Byłam w naszej altance. Z Umiłowanym moim byłam, tańcząca i zmęczona. Trzymał mnie w Swoich ramionach i tulił do SERCA. Mocno tulił… Patrzył we mnie Swym dziwnym Spojrzeniem.
„Ogród zostanie odbudowany”- powiedział nagle, patrząc mi głęboko i prosto w oczy. A widząc moje zaskoczenie i zdziwienie, dodał uśmiechając się promiennie:
„No, co, Perełko? Sam odrośnie. Ogród to owoc Miłości. Czy sądzisz, ze mogę hamować Twoją miłość do Mnie i Moją do Ciebie? Nie mogę. Nie mam takiej władzy.”
Zdziwiłam się, ze nie ma nad czymś władzy. Ale jakoś nie ciągnęłam tego tematu. Myślałam o Ogrodzie.
„O! To będzie Twój! Tylko Twój Ogród, Ukochany!!! A w centrum Ogrodu będzie rósł Krzyż. Znak Twojej Miłości!! Będę do niego przynosić codziennie świeże kwiaty!’
„Rósł?”- uśmiechnął się do mnie Umiłowany.
„Krzyż to drzewo, a drzewo rośnie!”- uśmiechnęłam się do Niego radośnie.
„Dobrze, będzie rósł razem z Ogrodem.”
Umiłowany przytulał mnie jeszcze mocniej i mocniej do Siebie. Tulil i tulil… I zbliżał się do mnie bardziej i bardziej… W pewnym momencie wyszeptal:
„Krzyż już rośnie, Perełko.”
„Ooo…! Chodźmy go zobaczyć, dobrze Ukochany?”
Umiłowany skinął głową. Wyszliśmy z altanki. Trudno mi było iść bo w ziemi zrobiły się duże koleiny i bruzdy, jednak szłam. Ukochany widząc że mi ciężko, wziął mnie na ręce.
„Pozwól że Cię poniosę, Perełko. Wiem jak zmęczona jesteś.”
Popatrzylam w Ukochanego z wdzięcznościa. Ukochany szedł, a ja zobaczyłam zarysy drzewka. Z daleka wydawało się bardzo małe. W miarę jak zbliżaliśmy się do niego, było coraz większe. Szliśmy, szliśmy… aż wreszcie stanęliśmy przed dość dużym już drzewkiem. Ukochany postawił mnie przed nim na ziemi. Patrzyłam… Drzewko stało samotnie na pustej, gołej ziemi. Nie było jeszcze grube, a już wypuściło dwie poziome gałązki, ramiona Krzyża. Było takie biedne i samotne… Nie mogłam go tak zostawić… Nagle przypomniałam sobie o czymś. Dotknęłam ramienia Umiłowanego.
„Ukochany, zaczekaj tu na mnie! Zaraz wracam!”
Zaczęłam biec w stronę altanki.
“Zmęczona jesteś… Widzę!!!”’ – słyszałam za sobą głos Ukochanego.
“Dam radę! Zaraz wrócę! Zaczekaj proszę!”
Posłuchał, został. A ja biegłam i bieglam, potykając się o bruzdy i koleiny w ziemi. Ale biegłam. Biegłam długo, aż dobiegłam do altanki, a dokładniej do trawnika, ktory rósł przed nią. Stokrotki jeszcze nie przekwitly. Przykucnełam zdyszana i zerwałam je. I znów zaczęłam biec w stronę drzewa Krzyza. Biegłam i biegłam. Czułam coraz większe zmęczenie. Myślałam, że już nie dam rady… Ale biegłam dalej. Dobiegłam do Krzyża, położyłam stokrotki przed nim na ziemi. Ostatkiem sil wyszeptałam:
„Ode mnie….”
I opadłam w dłonie Ukochanego.
Wziął mnie na ręce i niósł do altanki.
„Obserwuję Twoją miłość Perło i nadziwić się jej nie mogę. Nad taką miłoscią nie mam władzy!”
Szybko odpoczywałam w ramionach Umiłowanego. A On wniósł mnie do altanki, usiadł na kwiatowej kanapie i tulił mnie do SERCA.
„Nie masz władzy nad miłoscią?” – spytałam.
„Nad taką, nie mam.”
„Taką? Czyli jaką?” – dopytywałam.
