Dziś notke pisze Jezus.
Byłam w Jego objęciach, tańcząca bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko. Patrzył i mówił:
„Stworzyłem człowieka z tęsknoty. Z tęsknoty bliskości. I człowiek w Raju był ze Mną bardzo blisko. Żył w bliskości ze Mną! Spacerowaliśmy razem po rajskim Ogrodzie. Rozmawialiśmy o wszystkim! Człowiek darzył Mnie zaufaniem. Jak przyjaciel Przyjaciela. Między jego twarzą a Moją niczego nie było! Niczego nie było między Moim, a jego sercem! Nic nam nie przeszkadzało, nie zasłanialo siebie nawzajem. Trwaliśmy w intymnej bliskości. Serce przy sercu! Jaki Ja byłem wtedy szczęśliwa szczęśliwy! Grzech pierworodny tę bliskość zburzył! Zniszczył! Ludzie oddalili się ode mnie!!! Zaczęli szukać sobie innych, nowych bogów.. Jak Ja cierpiałem… Jak tęskniłem za bliskością! Jak tęskniłem za Moimi dziećmi… Za ich obecnością, rozmowami, śmiechem radosnym i pełnym wolności! Jak Ja tęskniłem… I z tej tęsknoty począłem się w łonie Dziewicy. I znów bylem blisko człowieka… Słyszałem bicie Serca Miriam. Me SERCE tańczyło ze szczęścia i wielkiej radości! A gdy przyszedłem na świat, poczułem czuły dotyk Jej dłoni, zobaczyłem Jej cudny uśmiech! Uśmiech z Raju! Bliskość z Raju!
Pragnąłem, żeby wszystkie Moje dzieci mogły być blisko Mnie! Tęskniłem… I z tej tęsknoty poszedłem na Krzyż! Cierpialem, umarłem i zmartwychwstałem dla tej tęsknoty… Tęsknoty bliskości. I stałem się mały, delikatny i kruchy! Chlebem się stałem! I zamknięty w zimnym i ciemnym Tabernakulum czekam… Czekam na człowieka! Tęsknię za nim! Aż zechce przyjąć Mnie do swego serca. I być ze Mną w bliskości. Nie tylko Ty, Moniko tęskniłaś za bliskością ze Mną! JA tęsknilem za bliskością z Tobą!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z otwartymi ustami…
„Jakie to piękne!!! Niesamowite! Fascynujące!!!” – szepnęłam zachwycona cała. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Teraz jesteś blisko, mój Jezu ukochany! – szepnęłam z mocą.
„Najbliżej, Moja jedyna!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Trwaliśmy w Miłosci i bliskości bez granic!
Miesiąc: grudzień 2019
ZAWSZE!!!
Byłam w moim Jezusie. W Jego ramionach, w objęciach Jego leżałam. Tańcząca bardzo i bardzo szczęśliwa! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie… z miłością i oddaniem… Cały był mój i cały był dla mnie. A ja Jezusowa cała! Wyciągnęłam rękę i zaczęłam dłonią dotykać policzek Jezusa i głaskalam go z czułością…
„Mój kochany Jezu… mój kochany…” – szeptałam czule.
Jezus ujął moją dłoń w Swe dłonie i ucałował ją gorąco. I ja wzięłam Jego dłoń w swoje dłonie i ucałowałam ją serdecznie.
I nagle… znaleźliśmy się w Światłości wielkiej! Jezus i ja. Jezus wziąl mnie pod rękę i spacerowaliśmy. Z Jezusem pod rękę! Wokół nas było ciepło i cicho i jasno i cudownie!!! Spacerowaliśmy… W pewnej chwili Jezus przystanął.
„Czy mogę Damę Mego SERCA zaprosić do tańca? – spytał z ogniem.
„Zawsze, mój Kawalerze!” – szepnęłam z mocą.
I… mój kochany Kawaler porwał mnie do tańca!!! Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i w tańcu prowadził! Jak pięknie tańczy mój Jezus! Jak lekko! Jak zwiewnie! Jak słodko! Jak blisko… Jak pięknie tańczy! Cudownie! Tańczylismy bardzo!
A potem odpoczywałam w Jego ramionach…
„Uwielbiam z Tobą tańczyć, mój Jezu! Uwielbiam!”
„I ja uwielbiam tańczyć z Tobą, Moniko! – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem – Zawsze ze Mną tanczysz! Zawsze!”
„Taaak…!!! – szepnęłam uśmiechając się do Niego od ucha do ucha. Jezus rozpływał się w moim uśmiechu…
SERCE MOJE PAMIĘTA…
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! A ja patrzyłam tylko w Niego! W mojego Jezusa patrzyłam.
