Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo… Bez sił prawie. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie. Leżałam z zamkniętymi oczami. Nie miałam siły żeby podnieść powieki. Mimo, że oczy miałam zamknięte, widziałam umiłowanego mojego, ślicznego Jezusa! Uśmiechnęłam się do Niego z trudem…
„To mówisz, mój słodki Jezu, że jestem z Tobą na górze…?” – szepnęło moje serce.
„Tak, Moja Monisiu, na górze! Pamiętasz góry twojej modlitwy?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
Uśmiechnęłam się znów z trudem…
„Pamiętam, kochany!”
Oczywiście, że pamiętam jak siedzieliśmy z umiłowanym na półce skalnej wielkiej góry i podziwialiśmy widoki. Wokół nas rozciągały się góry… Szczyty miały ukryte w chmurach i prześwietlone Słońcem. Piękny widok!
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z zachwytem i uwielbieniem. Z podziwem i ekscytacją! Jak urzeczona patrzyłam…
„Ale wiesz, mój Jezu?”
„Hmm?”
„Ten Widok, który teraz mam przed sobą jest nieopisanie, niewymownie, niebywale baaaaaardziej piękniejszy, cudowniejszy, olśniewający niż tamte góry! Niewypowiedzianie bardziej…” – szepnęło moje serce.
Jezus przytulił policzek do mego policzka i szeptał mi do ucha i serca czułości niezmierne…
WIDOK
Category: (NIE) MOJE MYŚLI