Nie widzę, nie słyszę, nie czuję Jezusa. Widzę ciemność… Ale uśmiecham się do mojego Oblubieńca promiennie. Wiem bowiem, że mimo, że Go nie widzę, nie słyszę, nie czuję, On jest przy mnie. Jest i tuli mnie do SERCA Swego.
„Zatańcz dla Mnie Moja słodka Moniczko!” – słyszę ciepły i czuły głos umiłowanego.
Uśmiecham się do Jezusa od ucha do ucha.
Zaczynam tańczyć! Tańczę leciutko i zwiewnie. Jak mgiełka, jak wietrzyk. Tańczę, a moje serce śpiewa:
„Uwielbiam Ciebie, mój Jezu! Kocham Cię! Wywyższam! Wychwalam Cię! Pozdrawiam i błogosławię Ciebie, kochany mój Jezu! Uwielbiam Cię!”
I nagle widzę Umiłowanego mojego Oblubieńca! Trzyma mnie w objęciach i patrzy we mnie ogniście i słodko.
„Ja Jestem, maleńka Moja! Ja Jestem!”
Przytulam policzek do policzka Maleńkiego mojego…
„Wiem, że Jesteś, mój Jezu! Wiem” – szepczę z miłością.
Tańczymy razem w intymności bez granic! Mój Oblubieniec i ja.
Miesiąc: październik 2023
BLISKOŚĆ NIEPOJĘTA
Jezus podnosi głowę z mojego serca i patrzy mi w oczy ogniście.
„Odpocząłeś choć troszkę, mój śliczny Jezuniu?” – pytam z czułością.
„Uwielbiam odpoczywać na sercu twoim, Moniko najmilsza Moja!” – szepcze żarliwie umiłowany.
„A ja uwielbiam odpoczywać na SERCU Twoim. To bliskość niepojęta…”
Jezus zbliża twarz do mojej twarzy, tuli policzek do mojego policzka i całuje mnie. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko, ogniście i namiętnie. Tuląc i całując zanurzał mnie w Sobie bardziej i głębiej
„Uwielbiam cię tulić i całować, maleńka Moja Moniczko!”
„To bliskość niepojęta i nieogarniona…” – szepczę z zachwytem wielkim.
„JA pragnę takiej bliskości!”
„Ja też! Ja też! Pragnę! Bardzo! To Ty jesteś Bliskością, prawda, kochany mój Jezu? Bliskość rodzi bliskość…”- szepczę radośnie.
„Tak, maleńka. Ja jestem Bogiem bliskim. Emmanuelem. Bogiem z wami!”
Umiłowany tuli mnie i całuje ogniście. A tuląc i całując zanurza mnie w Sobie. Wciąż bardziej i głębiej.
Tańczę w Jego bliskości…
OBRAZY, ŁZY I BICIE SERCA
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochyla się nade mną z tkliwością i patrzy mi w oczy głęboko. W Jego oczach widzę obrazy:
Jesteśmy na łące. Jestem małą dziewczynką. Jezus trzyma mnie na rączkach, podrzuca wysoko, wysoko! I cieszy się mną ogromnie! Niezmiernie się mną raduje!
Potem widzę jak bierze mnie 'na barana’ i się ze mną bawi. A później oboje leżymy na trawie. Umiłowany zrywa jedno źdźbło i łaskocze nią mnie po policzku. Śmiejemy się radośnie.
Jezus patrzy we mnie poruszony i wzruszony cały. W Jego oczach widzę łzy…
„Jestem z ciebie niezmiernie dumny, Moniko najmilsza! Bardzo cierpisz, a marudzisz, nie narzekasz, ale ofiarowujesz.”
„Tańczę dla Ciebie, kochany mój Jezu. Za moje Duchowe Dzieci i za największych grzeszników na świecie tańczę.”
Jezus zbliża twarz do mojej twarzy. Patrzy we mnie. Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś…
„Czego sobie życzysz, Moja słodka? Co mogę dla ciebie zrobić?” – pyta umiłowany z czułością.
„Mój Maleńki, odpocznij. Odpocznij na sercu moim.”
Kładę głowę umiłowanego na moim sercu i głaszczę Jego włosy i policzek. Jezus słucha bicia mego serca, które mówi Mu o mojej miłości.
SPOJRZENIE I WOŃ
Umiłowany mój Jezus patrzy we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem wielkim! Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś…
Spojrzenie miłości, czułości i całkowitej akceptacji. W spojrzeniu Oblubieńca jestem szczęśliwa, wolna i przeźroczysta jak mgiełka pod woalką…
Uśmiecham się do mojego ślicznego jasno i promiennie.
„W blasku Twojego spojrzenia kwitnę, kochany mój Jezu…” – szepczę radośnie.
Jezus obejmuje mnie ramionami i mocno tuli do Siebie. Patrzy we mnie ogniście i słodko.
„Tak, maleńka Moja Moniczko! Przepięknie rozkwitasz. Jak kwiat!” – szepcze mój Miły z zachwytem.
„A jakim kwiatkiem jestem?!” – pytam z entuzjazmem.
Jezus śmieje się radośnie!
