Dziś tańczę baaardzo!
Przytoczę więc tylko słowa Jezusa. Leżałam w Jego objęciach obolała bardzo, bardzo. On tulił mnie z wielką Miłością i czułością i troską do SERCA. I mówił:
„Dzisiaj Zesłanie Ducha Świętego, Moniko! Duch Święty zstąpił na Apostołów, a oni wyszli z zamknięcia! Już się nie bali!!! Wyszli i zaczęli mówić wszystkimi językami! Głosili Dobrą Nowinę! Do Ciebie DUCH Święty przychodzi codziennie! Prosisz Go o to! Więc przychodzi! I Ty także głosisz! Spytasz pewnie jak, skoro nie znasz języków i sama przez chorobę niewiele możesz powiedzieć. Tak! Ale głosisz! Głosisz przez ten blog! Zobacz ile osób go czyta! Bardzo dużo! Ale głosisz nie tylko przez bloga. Głosisz całą swoją osobą! Swoją postawą, czynami i słowami! Głosisz Mnie! W Duchu Świętym!”
Miesiąc: maj 2020
ODPOCZYWALIŚMY…
Jezus siedział na ławeczce obok studni. A ja siedziałam u Niego na kolanach. Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim! I ja patrzyłam w mojego ślicznego zakochana i zachwycona cała!
„Oj! Zmęczona jakaś jestem!” – zaśmiałam się perliscie.
„Odpocznij więc kochana Moja!” – wyszeptał Jezus z czułością niezwykłą.
„Właśnie odpoczywam, kochany mój! Patrzenie w Ciebie, wpatrywanie się w Ciebie to dla mnie odpoczynek!”
Ujęłam Jego dłoń w swoje dłonie i ucałowałam Ranę serdecznie.
„Całowanie Twoich Ran to odpoczynek dla mnie!”
Dotknęłam dłonią SERCA Jezusa i głaskalam Je z czułością.
„Dotykanie Twego SERCA to odpoczynek dla mnie! Taniec z Tobą, Jezu, to odpoczynek dla mnie!”
Jezus patrzył we mnie z czułością niezwykłą… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i ucałował mnie serdecznie…
„Kochana Moja!” – wyszeptał z ogniem.
Zauważyłam, że i On jest zmęczony.
„To Ty odpocznij, mój Jezu kochany!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zaśmiał się cudnie!!!
„Właśnie odpoczywam, Moniko! Właśnie odpoczywam! Wpatrywanie się w Ciebie to dla Mnie odpoczynek! Całowanie i opatrywane Twoich ran to dla Mnie odpoczynek! Dotykanie Twego serca to dla Mnie odpoczynek! Taniec z Tobą to dla Mnie odpoczynek, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Rzuciłam się na szyję Jezusowi uszczęśliwiona cała!!!
„Kochany mój! Kochany mój…” – szeptałam pieszcząc Go i całując z tkliwością.
„I Twoje pieszczoty to odpoczynek dla Mnie!” – wyszeptał Jezus uszczęśliwiony cały.
Przytuliłam policzek do Jego policzka. A i nasze serca objęły się i przytuliły do siebie nawzajem. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Trwaliśmy, odpoczywalismy w intymności i bliskości bez granic!
PIĘKNA DLA JEZUSA
Jezus siedział na ławeczce. A ja stałam przy studni i patrzyłam w lustro wody. W wodzie widziałam moje odbicie. Ale było ono inne niż widziałam w zwykłym lustrze. Tu, w odbiciu wody byłam cała prześwietlona dziwnym światłem… I baaaardzo piękna! Pomyślałam że taka jestem w oczach Jezusa, że tak mnie widzi. Podeszłam do Jezusa i usiadłam na ławeczce obok Niego.
