.
Kto nie doświadczył własnejsłabości, ten nigdy silny nie będzie.
