Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie zachwycony cały!
„Jakaś ty uparta, Monisiu kochana! Robiłaś, robiłaś, aż zrobiłaś!” – wyszeptał z ogniem. Od razu wiedziałam, że mówi o nowym motywie bloga.
„Tak! Dwa dni robiłam, aż zrobiłam! Na początku nie wychodziło mi. Napisałam nawet do kolegi: ’ 🙂 mam taki problem: chcę zmienić zdjęcie nagłówka. Ale jest za duże. Zmieniam rozmiar to wychodzi tak samo duże, ale za mgłą.’ Kolega był zajęty, więc próbowałam sama. Aż wreszcie zaczęło mi wychodzić. Jak Ci się podoba, mój Jezu?”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„A tobie jak się podoba, Monisiu?”
Zaśmiałam się perliscie!
„Podoba mi się. Dziwne by było gdybym tyle czasu robiła a mi się nie podobało! Nie skończyła bym dopóki by mi się nie podobało!”
„Jest taki ciepły i czysty i świeży…” – wyszeptał Jezus z zachwytem i dumą.
„I to zdjęcie Pasterza i owcy… To Ty umiłowany Jezu i Twoja maleńka owieczka… ja! Widać ich cierpienie, ale przede wszystkim miłość. Owieczka leży tak ufnie na ramionach Pasterza, wtulona w Niego… jak ja w Twoich objęciach!”
Jezus patrzył we mnie głęboko poruszony niezmiernie.
„Jak ty w Moich objęciach, Monisiu!” – wyszeptał.
Oczy błyszczały mojemu Jezusowi… Patrzyłam w Niego z uwielbieniem i zachwytem wielkim.
Miesiąc: styczeń 2022
JESZCZE BLIŻEJ…
„Dziękuję za naukę, kochany mój Jezu! I przepra…” – zaczęłam. Umiłowany mój nie pozwolił mi dokończyć! Zamknął mi usta pocałunkiem. Słodkim i czułym… Patrzył we mnie zakochany i taki łagodny…
„Bardzo cię boli, maleństwo Moje? Bardzo cierpisz?” – spytał z tkliwością i poruszony cały.
„Bardzo! Tańczę! Tańczę za moje kochane Duchowe Dzieci!” – szepnęłam z mocą.
„Zanurzam cię w SERCU Moim!”
Jezus patrzył we mnie tak słodko i gorąco, że zapragnęłam być jeszcze bliżej Niego… Najbliżej jak się da!
O UMIŁOWANYM!
„Bardzo mi pomogłeś kochany mój Jezu! Bardzo mi pomogłeś…”- szepnęłam z mocą. Jezus obejmował mnie z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany cały!
„O czym myślisz gdy cię boli i gdy czujesz się zmęczona, Monisiu kochana?”
„O tym, że zanurzasz mnie w Sobie, w Swym cierpieniu i Ranach…”
„Nie myślisz o sobie lecz o Mnie!”
„Tak… I daje mi to ukojenie. Odpoczywam…”
Urwałam na moment. Patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko.
„Napisałam też maila do…” – zaczęłam nieśmiało.
Jezus od razu wiedział.
„Jeśli nie chcesz o tym mówić, dobrze. Niech to zostanie między nami, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus łagodnie.
„Dziękuję mój śliczny!”
„Dla ciebie wszystko, umiłowana!”
„Dla Ciebie wszystko, umiłowany!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego…
ZANURZAŁ…
„Cierpisz niezmiernie, mój Jezu… Zmęczony jesteś ogromnie…” – szepnęło moje serce.
„Tak, zmęczony jestem i cierpię, Monisiu. Ty cierpisz ze Mną! Wiem, że jesteś bardzo zmęczona i cierpiąca…”-szepnęło SERCE Najdroższe.
„Taaak. Jestem.”
„Odpocznij maleńka Moja, odpocznij!”
„Ale ja chcę z Tobą, Jezu kochany!”
„Ja cię zanurzę w Sobie, w Moim cierpieniu, w Mych Ranach. Tam odpocznij.”
„To w Ranach, w cierpieniu można odpocząć?”
„Tak! Pozwól Mi cię w Sobie zanurzyć, a zobaczysz!”
„Pragnę! Zanurz mnie! Zatop! Pragnę utonąć!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Potem tańczylismy baaaaaardzo, a ON, mój słodki Jezus zanurzał mnie w Sobie. W Swoim cierpieniu i Ranach.
JAK SOBIE ŻYCZĘ…
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem… Zachwycona i oszołomiona! Patrzyłam w milczeniu. Dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością… A moje serce szeptało:
„Dziękuję mój Jezu! Dziękuję… Dziękuję!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością… głęboko patrzył we mnie.
„Jak sobie życzysz, maleńka Moja!” – wyszeptał z ogniem.
Te właśnie słowa słyszałam gdy prosiłam w tej intencji. 'Jak sobie życzysz, maleńka Moja!’
