Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego Jezusa z uwielbieniem patrzyłam! W mojego Jezusa! A moja myśl pobiegła znów do mojego Duchowego Dziecka… Ono i ja byliśmy w podobnej sytuacji fizycznej. Ale całkiem inaczej tę sytuację przyjmowaliśmy. Właściwie to moje Dziecko tej sytuacji nie przyjęło… Bunt i żal do Pana Boga…
„Wszystko zależy od tego czy dusza żyje w relacji ze Mną, Moniko! Od tego Kim dla niej jestem. Jak jestem dla niej ważny, na którym miejscu jestem w jej życiu. Czyja wola, jej czy Moja się dla niej liczy. Wszystko zależy od relacji ze Mną!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Tak, mój Jezu!”
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…
„Dlatego tak ważne jest aby dusza otworzyła Mi swe serce, abym mógł w niej działać. Ja stoję i pukam do serca dzień i noc. Ale jeśli Mi dusza sama nie otworzy, na siłę nie wejdę.”
„Tak, mój Jezu… A wiesz, moje Dziecko dziwi się bardzo, że ja taka obolała, a taka szczęśliwa i uśmiechnięta! I wszystko mi w życiu wychodzi. Mówi że mnie podziwia i mi zazdrości. Odpowiadam Dziecku, żeby mnie nie podziwiało, ani nie zazdrościlo. Ale, żeby się ode mnie uczyło!”
” Dobrze powiedziałaś!” – wyszeptał Jezus czułością.
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie płonący cały! Miłość sama!
„Całuj mnie, Jezu! Pragnę Twoich pocałunków! Moje serce pragnie!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i gorąco! Potem całował moje serce! A ono rozpływało się w Miłosci…
Miesiąc: styczeń 2020
DRUGIE IMIĘ
Patrzyłam w mojego Jezusa… W Jego oczy patrzyłam. I On patrzył w moje… Poważny i dostojny bardzo! Patrzył w moje oczy głęboko… Nasunął mi na myśl moje kochane Duchowe Dziecko… Ostatnio słyszałam jak się na głos modliło… jęczało:
– Boże! Pomóż nam! Boże pomóż mi!!! – tak się modliło. Lecz jego modlitwa ulatywała jakby w próżnię… Jezus pokazał mi jak się modli serce mojego Dziecka… Jego serce modliło się tak: 'Boże!!! Pomóż mi!!! Niech się stanie tak, jak ja chcę, nie jak Ty!!! Niech się dzieje wola moja, a nie Twoja!!!’
Jezus patrzył mi w oczy z ogniem!
„Sama widzisz, Moniko że taka modlitwa nie jest Mi miła…. I choćbym nawet chciał, nie mogę jej wysłuchać…” – wyszeptał Jezus ze smutkiem.
„Wiem… Serce mnie bardzo boli, gdy patrzę na moje Dziecko. Jego oczy smutne, puste… zimne. Jakby martwe… Jego serce zamknięte na Ciebie… Serce mnie boli, ale wiem że nic nie mogę zrobić…” – szepnęłam z bólem.
„Możesz i robisz, kochana Moja! Tańczysz za swoje Dziecko! I cierpisz ze Mną!”
„Tak!”
„W cichości!”
„Staram się, mój Jezu!”
„Wiem, Moja jedyna”
„A powiedz mi, Jezu! Trzeba mieć nadzieję, że moje Dziecko się jeszcze nawróci, że otworzy dla Ciebie serce? Trzeba mieć nadzieję, prawda?!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością.
„Ja zawsze mam nadzieję, Moniko! Nadzieje to Moje drugie Imię!!!” – wyszeptał z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Jezusa radośnie! Promiennie bardzo! Od ucha do ucha! A Jezus rozpromienil się ogromnie nade mną! Rozświetlił się cały! Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w Miłosci i bliskości bez granic!
PERSPEKTYWA
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i tulił do SERCA Swego. Patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego Jezusa patrzyłam… usmiechalam się do Niego od ucha do ucha!
„Właśnie przed chwilą powiedziałam mojemu Duchowemu Dziecku, że mam u Ciebie 'chody’!” – szepnęłam z mocą i wdzięcznością.
„Bo masz!” – wyszeptał Jezus śmiejąc się perliscie.
„Wiem! Dlatego tak powiedziałam. Tylko Ciebie poproszę, a Ty od razu wszystkie przeszkody usuwasz spod nóg! Baaaaaardzo dziękuję, mój Jezu!”