„Ostatnio tylko bym odpoczywala… Mam nadzieję że nie jest to lenistwo!” – zaśmiałam się perliscie. I dodałam:
„A poważnie to chciałabym już do Ciebie na rączki… Tęsknię!”
„Ale przecież powiedziałaś, Moniko że gdybyś dostała od Oremusa kolejną propozycję układania modlitw to byś się zgodziła!”
„Jezu mój… przecież jedno nie wyklucza drugiego. Zgodziłabym się! Ale gdybyś po mnie przyszedł, rzuciłabym wszystko i wskoczyła do Ciebie na rączki! Tęsknię!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie. Potem spojrzał we mnie głęboko…
„A nie chciałabyś chodzić, Moniko? Nie tęsknisz za tym?”
„Po co mi chodzić jak mogę tańczyć dla Ciebie, kochany?!” – szepnęłam z lekkością i uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie.
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością… Leżałam na SERCU Jezusa i rozmyślałam:
„Jak byłam mała to chciałam chodzić. Chciałam być taka jak inne dzieci. Jakiś czas temu powiedziałam Ci, Jezu, że gdybym była zdrowa, poszłabym do zakonu. Do karmelu. Odpowiedziałeś mi wtedy, że jestem w zakonie, Twoim osobistym! Od tego czasu nie myślę o tym 'co by było gdyby’ ale staram się żyć dniem dzisiejszym. A poza tym, tęsknić można za tym co kiedyś już było. Na przykład mam kolegów, którzy kiedyś byli zdrowi, a po wypadku usiedli na wózek. I oni mogą tęsknić za czasami gdy byli zdrowi. Ja natomiast nie pamiętam kiedy byłam zdrowa. Zachorowałam jak byłam niemowlakiem. Nie mogę pamiętać. I nie mam za czym tęsknić!”
„A Mnie pamiętasz, że za Mną tęsknisz, Moniko?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Serce moje Ciebie pamięta! I serce moje tęskni!” – szepnęłam wpatrzona w Jezusa z miłością. A On rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił!!! Odpoczywałam w promieniach Miłości…
JAK KOCHAM!
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam tańcząca bardzo i bardzo szczęśliwa! Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący miłością i rozpromieniony cały!
„Dziś moja Duchowa Córeczka Tobie ślubuje! Zostanie konsekrowana Tobie, mój Jezu!”- szepnęłam z radością wielką.
„Jest tylko Moja!” – wyszeptał Jezus z mocą.
„Tak!!! Jestem z Niej bardzo, bardzo bardzo dumna!!! Bardzo!!!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie, ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie głęboko.
„Bądź dumna nie tylko z Niej, ale też i siebie!”
„Z siebie? A niby dlaczego?”
„Prowadziłaś ją do Mnie!”
„Wiele osób ją prowadziło do Ciebie!”
„Ty, Moniko, prowadziłaś ją szczególnie. Przez taniec i modlitwę!”
Patrzyłam w oczy Jezusowi… Zaczęłam się modlić za moją Duchowa Córeczke, potem za Syna, który razem z Nią będzie konsekrowany. A potem, nawet nie zauważyłam kiedy modliłam się za wszystkie moje Duchowe Dzieci. Prosiłam Jezusa, żeby tulił Je wszystkie do SERCA Swego. Prosilam… A On patrzył we mnie z zachwytem…
„Uwielbiam patrzeć jak kochasz Swoje Dzieci, Moniko!” – wyszeptał z czułością niezwykłą.
Uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!
NIE NADĄŻAM!
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! I ja patrzyłam tylko w mojego Jezusa.
„Miło jest się dowiedzieć, że zdrowa osoba nie może za mną nadążyć! – zaśmiałam się perliscie – Szczególnie miło, gdy tą osobą jest pani redaktor z Oremusa. Napisała mi tak! Chodziło jej o to, że bardzo szybko ułożyłam modlitwy wiernych na sierpień 2020. Wczoraj rano skończyłam układać, a tak się złożyło, że modlitwy popołudniu już były w redakcji! Wiem, że to Twoja 'sprawka’, mój Jezu!”
Jezus zaśmiał się cudnie!
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, Moniko! Odpocznij teraz…”
„Dziękuję mój Jezu! Tak… Potrzebuję trochę odpocząć. Żeby gdyby może za jakiś czas zaproszono mnie znów do układania modlitw, były one świeże i jasne!”
„Zgodziłabyś się jeszcze układać modlitwy?!” – Jezus wydawał się być zaskoczony i zadowolony bardzo.
