Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. Jezus tulił mnie do SERCA Swego i patrzył we mnie… Jak On we mnie patrzył!!! Z Miłością i upodobaniem. Jak Oblubieniec patrzy w Swą Oblubienicę… Wywyższal mnie Swoim spojrzeniem pełnym całkowitego oddania… Patrzyłam w mojego Lubego z tkliwością i miłością! Zakochana i zachwycona i szczęśliwa cala…
„’Oblubienica SERCA Jezusowego’… pięknie brzmi…” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha.
„Prawda?!” – wyszeptał Jezus patrząc we mnie jak w obrazek.
„Bardzo pięknie!!!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie.
„Na Oblubienice SERCA Mego obieram tylko dusze Mi najbliższe. Zaufane. Na które mogę liczyć w cierpieniu. Które wiele dla Mnie wycierpiały, i które pragną jeszcze dla Mnie cierpieć!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
„Ja się cierpienia nie boję, mój Jezu… Jestem, można powiedzieć, z nim oswojona. Podobnie jak Ty…”
„Jak Ja!”
Jezus tulił mnie do SERCA. A ja głośno rozmyślałam:
„Wiem, że jestem niczym. Bieda i nędza grzeszna… A Ty mnie tak wywyższasz!!! I sprawiasz, że przy Tobie czuję się wolną! Jesteś mi bliski jak przyjaciel… Nie!!! Jesteś mi bliższy niż przyjaciel! Jesteś mi bliższy nawet niż rodzina! Jesteś mi bliższy niż najbliższa rodzina! Nie potrafię wyrazić jak jesteś mi bliski… ”
Jezus patrzył we mnie płonący z miłości i zachwycony cały!
„Moniko, Moja śliczna Pięknotko! – wyszeptał z czułością niezwykłą.
„Mój śliczny Pięknisiu… Daj mi pić, proszę!”
Jezus natychmiast przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości… Słodszy niż najsłodsze miody.
Miesiąc: grudzień 2019
OBLUBIENICA SERCA
Byłam w ramionach mojego Jezusa. W Jego objęciach zanurzona cała. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie. Smutny był jakiś… Patrzyłam w Niego z bólem, nie chciałam, żeby mój umiłowany był smutny… I pomyślałam że smutny to pewnie Go SERCE boli. Dotknęłam dłonią SERCA Jezusa. A ONO natychmiast wyskoczyło z Jego Ciała i znalazło się w moich dłoniach!!! Zobaczylam że Rana SERCOWA krwawi… Zamarłam w bólu! Przytuliłam SERCE najdroższe do moich ust i zaczęłam JE całować! Całowałam i całowałam z czułością i uwielbieniem! Z miłością całowałam… Gdy potem spojrzałam w SERCE, już nie krwawiło.
„Boli Cię SERCE, mój Jezu? Nie chcę, żeby Ciebie bolało! Niech lepiej boli mnie, a nie Ciebie!” – szepnęłam z mocą.
„Nie, Moniko. Już nie boli!” – wyszeptał Jezus z ogniem, poruszony cały.
„Niech lepiej boli mnie, a nie Ciebie!” – powtórzyłam z żarem.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Będzie Ciebie boleć, Moniko… Będzie!”
„Spoko! Z Tobą dam radę!”
Jezus patrzył we mnie płonący miłością…
„Moniko, czy chcesz być jeszcze bardziej Moją?!” – spytał Jezus. Oczy Mu się zaszkliły…
„Pragnę!!! Bardzo!!!” – szepnęłam rozpromieniona cała. I naszła mnie nieśmiała myśl, żeby Jego też spytać.
„A Ty mój Jezu, czy chcesz być jeszcze bardziej moim?!” – oczy mi się zaszkliły…
„Pragnę!!! Bardzo!!!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
Patrzyłam w mojego Jezusa oniemiała ze szczęścia… A On zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czułe i słodko i gorąco…
„Jesteś Oblubienicą SERCA Mojego, Moniko!” – wyszeptał z czułością niezwykłą i ogniem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i całował mnie… Jak Oblubieniec Swą Oblubienice…
PYCHA DLA DUCHA!