„Dla Ciebie wszystko, jedyna Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący cały miłością. Głęboko…
„Ty dla Mnie wszystko, to i Ja dla Ciebie wszystko, Moniko!” – wyszeptał z ogniem.
„Tylko moje 'wszystko’ jest inne niż Twoje! Twoje 'Wszystko’ jest wielkie, ogromne!!! Moje jest maleńkie…” – szepnęłam wpatrzona w ślicznego mojego Jezusa.
Jezus gwałtownie pokiwał głową przecząco! I patrzył we mnie jeszcze bardziej przenikliwie…
„Moja perspektywa, Moniko jest inna. Ja to widzę odwrotnie niż Ty!”
Otworzyłam szeroko oczy i rozdziwiłam usta ze zdumienia!!!
„Odwro… Czyli…??!!!” – wymamrotałam ledwo.
Jezus zaśmiał się cudownie! Zamknął mi usta pocałunkiem… Słodkim i gorącym!
„Odwrotnie czyli odwrotnie, Moniko. Po prostu!” – wyszeptał Jezus rozczulony bardzo.
„To ja już nic nie wiem… nic nie rozumiem… Chce mi się pić i zmęczona jestem…” – nagle opadły ze mnie siły.
„Wiem! Tańczysz przecież dla Mnie dzień i noc! Napij się i odpocznij kochana!”
Jezus natychmiast przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. Piłam i odpoczywałam w moim Jezusie!
ŻYJĘ W JEZUSIE!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały miłością!
„Zabieram Cię, Moniko!” – wyszeptał uśmiechając się tajemniczo.
„A dokąd?” – spytalam zaciekawiona.
W tej chwili znalazłam się w ciemności wielkiej! Nieprzeniknionej! Niczego wokół siebie nie widziałam. Tylko ciemność! Ciemność ta przytłaczala mnie… Przygniatała!
„Jezu mój… proszę!!!” – szepnęłam z głębi serca.
I znów leżałam w ramionach Jezusa. A On patrzył we mnie głęboko! Płonący cały miłością!
„Moniko, tak ostatnio często postrzegasz swoje życie! Takim Ci się ono wydaje!”
„Tak!”
„Jak ta 'ciemna dolina’ z psalmu!”
„Tak! Ale bardziej jest przy mnie druga część: 'zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością niezwykłą…
„Chcesz zobaczyć, Moniko, jakie jest naprawdę Twoje życie?”
Kiwnęłam głową, że tak.
I natychmiast znaleźliśmy się na jakiejś łące. Jezus i ja. Łąkę prześwietlało jasne, ciepłe światło! Także tę łąkę widziałam przez mgłę. Zresztą nie ważne czy to była łąka, czy nie. Najważniejsze, że mój Jezus był ze mną! Bawiliśmy się tam jak dzieci! Smialismy się głośno i wesoło! Potem leżałam na trawie uśmiechnięta od ucha do ucha! A Jezus pochylał się nade mną i całował mój uśmiech!!! I cieszył się mną! Cieszył się mną!!! Niezmiernie!!!
„Taaak!!! Żyję w pełnym Słońcu…!” – szepnęłam rozpromieniona i zachwycona cała!
„Żyjesz we Mnie, Moja jedyna! W Miłosci żyjesz!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Taaak..!”
Uśmiechałam się do Jezusa promiennie. A On całował mój uśmiech…
ORYGINAŁ
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! Patrzyłam w mojego Umiłowanego z miłością i uwielbieniem! I pomyślałam że to nie tyle On jest moim Umiłowanym, ale ja Jego umiłowaną! Umiłowaną do końca! Po krzyż i zmartwychwstanie!
Jezus pochylał się nade mną z tkliwością niesamowitą…
„Tak, Moniko! Jesteś Moją umiłowaną! Moją śliczną, słodką! I Moją jedyną!” – wyszeptał z ogniem.
„Jak pięknie mnie nazywasz, mój Jezu! Cudownie! Nikt nie nazywa mnie tak pięknie jak Ty!!!” – szepnęłam z uwielbieniem.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudnie!
„I już nie uważasz że to na wyrost?!”
„Nie!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Powiem Ci jeszcze więcej! Jesteś odważna, dzielna i masz dystans do samej siebie! Mało kto by tak napisał jak Ty: 'Dziś na świecie rządzi ideał. Idealna figura, idealny wygląd. A ja nie jestem idealna. Jestem ORYGINALNA!