„Pewnie! Skoro to Ty je za mnie układasz. Niby ja, a nie ja! Tylko Ty! Ja nawet nie wiem jak i kiedy te modlitwy ułożyłam! Nie mogę nadążyć za Tobą, Jezu! Pani redaktor nie może nadążyć za mną, a ja za Tobą!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością. Otulał mnie Sobą. Zatapial w Miłosci i bliskości bez granic… I czynił z Sobą jedno…
„Naprawdę nie mogę za Tobą nadążyć, mój Jezu! Nie mogę nadążyć za Twoją miłością!!!” – szepnęłam wtulona w mojego Oblubieńca… Szczęśliwa cala!
TANIEC W BURZY
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam. Obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił prawie. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i tulił do SERCA Swego. Bolało mnie całe ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczka. Na dodatek szalała burza!!! Burza z piorunami! Do tej pory szalała tylko w dzień. W nocy mogłam od niej odpocząć. Teraz szalała także w nocy. I ta burza, pioruny sprawialy mi większy ból niż cierpienia ciała. Leżałam więc tańcząca cała. Jezus tulił mnie do Siebie troskliwie. Z miłością i oddaniem…
„Pięknie tańczysz, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Chciałam się uśmiechnąć do Niego od ucha do ucha. Ale nie miałam siły. Udało mi się uśmiechnąć lekko…
Jezus przytulil Swój policzek do mego policzka. I wtulił mnie w Siebie. Trwaliśmy w Miłosci i bliskości bez granic… A burza wokół szalała.
JEDYNA MOJA TĘSKNOTA
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam. Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko… I gorąco! Całował i całował! Pełen bliskości i oddania… Mój Jezus prześliczny!!!
„Moniko!!! Moja jedyna!” – szeptał obsypując mnie pocałunkami.
„Uwielbiam Ciebie, Jezu!!! Uwielbiam Ciebie!” – szepnęłam z mocą. I uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha! A Jezus wciąż obsypywał mnie pocałunkami! Całował mój uśmiech!!! Całował… Trwaliśmy w intymnej bliskości…
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem wyszeptał z ogniem, rozpromieniony cały:
„Dobrze Mi z Tobą, Moniko! Bardzo dobrze!”
„Dziękuję! I nawzajem! Mi z Tobą bardzo dobrze, mój Jezu!” – szepnęłam z miłością. Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie.
„A za czym tęsknisz, Moniko?” – spytał Jezus łagodnie.
„Już mówiłam, nie za czym, ale za Kim. Za Tobą, Jezu!” – szepnęłam z uśmiechem.
„Że za Mną tęsknisz, wiem! A za czym tęsknisz jeszcze?”
Spojrzałam w Jezusa zdziwiona! Zaskoczyl mnie tym pytaniem! I zaczęłam w głowie i w sercu szuka za czym jeszcze tęskniłam! Ale… niczego takiego nie mogłam znaleźć!
„Za… za…” – szepnęłam niepewnie. Nie mogłam nic znaleźć. Ale skoro Jezus pytał, to coś takiego być musiało. Szukałam więc w sercu jeszcze innej tęsknoty… Szukałam, szukałam… Ale żadnej innej nie znalazłam.
„Za niczym innym! Ty jesteś moją jedyną tęsknotą! Jedyną!” – szepnęłam z ogniem.
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek… Rozpływalam się w Jezusie… W Nim się rozpływalam…
TĘSKNOTA MIŁOSCI
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach szczęśliwa cala leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością tulił do SERCA Swego. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko. A Jego SERCE szeptało:
„Wyobraź sobie, Moniko, jaki byłem szczęśliwy kiedy stworzyłem człowieka! Wyobraź sobie Moje szczęście, radość, zachwyt i entuzjazm!!! Stworzyłem kogoś z kim mogłem przebywać, kochać, uszczęśliwiac! Z kim mogłem rozmawiać! I kim się cieszyć! Stworzyłem człowieka z tęsknoty miłości! Uwielbiałem patrzeć na Adama i Ewe, jak się kochają i jak się cieszą sobą nawzajem! Jaki Ja byłem szczęśliwy! A wyobraź sobie, Moniko, jak Mnie zabolało to, że Mnie nie posłuchali… Że złamali Mój zakaz! Że zrobili to czego zabroniłem! A to dla ich dobra! Pozwolili wessac sobie do serca wątpliwości… Że coś przed nimi ukrywam, że nie jestem dobry. Że jestem odległy! Obcy! Zjedli zakazany owoc i poznali że są nadzy. Poczuli wstyd i ukryli się przede Mną! Do tej pory nagość im nie przeszkadzała. Czuli się piękni. Podobni do Mnie! Teraz wstydzili się Swego Stwórcy! Jak bardzo cierpiałem z tego powodu… Wraz z grzechem pierworodnym na świecie pojawiły się cierpienia, ból, smutek i płacz. A przede wszystkim śmierć! Ludzie musieli opuścić raj, żeby nie pomnażać zla. Jednak Ja nie opuściłem ich nigdy! Tęskniłem za nimi, tęsknotą Miłości! Wysyłałem do nich proroków, aby nawracali ich serca do Mnie. A gdy nadeszła pełnia czasów, Bóg Ojciec posłał Swego Syna na ziemię. I Syn, druga Osoba Boska staje się Człowiekiem. Z tęsknoty Miłości! I idzie na Krzyż! Bóg – Człowiek umiera na Krzyżu za ludzi i Zmartwychwstaje dla nich! By ludzie modli wrócić do Domu. By mogli wrócić do Boga! I żyć w Nim na wieki!”.