Ukochany patrzył we mnie poważny i uroczysty. Mówił:
„Nad miłością cichą, miłością pełną odwagi i męstwa. Nad miłością pełną oddania, uszczęśliwiania innych kosztem własnego szczęścia, zmęczenia i rezygnacji z siebie…”
„Ty taki jesteś. Uczę się od Ciebie”- szepnęlam.
On jakby nie słyszał moich słów. Mówił dalej:
„Nad miłoscią ofiary, tańca”.
Usmiechnęłam się do Niego.
„I miłościa usmiechu”- dodał rozpromieniając się nad Swoją małą zmęczoną Perełką. Uśmiechałam się do Umiłowanego, On usmiechał sie do mnie. Trwaliśmy w miłosci uśmiechu…
Miesiąc: kwiecień 2017
NOWE SŁOŃCE I NOWE OGRODY
Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i mocno tulił do SERCA.
W pewnej chwili Ukochany wstał i powiedział:
„Idziemy na spacer, Perełko Moja!”
Bardzo tańczyłam. Umiłowany wziął mnie na ręce i wyniósł z altanki. Do Ogrodu. Gdy go zobaczyłam… Był bardzo wielki! Ogromny. Rozległy bardzo bardzo bujny! Wodospad Miłości nie był już tylko jeden, ale było ich kilkanaście!!! Co i rusz wytryskaly z nieba strumienie wody. Tęcze co chwilę się tworzyły… Kolorowe, piękne! A Ogród??! Kobierce kwiatów, aleje pergolowe, girlandy kwiatów i perel… sady owocowe, fontanny, źródełka, strumyki. Jaskinie nawet… Byłam tym wszystkim oszołomiona i bardzo zachwycona, oczarowana bardzo!!! Podczas spaceru jedną z alejek Ogrodu, z radością ogromną odkryłam że Nowym Słońcem, które wzeszło nad Ogrodem jest Sam mój Ukochany. Spacerowaliśmy alejkami Ogrodu z Ukochanym moim pod rękę.
„To wszystko to owoce Twojej miłości i Cierpienia moja Perełko. Owoce Twojego tańca i Laski, które ode Mnie otrzymałaś!”
„Dziękuję Ukochany!!! Bardzo bardzo Ci dziękuję!”
W mojej głowie i sercu zaczęła kiełkować pewna myśl… Nie powiedziałam o niej na razie Ukochanemu. Bo na razie nie wiedziałam co i jak mam Mu powiedziec. Myśl kiełkowała coraz bardziej. Nabierała kształtów decyzji.
Wróciliśmy do altanki. Umiłowany położył się na kwiatowej kanapie. Nie wiem czy byl zmęczony, czy tak po prostu się położył. Ja stałam w oknie altanki i patrzyłam na ten wielki potężny i piękny Ogród. Decyzja była podjęta.
Ukleklam przed Umiłowanym i pochylilam się nad Nim z miłością.
„Bardzo piękny jest ten Ogród, Ukochany…”- zaczęłam niepewnie.
„Bardzo piękny. Dzięki Tobie Perełko!”- Ukochany uśmiechał się do mnie z czułością.
„I bardzo wielki…,”
„Pełen cennych Lask, Kochana.”
„Chcę Cię prosić… Podziel ten Ogród na części i rozdaj moim Duchowym Dzieciom. Według Twojego uznania. Proszę Cię Ukochany!!!”
Umiłowany patrzył we mnie poważnym, dziwnym Spojrzeniem…
„Nie chcesz tego Ogrodu, Perełko??”
„Rozdaj go moim Dzieciom.”
„A Ty??!”
„Mi wystarczy kawałeczek trawnika do tańca i jakiś jeden dowód Twojej miłości. Ze jak na niego spojrze od razu pomyślę o o Tobie, Umiłowany. To mi wystarczy!”
Ukochany patrzył we mnie… A ja w Niego patrzyłam.
„Dla moich Dzieci. Proszę Ukochany.”
„Wiedziałem że Mnie o to poprosisz, Perełko. Wyjdź przed ałtanke i zobacz!”
Wyszłam. Przed ałtaka był kawałek trawnika. Rosło na nim kilka stokrotek. Obok trawnika z nieba spływał wodospad.
Pobiegłam zobaczyć co się stało z Ogrodem. W miejscu gdzie przed chwilą był piękny, bujny Ogród, było teraz puste miejsce… Nie było nic. Tylko ziemia. Czarne pustkowie. Serce mnie zabolało, ale byłam szczęśliwa że Ukochany mnie wysłuchał. Pobiegłam do Umiłowanego i znów ukleklam przed Nim.