„Wiesz, mój Jezu? Myślę, że tylko ktoś, kto ma niskie poczucie własnej wartości ten świadomie idzie w grzech. Na przykład w nałogi. Robi to, żeby się poczuć lepiej. Tymczasem jest odwrotnie! Poniża się tym jeszcze bardziej, upadla… Człowiek, który zna swoją wartość, świadomie w grzech nie idzie. Wiem to po sobie, i nie mówię tego, żeby się chwalić, bo nie mam czym. Mówię to, żeby zaświadczyć! Odkąd doświadczam Twojej Miłosci, odkąd wiem jak bardzo mnie kochasz i jak jestem dla Ciebie ważna, jak cenna, grzeszę mniej. Owszem, czasem zdarza mi się powinięcie nogi, potknięcie… Ale świadomie w grzech nie idę. Wiem co jest dobre a co złe. I zło już mnie nie pociąga. Nie mami.”
Umilkłam na chwilę… Spojrzałam Jezusowi w oczy. Widziałam MIŁOŚĆ SAMĄ…
„Wszedłeś w moje życie. W sam środek moich słabości i grzechów… Usunąłeś je i zastąpiłeś miłością! Kochasz mnie! A skoro Ty mnie kochasz, to i ja siebie kocham. I chcę dla siebie dobra. Nie chcę siebie krzywdzić, ranić… także grzechami!”
Znów spojrzałam w mojego Jezusa!
„I wolę rozmyślać o Tobie, mój Jezu. O Twojej Miłosci, dobroci, łagodności, pokorze… A nie iść za pokusami!”
Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością i uwielbieniem…
„Tak sobie myślę…” – szepnęłam z mocą.
Jezus patrzył we mnie płonący cały… Dotknął dłonią mojego policzka i głaskał go z czułością.
„Moja piękna! Jedyna Moja!” – wyszeptał z ogniem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie głęboko.
„Pragnę być piękna, dla Ciebie, mój Jezu!”
Uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha. A On patrzył we mnie z oddaniem.
SŁOŃCE MOJEGO ŻYCIA!
Wokół nas, na zewnątrz, szalała burza. Lało, wiało, huczalo. Pioruny waliły nieustannie. Prosto w serce! Na zewnątrz mnie szalała burza. A wewnątrz… we mnie… Tańczylismy! Mój Jezus i ja. Umiłowany moj Jezus siedział na ławeczce obok studni. Siedział i trzymał mnie w objęciach. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. W Jego ramionach obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. A moje serce szeptało:
„Uwielbiam z Tobą tańczyć, mój Jezu!”
„Uwielbiam z Tobą tańczyć, kochana Moja!”
„Ta burza kiedyś minie, ustanie, prawda?”
„Każda burza kiedyś mija, Moniko. A po burzy wychodzi słońce!” – wyszeptał Jezus z czułością niezwykłą.
„Ty Jezu jesteś Słońcem mojego życia! Niech leje, grzmi, wali! – i wskazując na serce moje – tu zawsze świeci Słońce! Ty mój Jezu!!!”
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie. Potem zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i przytulił policzek do mego policzka. Tańczylismy bardzo w intymności wielkiej…
Teraz zmęczona jestem bardzo i wszystko boli. Ale w moim sercu wciąż świeci Słońce! Mój Jezus!
JAK SWOJE!
Siedzieliśmy na ławeczce obok studni. Mój umiłowany Jezus i ja. Patrzyłam w Niego z uwielbieniem i miłością. Dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością… Jezus patrzył we mnie płonący cały… Cały dla mnie!
„Mój kochany… mój słodki Jezu…” – szepnęłam z tkliwością, gładząc policzek Jezusa.
„Uwielbiam Cię, jedyna Moja! Uwielbiam Twoje bycie ze Mną! Niczego ode Mnie nie chcesz, żebym coś Ci dal! O nic nie prosisz dla siebie! Żebym rozwiązał Twoje problemy! Jesteś ze Mną bo Mnie kochasz! Po prostu!”
„Dajesz mi wszystko, mój Jezu! I sam rozwiązujesz moje problemy, nie muszę Cię o to prosić!”- szepnęłam z mocą. A po chwili dodałam:
„Bycie z Tobą jest dla mnie jak oddech! Jak tchnienie świeżego powietrza w parny, upalny dzień! Jest jak iskra ciepła w mróz! Jak promień światła w ciemności! Ja nie mogę z Tobą nie być, mój Jezu!!! Nie mogę z Tobą nie być! Bez Ciebie mnie nie ma!!!”