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! Jezus tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w Miłosci i bliskości bez granic!
„Mój Jezu, boli mnie bardzo, bardzo! O, tu!”
Ujęłam Jego dłoń w swoje dłonie i położyłam ją w miejscu w moim ciele, które boli mnie najbardziej. Na moich jelitach… położyłam dłoń Jezusa.
Jezus patrzył we mnie płonący miłością i poruszony niezmiernie!
„Moniko, Moniko Moja jedyna, wiem, że Cię bardzo bardzo boli! Ale dziękuję Ci że Mi o tym powiedziałaś i pokazałaś Mi… Dziękuję!”
„Wiem, że mogę Ci powiedzieć o wszystkim i pokazać wszystko we mnie! Ufam Ci, mój Jezu!”
Jezus patrzył we mnie ze wzruszeniem i całkowicie mi oddany.
A mnie znów naszła myśl, że rozmawiam z Nim tak jak się rozmawia z Przyjacielem! Twarzą w twarz! Pisałam o tym już kilka dni temu. Ale wciąż mnie zadziwia, zachwyca i uszczęśliwia niezmiernie to jak Jezus mnie na Siebie otworzył!!! Ciągle otwiera!!! Modlitwa nie jest dla mnie przymusem, przykrym obowiązkiem, nie jest nawet koniecznością! Nie!!! Modlitwa, bycie z Jezusem jest pragnieniem serca… Jest tęsknotą i jednocześnie jej wypełnieniem. W Miłosci i bliskości i intymności… Bycie z Nim, z moim Jezusem jest wielką PRZYJEMNOŚCIĄ!!! Jest słodsze nad wszystkie ziemskie słodkości!!! I wyborne jak espresso ze śmietanką!
Pycha dla ducha!!! Mniaaam…
ISKIERKI RADOŚCI
Byłam w ramionach mojego Jezusa. W Jego objęciach leżałam szczęśliwa cala! A On pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały!
„Wiesz mój Jezu?! Wczoraj dostałam od mojego Duchowego Syna, dominikanina, kartkę świąteczną! Serduszkową choinkę i cudne życzenia. Od serca! A tę choinkę serduszkowa to sam robił! Dla mnie! Ucieszył mnie bardzo! Tak… Moje Duchowe Dzieci są jak iskierki radości! Adaś, Mikołaj, Ola, Minia, Zuzia… Iskierki radości! Adaś często pożycza ode mnie słodziaka, liska Lucka.
-Ciociu, a mogę pożyczyć Lucka? Oddam ci jutro!
-Oczywiście, Adasiu!
I pożycza. A potem przynosi, oddaje. Sam! Raz zapomniało mu się oddać, to mu nieśmiało przypomniałam:
-Adasiu, tęsknię za Luckiem!
-Oj, ciociu! Zapomniałem! Gapa ze mnie! Już przynoszę!
Pobiegł i przyniósł. A jakiś czas potem znów pożyczył. I teraz już zawsze oddaje! Tata się śmieje widząc wnuka biegającego do mnie z maskotką i mówi, że dziwi się, że nie dam Adasiowi liska na zawsze. Tłumaczę tacie, że lisek to prezent dla mnie, od dziewczynek, od Mini i Oli. A prezentów się nie oddaje. Po drugie niech się Adaś uczy, że jak coś się chce pożyczyć, trzeba najpierw się spytać, a jak już się pożyczy to potem trzeba oddać. Niech się uczy! A po trzecie, gdybym mu dała liska na zawsze to by już tak często do mnie mnie nie przychodził! Muszę dbać też o swój interes! A co! 😁
A z Mikołajem teraz hodujemy kwiatki! Kupujemy i hodujemy. Bluszcze, a teraz palmy! Może ktoś pomyśleć, że palma mi odbiła! 😁 Niech sobie myślą i mówią co chcą! Mikołaj się cieszy i ja się cieszę! Mikołaj przychodzi mi je podlewać i nawozić. Gadamy o nich. Porównujemy komu ile urosły. Aaaa! I dodałam od Mikołaja kwiatka! W prezencie! Jak był w sklepie to zrobił zdjęcia kwiatów. Pokazał mi i kazał, żebym sobie wybrała, który chcę. Wybralam, a on mi go kupił! Za swoje pieniążki! Ucieszyłam się baaardzo!