„Dziękuję, dziękuję Umiłowany!!!”- pocałowałam Go.
„Serce Cię zabolało, prawda, Perło?” – zapytał ujmując moją twarz, głowę i kładąc ją na piersi Swojej, na Swoim SERCU.
„Tak…”- szepnęłam.
„To dobrze. Utrata musi boleć świadczy, ze Ogrod był cenny dla Ciebie Perełko.
„Bardzo!”
Ukochany uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Wczoraj mówiłem że zakwitnie nowy Ogród i zaświeci Nowe Słońce. Tymczasem zakwitło wiele nowych Ogrodów i wzeszło Nowe Słońce w sercach Twoich Dzieci.”
Bardzo byłam szczęśliwa!!! Bardzo!!!
Umiłowany wtulił mnie w Siebie. Zatonęłam pod deszczem pocałunków Jego…
NOWE
Noc tańcząca bardzo mocno intensywnie.
Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. W ramionach Umiłowanego mojego byłam. Był jeszcze bliżej… Bliżej Swojej małej Perełki. Jeszcze bliżej… Patrzył we mnie Swym dziwnym przecudnym Spojrzeniem… Nie potrafię opisać słowami, tego co doświadczalam. Pozwólcie więc, że spróbuję opisać skojarzeniami i obrazami. Choć to też będzie niedoskonałe i trudne.
Więc byłam w ramionach Umiłowanego. Czułam się jakbym była ukryta w przepaści. W przepaści Miłości. Bezpieczna bardzo bardzo!
Albo jak dziecko we Mgle. Małe, nieporadne dziecko we Mgle. Szczęśliwe i bezpieczne, bo wiedziało ze Umiłowany był Tą Mgłą… Szłam nie wiedząc dokąd idę. We Mgle. W Ukochanym moim. Otoczona, otulona Nim, wtulona w Niego.
Doświadczalam lęku,a jednocześnie wielkiego szczęścia i ekscytacji. Opisze na przykładzie. Jakbym zdobywala wielką, potężną górę i odczuwalam strach przed jej wielkością i potęga, a jednocześnie szczęśliwa bardzo i podekscytowana tym że mogę ją zdobywać.
Leżałam więc tańcząca w ramionach Umiłowanego. A On tulił… Mocno tulił… Dwa ogniste serca, które wczoraj widziałam, Wciąż tańczyły, wirowały. Łączyły się i rozdzielaly. Rozdzielały i łączyły… Umiłowany wciąż obsypywal mnie deszczem pocałunków… Całą noc prawie.
Byłam bardzo zmęczona…
Umiłowany położył mnie na kwiatowej kanapie. Wygodnie. Ułożył poduszki pod moją głową. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. I pochylal się nade mną z miłością i czułością niewymowną.
Patrzył mi prosto w oczy. I ja w Jego oczy patrzyłam… Patrzyłam i patrzyłam… I oprócz Jego bezbrzeznej Miłości zobaczylam w Jego oczach swoje piękno. Do tej pory go nie widziałam. Wierzyłam Umiłowanemu, gdy mówił o moim pięknie. A może raczej… chciałam Mu wierzyć… Teraz je zobaczyłam. I już nie mogłam zaprzeczyć. Byłam piękna. Bardzo piękna… Piękno to zawdzięczałam tylko JEMU, Umiłowanemu mojemu. Jego Miłości, Jego dobroci, Jego cierpliwości. Jemu. Byłam piękna Jego pięknością… Bardzo piękna.
Uśmiechałam się do Ukochanego, a On uśmiechał się do mnie.
„Umiłowany!”
„Perło Moja!”
Te słowa wystarczyły. Nie trzeba było nic więcej.
W Ogrodzie rozpętała się wielka wichura. Potężna! Ale nas to nie obchodziło. Trwaliśmy we wzajemnym uśmiechu. Ukochany trwał niewzruszenie pochylony nade mną z Miłością. Ja patrzyłam w Niego.
„Jutro zabieram Cię na spacer po Ogrodzie, Perełko!”
„W taką wichurę?”- spytałam uśmiechnięta.
„Jutro wzejdzie Nowe Słońce i nowy Ogród zakwitnie.”
„Nowe Słońce i nowy Ogród??!”
„Zobaczysz…” – szepnął uśmiechając się tajemniczo i obsypując mnie znów deszczem pocałunków.