Jezus patrzył we mnie głęboko i ja w Niego patrzyłam… Nagle aż syknęłam z bólu!!! Bardzo bolało mnie to miejsce w moim ciele, które boli mnie najbardziej. Po prostu moje jelita. Jezus natychmiast wziąl mnie na ręce, do tej pory siedziałam obok Niego. Wziąl mnie na ręce i przytulił mocno do SERCA. Nie mówiłam Mu, że bardzo mnie boli. On wiedział. A ja tańczyłam. Teraz Jezus zaczął dotykać to miejsce. Dotykał Swą dłonią, z nabożeństwem i czcią. Z namaszczeniem dotykał. A jednocześnie bardzo odważnie. Zauważyłam, że ostatnio stał się wobec mnie odważny. Dotykał jak Swoje. Traktował mnie jak Swoje. Był Sobą, po prostu. Widziałam że Jezusowi jest ze mną dobrze! Śmiał się, żartował, droczył się ze mną. Był Sobą! I ja stałam się wobec Jezusa odważna.
Dotykałam Go jak swoje. Traktowałam jak swoje. Było mi z Nim dobrze! Śmiałam się, żartowałam i droczyłam się z Jezusem. Byłam sobą. Po prostu. Wiedziałam że już nic nie muszę, ale mogę wszystko. Byłam swobodna i wolna!
Jezus wciąż dotykał moje jelita. Potem zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i wyszeptał:
„Dzisiaj będzie boleć trochę mniej!”
„Nie musi. Tańczę!” – szepnęłam uśmiechając się do Niego z miłością.
„Będzie boleć trochę mniej!” – wyszeptał Jezus z naciskiem.
„Dobrze. Jak chcesz, kochany!”
Jezus patrzył we mnie z tkliwością niesamowitą… Nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i gorąco…
DZIEŃ MATKI
Siedziałam na ławeczce obok studni. Siedziałam w promieniach światła… Dziwnego, jasnego, ciepłego i cichego światła!
Jezusa nie było. A ja siedziałam i rozmyślałam:
„Jezus wczoraj mówił o kamieniu. A kamień to przecież skała! A Skała to ON!!! Moja Skała! Na Nim, na Jezusie, mojej Skale staram się budować swoje życie! I na Nim mogę się oprzeć! Tylko na Nim…”
Przerwałam rozmyślania i zaśmiałam się wesoło!
„Coś ta moja Skała się spóźnia! – pomyślałam z czułym uśmiechem – Ale nic to! Mam czas! Zaczekam!”
Ledwo to pomyślałam… Jezus stanął przede mną! Z naręczem stokrotek!!! Było ich tak dużo, że cały był nimi zasłonięty!!! Cały był w stokrotkach!!!
„Moniko, to dla Ciebie!” – powiedział Jezus zza stokrotek.
Zerwałam się na równe nogi!!! Zaskoczona całkowicie!!!
„Dla mnie..??!! A… a… a z jakiej okazji??!!!” – mamrotałam rozradowana i uszczęśliwiona niezmiernie.
„Dnia Mamy! Jesteś Moją Matką, prawda?!”
„Jesteee…!!!”- zawołalam rzucając się Jezusowi na szyję!!! Stokrotki rozsypały się na mnie! Teraz to ja byłam cała w stokrotkach!!!
Jezus śmiał się perliscie! Chwycił mnie i zaczął wirować wokoło!!! Smialismy się głośno i radośnie! Perliscie!!! Jezus i ja! A Jego SERCE szeptało:
„Tak Moja jedyna! Jesteś Moją Matką! Rodzisz Mnie w sercach tylu ludzi! W wielu już urodziłaś i w nich Mnie pielęgnujesz! I ciągle Mnie rodzisz!”
„Naprawdę?!” – szepnęło moje serce uszczęśliwione baaaaaardzo.
„Tak! Patrząc na Ciebie nie można zaprzeczyć Mojemu istnieniu! Nie można powiedzieć, że Mnie ma! Widać Mnie w Tobie!!!”
„Tak bardzo się cieszę, mój Jezu kochany!!!”