„Ejże! Czyżby Moja słodka zapomniała?! Jesteś przepiękną, maleńką Stokrotką!”
„No tak! Rzeczywiście zapomniałam… Skleroza. Wybaczzzz…”
Jezus zamyka mi usta słodkim pocałunkiem.
„Jesteś Moją maleńką, słodką, kochaną Stokrotką!” – powtarza umiłowany z lubością.
„A czy stokrotka pachnie?”
„Delikatnie i przyjemnie. Ty zaś pachniesz Mną, Moniko najmilsza!”
„Tobą?!”
Jezus skinął głową z uśmiechem.
Uśmiecham się do mojego Oblubieńca promiennie.
„Pachnę Jezusem!” – wołam szczęśliwa.
Pragnę roztaczać wokół siebie najpiękniejszą, najsłodszą i najrozkoszniejszą Woń. Jezusa!
Umiłowany patrzy we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały. A ja kąpię się w Jego spojrzeniu. Ogrzewam się. Opalam. I w Nim się zanurzam.
RYTM MIŁOŚCI
Leżę w objęciach Oblubieńca mojego tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochyla się nade mną z tkliwością i patrzy mi w oczy głęboko.
Uśmiecham się do Jezusa od ucha do ucha!
„Wiem, że mnie kochasz, mój śliczny! Widzę Twoją miłość codziennie. Każdego dnia, godziny, minuty, sekundy. Widzę, doświadczam Twojej miłości do mnie. Ale…”
Przerywam i daję Jezusowi siarczystego buziaka.
„Ale jakbyś chciał, kochany mój Jezu to możesz mi czasem powiedzieć, że mnie kochasz! Będę szczęśliwa!”
Jezus zbliża twarz do mojej twarzy. Dotyka policzkiem mego policzka i szepcze żarliwie:
„Kocham cię, Moja słodka Moniczko. Kocham cię… Kocham cię!”
Ciarki przechodzą po moim ciele… Serce rozpływa się w słowach umiłowanego. Zanurza i tonie…
„Kocham cię, Moniko… Kocham cię!” – Jezus szepcze coraz żarliwiej.
Mam wrażenie, że dusza wyskoczy mi z ciała i wyląduje na rączkach umiłowanego mojego.
Nasze oddechy, bicia serc i uśmiechy łączą się w jedno. W jeden rytm. Rytm miłości.
„Kocham cię. Kocham Cię. Kocham cię. Kocham Cię.”
A KOCHASZ TY MNIE?
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochyla się nade mną z tkliwością i patrzy tylko we mnie zakochany i poruszony cały…
„Pozwól Mi się ogarnąć, Moniko!”
„Ogarniaj mnie Jezu!”
„Pozwól Mi się napełniać!”
„Napełniaj mnie!”
„Pozwól Mi się wypełniać!”
„Wypełniaj mnie!”
„Pozwól, że będę cię Moniko w Sobie zanurzał!”
„Zanurzaj mnie!”
Jezus zbliża twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie ogniście i słodko…
„A kochasz ty Mnie?” – pyta z cudnym uśmiechem.
Oburzam się bardzo!!!
„Co to za pytanie, mój Jezu?!!! Wiesz przecież! Nie wierzysz mi?! Nie ufasz?!!”
Jezus Ostoja spokoju i cierpliwości uśmiecha się do mnie promiennie.
„Wiem, wierzę ci i ufam, maleńka Moja Moniczko. A jak zakochany pragnie słuchać od swej umiłowanej, że go kocha, tak pragnę i Ja!”
Uśmiecham się do mojego Oblubieńca radośnie!
„Będę Ci powtarzać, mój słodziusieńki! Tylko słowa to za mało… Niech każdy mój oddech mówi Ci, że Cię kocham! Niech każde bicie mego serca powtarza Ci, że Cię kocham! Niech mój uśmiech mówi Ci, że Cię kocham!”
Jezus patrzy we mnie rozpromieniony cały! Zakochany i zachwycony niezmiernie! Ogarnia mnie, napełnia, wypełnia i zanurza mnie w Sobie. A mój oddech, bicie serca i uśmiech mówią Mu, że Go kocham.
SKARB!
Jezus zbliża twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko czule i namiętnie bardzo…
„Kocham ciebie, Moniko!” – szepcze żarliwie.
Uśmiecham się z lubością…
„Kocham Ciebie Jezu!” – szeptam z mocą. I odwzajemniam pocałunki.
Serce moje podskakuje ze szczęścia i wielkiej radości.
Mój umiłowany wyjmuje je z ciała, całuje z namaszczeniem i unosi wysoko, wysoko!
„Zobacz jakie piękne, maleńka! Twe serce to Mój Skarb!” – szepcze Jezus z dumą i zachwytem.
Wyjmuję SERCE Najdroższe z Ciała Jezusowego. Całuję JE z czułością i unoszę JE wysoko, wysoko!
„A zobacz jakie TO piękne! Najpiękniejsze! Twe SERCE to mój SKARB!”
Serca zbliżają się do siebie nawzajem. Obejmują się, całują i tulą do siebie nawzajem.