Tonęłam w tym deszczu… Umiłowany był jeszcze bliżej…
WCIĄŻ INNY
Byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Z Umiłowanym moim. Ukochany siedział na kwiatowej kanapie. A ja nakarmiiona Jego Ciałem, usiadłam u Jego stóp. Objęłam Jego nogi i patrzyłam w Jego twarz… Ukochany patrzył mi w oczy głęboko… Dziwnie jakoś..
Inaczej niż zwykle. Patrzył i patrzył… Aż wreszcie wyszeptał niedosłyszalnym prawie głosem:
„Pragnę…”
Myśląc że chce Mu się pić, wstałam szybko i poszlam do studni. Zaczerpnęłam wody, nabrałam w dłonie i pobiegłam do Umiłowanego. Ukleklam przed Nim i wyciągnęłam dłonie z wodą.
„Proszę Ukochany.”
Ukochany jednak patrzył we mnie przenikliwie. Ujął moje ręce w Swoje dłonie, wodą pociekła na dywan. I trzymając moje dłonie, mówił cichym, czułym bardzo głosem:
„Ale Ja nie pragnę pić, Perełko…”
„A czego? Czego pragniesz, Umiłowany?” – spytałam rozglądając się po altance zastanawialam się czego mógłby pragnąc Umiłowany. Żeby Mu to od razu dać.
Ukochany… uklakl przede mną. Ujął moją twarz w obie dłonie. Patrzył we mnie Swym dziwnym Spojrzeniem…
„Ciebie pragnę, Perło.”
„… masz mnie…” – szepnęłam zdumiona. Serce mi zadrżało… I natychmiast pomyślałam że pewnie czymś Go zraniłam, skoro tak mówi. Ze pewnie zrobiłam coś złego, że jestem zla, ze musiałam czymś Go obrazić… Skoro tak mówi. I wybuchnęłam płaczem. Łzy ciekły mi po twarzy, po Jego dłoniach. Płakałam i przepraszałam Go. Ukochany jednak patrzył we mnie z bezbrzeżną Miłością. Zaczął całować moje łzy… Każdą łzę całował i ocierał. I szeptał ciszej i ciszej:
„Ciiiii, Perełko…. ciii najmilsza… To nie tak, to nie tak… Niczym Mnie nie zraniłaś, niczym nie obraziłaś ani nie zrobiłaś nic złego. Przeciwnie. To nie tak… nie tak.”
„A jak…??” – spytałam wciąż łkając. Pod wpływem Jego słów, uspokajalam się jednak powoli.
„Pragnę być bliżej Ciebie, Perełko. Jeśli pozwolisz.”
„Jeszcze bliżej???!” – zdumiałam się bardzo.
„Tak. Jeśli pozwolisz” – głos Ukochanego brzmiał bardzo spokojnie. I bardzo uroczyście. Wiedziałam, że dzieje się coś wielkiego. Patrzyłam Mu teraz prosto w oczy. Klęczał przede mną oczekując odpowiedzi.
„Jeśli pozwolę?? Ukochany… będę najszczęśliwsza na świecie!!! Choć nie potrafię sobie wyobrazić jak można być jeszcze bliżej… Ale skoro można, skoro Ty pragniesz, pragnę i ja…!”
Położyłam głowę na ramieniu Umiłowanego. A On przytulił mnie do Siebie. Tak mocno jak nigdy wcześniej. Wziął mnie. Obsypał deszczem pocałunków. Deszczem! Zaczęliśmy tańczyć. Nie potrafię opisać tego tańca. Tanczyłam go pierwszy raz. A raczej to Ukochany tańczył ze mną pierwszy raz. Był to najdelikatniejszy, najintymniejszy, najbardziej osobisty taniec jaki do tej pory znałam… Nie będę go nawet próbować opisywać. Żeby nie zniszczyć, nie zepsuć, nie zamknąć… nie zbrukać. Był to najczystszy taniec jakiego doświadczyłam… Opiszę tylko co zobaczyłam.
Zobaczyłam dwa serca ogniste. Jedno wielkie Serce, drugie mniejsze. Ogniste tanczące serca. Tańcząc, przenikały się nawzajem. łączyły i rozdzielały się. Łączyły i rozdzielały… Tak, że raz po raz widziałam jedno Serce, zamiast dwóch… Ukochany był blisko, jeszcze bliżej…
A teraz serce mnie boli z miłości… A teraz serce mnie boli z tęsknoty… I wiem, że tę miłość, tę tęsknotę może zaspokoić tylko On. Ten ból może uleczyć tylko On. Ukochany mój… najdroższy.,. dobry i delikatny. I potężny bardzo.
