Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany moj nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie… Leżałam zmęczona i słaba bardzo. Obolała cała.
„Jak się czujesz, maleńka?” – spytał Jezus z czułością.
„Źle…” – szepnęłam z trudem wielkim.
Jezus pochylił się jeszcze bardziej i dłonią dotknął mojego czoła.
„Ale gorączki nie masz” – wyszeptał Jezus i pocałował mnie w czoło.
Spojrzałam w Jezusa głęboko.
„Bo ja nie mam gorączki na punkcie jakiegoś paskudztwa. Tylko na Twoim puncie mam gorączkę! Gorączkę miłości!”- uśmiechnęłam się do Jezusa z trudem.
A On patrzył we mnie płonący cały miłością! Zakochany na zabój! Leżałam w Jego ramionach i odpoczywałam…
Miesiąc: grudzień 2020
TAŃCZYMY
Całą noc tańczylismy. Mój umiłowany Jezus i ja… I teraz tańczymy. Nie mam głowy do pisania. W ogóle… Tak się czuję jakby mnie coś brało. Może i korona… Bardzo źle się czuję. Osłabiona bardzo i jakiś dziwny kaszel, którego jeszcze wczoraj nie było. Tata będzie dzwonił do lekarza. Nie wiem kiedy będę mogła pisać. Proszę Was o modlitwę!
NAJLEPSZA!
Leżałam w objęciach Jezusa. Umiłowany mój nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego! Patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko… Dotykałam dłonią Jego policzek i głaskalam go z czułością.
„Mój kochany… mój kochany…” – szeptałam z trudem wielkim. Byłam bardzo obolała i zmęczona bardzo!
Jezus ujął moją dłoń w Swe dłonie i ucałował ją gorąco…
„Cierpisz bardzo, Moja miła!”
„Tak! Wszystko boli. Ale tańczę dla Ciebie! Wiesz w jakiej intencji. I moje Duchowe Dzieci też w tej intencji się modlą! Zawsze mogę na Nie liczyć! Zawsze!”
„One mogą liczyć na ciebie, a ty na Nie. Na tym właśnie polega miłośc, prawda?” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Prawda, mój Jezu!”
Pomyślałam o intencji… Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i zaufaniiem!
„Bądź Wola Twoja! Nie nasza, nie moja. Twoja! Twoja Wola najlepsza! Bądź Wola Twoja, mój Jezu kochany!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i ucałował mnie w czoło. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic!
TAK BARDZO PRAGNIE!!!
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo! Umiłowany mój Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony cały… Usmiechalam się do Niego od ucha do ucha! Dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością…
„Mój śliczny… mój śliczny… mój śliczny Jezuniu…” – szeptałam z miłością.
Patrzyłam w Jezusa i rozmyślałam…
„Przyszedłeś na świat, stałeś się Chlebem, żeby każdego człowieka nakarmić Sobą… Aby nikt już nie był głodny…”-przerwałam rozmyślanie i szepnęłam z mocą:
„Mój najsłodszy, im bardziej, im więcej karmię się Tobą, im więcej, bardziej Ciebie poznaję, odkrywam, im bardziej nasycam się Tobą tym bardziej Ciebie pragnę! Coraz bardziej i bardziej i bardziej… Pragnę Ciebie mój Jezu kochany! Pragnę! Tylko Ciebie pragnę! Tylko Ciebie!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały! Miłość sama! Poruszony i wzruszony cały!
„Pragnę ciebie, Monisiu!!! Tylko ciebie pragnę!” – wyszeptał Jezus z ogniem. I dodał:
„Dla ciebie przyszedłem na świat! Dla ciebie stałem się Człowiekiem! Dla ciebie…! Tak bardzo cię pragnę!!! Tak bardzo!!!”
Jezus przytulił policzek do mego policzka. A ja objęłam Go całą sobą… Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości… Jezus i ja.
O HONORATCE
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam…
„Opowiem Ci mój Jezu o moim najpiękniejszym prezencie z dzieciństwa!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa radośnie.
„Opowiedz, kochana Moja! Opowiedz!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Miałam wtedy 5, może 6 lat. Ojej! To równo 40 lat temu było!!! Na początku grudnia rozmawialiśmy z rodzeństwem co kto chciałby dostać od świętego Mikołaja pod choinkę. Mama myła naczynia i przysłuchiwała się naszej rozmowie. I siostra i brat powiedzieli co oni by chcieli dostać. A ja mówię, że ja to bym chciała dostać lalkę.
-Lalkę chcesz dostać od świętego Mikołaja? – spytała mama tak jakby chciała się upewnić czy dobrze usłyszała.
-Tak! Lalkę!