😁 '”
„Tak, napisałam na Facebooku – zaśmiałam się wesoło – A znajoma skomentowala: 'Ale tylko oryginaly są w cenie 😊'”
„Każdy człowiek jest oryginalny i każdy jest cenny. Ale wielu woli być idealnym niż oryginalnym!”
„Ja tam wolę być oryginalna!” – szepnęłam z uśmiechem od ucha do ucha. A po chwili dodałam:
„Jestem oblubienicą Oryginalnego Oblubieńca!!! Trzeba być baaaaaardzo oryginalnym i mieć baaaaaardzo oryginalne SERCE, żeby pójść na Krzyż za tego kogo się kocha! By pójść na Krzyż z Miłości!!!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim…
NIEUGASZONE PRAGNIENIE
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała… Jezus trzymał mnie w objęciach i patrzył we mnie płonący cały! Taki piękny i taki we mnie zakochany!!! Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem!!! Jezus wyciągnął Swoją dłoń i zaczął dotykać mój policzek i głaskał go z czułością niezwykłą… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Pragnę!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem i tęsknotą nieprzeniknioną.
Ujęłam dłoń Jezusa i całowałam ją z tkliwością…
„Ja również pragnę, mój Jezu!!! Pragnę!!! Nawet nie wiesz jak bardzo!!!” – szepnęłam jednym tchem.
„Wiem, Moniko! Wiem!!!”
„Tak!!! Ty jeden wiesz!!! Ty wiesz jak pragnę!!!” – szepnęłam z mocą. I całowałam dłoń Jezusa…
A On patrzył we mnie głęboko. Płonący cały Miłością! Patrzył. A Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś. Jezus zanurzał mnie w Sobie… Pociągał ku Sobie bardziej i bardziej… I bardziej! A ja moje serce wyrywało się do Niego! Cała się do Niego wyrywałam! Biegłam do Jezusa! Pędziłam! Leciałam na skrzydłach!!! A moje pragnienie rosło! Potężniało! Było nieugaszone jak ogień!!!
UŚMIECH CIERPIENIA
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. W Jego objęciach obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił. Bolało mnie całe ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczka. Z zamkniętymi oczami leżałam. Nie miałam siły żeby podnieść powieki. Leżałam zanurzona w Jezusie. W mojej Miłości… Otulała mnie i wypełniala Miłość…. Leżałam. W końcu jakoś udało mi się otworzyć oczy. Zobaczylam pochylone nade mną Oblicze Jezusa. Patrzył we mnie płonący cały, poruszony i cierpiący niezmiernie…
„Leż Moja jedyna! Ja Cię ukołyszę, utulę… Będę Cię pieścił i rozpieszczal!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Niego z ledwością… Nie miałam siły nawet, żeby się uśmiechnąć… Ale Jezus nie patrzył na mój brak sił! Rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały!
„Cudny masz uśmiech, Moniko! Cudowny! Uśmiech cierpienia!” – wyszeptał z czułością niezwykłą.
A ja mimo braku sił uśmiechnęłam się do Jezusa jeszcze bardziej!
Tańczylismy bardzo w Miłosci i intymności wielkiej! SERCE przy sercu. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Tańczylismy… A Jezus całował mój uśmiech. Uśmiech cierpienia.
TAK DZIEJE SIĘ Z KAŻDYM…
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! A ja patrzyłam tylko w Ślicznego mojego… W mojego Jezusa patrzyłam…
„Tak… Zmieniłeś klimat mego serca. Ociepliłeś je… Ociepliłeś?! Nie! Rozpaliłeś!!!” – szepnęłam z mocą, zachwycona cała.
„Tak dzieje się z każdym, kto idzie za mną na całość! Kto ufa Mi całkowicie, bez reszty! Kto rzuca się we Mnie jak w dym!” – wyszeptał Jezus patrząc we mnie przenikliwie.
„Więc ja…”
„Rzuciłaś się we Mnie jak w dym, Moniko!”
„To dobrze!”
Jezus zaśmiał się cudnie!!! Perliscie!
„Dobrze?! To cudownie!!! Wspaniale!”
„Niezmiernie cudownie! I niezmiernie wspaniale!!!” – wtórowałam Jezusowi z radością.
Jezus mówił dalej:
„Tak dzieje się z każdym, kto nie myśli o sobie, ale o Mnie. Kto ciągle rozmyśla o tym jak Mnie uszczęśliwić i jak Mi dogodzić!”
„Ale to przecież to Ty mnie uszczęśliwiasz, mój Jezu! Dogadzasz mi! Rarytasy i delicje podsuwasz mi pod nos! Dłonie kładziesz pod moje stopy, żebym idąc tylko się nie zraniła…!”
