Byłam w naszej altance. Z Umiłowanym moim byłam, tańcząca i zmęczona. Trzymał mnie w Swoich ramionach i tulił do SERCA. Mocno tulił… Patrzył we mnie Swym dziwnym Spojrzeniem.
„Ogród zostanie odbudowany”- powiedział nagle, patrząc mi głęboko i prosto w oczy. A widząc moje zaskoczenie i zdziwienie, dodał uśmiechając się promiennie:
„No, co, Perełko? Sam odrośnie. Ogród to owoc Miłości. Czy sądzisz, ze mogę hamować Twoją miłość do Mnie i Moją do Ciebie? Nie mogę. Nie mam takiej władzy.”
Zdziwiłam się, ze nie ma nad czymś władzy. Ale jakoś nie ciągnęłam tego tematu. Myślałam o Ogrodzie.
„O! To będzie Twój! Tylko Twój Ogród, Ukochany!!! A w centrum Ogrodu będzie rósł Krzyż. Znak Twojej Miłości!! Będę do niego przynosić codziennie świeże kwiaty!’
„Rósł?”- uśmiechnął się do mnie Umiłowany.
„Krzyż to drzewo, a drzewo rośnie!”- uśmiechnęłam się do Niego radośnie.
„Dobrze, będzie rósł razem z Ogrodem.”
Umiłowany przytulał mnie jeszcze mocniej i mocniej do Siebie. Tulil i tulil… I zbliżał się do mnie bardziej i bardziej… W pewnym momencie wyszeptal:
„Krzyż już rośnie, Perełko.”
„Ooo…! Chodźmy go zobaczyć, dobrze Ukochany?”
Umiłowany skinął głową. Wyszliśmy z altanki. Trudno mi było iść bo w ziemi zrobiły się duże koleiny i bruzdy, jednak szłam. Ukochany widząc że mi ciężko, wziął mnie na ręce.
„Pozwól że Cię poniosę, Perełko. Wiem jak zmęczona jesteś.”
Popatrzylam w Ukochanego z wdzięcznościa. Ukochany szedł, a ja zobaczyłam zarysy drzewka. Z daleka wydawało się bardzo małe. W miarę jak zbliżaliśmy się do niego, było coraz większe. Szliśmy, szliśmy… aż wreszcie stanęliśmy przed dość dużym już drzewkiem. Ukochany postawił mnie przed nim na ziemi. Patrzyłam… Drzewko stało samotnie na pustej, gołej ziemi. Nie było jeszcze grube, a już wypuściło dwie poziome gałązki, ramiona Krzyża. Było takie biedne i samotne… Nie mogłam go tak zostawić… Nagle przypomniałam sobie o czymś. Dotknęłam ramienia Umiłowanego.
„Ukochany, zaczekaj tu na mnie! Zaraz wracam!”
Zaczęłam biec w stronę altanki.
“Zmęczona jesteś… Widzę!!!”’ – słyszałam za sobą głos Ukochanego.
“Dam radę! Zaraz wrócę! Zaczekaj proszę!”
Posłuchał, został. A ja biegłam i bieglam, potykając się o bruzdy i koleiny w ziemi. Ale biegłam. Biegłam długo, aż dobiegłam do altanki, a dokładniej do trawnika, ktory rósł przed nią. Stokrotki jeszcze nie przekwitly. Przykucnełam zdyszana i zerwałam je. I znów zaczęłam biec w stronę drzewa Krzyza. Biegłam i biegłam. Czułam coraz większe zmęczenie. Myślałam, że już nie dam rady… Ale biegłam dalej. Dobiegłam do Krzyża, położyłam stokrotki przed nim na ziemi. Ostatkiem sil wyszeptałam:
„Ode mnie….”
I opadłam w dłonie Ukochanego.
Wziął mnie na ręce i niósł do altanki.
„Obserwuję Twoją miłość Perło i nadziwić się jej nie mogę. Nad taką miłoscią nie mam władzy!”
Szybko odpoczywałam w ramionach Umiłowanego. A On wniósł mnie do altanki, usiadł na kwiatowej kanapie i tulił mnie do SERCA.
„Nie masz władzy nad miłoscią?” – spytałam.
„Nad taką, nie mam.”
„Taką? Czyli jaką?” – dopytywałam.
Ukochany patrzył we mnie poważny i uroczysty. Mówił:
„Nad miłością cichą, miłością pełną odwagi i męstwa. Nad miłością pełną oddania, uszczęśliwiania innych kosztem własnego szczęścia, zmęczenia i rezygnacji z siebie…”
„Ty taki jesteś. Uczę się od Ciebie”- szepnęlam.
On jakby nie słyszał moich słów. Mówił dalej:
„Nad miłoscią ofiary, tańca”.
Usmiechnęłam się do Niego.
„I miłościa usmiechu”- dodał rozpromieniając się nad Swoją małą zmęczoną Perełką. Uśmiechałam się do Umiłowanego, On usmiechał sie do mnie. Trwaliśmy w miłosci uśmiechu…
O KRZYŻU, MIŁOŚCI I UŚMIECHU
Category: (NIE) MOJE MYŚLI