Mama uśmiechnęła się tajemniczo i dalej myła naczynia.
I pamiętam, że we Wigilię pod choinką znalazłam lalkę!!! Była przepiękna! Przecudna! Prześliczna! Pamiętam, że miała duże, niebieskie oczy, uśmiech od ucha do ucha, włosy z wełny. Grzywkę i warkoczyki. Rude! I bardzo kolorową sukienkę, w kratkę! Pamiętam, że sukienka miała naszytą dużą kieszeń. A lalka była z materiału, wypchana trocinami. Baaaaaardzo mi się podobała! Baaaaaardzo! Byłam baaardzo szczęśliwa, że ją dostałam! Baaaaaardzo! A mama powiedziała, że kiedy święty Mikołaj zobaczył tę lalkę w sklepie to tak bardzo mu się spodobała, że nie mógł od niej odejść, że musiał ją dla mnie kupić!
-A skąd wiesz?!- spytalam zaciekawiona.
-Wiem! – powiedziała mama uśmiechając się tajemniczo.
Pamiętam nawet jakie imię dałam lalce. Honoratka! W tym czasie w telewizji leciał serial 'Czterej pancerni i pies’ i lalka do ukochanej Gustlika była bardzo podobna! Honoratka! Baaaaaardzo się cieszyłam z tego prezentu od świętego Mikołaja! Bardzo!”
„Musiało to być dla ciebie wielkie przeżycie, skoro tak dobrze wszystko pamiętasz!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Tak! To był najpiękniejszy prezent wtedy!”
Umilkłam i patrzyłam w mojego Jezusa zachwycona cała!
„A teraz Jezu, TY nim jesteś! Teraz Ty jesteś dla mnie takim prezentem!! Najpiękniejszym! Najcudniejszym! Najśliczniejszym! Teraz TY jesteś dla mnie taką… Honoratką! Więcej niż Honoratką!”
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem… Zakochana i zachwycona cała! A Jezus uśmiechał się do mnie cudownie! Promiennie! Od ucha do ucha!
SYNECZEK…
Byłam w Światłości wielkiej! Bardzo ciepłej i cichej i przyjaznej bardzo! Trwałam w pełnej napięcia, radości i oczekiwania ciszy… Wydawało się, że wszystko we mnie i wokół mnie zamarlo w oczekiwaniu… Nagle… w swoich ramionach zobaczylam… Dzieciątko… Słodkie, maleńkie, cudne Dzieciątko!!! I cztery moje wilki Atos, Portos, Aramis i d’Artagnan trwały w pokłonie… Potem zniknęły. Zostałam sam na sam z Dzieciątkiem! Chciałam krzyknąć z radości, szczęścia i zachwytu! Wybuchnąć ekslodować!!! Chciałam, ale nie mogłam! Mój krzyk obudziłby Dzieciątko! A Ono spało… Spało słodko i uśmiechało się cudnie przez sen… Zbliżyłam swoją twarz do Jego twarzy i patrzyłam w maleństwo… Było takie bezbronne…
„Mój Synek… Mój słodki Syneczek…” – pomyślałam z tkliwością… A całe moje wnętrze tańczyło ze szczęścia!
Dzieciątko otworzyło oczka i uśmiechnęło się do mnie cudownie! Promiennie bardzo! Blogość zalała mi serce…
„Śpij maleńki… Zamknij oczka Synku kochany… Proszę… Ja Cię ukołyszę, utulę…”
Dzieciątko uśmiechnęło się do mnie pięknie. Zamknęło oczka. I po chwili spało słodko…
ODPOCZYWAŁAM…
Dziś krótko.
„Narodź się w sercach moich Duchowych Dzieciakach! Kochanych moich! Narodź się, proszę! Mój Jezu słodki! Narodź się i w moim sercu! Skoro mam Cię rodzić w sercach ludzkich to muszę mieć Ciebie najpierw w sobie!”
„Zobaczysz co w Tobie uczynię, maleńka! Odpocznij teraz we Mnie! Wiem jak bardzo Cię boli i jak zmęczona jesteś! Odpocznij…”
„Tak, boli, ale…”
„Aby móc pięknie zatańczyć przed Nowonarodzonym musisz być wypoczęta, prawda?”
„Tak!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. I odpoczywałam w Nim cała… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA…
NIESAMOWITY!!!
Leżałam w objęciach Jezusa i tuliłam do siebie SERCE Najdroższe. A Jezus mój śliczny tulił do Siebie serce moje! Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie płonący cały! Miłość sama! Patrzyłam w mojego słodkiego Pięknisia z miłością i uwielbieniem!
„Jutro Wigilia! Koniec Adwentu!” – szepnęłam z mocą.