Jezus wirował i wirował! W wielkiej radości!!! A moje serce szeptało:
„Wiesz mój Jezu? Ostatnio jedno z moich Duchowych Dzieci, Syn, często rano do mnie przychodzi. I nie może się nadziwić, że ja taka radosna i optymistycznie nastawiona od rana! Wszystko boli, stawy trzeszczą. Skrzypię jak stara szafa. A radosna!!! On zdrowy, a radosny nie jest! Sam tak mówi!
-Skąd w tobie tyle radości, Moniko???!!! – spytał wczoraj zdumiony.
– A z Góry!!!
– Z Góry?!! O Jezuniu!!!
– Tak!!! A cooo??!! – zaśmiałam się perliscie.
– No nic! Nie mogę się tylko nadziwić!
W końcu usiedliśmy na ławeczce. Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i entuzjazmem! I On patrzył we mnie… Jak w obrazek… Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
„Błogosław moje Duchowe Dzieci, proszę! – szepnęłam z mocą.
„Błogosławię Je codziennie rano, razem z Tobą. A raczej Ty błogosławisz Je w Moim imieniu, Moniko!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„To teraz pobłogosław Je Ty, prooooszę!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha. Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie.
Uniósł rękę do góry i zrobił wieeelki znak krzyża!
„Błogosławię wszystkie Twoje Dzieci, Moniko! Błogosławię wszystkich, których kochasz!” – wyszeptał z ogniem miłości.
„Dziękuję mój Jezu!!! I dziękuję, że mogę być duchową mamą! To wielki zaszczyt i wielka radość!”
„A często i cierpienie!” – dokończył Jezus.
„Eee… nie!”
„Kiedy się kocha, cierpienia się nie dostrzega! Zamienia się je w taniec!” – wyszeptał Jezus.
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko… Z miłością!
MODLITWA KOCHANIA!
Siedzieliśmy na ławeczce! Mój Jezus i ja! Obok studni! W płomieniach jasnego, ciepłego i cichego światła! Jezus obejmował mnie z czułością niezwykłą! Patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony cały! I ja tylko w Niego patrzyłam! W mojego Jezusa zakochana na zabój patrzyłam…
„To od tej pory będziemy się spotykać tu??! Na ławeczce, przy studni?!” – spytałam zaskoczona.
„Jeśli zechcesz, Moniko, będziemy!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem. Ujął moje ręce w Swoje dłonie i głaskał je czule… Patrzyłam w Niego zdumiona! Przecież On, mój Jezus wie, że nie potrzebuję ani studni, ani ławeczki, żeby się z Nim spotykać!!! Wie, że potrzebuję i pragnę Jego!!! Że ON jest dla mnie najważniejszy!!! Wie!
Patrzyłam w Jezusa zdziwiona do głębi… a On jakby nic sobie z tego nie robił.
„Moniko, wiesz co symbolizuje w Biblii studnia, prawda?” – spytał Jezus ciągle uśmiechając się do mnie cudownie.
Kiwnęłam głową twierdząco, że wiem!
„Ale ławeczki w Biblii nie ma!” – szepnęłam przekornie.
Jezus zaśmiał się perliscie!
„Ławeczki nie ma! Ale jest kamień! Z czym Ci się kojarzy kamień?” – spytał.
„Kamień…? – zamyśliłam się – Na kamieniu Aaron i ten drugi…”
„Hur!”
„I Hur. I posadzili Mojżesza gdy walczyli z Amalekitami. I podtrzymywali jego ręce do góry… Na kamieniu Jakub położył głowę i śnila mu się drabina i Aniołowie, którzy po niej wchodzili i schodzili… I Ty w Ogrójcu modliłeś się oparty o kamień… Tak sobie wyobrażam…!”
Mówiłam nieudolnie, nieskładnie, ale Jezus słuchał mnie z uwagą i przytakiwał mi.
„Na kamieniu także składano ofiary!” – dodał.
„Tak, ołtarze były z kamienia!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością! Głęboko! Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
„Modlitwa kochania!!!” – wyszeptał z ogniem.
