Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała… Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie płonący cały miłością! I ja patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa z miłością!
„Powoli kończę nasz „Pocałunek Miłości”. Jeszcze tylko winogron, kielich trochę poprawić i dłoń i będzie koniec. W tym tygodniu mam nadzieję skończyć!”
„Jak skończysz, Moniko, umieść go proszę tutaj!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Na blogu? Dobrze!”
„W nagłówku!”
„W nagłówku??!! Oj… to nie wiem czy się uuu…” – urwałam, bo pomyślałam że skoro Jezus tak chce to się uda! Jeśli On tak chce to nie ma żadnego „ale”!
Ujęłam twarz Jezusa w swoje dłonie i patrzyłam Mu w oczy z ogniem.
„Dobrze, kochany mój! Dobrze!”
Jezus patrzył we mnie z zachwytem!
„Ufasz Mi!”
„Ufam! Gdybym ufała sobie dokończyłabym zdanie. Ale ufam Tobie, więc nie dokończyłam!”
„Ufasz Mi, Moniko!”
„Ufam Tobie, Jezu! Daj mi pić, proszę kochany mój!”
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały! Przyłożył moje usta do Rany SERCOWEJ i dawał mi pić. I piłam Napój Życia i Miłości! Piłam i rozmyślałam…
„Mówić, że się ufa, a naprawdę ufać to dwie różne rzeczy! Mówić można wiele, ale to co się mówi trzeba potwierdzić czynami. Czyny potwierdzają słowa!”
Jezus patrzył we mnie jak w obrazek…
Miesiąc: maj 2020
WE MNIE PATRZ!
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach leżałam zakochana i zachwycona cała. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany na zabój!
„Wiesz, mój Jezu? Zły robi wszystko co może, żebym powiedziała, że jest mi źle! Że jest ciężko! Żebym zaczęła narzekać i smęcić! – szepnęłam z mocą – Ale niedoczekanie jego!!!”
„Damy radę!” – wyszeptał Jezus z ogniem i promiennym uśmiechem.
„Oczywiście!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
„Nie martw się Moniko, nic Ci nie zrobi!”
„Wiem! Ale siedzi i wciąż czatuje! O, taaa…” – już miałam odwrócić głowę i pokazać go Jezusowi… Ale nie zdążyłam bo Jezus ujął moją twarz w Swe dłonie i patrzył we mnie głęboko!
„Nie patrz na niego! We Mnie patrz, Moniko!” – Jezus promieniał cały ogniem miłości.
„Dobrze!!! Kochany mój, dobrze!!!” – szepnęłam. I ujęłam dłonie Jezusa w swoje dłonie. I wpatrywalam się w umiłowanego mojego. Patrzyłam tylko w Niego… Zapatrzyłam się… I zamyśliłam…
„Jezus nie mówi, żeby nie zauważać zła w moim życiu. Ale żeby się na nim nie koncentrować. Nie karmić się nim! I żeby jego nie karmić! Swoimi myślami, spojrzeniem.
Mówi, żeby patrzeć w NIEGO, w Jezusa i NIM się karmić. On tak robi wobec mnie! Wie jaka jestem, zna mnie. Zna moje grzechy! Ale zdaje się ich nie zauważać! Nie mówi, że ich nie ma. Są! Ale nie koncentruje się na nich. Przeciwnie! Mówi o moich staraniach w walce z nimi. Mówi o tym, że jestem dobra… O moim pięknie mówi… I patrzy we mnie… z miłością i uwielbieniem!
A kiedy tak o mnie mówi i w taki sposób we mnie patrzy to ja chcę być jeszcze lepszą i jeszcze piękniejszą! Dla Niego! Dla mojego ślicznego Jezusa!!!
Kiedy dobro karmi się Miłością, ono wzrasta! Kwitnie! Pięknieje!”
Jezus patrzył we mnie i ja w Niego patrzyłam… Trwaliśmy w Miłosci i bliskości…
PO GŁOSIE!
Tańczylismy bardzo! Mój Jezus i ja. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie… I ja w Niego patrzyłam… Zapatrzyłam się… Przypomniałam sobie pewne wydarzenie sprzed lat. W 1995 roku w maju byłam z rodzicami na plenerze gdzieś w Polsce (nieważne gdzie, nie pamiętam). Wracając do domu, zajechaliśmy do sanktuarium w Licheniu. Ledwo znaleźliśmy miejsce na parkingu tak dużo stało tam aut!!! Wchodzimy na plac przed sanktuarium… a tam tłumy ludzi! Tłumy nieprzebrane… Ludek przy ludku. Ani przejść, ani cokolwiek zobaczyć!!! Tłumy! Z głośników dobiegają modlitwy kapłanów. Trwa Eucharystia… „Jakaś wielka uroczystość!” – pomyślałam.