I już nie widzę dwu, ale jedno SERCE. Jedno wielkie bijące SERCE!
ROZPŁYWAM SIĘ…
Zacznę od tego, że ostatnio nie bardzo wiem jak zaczynać moje notki, ani jak je kończyć.
Wszystko jest jednym wielkim TERAZ. Dzieje się teraz. Wciąż, nieustannie.
Pieszczę SERCE Najdroższe. Zanurzona w moim Oblubieńcu. Cała w Nim i cała dla Niego. Zanurzona w Miłość. Zatopiona w Oceanie Miłości. Serce moje unosi się jak ptak na niebie. Wolne i szczęśliwe całe. Trzepocze dla umiłowanego. Rozpływa się w Nim. Domyślam się, że mój Jezus przygotowuje mnie w ten sposób na to co się wydarzy. Na trudne dni, miesiące, lata. Daje mi miłość, opiekę i bezpieczeństwo. Do Niego należę. Od Niego zależę. Całkowicie, ogniście i namiętnie.
„Tak, Moniko najmilsza Moja. Będziesz wiele cierpieć. Bardzo wiele…” – szepnęło z bólem SERCE Jezusa.
„Wiem, Maleńkie moje. Wiem. Ale nic to. Spraw, proszę, abym wtedy była podobna do Ciebie. Abym była jak TY!”
Jezus patrzy we mnie ogniście i słodko. Dotyka mój policzek i głaszcze go z czułością.
„Jesteś i będziesz Moją monstrancją, maleńka Moja”- wyszeptał Jezus żarliwie i zaraz dodał:
„Moja słodka Moniczko, jesteś piękna Moim Pięknem. A w owych dniach Moje Światło rozbłyśnie w tobie jeszcze bardziej!”
„Dziękuję, mój słodki Jezuniu!”
Choć krzyż przygniata do ziemi coraz bardziej, moje serce rozpływa się w umiłowanym.
JEGO PRAGNIENIE MOIM
Leżałam w objęciach mojego Oblubieńca. Jezus obejmował mnie z czułością i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie z lubością… Zaczęłam dotykać dłonią Jego policzek i brodę i robić z niej loczki. Uśmiechałam się do Jezusa od ucha do ucha i rozmyślałam…
„Czy nie za bardzo spoufalam się z Jezusem? Jak ja Go traktuję? Jest moim Panem, Władcą, Królem, Oblubieńcem i Przyjacielem. Najsłodszym Oblubieńcem i najlepszym Przyjacielem! Ale jest Kimś więcej. Nie potrafię tego wyrazić słowami… Kiedyś spytał czy chcę, żeby był ze mną bliżej niż mąż jest z żoną. Odpowiedziałam, że chcę, że pragnę… I teraz właśnie to czyni. Przywiązał mnie do Siebie więzami miłości! Żyć bez Niego nie mogę, nie umiem i nie chcę.
A jak On mnie traktuje? Nawet przeprosić mi się nie pozwala! Pragnę być Jego radością, uśmiechem Trójcy, jak powiedział. Pragnę, by się uśmiechał gdy we mnie patrzy! Gdy mnie widzi. Pragnę być Jezusową zabaweczką. Zabawką w Jego ręku!”
Przerwałam robienie loczków. Pogładziłam brodę umiłowanego umiłowanego mojego.
„Oj, wystarczy! Nie boli Cię, mój Jezu słodki?”
Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie ogniście i głęboko.
„Baw się Mną, maleństwo Moje słodkie. Baw się Mną do woli!”
Zaniemówiłam…
„Więc On też?! A może… Tak! To Jego pragnienie stało się moim!”- pomyślałam.
Jezus patrzył we mnie z lubością…
NIE WIDZI
Zarzuciłam mojemu ślicznemu Jezusowi ręce na szyję i dałam Mu siarczystego buziaka.
„Uwielbiam Cię Jezu!” – szepnęłam z mocą.
„Ja też cię uwielbiam, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus ogniście.
„Taką grzeszną i pokręconą?!”
Jezus zaczął mnie łaskotać i śmiać się radośnie!
„Pokręconą? Gdzie tu widzisz pokręconą?! Ja nie widzę!” – szeptał łaskocząc mnie.
Śmiałam się głośno, perliście i radośnie! Jezus łaskotał i łaskotał! Jak skończył, zapytałam:
„A grzechy?”
„Z grzechami walczymy.”
„Tak. I coraz mniej ich popełniamy.”
Zorientowałam, że się zagalopowałam…
„Przepra…”
Jezus zamknął mi usta słodkim pocałunkiem.
I od razu przyszło mi na myśl, że Jezus choć nie popełnił żadnego grzechu, to przyjął na Siebie moje grzechy. Sam stał się grzechem! Jakie to niesamowite!
Spojrzałam mojemu Oblubieńcowi w Jego cudne oczy.
„To mówisz kochany mój Jezu, że nie widzisz, że jestem pokręcona? Ja widzę, a Ty nie widzisz?”
„Nie widzę. To co Ja stworzyłem jest piękne!”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie. I znów zaczął mnie łaskotać! Śmiałam się perliście! A mój umiłowany śmiał się ze mną.