„Modlitwa kochania??!!” – zdziwiłam się ogromnie, nie wiedziałam o co Jezusowi chodzi…
„Jest modlitwa prośby, modlitwa dziękczynienia, uwielbienia, przebłagania… I jest też modlitwa kochania! Zawiera ona w sobie te wszystkie modlitwy, ale jednocześnie jest ponad nie wszystkie! Szybuje jak sokół na Niebie!” – wyszeptał Jezus z ogniem i entuzjazmem niezwykłym.
Patrzyłam w mojego Jezusa zachwycona tym co mówił…
„Baaaaaardzo pięknie… ale co to ma ze mną wspólne…”
Nie dokończyłam! Jezus przyłożył Swój palec do moich ust. Umilkłam. Patrzyłam Jezusowi w oczy i On patrzył w moje… Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko…
„Pomyśl, dlaczego ze Mną jesteś, Moniko?” – spytał Jezus łagodnie, wręcz pobłażliwie.
A we mnie wszystko się oburzyło!!! Dlaczego mnie o to pyta??!! Przecież wie!!! Jestem z Nim, z moim ślicznym bo mnie kocha!!! I dlatego, że ja Go kocham!!! Dlatego z Nim jestem!!! Tylko dlatego!!!
„Modlitwa kochania!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały Miłością. Patrzyłam w Niego… Moje oburzenie znikło w jednej sekundzie! A serce zalała miłość, wielkie szczęście i radość! Entuzjazm i pokój!
„To co? Może zostać studnia i ławeczka?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
Ujęłam Jego twarz w swoje dłonie i patrzyłam Jezusowi w oczy… rozpromieniona!
„Ta ławeczka powinna być kamienna, jeśli już… Ale ok, taka też może być!” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego! Jezus całował mnie czule i słodko i gorąco… A nasze serca rozmawiały:
„Nasze pierwsze spotkanie tutaj! Ty siedziałeś na ławeczce i zapraszaleś mnie, żebym usiadła obok Ciebie, mój Jezu kochany!”
„Usiadłaś i położyłaś głowę na Moim ramieniu… jak pieczęć!”
„A Ty wziąłeś mnie i przytuliłeś do SERCA!”
„I tak już zostało! Na wieczność!”
Modlitwa kochania…
PROSTO Z MOSTU!
„Aaa! Zapomniałabym Ci powiedzieć, mój Jezu! Jestem umówiona z Oremusem. Będę układać modlitwy wiernych na październik przyszłego roku! Jeszcze trochę poczekam, aż szczęka odpocznie i będę układać! A o sierpniowych ułożonych przeze mnie modlitwach pani redaktor Oremusa napisała że 'znów mamy zwięzłość, prostotę, świeżość oraz radość wiary :-)'”
Jezus trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA! Patrzył we mnie piękny niezwykle i uśmiechnięty!
„Krótka, prosta, świeża i radosna! Taka modlitwa jest najlepsza i najpiękniejsza!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Od serca! – szepnęłam – A w cierpieniu bólu i smutku można być radosnym i z radością się modlić?!”
„W cierpieniu bólu i smutku można być radosnym i modlić się z radością!” – potwierdził Jezus z naciskiem i po chwili dodał:
„Sama jesteś dowodem na to!”
Patrzyłam w mojego Jezusa onieśmielona, ale zaprzeczyć nie mogłam.
„Wiem, że zawsze wysłuchujesz mojej modlitwy! Czasem, bardzo rzadko powiesz 'nie’. Ale wysłuchujesz zawsze!”
„Modlitwa prosto z serca jest Mi bardzo miła! I jej wysłuchuję!”
„A jaka modlitwa nie jest Ci miła i jakiej nie wysłuchujesz, mój Jezu?”
Jezus nie odpowiedział, ale patrzył we mnie głęboko… Patrzyłam w Niego z uwielbieniem… I natychmiast przyszła mi do głowy przypowieść o faryzeuszu i celniku.
Faryzeusz stał przed ołtarzem i się chwalił, koloryzował, ubarwiał, owijał w bawełnę dziękował, że nie jest taki jak grzesznicy. Jednym słowem egoizm i pycha. Celnik stał z tyłu, w kąciku. Pochylony cały. Znał prawdę o sobie. Wiedział, że jest grzesznikiem i bardzo potrzebuje Bożego miłosierdzia. I nie tłumaczył się, nie koloryzował. Walił prosto z mostu!!! Prosto z serca!!!
