Wokół nas, na zewnątrz, szalała burza. Lało, wiało, huczalo. Pioruny waliły nieustannie. Prosto w serce! Na zewnątrz mnie szalała burza. A wewnątrz… we mnie… Tańczylismy! Mój Jezus i ja. Umiłowany moj Jezus siedział na ławeczce obok studni. Siedział i trzymał mnie w objęciach. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. W Jego ramionach obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. A moje serce szeptało:
„Uwielbiam z Tobą tańczyć, mój Jezu!”
„Uwielbiam z Tobą tańczyć, kochana Moja!”
„Ta burza kiedyś minie, ustanie, prawda?”
„Każda burza kiedyś mija, Moniko. A po burzy wychodzi słońce!” – wyszeptał Jezus z czułością niezwykłą.
„Ty Jezu jesteś Słońcem mojego życia! Niech leje, grzmi, wali! – i wskazując na serce moje – tu zawsze świeci Słońce! Ty mój Jezu!!!”
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie. Potem zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i przytulił policzek do mego policzka. Tańczylismy bardzo w intymności wielkiej…
Teraz zmęczona jestem bardzo i wszystko boli. Ale w moim sercu wciąż świeci Słońce! Mój Jezus!