„Piękny był, prawda?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Niezwykł! Cudowny! Niesamowity! W ogóle wszystko jest niesamowite! Bo Ty jesteś niesamowity, Jezu mój!!”-uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. I dodałam:
„Chcialam go przeżyć tak jakby go nie było… I przeżyłam! I było niesamowicie!!!”
Znów uśmiechnęłam się do mojego umiłowanego promiennie… I znów szepnęłam:
„Chciałabym, żeby całe moje życie było Adwentem… Wiesz z czym mi się kojarzy Adwent, mój Jezu? Z wielką, pełną napięcia, ekscytacji i oczekiwania ciszą… A potem jest wybuch radości! Eksplozja radości! Chciałabym, żeby tak było i na końcu mojego życia! Eksplozja radości!!! I by koniec był jednocześnie początkiem!!!”
Jezus patrzył we mnie głęboko… Przenikliwie bardzo….
„Ale znowu tylko ja mówię a Ty milczysz, mój kochany!”
„Ja mówię przez ciebie, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Patrzyłam w Jezusa z ogniem i zachwytem… Jak w obrazek patrzyłam…
Z LUBOŚCIĄ…
Leżałam w objęciach Jezusa. Leżałam i tuliłam do siebie SERCE Najdroższe. A Jezus mój śliczny tulił do Siebie serce moje! Nakarmil mnie Swoim Ciałem
Potem pochylił się nade mną i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem! Jak w obrazek patrzył…
„Zawsze można bliżej… A ja myślalam, że bliżej to już nie można! Ale masz rację, mój Jezu! Masz rację! Zawsze można bliżej!” – szepnęłam rozpromieniona cała.
„Zawsze można bliżej, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Wiesz, mój Jezu?! Ciągłe nie mogę się nadziwić! I trwam w zdumieniu! Że TY mnie, takie nic, aż tak bardzo kochasz!!!”
Jezus uśmiechnął się promiennie!
„Ty nie jesteś dla Mnie 'nic’, Monisiu! Dla Mnie jesteś kimś!”
I po chwili spytał:
„A Ja kim dla ciebie jestem, Moniko?”
Uśmiechnęłam się do Jezusa radośnie!
„A to bardzo dobre pytanie! Bo ostatnio można się w tym wszystkim pogubić! Bo i brat i syn, i mąż, niedawno poślubiłeś mnie przecież! Ale powiem Ci kim dla mnie jesteś! Bogiem, Panem i Królem! I Zbawicielem! I jesteś mi bliższy niż mąż, syn i brat! Niż wszystkie ludzkie więzy i przywiązania. Wszystkie one są niczym wobec Twej miłości i bliskości!”
Jezus patrzył we mnie płonący i poruszony cały… Pocałował z czułością moje serce! Potem zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice… Słodko i gorąco… Patrzyłam w mojego umiłowanego z lubością…
BÓG JEST WIELKI!!!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Pochylał się nade mną z tkliwością… Patrzył we mnie rozpromieniony cały… Uśmiechnęłam się do Niego z czułością. Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać policzek Jezusa i głaskalam go z miłością…
„Mój Syn… Synek… Mój słodki Syneczek…”-pomyślałam. I… Rozpromieniłam się cała!!! Rozświetliłam!!! Rozjaśniľam się cała!!! Nie było we mnie żadnego oporu! Żadnego muru! Tylko światło! Pokój i radość! I szczęście! Wielkie szczęście, że mogę być matką Jezusa!!! Że mogę Go rodzić w sercach ludzkich!!!
„Dziękuję mój Jezu! Dziękuję mój Synku kochany!” – szepnęłam z mocą i entuzjazmem.
Jezus promieniał cały miłością!!!
„To Ja ci dziękuję, Monisiu! Mamusiu Moja! Dziękuję, że Mi powiedzialaś, że podzieliłaś się ze Mną tym co ci przeszkadza! Że nie ukrywałaś tego, nie chowałaś!”
„Dlaczego miałam przed Tobą ukrywać?! – zdziwiłam się – Przecież mnie kochasz! A ja Ci ufam! I mnie to bolało, ten opór! Bolało mnie… A powiedziałeś, że mój ból jest Twoim! Dlaczego miałabym Ci nie powiedzieć?! Ufam Ci!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! A On całował mój uśmiech…
Bóg jest wielki!!! Potężny! Dobry i czuły! Zobaczyl uniżenie moje… Pochylił się. Wziąl mnie na ręce i przytulił do SERCA! I uczynił Swoją mamą… Wielkie to i piękne! I jest moim udziałem! Niech będzie błogosławiony! Uwielbiony! Wywyższony!