Słuchalam opowiadania Jezusa z otwartymi ustami…
„Niesamowite! Fascynujące…” – szepnęłam z zachwytem.
„Wszystko to robiłem z tęsknoty Miłości do człowieka. Z tęsknoty Miłości do Ciebie, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Rzuciłam się na szyję Jezusowi, a On tulił mnie mocno do Siebie…
CAŁY!
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam. Obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił prawie. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i tulił do SERCA Swego. Cały był Miłością i cały był dla mnie. Leżałam z przymkniętymi oczami.
„Zmę…” – zaczęłam z trudem.
„Odpocznij Moniko, odpocznij…” – wyszeptał Jezus z czułością niezwykłą.
„Dzięku…”
Poczułam słodki pocałunek na policzku… Słodki i gorący! Pocałunek Oblubienca. Potem Jezus przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. Piłam i patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa i odpoczywałam. A odpoczywając, rozmyślałam…
„Kiedyś pomyślałam że dawanie mi pić przez Jezusa można porównać z karmieniem niemowlęcia przez matkę. Tak mi się skojarzyło. Ale teraz myślę, że to nie tak. Pokarm matki nie pochodzi od niej. Nie jest z niej. Nie jest częścią jej ciała. Krew Jezusa pochodzi od Niego. Jest z Niego. Jest Jego częścią. Jest Jego Ciałem (nie umiem tego odpowiednio wyrazić. Tępa jestem). Jezus jest bliższy niż matka. On nam daje Siebie. Oddaje nam się. Mi się oddaje! Kilka dni temu powiedział że ciągle mi się oddaje. Tak! Oddał się za mnie na Krzyżu. I oddaje mi się w każdej Eucharystii. Karmi mnie Swoim Ciałem i Słowem! Tak bardzo mnie kocha! Czy można kochać jeszcze bardziej?? Czy może być jeszcze większa Miłość?? Jezus karmi mnie Swoim Ciałem i poi Krwią… Nie ma większej Miłości… Karmi mnie Sobą, Swoim Słowem, uśmiechem, dotykiem, spojrzeniem! Pocałunkami! Czułością… Bliskością… Cały jest dla mnie! Cały!
TYLKO WTEDY GDY KOCHAM!
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały! Miłość sama! Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością. Patrzyłam i rozmyślałam… A On uśmiechał się do mnie cudownie i uśmiechał się do moich myśli. Nagle zapytał:
„O czym tak rozmyślasz, Moniko?”
„A! – zaśmiałam się perliscie – O tym, że tylko stworzenie podobne do Ciebie potrafi kochać! Stworzyłeś całe mnóstwo zwierząt! Ale one kochać nie umieją, nie potrafią. Kierują się instynktem. Tylko człowiek potrafi kochać!”
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną. Cały!
„Stwarzając świat tęskniłem za miłością! Jestem Miłością, a Miłość za miłością tęskni… Miłość pragnie kochać, ale i pragnie być kochana. Stworzyłem świat! Rośliny, drzewa, krzewy i piękne kwiaty. Były one dobre, ale kochać nie mogły. Stworzyłem zwierzęta, całe mnóstwo zwierząt! Były one dobre. Ale ione jak mówisz, kochać nie potrafią. Kierują się instynktem. Dopiero gdy stworzyłem człowieka, byłem w pełni usatysfakcjonowany!!! Tylko stworzony na mój Obraz i Podobieństwo potrafi kochać!”
Tym razem to ja bardzo się rozpromienilam! Bo Jezus wypowiedział na głos moje myśli.
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego… Patrzyłam w Niego, w Miłość patrzyłam… I pomyślałam że tylko wtedy gdy kocham, jestem do Jezusa podobną! Tylko wtedy gdy kocham jestem podobną do Boga! Do całej Trójcy Świętej! Tylko wtedy gdy kocham…