Rodzicom z wielkim trudem, ale udało się wejść do kościoła. A tam… przy ołtarzu nikogo nie było! Ławki wypełnione po brzegi ludźmi, starszymi osobami. Głośniki ustawione. Słychać Mszę św. Starsi tak w Niej uczestniczą. Wyszliśmy z powrotem na plac. Stanęliśmy i słuchaliśmy Mszy. Ja oczywiście siedziałam na wózku inwalidzkim. Nie widziałam nie widziałam ani ołtarza, ani tym bardziej kapłanów sprawujących Eucharystię. Przede mną był mur ludzi. Rodzice też niczego nie widzieli.
Wsluchalam się w głos dobiegający z głośników… Trwało kazanie. Wsluchiwalam się w głos kapłana, który je mówił… Mówił dobitnie i jasno. Słuchałam…
„Ależ ja znam ten głos! – przemknęła mi przez głowę myśl jak błyskawica – Znam ten głos!!! Słyszałam go wiele razy w telewizji i w radiu! Znam ten głos!!!” I starałam się ten głos dopasować do osoby… „Przecież to Glemp! Józef Glemp!!! Prymas Polski!”
Spojrzałam na tatę i przywołalam go spojrzeniem. Tata pochylił się nade mną, a ja szeptałam mu wprost do ucha:
-To Glemp!
-Co Glemp?! – tata nie wiedział o co mi chodzi.
-Józef Glemp mówi!
-Eeee… nie możli… – tata urwał nagle i słuchał głosu – Zaraz, zaraz… rzeczywiście!!!
-Monika mówi że to Glemp! – teraz tata szepnął do ucha mamy. Mama zrobiła wielkie oczy, a jej spojrzenie mówiło: „Eee… nie możli…” Potem spojrzała na mnie olśniona!
-Idę sprawdzić! – zawyrokował tata- Zaraz wracam!
I zaczął przeciskać się przez tłum.
„Nie uwierzy jak nie zobaczy!” – pomyślałam z uśmiechem.
Taty nie było dłuższy czas. W końcu wrócił rozpromieniony od ucha do ucha.
-Masz rację, Moniko! To Józef Glemp!
-Wiem! – zaśmiałam się wesoło.
-Ja też idę zobaczyć! – powiedziała mama i także zaczęła przeciskać się przez tłum ludzi. Po jakimś czasie wróciła.
-Moniko! Ale ty masz słuch! Muzyczny! – nie mogła się nadziwić.
Od tamtej pory w naszej rodzinie krąży anegdotka:
„Monika poznała po głosie Prymasa Józefa Glempa, a my dzięki temu moglibyśmy go zobaczyć!”
„25 maja 1995 r. Prymas Polski kard. Józef Glemp na placu licheńskiego sanktuarium wmurował kamień węgielny przywieziony z Rzymu z grobu św. Piotra. Kamień ten w grudniu 1994 r. został poświęcony przez Ojca Świętego Jana Pawła II.”
WIERZY WE MNIE!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. A potem tańczylismy bardzo! W Światłość niezmiernej! Jezus obejmował mnie z czułością i w tańcu prowadził! Tańczylismy lekko i zwiewnie. Po całej Światłości! Jezus, umiłowany mój patrzył we mnie… Jak On we mnie patrzy…! Z Miłością i uwielbieniem i zachwytem wielkim! Spojrzenie Jezusa… Uzdrawia, leczy… Daje pewność że jestem dla Niego najważniejsza w kosmosie!!! Jedyna! Najpiękniejsza! Jezus Swoim spojrzeniem wlewa we mnie poczucie własnej wartości. Pewności siebie! Wiary we mnie! Tak!!! On we mnie wierzy! Że dam radę! Że się nie poddam! On wierzy we mnie… A Jego wiara sprawia, że i ja w siebie wierzę!
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości…
„Uwielbiam Twoje spojrzenie, mój Jezu kochany!” – szepnęłam z oddaniem. Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i czułością…
„I Ja Twoje uwielbiam, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Tańczylismy bardzo. Mój Jezus i ja!
TO ON!!!
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany moj Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim… Patrzyłam w Niego zmęczona, a serce moje szeptało z ogniem miłości:
„Moje ciało jest słabe i zmęczone. A moje wnętrze rozpiera energia, werwa, zapał i entuzjazm!!! Tętni we mnie! Buzuje! Kipi i wrze!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały!