I wiem, że już nic nie będzie takie jak dawniej. Bo On, jest Inny. Wciąz Inny.
MOJE NIEBO
Obudziłam się w ramionach Umiłowanego mojego. Pochylal się nade mną z tkliwościa ogromną. I tulil do SERCA Swego. Otworzyłam oczy i uśmiechnęłam się do Umiłowanego a On nakarmil mnie Swoim Ciałem i rozpromieniony zapytał:
„Odpoczelas Perełko? ”
„Tak, dziękuję, Ukochany. Troszkę odpoczelam”.
„Niedługo odpoczniesz bardziej.”
„Dziękuję. Na razie wystarczy.”
Uśmiechałam się do Umiłowanego a On Uśmiechał się do mnie.
„Wiesz, Ukochany. Kiedyś słyszałam od jednego księdza, ze 'wieczny odpoczynek’ to nie do końca prawda. Mówił, że Tam jest wieczna balanga (tu roześmialam się serdecznie, Ukochany też), wieczne szaleństwo, bal na Twoją cześć! I że Tam jazda się dopiero zacznie!”
„Gdybyś teraz zobaczyła Niebo to zapewniam Cię, ze nie chciałabyś wrócić!”
„Wytrzymam jakos, poczekam – zaśmiałam się – a jak Tam jest?”
Umiłowany patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem…
„Tego nie można opisać ludzkimi słowami, Perełko…”
„Aż tak pięknie…?”
„Bardziej!”
I patrzył na mnie tak dziwnie… tak cudnie…
„I Ty piękna jesteś Perełko. Leżysz tańcząca w ciemności i uśmiechasz się rozmyślając o Niebie.”
„No patrz!!! – zaśmiałam się z udawana złościa – A TEN znowu o mnie!!!”
Ukochany pocałował mnie w czoło. Uśmiechałam się do Niego radośnie.
„Bo Ty jesteś Moim Niebem, Perełko.”
Leżałam tańczaca, w ciemności. I uśmiechałam się rozmyślając o moim Niebie. O Umiłowanym moim.
SŁABOŚCI
Noc tańcząca bardzo bardzo bardzo intensywnie.
Nie wiem gdzie byłam. Czy w Ogrodzie Sercowym, czy leżałam w łóżku. Nieważne. Najważniejsze, z Kim byłam. Byłam z Ukochanym moim. Przy SERCU Jego. Tulil mnie do Niego z tkliwościa ogromną i współczuciem.
„Jaka Ty piękna, Perło Moja!”
„Piękna? A dlaczego,?”
„Bo kochasz bardzo.”
„Ty mnie uczysz! Uczę się Miłości od Miłości!”
Uśmiechnęłamsię do Umiłowanego, a On rozpromienil się nade mną.
Po chwili szepnęłam:
„Wiesz Umiłowany… zmęczona jestem bardzo i czasem myślę że chciałabym już odpocząć…”
„Odpoczniesz niedługo. Zgodzilas się, Perełko.”
„Tak, zgodziłam się, Ukochany. A te myśli to chwile słabości. Nie patrz na nie, proszę..,”
Umiłowany rozpromienil się jeszcze bardziej.
„Patrzę i będę patrzył, najmilsza. I mam w nich upodobanie. I Ty też miej, miej w nich upodobanie, Perełko. Bo to słabości zbliżają Ciebie do Mnie!”
Olśnienie!!! I wielka radość!!! Radość moja i Ukochanego!!!
Trwalismy w tej radości. Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem i zanurzył w Sobie. Wciąż tańczymy. Balujemy, można powiedzieć.
TANIEC PRZY SERCU UKOCHANEGO
Noc tańcząca bardzo bardzo intensywnie.
Leżałam, ciemno. Leżałam tańcząca i uśmiechalam się w ciemnośc. Do Umiłowanego mojego. I On uśmiechał się do mnie.
„Jestem przy Tobie, Perełko!”
Rozpromienilam się jeszcze bardziej.
„A ja…”
„A Ty przy Mnie jesteś!”
Bardzo byłam szczęśliwa!