A mój Duchowy Syn nazywa mnie swoim „holownikiem”. Biega teraz po Kolędzie, a jego holownik na wózeczku ciągnie go modlitwą i tańcem!”
Umilkłam i patrzyłam w mojego Jezusa rozpromieniona uśmiechem! Patrzył we mnie zachwycony cały!
„A Ty mój Jezu czemu nic nie mówisz? Tylko ja nawijam i nawijam!”
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie!
„Słucham Moniko! Jak Twoje Dzieci Ciebie kochają! I jak Ty je kochasz!” – wyszeptał z ogniem.
„Tak mój Jezu! Kochają mnie! I są dla mnie iskierkami radości!!! Iskierkami radości w centrum nieustannej burzy!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. I patrzył we mnie jak w obrazek…
NIESAMOWICIE PIĘKNE!
Byłam w ramionach mojego Jezusa. W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie płonący cały miłością…
„Przyszedłem na świat po to, żeby każdego grzesznika przytulić do SERCA, Moniko!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z zachwytem i uwielbieniem.
„Niesamowite…” – szepnęłam z mocą.
Jezus mówił dalej:
„Tak! Przyszedłem na świat po to by każde Moje dziecko przytulić do SERCA. Wystarczy tylko że stanie w prawdzie przede Mną, że się na Mnie otworzy, a wezmę je w ramiona, w objęcia i będę je tulił do SERCA! Z Miłością i wielką radością!”
„Więc przyszedłeś na świat po to, żeby…” – szepnęłam ze wzruszeniem.
„By Cię, Moniko przytulić do SERCA!” – wyszeptał Jezus z prostotą.
Patrzyłam w mojego Jezusa poruszona niezmiernie…
„Niesamowicie piękne, mój Jezu… Niesamowicie!”
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały! Rozpływalam się w moim Jezusie… W Jego objęciach!
MÓJ UŚMIECH
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam. Obolała po całodziennej burzy i zmęczona bardzo… Jezus był ze mną, po prostu. Tulił mnie do SERCA. Patrzył we mnie z czułością i oddaniem. Cały był Miłością i cały był dla mnie. Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością. Patrzyłam, a On przypomniał mi sytuację z dnia wigilijnego:
Siedziałam przy łóżku mojego chorego Duchowego Dziecka. Ono leżało z przymkniętymi oczami. A ja siedziałam przy nim z obolałym sercem… „W każdym najtrudniejszym i najważniejszym momencie mojego życia było przy mnie. A teraz…” – pomyślałam z bólem. „A teraz Ty przy nim jesteś! Teraz Ty jesteś przy swoim Dziecku, Moniko!” – usłyszalam cichy, łagodny głos w głębi serca. „Tak. Jestem. Ale ono już nawet tego nie widzi…” „Ale Ja widzę! To wystarczy” – wyszeptał głos w głębi mojego serca. Słowa te dodały mi otuchy i wlały pokój w serce!
Leżałam w objęciach Jezusa… On niczego nie tłumaczył, nie moralizował. Był ze mną, po prostu. Z jednej strony bolało mnie serce bo widziałam, że moje kochane Dziecko już odchodzi… Coraz szybciej, odchodzi. A z drugiej strony w moim sercu panował pokój. Bo wiedziałam, że odchodzi do Niego. Do Jezusa!
Patrzyłam Mu w oczy głęboko. I mimo bólu, uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha! Całą sobą!!! Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice! Czule i słodko! I przytulił Swój policzek do mego policzka… Trwaliśmy w Miłosci i bliskości bez granic!