„Mam takie przekonanie, że Ty zawsze robisz to co sobie życzę, kochany mój!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechnął się z czułością…
„Jeśli to, o co prosisz jest zgodne z Moją wolą to dlaczego nie?”- spytał Jezus łagodnie i po chwili dodał:
„Jeśli Mi wierzysz. Ufasz Mi bezgranicznie! Totalnie! Jeśli pokazujesz tę ufność i uczysz jej innych ludzi… To Ja czynię wszystko co sobie życzysz!”
Jezus patrzył we mnie ogniście. Byłam bardzo zmęczona. Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego… A ja prosiłam dalej w tej intencji. Aby jak zaczął tę sprawę, tak samo ją skończył. Prosiłam i patrzyłam Mu w oczy z ufnoscią…
PO TWOJEMU!
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i w tańcu prowadził. Prowadził i tulił do SERCA Swego.
„Wiesz mój Jezu? Z reguły czytam, lub słucham kilku komentarzy do czytań. Żeby wiedzieć na co zwrócić uwagę. A i tak zawsze układam po swojemu!”
Jezus zaśmiał się cudnie!
„Raczej po Mojemu!”
Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego Jezusa od ucha do ucha!
„Masz rację mój Jezu! Po Twojemu! Gdybym układało po swojemu to nie wiadomo co by wyszło… Po Twojemu!”
Tańczylismy chwilę w milczeniu.
„Tańczę bardzo. W pewnej intencji. Znasz ją, mój Jezu, prawda?” – spytałam nieśmiało.
Umiłowany mój patrzył we mnie z wielką Miłością. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
„Powtarzasz Mi ją tyle razy, Monisiu! Jak mógłbym zapomnieć?!”
„Zrób tak, aby było po Twojemu, kochany! Po Twojemu!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i wyszeptał mi do serca słowa, które szeptał zawsze gdy Go w tej intencji prosiłam.
„Pamiętasz, maleńka?”
„Powtarzasz mi to zawsze… Jak mogę zapomnieć?! Po Twojemu!”
Jezus patrzył we mnie ogniście. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tańczylismy dalej w intymności… Umiłowany mój i ja.
GŁOSZĘ!
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!”
Na początku miałam napisać o św Pawle, którego nawrócenie dziś obchodzimy. Potem przyszedł mi do głowy św Franciszek, który głosił „Ewangelię wszelkiemu stworzeniu”, nie tylko ludziom, ale nie i zwierzętom. Mówił kazania do ptaków, miał wilki za swoich przyjaciół! Ale wieczorem, w łóżku spytałam Ducha Świętego o czym chce, żebym opowiedziała, moje myśli niespodziewanie pobiegły… do mnie! Ja mam iść na cały świat i głosić Ewangelię?! Ale jak?! Przecież nie mogę ruszyć ani nogą, ani ręką! Co jest dla mnie „całym światem”? Dla mnie całym światem tu na ziemi jest moja rodzina. Ta z którą złączona jestem więzami krwi i ta, z którą łączą mnie więzi duchowe. To są moi najbliżsi. Im chcę, pragnę głosić Ewangelię, Dobrą Nowinę. Jak? Modląc się za moich najbliższych i ofiarując za nich cierpienie, tańcząc za nich z Miłością. Myśleć o nich z Miłością. Patrzeć na nich z Miłością. Prosić ich z Miłością. Dziękować im z Miłością. Uśmiechać się do nich z Miłością. Pisać do nich z Miłością. Doradzać z Miłością. Z Miłością czyli z Bogiem, bo Bóg jest Miłością! Moja siostra często przychodzi do mnie pogadać, spytać o radę. Chyba muszę jej dobrze doradzać, bo przychodzi. I ja także ją pytam o radę. Mój bratanek też do mnie przychodzi. Oj jak on do mnie przyjdzie to gadamy i gadamy! On mi opowiada o roślinach, które hoduje. Opowiada różne ciekawostki, pokazuje zdjęcia. Jak był młodszy to dostał z religii zadanie domowe: „Wypisz osoby, które gdy na nie patrzysz to widzisz, że są wierzące”. Mikołaj napisał, a bratowa potem zagląda do jego zeszytu i czyta: „1. Ksiądz Robert (religii go uczył) 2. Ciocia Monika.” Wzruszyłam się i bardzo zdziwiłam gdy mi bratowa o tym powiedziała. Patrzy na mnie i widzi, że jestem wierząca. Choć rzadko rozmawialiśmy o Panu Bogu. Nie trzeba tylko mówić o Bogu. Trzeba Nim żyć! Wtedy wszystko co mówię i robię mówi, że w Niego i Jemu wierzę! Staram się żyć w bliskości z umiłowanym moim Jezusem. Karmię się Jego Słowem i Ciałem. Radzę się Jego, słucham co chce mi powiedzieć. A potem siadam na wózek i głoszę. Nie tylko słowami, ale całą sobą!