Chwilę później byłam w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. Ukochany siedział na kwiatowej kanapie. Trzymał mnie w Swoich ramionach i tulił do SERCA. Pochylal się nade mną z czułością i tkliwościa wielką… Tańczyłam. Ukochany przyjmował moje cierpienie.
„Jak dobrze Mi z Tobą Umiłowany!!! Jak dobrze przy SERCU Twoim!!!”
„Będę Cię już zawsze tulil, Perełko Moja kochana!”
„Zawsze przy Twoim SERCU??!”
„Tak, Kochana Moja”.
Patrzył we mnie promienny i Świetlisty. I ja w Niego patrzyłam. Szczęśliwa niezmiernie! Ukochany nakarmiil mnie Swoim Ciałem. A potem tańczyliśmy. Był to taniec bardzo osobisty, intymny, ulotny i zwiewny. Taniec przy SERCU Ukochanego. Wciąż tańczymy.
MIŁOSIERNY
Weszłam do naszej altanki. Umiłowany siedział na kwiatowej kanapie i patrzył we mnie z ogromną miłością. Usiadłam na mięciutkim kwiatowym dywanie. U stóp Umiłowanego, objełam Jego nogi. Patrzyłam Mu w oczy… z uśmiechem i ufnością. Patrzyłam i rozmyślałam… O Jego miłości, dobroci, o Jego wielkiej cierpliwości i miłosierdziu dla mnie… Od około dwóch lat walczę z pewną pokusa i grzechem z nią związaną. Na początku próbowałam walczyć z nim sama. Próbowałam i upadalam… Po każdym takim
upadku byłam zawiedziona, zniechecona sobą. Zła na siebie. A przede wszystkim bardzo bolało mnie serce, ze ranilam Ukochanego…. Oczywiście biegłam od razu do Umiłowanego, zalowalam i prosiłam o wybaczenie. Wybaczal mi a ja obiecywałam poprawę. I… Po jakimś czasie upadalam znowu. Tak było wiele razy. Aż w końcu zmęczona walką, z obolałym sercem oddałam Ukochanemu mój grzech. I… upadalam znowu. I znowu Mu oddawałam… I znowu, i I znowu… I zauważyłam że upadam coraz rzadziej. A w tym Wielkim Poście oddałam Ukochanemu całkowicie i definitywnie moje życie, mój grzech. Prosiłam Go, że jeśli chce, może może mnie oczyścić. Chciał. Oczyścił. Wybaczył. I od tego momentu pokusa przestała kusić. Zobaczyłam ją w całkiem innym świetle. Przestała błyszczeć fałszywym blaskiem necic. Stała się mdła i matowa. I już mnie nie nęci.
Tak rozmyślałam patrząc w oczy Umiłowanemu…. Patrzył we mnie promienny…
„Dziękuję za Twoją cierpliwość i miłosierdzie dla mnie, Umiłowany!!!”
„Pamiętaj, Perełko, że im jesteś słabsza, tym bardziej możesz liczyć na Mnie. Na Moje Miłosierdzie dla Ciebie. Powiedziałem Ci że zło nie ma władzy nad Tobą. Cała władzę Mi oddalas.”
„I jestem wolna!!!”
„Czysta! Perła gdy jest czysta, jest piękna.”
„Dzięki Tobie i dla Ciebie, Ukochany!”
Ukochany wstał z kwiatowej kanapy, ujął mnie za reke i podniósł. Stałam naprzeciw Niego. W Jego blasku. Pocałował mnie i ja Jego też. Potem tańczyliśmy po całym Ogrodzie.
O KROPELCE I OCEANIE
Umiłowany niósł mnie na rękach… Cierpiącą i obolałą bardzo. Niósł mnie tuląc do SERCA Swego. Szedł Aleją Białych Lilii do naszej altanki. Wszedł do komnaty. Położył mnie na kwiatowej kanapie. Ułożył mnie na niej wygodne, a pod głowę podłożył mi stokrotkowa poduszkę.
Sam… ukląkł przy.mnie… Przy kanapie.
Przede mną… ukląkł. Gładzil moje włosy i twarz. I patrzył we mnie z tkliwościa i czułością wielką…
„Nawet Ci usluzyc nie mogę… Ukochany moj!”
Umiłowany spojrzał mi głęboko w oczy, bardzo głęboko… na wskroś mnie przenikalo.
„Właśnie teraz służysz Mi najbardziej i najpiekniej, Perełko Moja kochana.”
„Czym? Tym, ze nic nie robię?”