„Nie!!! – szepnęło moje serce – to Twoja Miłość rozpiera mnie, mój Jezu! Twoja Miłość we mnie buzuje, kipi i wrze!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś…
„To Ty!!!”
„To Ja! – wyszeptał Jezus z ogniem.
„To Ty tętnisz we mnie! To Ty rozpierasz mnie, moje wnętrze!!! To Ty!!!”
„Ja!”
„Ty!!!”
Jezus jeszcze bardziej zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienicę… Czule i słodko i gorąco…
BARDZO…
Tańczylismy bardzo!!! Bardzo! Leżałam w ramionach Jezusa obolała… Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Pochylał się nade mną z tkliwością i całował moje obolałe i zmęczone ciało. Obsypywał pocałunkami… Cierpiąca byłam bardzo. Bolało mnie całe ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczka. A najbardziej bolało mnie serce… Ale jednocześnie szeptało radośnie:
„Wszystko boli. Żyję w nieustannej burzy. Już o niej nie mówię, nie piszę. Żyję w niej po prostu! Serce boli… A zarazem jest pełne werwy i radości życia! Pełne zapalu i entuzjazmu!!! Tak, że kiedy ktoś się pyta co u mnie, mogę powiedzieć że u mnie ok, że u mnie dobrze! I mówię tak. A moje serce tańczy z radością dla Ciebie, Jezu mój kochany!”
Jezus obsypywał mnie pocałunkami… A Jego SERCE szeptało z czułością:
„Uwielbiam Ciebie, Moniko!!! Uwielbiam! Uwielbiam Cię, Moja jedyna!!!”
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości…
NIC DZIWNEGO
Nasze serca objęły się z czułością i wtuliły w dniu siebie nawzajem… Trwały w przytuleniu. SERCE Jezusa i moje serce… Leżałam na SERCU Jezusa. On leżał na moim sercu. Objęłam mojego ślicznego z miłością i przytuliłam Go do siebie. I Jezus objął mnie całą i przytulił mocno do Siebie… Tańczylismy niezmiernie w bliskości i intymności…
„Kocham Cię Jezu!” – szepnęłam uśmiechając się do Niego promiennie.
„Wiem, kochana Moja!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Pragnę Ciebie, Jezu!” – szepnęłam znowu.
„Wiem, Moja jedyna!” – wyszeptał Jezus, a w Jego głosie słyszałam wielkie pragnienie.
„A Ty mój Jezu adorujesz mnie i rozpieszczasz!”
„Co w tym dziwnego?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
Zaśmiałam się radośnie!
„Niby nic… I wszystko!!!”
„Oblubieniec adoruje i rozpieszcza Swoją Oblubienice!”
„Tak, ale Oblubieniec jest Bogiem, a oblubienica tylko…”
Jezus przerwał mi pocałunkiem. Czułym, słodkim i gorącym.
„Tym bardziej nic w tym dziwnego!” – wyszeptał z naciskiem.
„Nie rozumiem. Ale jestem bardzo szczęśliwa! Bardzo!!! Jestem bardzo szczęśliwa przy Tobie, mój Jezu!”
„Jestem bardzo szczęśliwy przy Tobie, Moniko! Bardzo szczęśliwy!” – Jezus promieniał cały dumą i zachwytem wielkim.
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. A Jezus przytulał mnie do Siebie jeszcze bardziej i bardziej. Tańczylismy niezmiernie w bliskości i intymności…
POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI
Byłam w moim Jezusie! Zanurzona w Nim cała! Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego… Tańczylismy bardzo w intymności wielkiej…
„Dobrze napisałaś, Moniko!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Nie pytali o nic tylko wyliczali co według nich jest źle… A jedna osoba napisała, że ona widzi dwie panie i jest jej smutno. I żebym coś z tym zrobiła. Gdyby śledziła moje wpisy, widziała by, że 'robię coś z tym’ od dłuższego czasu…. Wpis ten przypomnial mi słowa jednego z moich Duchowych Dzieci, że jeśli nie myślę i robię tak samo jak ono to jestem zła, niedobra, że siedzi we mnie Zły. Wpis tej osoby był oczywiście mniejszego kalibru niż słowa Dziecka, ale przypominal mi jedno: szantażyk emocjonalny. Odpisałam, że: ”staram się, ale nie bardzo wychodzi. Wczoraj malowalam pół dnia i jestem padnięta. To, że jesteś smutna, przykro mi. Ale wybacz, to nie jest mój problem.” I opublikowalam jeszcze ten post, który znasz, mój Jezu!”
