Leżałam na SERCU Jezusa i rozmyslalam…
„Kiedyś słyszałam takie zdanie: 'Boga można poznawać, przez Słowa, które mówi i znaki, które czyni. Oczywiście. Ale faryzeusze słyszeli, które mówił Jezus, widzieli znaki, cuda, które czynił, a jednak nie widzieli (a raczej nie chcieli widzieć) w Nim Boga, Syna Bożego. Dlaczego?! Napiszę jak ja to widzę. Bóg jest Osobą. Żyję. I trzeba najpierw to odkryć, doświadczyć. Doświadczyć Bożej Obecności, otworzyć się na Nią. Na Bożą dobroć, miłość, bliskość… Wtedy i otwiera się na Jego Słowa i znaki… Jeśli otworzymy się na Bożą obecność i Miłość, łatwiej będzie nam przyjąć najtrudniejsze nawet Boże słowa…”
Spojrzałam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem… Byłam cała obolała i zmeczona… Ale uśmiechałam się do Jezusa z czułością.
„Jakaś Ty podobna do Mnie, Moniko! Jakaś Ty podobna… jak dwie krople wody!”
Patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko…
„Pozwalasz mi przychodzić do Ciebie… Coraz bliżej i bliżej… Odkrywam Ciebie, Jezu. Poznaję. I gdy zaczyna mi wydawać, że już Cię troszkę znam, Ty oddalasz się ode mnie. A oddalając się ode mnie pociągasz mnie ku Sobie jeszcze bardziej. Zapraszasz do jeszcze większej bliskości… I sprawiasz, że pragnę Ciebie, mój kochany jeszcze bardziej…”- szepnęłam całą sobą.
Jezus patrzył we mnie poruszony moim wyznaniem. Nakarmił mnie Swoim Ciałem. Patrzył we mnie, mój śliczny Jezus z ogniem miłości. Płonący był cały! I ja płonęłam Jego miłością…
Miesiąc: sierpień 2020
NA CAŁEGO!!!
Leżałam w ramionach Jezusa. Leżałam tańcząca bardzo! Umiłowany mój Jezus pochylał się nade mną z tkliwością bezbrzeżną i patrzył we mnie głęboko… Z uwielbieniem. Jak w obrazek we mnie patrzył… A ja uśmiechałam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha!!!
„Tak mi przy Tobie, Moniko, dobrze… i słodko i lekko i błogo… i miło…” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego z czułością…
„Tak Oblubieńcowi przy Jego wybrance być powinno!” – szepnęłam z mocą.
„I jest…”- wyszeptał Jezus jakby nieśmiały, ale uszczęśliwiony niezmiernie.
Chciałam podnieść głowę, żeby pocałować Jezusa ukochanego, ale lekko uniosłam i nie mając sił opadła znów w Jego ramiona. Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy. A ja ucałowałam Go z miłością!!! Mogłam Go teraz całować bez przeszkód! Do woli!!! I całowałam!!! Całowałam mojego Jezusa tak jak Oblubienica całuje Oblubieńca swego. Delikatnie, czule i słodko.
„Zatańczylibyśmy jak wczoraj? Cudownie było!!! Tylko nie mam siły…”- szepnęłam z trudem.
Nie masz siły, ale masz Mnie, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości. A po chwili spytał:
„Uważasz, że mogę?”
„Tak! Tak uważam! Ty wszystko możesz, mój Jezu!!!” – szepnęłam z przekonaniem i uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha, z bezczelną ufnością. Jezus zaśmiał się głośno, zaskoczony aż taką ufnością! Zerwał się z ławeczki i trzymając mnie w objęciach zaczął tańczyć! A w tańcu ja całowałam mojego słodkiego Jezusa! I On mnie całował! I pieścił moje serce… Tańczyliśmy w intymności niewyslowionej. Wyciągnęłam rękę i dłonią zaczęłam dotykać i pieścić SERCE Jezusa… A ONO przysunęło się do mnie blisko… tak, że mogłam JE dotykać całować i pieścić… Z lubością! Tańczyliśmy! W moim sercu panował wielki ruch i radość wielka!!! A jednocześnie panowała cisza i lekkość i błogość i słodycz… I jasność…
A Jezus dawał mi Siebie, całkowicie! Na całego!!!
JEDNOCZEŚNIE!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem staliśmy przy studni, zapatrzeni w siebie nawzajem i zakochani w sobie nawzajem na zabój… Jezus ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie głęboko. Płonący cały!
„Tak mi przy Tobie, mój Jezu kochany mi dobrze… i słodko i lekko i błogo… i miło…” – szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy z uwielbieniem.