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie… Patrzyłam w Jego duże, łagodne, piękne oczy… I nagle myśl jak błyskawica! Jak grom z jasnego nieba!
„Ty Jezu tak się modliłeś!!! Do Swego TATY! Prosto z SERCA! Prosto z mostu!!!”
Jezus wzruszył się jeszcze bardziej… Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i ucałował mnie w czoło… z tkliwością niesamowitą… Z czułością jakiej nie potrafię opisać… I cały był dla mnie…
PRAWDZIWA RADOŚĆ!
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach leżałam tańcząca bardzo. Umiłowany moj Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie płonący cały miłością! Ja uśmiechałam się do Niego radośnie! Zakochana na zabój!
„Wiesz mój Jezu? Wczoraj w gniazdku bylo tylko pisklę! Gołębicy mamy nie było! Wypad miala!” – zaśmiałam się perliscie.
„Wylot raczej!” – zaśmiał się Jezus cudownie.
„Wylot po jedzenie!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Patrzyłam w mojego Jezusa z uwielbieniem i entuzjazmem…
„Wiem, że ten gołąb i jego pisklę to prezent od Ciebie dla mnie, mój Jezu! Chcesz mi sprawić choć trochę radości! Ucieszyć mnie… Moje życie lekkie nie jest. Przeciwnie! Jest ciężkie i coraz cięższe… Bardzo ciężkie. Ale daję radę…”
„Pięknie dajesz radę!” – wyszeptał Jezus patrząc mi w oczy z ogniem.
„Dzięki Tobie i dla Ciebie! – szepnęłam z mocą – I wiesz? Te chwile radości są ważne. Ale prawdziwą, największą i najważniejszą Radością jesteś Ty, mój Jezu! I z Ciebie wypływają wszystkie inne radości!”
Jezus milczał. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z zachwytem i uwielbieniem… nie do opisania…
PISKLĘ
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach tańcząca leżałam. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem! Patrzyłam w oczy Jezusowi uśmiechnięta od ucha do ucha i rozmyślałam…
Wczoraj przed południem wyszłam na podwórko, pojeździć na wózku elektrycznym. Od razu skierowałam się do „mojego” gołąbka. Zobaczyć co u niego słychać. Podjechałam pod świerk i zaczęłam go obserwować. Co prawda niewiele widziałam przez gałęzie, ale to co trzeba zobaczylam 😉😄 Gołębica siedziała dumna i piękna! Ale obok niej w gniazdku zobaczyłam COŚ jeszcze. Coś małego i czarnego… Taka kulka puchata. Patrzyłam co to takiego… W pewnej chwili kulka się poruszyła i przez sekundę mignął mi przed oczami czarny dziobek, który szybko się znalazł w dziobie gołębicy!
-Pisklak!!! – pomyślałam i aż podskoczyłam z radości.
Rzeczywiście! W gniazdku gołębicy wykluło się pisklę! A ja trafiłam akurat na jego karmienie!!! Cała główka pisklęcia znajdowala się w dziobie mamy. A ona je karmiła. Po chwili karmienie dobiegło końca i mogłam zobaczyć główkę pisklęcia! Była ciemna, prawie czarna. Dziób duży, wydawać by się mogło, że za duży dla takiego malucha. I bystre, czarne oczko. Pisklę było małe i nieporadne. I patrząc obiektywnie nie było za ładne. Ale było urocze! A gołębica – mama patrzyła na nie z dumą!!!
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie!
„Pierwszy raz w życiu widziałam pisklę gołębia!!!” – szepnęłam z zachwytem.
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały!!!
„Ty Moniko też jesteś takim moim pisklęciem…!” – wyszeptał z ogniem.
Zaśmiałam się radośnie!
„Małym, nieporadnym i brzy…!”
Jezus przerwał mi gwałtownie!
„Najpiękniejszym w kosmosie! Z którego jestem baaardzo dumny!”
Zaśmiałam się perliscie uszczęśliwiona cała!!! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie jak w obrazek…

Zdjęcie z internetu bo bałam się, że gołębica spłoszy. Widziałam podobne 😊