A po chwili dodałam:
„To, że nie wychodzi mi namalowanie pana, nie znaczy od razu, że promuję gender, prawda?” – spytalam Jezusa śmiejąc się wesoło.
„Oczywiście, że nie!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Spojrzał we mnie tak jakby zobaczył mnie pierwszy raz w życiu i wyszeptał z zachwytem:
„Nie poznaję Cię, Moniko! Znasz swoją wartość, masz poczucie własnej wartości! I bronisz siebie!”
„Ja też siebie nie poznaję! Kiedyś bym się nie odważyła… Siedziałabym w kąciku cichutko jak myszka. A teraz mówię to co myślę. To dzięki Tobie, mój Jezu kochany! Ty wlewasz we mnie poczucie własnej wartości! To dzięki Tobie, Jezu!”
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, jedyna Moja! I Ty bądź dumna z siebie!”
„Jestem! A ten obraz jest ważny, prawda? Dzięki niemu odkrywam siebie!”
„Jest bardzo ważny, Moniko! I piękny bardzo!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic!
MIŁOŚĆ NIGDY NIE PADA!
Byłam w moim Jezusie… Zanurzona w Nim cała! W Jego objęciach tańcząca bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił prawie… Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony niezmiernie. Cały był Miłością i cały był dla mnie. Patrzyłam w mojego Jezusa zmęczona bardzo.
„Opowiedz mi proszę o Sobie, mój Jezu…”- szepnęłam z trudem wielkim i uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha.
„Uwielbiam Twój uśmiech, Moniko!” – wyszeptał Jezus poruszony wielce.
„Ale nie mów mi proszę o moim uśmiechu, mój kochany. Ale o Sobie… proszę!” – szepnęłam ciągle się uśmiechając.
„Ja Jestem Pasterzem!” – wyszeptał Jezus z ogniem dłonią głaszcząc z czułością mój policzek.
„Dobrym Pasterzem! Pasterzem o cudnym uśmiechu i z pięcioma Ranami na Ciele! Te Rany to z miłości do Swych owiec… Życie za nie dałeś! Dajesz na każdej Eucharystii! Dajesz… Kładziesz Swe życie za owce! Kiedyś czytałam Hymn o Miłosci, św Pawła. I zamiast: 'Miłość nigdy nie ustaje’, przetłumaczone było, że 'Miłość nigdy nie pada’. Bardzo mnie uderzyło i poruszyło to tłumaczenie! Miłość nigdy nie pada! Twoja Miłość nigdy nie pada… Ale sama się kładzie za Swoje dzieci… Za owce!”-szepnęło moje serce.
Jezus patrzył we mnie płonący…
” Znasz Mnie, Moniko! Znasz mój głos, Moja jedyna! I idziesz za Mną!”-wyszeptał z ogniem miłości.
„Znam Ciebie, Jezu i znam Twój głos! Za innym głosem nie pójdę!”-szepnęło znowu moje serce.
Leżałam w ramionach Jezusa zmęczona i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha. A Jezus patrzył we mnie jak w obrazek… Z uwielbieniem patrzył…
KRZEW WINNY CAŁUJE SWOJĄ LATOROŚL…
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czułe i słodko i gorąco! Miły mój całował… A nasze serca rozmawiały:
„Pięknie malujesz nasz pocałunek, Moniko!”
„Pięknie…?! Niektórzy mówią że gender, że kicz, słyszę docinki i drwiny… a Ty mówisz że…”
„Bardzo pięknie, Moniko! I bardzo pięknie, że nie odpowiadasz na drwiny i docinki, ale z uśmiechem mówisz że poprawisz!”
„Bo poprawię! Wiem, że mi pomożesz! Już mi pomagasz, mój śliczny! Krzew Winny całuje swoją latorośl… taka myśl mnie naszła jak malowalam stokrotki. I stokrotki wytarłam, a namalowałam krzew winny…” – szepnęło moje serce, a po chwili dodało:
„Tylko wiesz, mój Jezu? Chciałabym gołębia – Ducha zostawić, ale nie wiem czy mi się zmieści…”
„Gołąb może być mniejszy, może nachodzić na serce i może siedzieć na krzewie winnym!”
„A widzisz!!! Dzięki za podpowiedź, mój Jezu kochany!!!”
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i ciągle całował…
Krzew Winny całował swoją latorośl… Ciągle całuje…