„Tak Oblubienicy przy Oblubieńcu swoim być powinno!” – wyszeptał Jezus z ogniem. Rozpromieniony był niezmiernie…
„I jest…!” – szepnęłam onieśmielona, ale uszczęśliwiona niezmiernie.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować… Obsypywać pocałunkami! Czułymi, słodkimi i gorącymi. Jednocześnie dłonią dotykał i pieścił moje serce…
„Chcę, pragnę zatańczyć z Tobą, mój Jezu!” – szepnęłam z mocą.
„A Ja pragnę Ciebie całować i pieścić, Moniko!”
„A nie możesz całować, pieścić i tańczyć ze mną jednocześnie?!” – spytałam zdziwiona.
Jezus przerwał pocałunki i patrzył we mnie głęboko.
„Uważasz, że mogę, kochana Moja?!” – teraz Jezus się zdziwił, a przynajmniej tak wyglądało.
„Tak!!! Uważam, że możesz, mój śliczny! TY wszystko możesz! Dla Ciebie nie ma nic niemożliwego!!!” – szepnęłam z przekonaniem.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!!! Rozświetlił się cały nade mną. Objął mnie z czułością i zaczęliśmy tańczyć!!! Tańczyliśmy, a mój Jezus całował mnie słodko i gorąco i czule i pieścił moje serce! Jednocześnie!!! I było mi dobrze… i słodko i lekko i błogo… i miło!!! Tak jak Oblubienicy przy Oblubieńcu swoim być powinno… Tańczyliśmy bardzo! Oblubieniec całował mnie i pieścił moje serce… Rozpływalam się w Oblubieńcu moim…
DZIĘKI SPOJRZENIU…
Jezus siedział na ławeczce obok studni, a ja siedziałam u Niego na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie głęboko… Z zachwytem i uwielbieniem patrzył. Ja patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uśmiechalam się do Niego delikatnie… Nieśmiało…
„Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, Moniko…”- wyszeptał z ogniem miłości.
„Taaak. Dlatego to zrobiłam, żeby pomóc w biedzie. Żałuję tylko, że…”
„Nie masz czego żałować, kochana Moja! Trzeba było dać świadectwo prawdzie! I dałaś. Resztę zostaw Mnie!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa nieśmiało. A On zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie ogniście.
„Ja bym tak samo postąpił na Twoim miejscu!!! Tak samo!”
Jezus patrzył we mnie uśmiechając się do mnie z czułością bezgraniczną… Dzięki temu spojrzeniu przez lata nabierałam pewności siebie i własnej wartości. I dzięki temu spojrzeniu mogę teraz reagować i działać tak a nie inaczej.
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie! Promiennie! Od ucha do ucha!!! A Jezus całował mój uśmiech… Czule i słodko…
ZNIKAJĄ TROSKI
Siedziałam u mojego Jezusa na kolankach. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. A ja patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko i rozmyslalam…. Jezus patrzył we mnie z czułością, a ja w Niego patrzyłam i rozmyslalam.
„Martwisz się o swoje Duchowe Dzieci, Moniko…” – wyszeptał Jezus łagodnie, czytając w moich myślach.
Kiwnęłam głową potakująco. Że tak.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie i wyszeptał:
„Rozumiem Cię, kochana Moja. Kochasz swe Dzieci, więc się o Nie martwisz. To naturalne. Moja Mama także się o Mnie martwiła gdy byłem chłopcem i zgubiłem się Moim rodzicom gdy wracaliśmy z Jerozolimy. Martwiła się o Mnie bo Mnie kochała. Jednak Twoje Dzieciaki są w moich dłoniach! Oddałaś Mi Je i Ja Je strzegę! One są w moich rękach, a ich serca w moim SERCU!”
„Przy Tobie mój Jezu znikają wszystkie troski!” – szepnęłam z mocą i uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha!
On zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swoją Oblubienicę… Czule i słodko i gorąco bardzo…
ODPOCZYNEK I UWIELBIENIE
Byliśmy w Światłości wielkiej! Mój Jezus i ja. Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Umilowany mój patrzył we mnie z wielką miłością i dumą. Jak w obrazek we mnie patrzył… I ja w mojego ślicznego jak w obrazek patrzyłam…
„Zrobiłaś Wielką Rzecz, Moniko!” – wyszeptał płonący cały.
„Tak. Wygląda na to, że tak…”
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, Moniko, jedyna Moja!”
„Dziękuję. Ja z siebie też…” – szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy.
„To Ja Ci dziękuję, kochana! Bardzo dziękuję!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Uśmiechnęłam się do Niego delikatnie…
„Jestem bardzo zmęczona, kochany… Czy mogę…”
Jezus nie pozwolił mi nawet dokończyć!
„Tak oczywiście! Posil się, napij i odpocznij. Na SERCU Moim odpocznij…!” – wyszeptał z tkliwością bezbrzeżną.