Jezus jakby nie słuchał tego co mówię. A może kontynuował to co mówię… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący cały!
„Tak dzieje się z każdym, kto Mi służy! Z każdym, kto już jest u Mnie na rączkach!” – wyszeptał z ogniem miłości.
„Tak! Jestem u Ciebie na rączkach, Jezu! Tu mi dobrze i wygodnie baaaaaardzo!!! I nie mam zamiaru się stąd nigdzie ruszać! Tu jestem u siebie!” – szepnęłam wpatrzona w Jezusa z miłością i uwielbieniem.
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie płonący cały! Jak w obrazek patrzył…
W NIEBIE!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. On patrzył we mnie płonący cały! Jak w obrazek patrzył… Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem… Patrzyłam i rozmyślałam. Rozmyślałam o moim najnowszym obrazie… Kilka tygodni temu poszukalam w internecie czterech zdjęć: dwa ze spadającymi płatkami śniegu, jedno z malunkami zrobionymi przez mróz na szybie i tańczacego anioła. Za pomocą specjalnego programu do edycji zdjęć połączylam cztery zdjęcia ze sobą. W jedno. Wydrukowalam je. I zaczęłam malować. Z założenia to miała być zima. Taka impresja zimowa. Ale na płótnie zamiast zimy zaczęło się pojawiać lato. Lato!!! Niby malowałam wszystko tak jak było na zdjęciu, ale zimy na obrazie nie było widać 😁 😁
Ciepło i cicho i jasno!!! I świetliście! Lato wylewało się ze mnie!
„Co Ty ze mną zrobiłeś, mój Jezu!!! Że nawet zimy namalować nie mogę! – zaśmiałam się perliscie – Lato mi się z serca wylewa! Nawet na płótno! Miała być zima a jest lato!”
Smialismy się razem! Jezus i ja!
„Ocieplenie i zmiana klimatu!” – wyszeptał Jezus śmiejąc się cudnie.
„Tak! Zmieniłeś, ociepliłeś klimat mego serca! Ale to dobre ocieplenie! Bardzo dobre!”
Patrzyłam w mojego Jezusa zachwycona cała.
„Tylko teraz nie wiem jaki ma być tytuł tego obrazu! 'Lato w sercu’? Czy jak…?”
Patrzyłam w oczy Jezusowi uśmiechnięta od ucha do ucha! A On zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice! Czule i słodko i gorąco… Jezus całował, a ja wyszeptałam:
„Wiesz…?”
„Tak, Moja jedyna?” – spytał Jezus nie przestając mnie całować.
„Obraz przedstawia właśnie ten stan, ten moment, tę chwilę…”
„Pocałunek Miłości!”
„Tak!”
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! I wciąż mnie całował… A całując zanurzał mnie w Sobie… Zatapial w Miłosci. I czynił z Sobą jedno.
„Pocałunek Miłości”, albo „Niebo”. To to samo! Bo kiedy Miłość mnie całuje to jestem w Niebie!


U góry zdjęcie, które zrobiłam z czterech. Na dole mój obraz. Stan z wczoraj. Dziś jest jeszcze bardziej kolorowy i świetlisty 😊😊
TANCERZ PRZY TANCERCE
Tańczylismy bardzo! Tańczylismy w Światłości wielkiej! Bardzo ciepłej, cichej, jasnej i przyjaznej bardzo! Tańczylismy, mój Jezus i ja. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i w tańcu prowadził. Prowadził i tulił do SERCA… Patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego Jezusa! Tylko w Niego patrzyłam… Usmiechalam się do Niego od ucha do ucha!!! Tańczylismy lekko i zwiewnie. A ja pomyślałam, że z Jezusa to prawdziwy Tancerz jest! Prawdziwy i piękny!!!
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie bardzo! Nachylił się i szepnął mi prosto do ucha:
„Prawdziwa z Ciebie tancerka, Moniko! Prawdziwa i piękna!!!”
Zaśmiałam się perliscie uszczęśliwiona cała!
Tańczylismy bardzo…
A potem odpoczywałam w Umiłowanym moim. Leżałam w Jego objęciach. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Milczeliśmy. On patrzył we mnie, a ja w Niego patrzyłam. Byliśmy ze sobą nawzajem. Po prostu. Byliśmy ze sobą. Twarz przy twarzy. SERCE przy sercu. Uśmiech przy uśmiechu. Cierpienie przy cierpieniu. Tancerz przy Swojej tancerce!