UŚMIECH DZIECIĄTKA
Wokół mnie szalała burza. Było ciemno… Grzmiało bardzo! Pioruny waliły prosto w serce. A we mnie było cicho, ciepło i jasno. Byłam w Światłości wielkiej. A w moich ramionach, w objęciach moich spało Dzieciątko! Dopiero co narodzone… Spało słodko, błogo… I uśmiechało się cudnie przez sen! Trzymałam Je w objęciach szczęśliwa i zachwycona cała cała. Tuliłam Je do serca i kołysałam… Nagle Dzieciątko się zbudziło! Spojrzało we mnie Swymi dużymi pięknymi oczami i uśmiechalo się do mnie cudownie!
„Kocham Cię, Jezu mój! Kocham Cię!” – szepnęłam z czułością.
Dzieciątko patrzyło we mnie głęboko jakby chciało mi powiedzieć, że też mnie kocha!
„Błogosław Jezu, wszystkie moje Duchowe Dzieci! Proszę!” – wyrwało mi się z głębi serca.
Dzieciątko uśmiechnęło się szeroko… A mnie naszła myśl, że tak uśmiecha się nad każdym z moich Dzieci! Że uśmiech Dzieciątka nad nimi to jest właśnie błogosławieństwo!
Dzieciątko zamknęło oczęta i znów słodko zasnęło… Słodko i błogo…
Tuliłam do serca moje maleństwo… A Ono przez sen uśmiechało się do mnie cudownie!
MIĘKKOŚĆ W SERCU…
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały. I ja patrzyłam tylko w Niego z uwielbieniem. Zakochana cała!
„Dziś Wigilia. A jutro Twoje urodziny!” – szepnęłam z uśmiechem.
„Urodziny to nie do końca tak…”-wyszeptał Jezus z cudnym, łagodnym uśmiechem.
„Wiem, wiem! Tak gadam, żeby zacząć rozmowę!” – zaśmiałam się wesoło.
Jezus zaśmiał się perliscie i ucałował mnie w czoło.
„Urodziny i narodziny!” – szepnęłam z mocą.
„O, to już lepiej!” – Jezus promieniał cały.
Teraz ja się zaśmiałam! I patrzyłam Mu w oczy z zachwytem. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. A ja pomyślałam że rozmawiam z Jezusem jak z przyjacielem. Twarzą w twarz. Podobnie jak Adam w Raju… i jak Mojżesz. Tak pomyślałam. I bardzo mnie ta myśl uradowała! Potem naszła mnie myśl: „Co mógł czuć TATA, Bóg Ojciec, gdy zobaczył Swego umiłowanego Syna, jako człowieka, niemowlę leżące w żłobie?” I pomyślałam że czuł wtedy miękkość w SERCU… Tak… miękkość! A w oczach miał łzy! Łzy wzruszenia… I bardzo cierpiał, bolało Go, że Jego Syn tak bardzo cierpi,, że ludzie nie chcieli przyjąć do swoich domów. Ale jednocześnie cieszył się niezmiernie, że ludzie będą mieli teraz otwartą drogę do Nieba! Że będą zbawieni i każdy kto tylko zechce będzie mógł przyjść do Niego bez żadnych przeszkód!
Spojrzałam w Jezusa pytająco…
„Tak, Moniko! TATA czuł miękkość w SERCU i był niezmiernie szczęśliwy, że właśnie spełnia się obietnica dana Adamowi i Ewie w Raju!”
Jezus umilkł na chwilę i patrzył we mnie jak w obrazek… A po chwili dodał:
„Jak niewiele dusz rozmyśla o tym co mógł czuć TATA… Jak dobrze, Moniko że o tym pomyślałaś!”
„Ty, Jezu, mnie natchnąłeś!”
„Ale Ty to natchnienie przyjęłaś! Jakaś Ty podobna do Mojej MAMY! Ona także rozważała Boże natchnienia w Swoim Sercu!”