„Swoim tańcem Mi służysz.”
„To tak naturalne że, aż dla mnie oczywiste, że tańczę dla CIEBIE, Ukochany!”
„Czasem potrzeba zobaczyć, Perełko Moja, ze ta oczywistość nie jest taka oczywista, naturalna, zwykła. Żeby nie stała się rutyną. Spójrz na Mnie, wiszącego na Krzyżu. Drwiono ze Mnie, szydzono. Mówiono żebym uczynił cud i zszedł z Krzyża. A Ja właśnie wtedy czynilem największy Cud. Zbawialem świat! I Ty, Perełko Moja tańcząca bardzo, robisz coś wielkiego. Pomagasz Mi, swemu Bogu!”
Nie zdążyłam Mu odpowiedziedziec bo Umiłowany uśmiechnął się do mnie tajemniczo i szepnął:
„Pokażę Ci dzisiaj kropelkę Twojej Mi pomocy. A cały ocean pokażę Ci w Domu! Zdziwisz się wtedy ogromnie!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego i wyszeptałam:
„Dziękuję Ukochany…”
Ukochany nakarmil mnie Swoim Ciałem i ucałował. Tańczyłam szczęśliwa. A On klęczał przede mną promienny…
Fragment wiadomości od Duchowego Dziecka:
„Ty piszesz notki i ryczysz ja czytam notki ze lzami w oczach A przeciez tyle bylo w nas oporu na poczatku … We mnie tyle buntu… A teraz czerpie z tego bloga pelnymi garsciami, budze sie w nocy i wiem ze On jest Jak jest ciemno, przypominam sobie poszczegolne slowa z bloga, probuje usmiechac sie w ciemnosc i to dziala A mi szczeka opada bo kazdy dzien ma w sobie tyle cudow ze brakuje slow Czerpiac z Niego, wychowujesz nie tylko (tu Dziecko wymienilo imię swego duchowego brata) ale wszystkie Swoje dzieci Wychowujesz do Milosci i dla Milosci.”
O TESKNOCIE, WIELKICH RZECZACH I NACZYNIU
Obudziłam się tańcząca bardzo. Leżałam. Jeszcze było ciemno. Usłyszałam głos Ukochanego:
„Jestem z Tobą, najmilsza Moja”.
Uśmiechałam się do Umiłowanego. W ciemność.
„Tęsknię…” – wyszeptałam szczęśliwa bardzo.
I od razu znalazłam się w Ogrodzie Sercowym w naszej altance. W ramionach Umiłowanego mojego… Pochylal się nade mną z tkliwościa wielką.
„Ja też tęsknię, Perełko”- powiedział karmiąc mnie Swoim Ciałem.
„Im jesteś bliżej, im jesteś mi bliższy, tym bardziej tęsknię…”
Ukochany patrzył we mnie Swym cudnym Spojrzeniem… Głęboko w oczy.
„A za czym tak tęsknisz Perełko?”- zapytał jakby nie wiedział.
„Za Tobą, Ukochany!!! Pragnę zobaczyć Ciebie takim jakim naprawdę jesteś. Twarzą w twarz!!! W Pełni. I żyć z Tobą, Żyć! Chwalić Ciebie! Wielbić! Dziękować Ci! I cieszyć się Twoją Radością!”
Ukochany patrzył we mnie promienny…
„A Ty za czym tęsknisz, Umiłowany?”
Rozpromienil się bardzo.
„Za Tobą Miła Moja! Pragnę Ci się pokazać w pełni! Ucałowac Cię, wprowadzic Ciebie do Mego Orszaku. I pokazać Ci wszystkie cudowności, jakie na Ciebie czekają!”
„Cudowności?? Nie chcę cudowności! Chcę Ciebie!!! Kocham Ciebie!!!”
Ukochany patrzył mi wciąż głęboko w oczy… Jasnial.
„Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy Bóg przygotował tym, którzy Go miłują, Perło Moja!”
Uśmiechałam się do Umiłowanego mojego, szczęśliwa!!!!
„Chciałbym, Perełko, jeszcze dać pić przez Ciebie, innym. Pozwolisz? Jesteś Moim naczyniem przez które daję pić innym. Pamiętasz?”
Zdumiona byłam!
„Czy pamiętam?? Czy pozwolę??? Dla Ciebie wszystko, Umiłowany!”
Zanurzal mnie w Sobie… Ukochany mój!!!