Kiedy umrę, gdy już pójdę do Jezusa na rączki mam nadzieję, że moi najbliżsi będą mnie pamiętali. Pamiętali, że żyłam, kochałam i głosiłam…
ŹRÓDŁO
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i w tańcu prowadził. Patrzył we mnie zakochany! Oczy Mu błyszczały miłością… I ja patrzyłam w mojego ślicznego zakochana!
„Opowiedz mi proszę o Sobie, kochany!” – szepnęłam z mocą.
„Jam jest Źródłem!”
„Tak! Źródłem Życia i Miłości! Źródłem miłosierdzia! Ale nie tylko, prawda?”
Jezus skinął głową potakując i patrzył we mnie głęboko…
„Ja Jestem Źródłem wszystkiego. Wszystko we Mnie ma początek.”
„Moje życie w Tobie ma swe źródło! Pragnę, aby wszystko co jest we mnie w Tobie miało źródło, początek! Ty jesteś Bogiem Miłością! Pragnę, aby Twoje myśli był moimi! Aby moje słowa i czyny w Tobie miały początek. Aby Twoja wola była moją!”
Patrzyłam w Jezusa ogniście!
„Daj mi pić, proszę!”
Jezus przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości. Piłam ze Źródła…
WIDOK
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo… Bez sił prawie. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie. Leżałam z zamkniętymi oczami. Nie miałam siły żeby podnieść powieki. Mimo, że oczy miałam zamknięte, widziałam umiłowanego mojego, ślicznego Jezusa! Uśmiechnęłam się do Niego z trudem…
„To mówisz, mój słodki Jezu, że jestem z Tobą na górze…?” – szepnęło moje serce.
„Tak, Moja Monisiu, na górze! Pamiętasz góry twojej modlitwy?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
Uśmiechnęłam się znów z trudem…
„Pamiętam, kochany!”
Oczywiście, że pamiętam jak siedzieliśmy z umiłowanym na półce skalnej wielkiej góry i podziwialiśmy widoki. Wokół nas rozciągały się góry… Szczyty miały ukryte w chmurach i prześwietlone Słońcem. Piękny widok!
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z zachwytem i uwielbieniem. Z podziwem i ekscytacją! Jak urzeczona patrzyłam…
„Ale wiesz, mój Jezu?”
„Hmm?”
„Ten Widok, który teraz mam przed sobą jest nieopisanie, niewymownie, niebywale baaaaaardziej piękniejszy, cudowniejszy, olśniewający niż tamte góry! Niewypowiedzianie bardziej…” – szepnęło moje serce.
Jezus przytulił policzek do mego policzka i szeptał mi do ucha i serca czułości niezmierne…
TERAZ!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA… Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo.
„Wiesz mój Jezu? Bardzo przemówiła do mnie wczorajsza Ewangelia. Noszę nawet w sercu jakby ciąg dalszy. Obraz jakby… To chyba moja wyobraźnia, fantazja…”
Jezus patrzył mi w oczy łagodnie.
„Opowiedz Mi ten obraz, Monisiu kochana!” – wyszeptał ogniście.
„Ale to moja fanta…”
Nie dokończyłam. Jezus zamknął mi usta pocałunkiem.
„Opowiedz, proszę…”
Spojrzałam w oczy Jezusowi i zaczęłam opowiadać:
„Byłam wśród uczniów na górze. Gdy już wybrałeś Apostołów to gdzieś ich wysłałeś. Inni uczniowie także się rozeszli. Ja zostałam. Stałam w oddali. Ty, mój śliczny modliłeś się. W pewnej chwili przerwałeś modlitwę i spojrzałeś na mnie. Nasze spojrzenia się spotkały. Gestem dłoni dałeś mi znak, abym podeszła do Ciebie bliżej. Podeszłam. I po chwili modliliśmy się razem. Ty i ja.”
Skończyłam opowiadanie. Patrzyłam w oczy Jezusowi, a On się do mnie cudownie uśmiechał. Pomyślałam, że tak samo jak na tej górze…
„Jesteśmy na górze, maleńka!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Nie zrozumiałam o co Mu chodzi.
„Góra to miejsce gdzie Niebo spotyka się z ziemią. Gdzie Bóg spotyka się z człowiekiem. Na górze Mojżesz dostał od Jahwe Dekalog. Na górze Eliasz odkrył i dotknął Boga w lekkim powiewie. Na górze Jezus wygłosił Swoje piękne kazanie i dał ludziom osiem błogosławieństw. Na górze umarł na Krzyżu. Na górze wstąpił do nieba” – szeptałam z mocą.
Jezus patrzył we mnie głęboko…
„Jesteśmy na górze, maleńka! Jesteśmy na górze. JA i ty!” – wyszeptał znów z naciskiem.
Patrzyłam w mojego Jezusa. I On patrzył we mnie. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś! I nagle mnie olśniło!
„Teraz?! Teraz jesteśmy na górze?!”
„Tak, Monisiu. Teraz!”
Patrzyłam Jezusowi w oczy z miłością i uwielbieniem… Tulił mnie w objęciach jak niemowlę…