Jezus patrzył we mnie płonący miłością… A ja odpoczywalam w tych płomieniach miłości…
JAK BARDZO NAS KOCHA!!!
Byłam w Światłości wielkiej. Jezusa nie było. Zniknął gdzieś… Czekałam i tęskniłam… Długo czekalam…
„Jezu mój przyjdź… Moje serce tęskni…!” – szepnęłam w końcu.
I natychmiast zobaczylam mojego Jezusa!!! Tulił mnie w objęciach i patrzył we mnie głęboko. Miłość sama!!!
„Ja jestem przy Tobie, Moniko, jedyna Moja! Ja jestem z Tobą! Nawet wtedy gdy Mnie nie widzisz, Ja jestem i tulę Cię w ramionach. Zawsze!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„To dobrze, mój Jezu!” – szepnęłam po prostu. I uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam na SERCU najmilszym i rozmyślałam:
„Jak bardzo Ty kochasz nas, ludzi, że dla nas zechciałeś aż tak się uniżyć!!! Ty potężny, wszechmocny i wszechmogący Bóg stałeś się człowiekiem! I aby ludzi nie przestraszyć, nie przerazić Swą wielkością i potęgą, skryleś się pod postacią bezbronnego i bezradnego Dziecka. Niemowlęcia!!! Niemowlęcia nie trzeba się bać… Trzeba się nim opiekować, o nie troszczyć. Trzeba je nakarmić, przewinąć, utulić… Jak bardzo nas kochasz, że się całkowicie oddałeś w nasze ręce… W moje ręce! Jak bardzo nas, mnie kochasz, mój Jezu!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością!
„Kocham was, ludzi, Ciebie kocham, Moniko nad życie i śmierć! Na wieczność!!!” – wyszeptał z ogniem.
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony Miłością i tkliwością niesamowitą… A ja rozpływalam się w Jezusie. W moim umiłowanym!
FASCYNUJĄCY!!!
Trzymałam w ramionach Dzieciątko. Obejmowałam Je z miłością i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha. Ono patrzyło we mnie słodko… Gdy nagle zeskoczylo z moich kolan, chwyciło rączką moją rękę i zaczęło ciągnąć!
„Chodź!” – zawołało radośnie.
„Mam z Tobą iść?! Dobrze!!!” – zaśmiałam się perliscie.
Wstałam i szłam z Dzieciątkiem za rączkę. Szliśmy w Światłości wielkiej! Dzieciątko podskakiwalo wesoło! Dokądś mnie prowadziło. Szliśmy w Światłości, która zdawała się być coraz jasniejsza… Nagle Dzieciątko znikło! I szłam dalej sama. I usłyszalam ciepły i pełen łagodności głos Jezusa:
„Moniko, Moja jedyna, cały Adwent opowiadalem Ci o Moich tęsknotach. A teraz co Ty Mi o nich powiesz?”
„Że… że są bardzo piękne! I że są bardzo podobne do moich. Wręcz identyczne! Takie same!”
A po chwili dodałam:
„Wiem, że Twoje tęsknoty były pierwsze… Twoje tęsknoty stały się moimi… Tak! Twoje tęsknoty stały się moimi tęsknotami, mój Jezu!!!”
I… w jednej chwili znalazłam się w ramionach, w objęciach Jezusa! Byłam Jego maleństwem, Jego niemowlęciem, Jego dzieciątkiem byłam. A On patrzył we mnie z dumą dumą i zachwytem wielkim!!!!
„Jakże się cieszę, Moniko, że chcesz, że pragniesz Mnie poznawać!!! Odkrywać!!! Jakże się cieszę! Uszczęśliwiasz Mnie niezmiernie!”
„Dlaczego miałabym nie chcieć?! Kiedy to jest fascynujące, ekscytujące!!! Niesamowite!!! Ty jesteś fascynujący, mój Jezu! Fascynujący!!!”
Jezus zatapial mnie w Sobie, zanurzal w Miłosci. I czynił z Sobą jedno!