Nakarmił mnie Swoim Ciałem, a potem przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości… Piłam i odpoczywałam na SERCU Jezusa… A moje serce szeptało:
„Bądź pozdrowiony… Bądź pochwalony! Bądź uwielbiony! Bądź wywyższony! Kochany mój Jezu!!! Uwielbiam Ciebie!!!”
DALEJ TAŃCZYMY
Tańczyliśmy bardzo! Mój Jezus i ja! SERCE przy sercu… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mojego. Tańczyliśmy w bliskości i intymności! W miłości tańczyliśmy! Jezus patrzył we mnie głęboko… Bardzo poruszony, uroczysty i bardzo poważny. Patrzył we z ogniem w oczach…
„Tańczymy za Twoje Duchowe Dziecko, Moniko! Ono bardzo naszego tańca teraz potrzebuje!”y
Przytaknęłam ze wzruszeniem i powagą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i pautrzył we mnie płonący cały!
„Zrobiłaś Wielką Rzecz!” – wyszeptał z ogniem.
„Ale ja tylko…”
Jezus przerwał mi gwałtownie!
„Zrobiłaś Wielką Rzecz, Moniko! Bardzo wielką! Jutro się przekonasz!!!” – wyszeptał.
I porwał mnie do jeszcze bardziej bliskiego, ognistego tańca!!!
Tańczyliśmy bardzo! W miłości bez granic!
NOCNY TANIEC
Dziś krótko. Całą noc tańczyliśmy bardzo. Bardzo! Mój Jezus i ja. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczyliśmy w bliskości i intymności. W milczeniu. Ale nie potrzebowałam słów. Potrzebowałam Jezusa! I Jego pragnęłam!!! I On, Jezus dawał mi Siebie. Zanurzał w Sobie i czynił z Sobą jedno…
O PRYWATNOŚCI I MILCZENIU
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolankach. Rozmawialiśmy o moich prywatnych sprawach.
„Nie za ostro powiedziałam, mój Jezu?”
„Dobrze powiedziałaś, Moniko!”
„Czyli nie za ostro. Bo już się bałam…”
„Czasem trzeba użyć ostrych, mocnych słów, żeby do kogoś dotarło.”
„Dotarlo. Mam nadzieję, że dotarło…”
„Masz rację, Moniko. To co publiczne ma swoją granicę. Za tą granicą zaczyna się prywatność!”
„Taaak! Wiesz mój Jezu? Powierzyłam teee…” – urwałam bo nie mogłam znaleźć odpowiedniego słowa, żeby tę prywatność zachować. Ale Jezus natychmiast przyszedł mi z pomocą.
„Tę sprawę!”
Spojrzałam w mojego Jezusa z wdzięcznością i kontynuowalam:
„Powierzyłam tę sprawę dwojgu moim Dzieciom. Osobom którym ufam i których uważam za swoich przyjaciół. Zastanawialam się czy nie powierzyć tej sprawy jeszcze jednemu Dziecko, ale doszłam do wniosku że nie.”
„Roztropnie postąpiłaś, Moniko!”
Jezus patrzył we mnie z powaga. A ja zaczęłam rozmyślać o jednym z moich Duchowych Dzieci. Myślałam z miłością i współczuciem.
„Jest bardzo biedne, cierpiące i ciągle kieruje się emocjami…”
„Ma problem z milczeniem. I Ty będziesz teraz Je tego milczenia uczyć!”
Kiwnęłam głową potakująco.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem z miłością i powagą. Mój Jezus i ja.
WOLNA, SZCZĘŚLIWA I RADOSNA!
Leżałam w ramionach Jezusa. Leżałam tańcząca bardzo. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Najbardziej bolaly mnie jelita. Ale nie tylko. Bolaly mnie mięśnie i stawy. Całe ciało… Leżałam w objęciach mojego umiłowanego bez sil. Nie miałam siły, żeby cokolwiek powiedzieć. Ale uśmiechałam się do Jezusa promiennie! Od ucha do ucha!
A On zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… Patrzył. A mnie się co i rusz wydawało, że tańczymy w wielkiej, prześwietlonej blaskiem, sali balowej. Że Jezus obejmuje mnie z czułością niezwykłą i w tańcu prowadzi. A ja wiruję w Jego ramionach wolna, szczęśliwa i radosna!
Leżałam w Jego objęciach. A On, Jezus, wyciągnął dłoń i zaczął dotykać tych wszystkich bolących miejsc w moim ciele… Dotykał z czułością, czcią i namaszczeniem… W wielkiej bliskości i intymności… A dotykając zanurzał mnie w Sobie. Moje serce rozpływalo się w umilowanym moim Jezusie… Byłam wolna, szczęśliwa i radosna!