Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo, bardzo! Bez sił prawie. Leżałam z zamkniętymi oczami. Nie miałam siły żeby podnieść… Mimo, że oczy miałam zamknięte, widziałam umiłowanego mojego Jezusa! Cierpiąca byłam bardzo. Leżałam z zamkniętymi oczami i uśmiechałam się do mojego ślicznego od ucha do ucha! Szczęśliwa niezmiernie!!!
Jezus przytulił policzek do mego policzka i szeptał mi wprost do serca:
„Jesteś cała Moja. Cała we Mnie. Cała dla mnie. A Ja zanurzam cię w Sobie bardziej i bardziej i bardziej… Maleństwo Moje kochane!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa radośnie! On zbliżył się do mnie jeszcze bardziej.
„Co mogę dla ciebie zrobić, Monisiu kochana? Czego sobie życzysz?”
„Dziś mój tata obchodzi urodziny! Siedemdziesiąte! Błogosław go na dalsze lata życia, daj mu zdrowie duszy i ciała i strzeż od złego. Proszę!”
Jezus uśmiechnął się promiennie! Jego oczy mówiły mi, że mnie wysłucha.
„Dziękuję mój Jezu! Dziękuję! I dziękuję Ci za mojego tatę!”
Umiłowany mój ucałował mnie w czoło i patrzył we mnie z lubością…
Miesiąc: październik 2021
O MIŁOŚCI
Leżałam w objęciach mojego ślicznego Jezusa. Umiłowany mój nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
„Widziałam jak Cię wzburzyło i zabolało to co wczora powiedziałam…” – szepnęłam ze smutkiem.
„Byłem wzburzony nie na ciebie, Monisiu kochana. Byłem wzburzony na złego. Użyje najnikczemniejszych, najbardziej podłych sztuczek, żeby próbować zniszczyć naszą relację!”
„Zabolało Cię to kochany… Wiedziałam, że Ciebie zaboli. Mnie też baaardzo zabolało! Dlatego też przyszłam z tym od razu do Ciebie! Wiem, że mogę przyjść do Ciebie z każdą, nawet z najbardziej bolesną sytuacją.”
„Bardzo dobrze, maleńka Moja!”-wyszeptał Jezus łagodnie głaszcząc mój policzek.
„Wiedziałam, że mnie wysłuchasz, doradzisz, pomożesz mi!”
„To prawda, maleńka Moja!”
„Tak się zastanawiam… Wczoraj gdy spytałam Cię o wiarę, Ty od razu zacząłeś mówić o miłości. Dlaczego?”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Z czułością niezwykłą.
„Bo wiara, Monisiu, wyraża się w miłości! Wiara wypełnia się przez miłość. Jak Mi wierzysz tak Mnie kochasz!”
„Aaaa…”
Umiłowany mój zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„Spojrz na swoją miłość, maleńka Moja, a zobaczysz jak Mi wierzysz, jak Mi ufasz.”
I mój śliczny pozwolił mi zobaczyć moją miłość… Patrzyłam w mojego Jezusa zdziwiona do głębi.
„Aż tak…?!” – szepnęłam onieśmielona bardzo.
„Aż tak!!
Jezus tulił mnie do SERCA i patrzył we mnie jak w obrazek.
O WIERZE
„Umiłowany mój Jezu… wiem, że jestem Twoim maleństwem, Twoim dzieciątkiem. Ale… czy moja wiara nie jest dziecinna, infantylna, naiwna, prostacka? Głupia…? Te całuski, pieszczoty, głaskania… Czy to nie jest infantylne?”- spytałam z bólem serca.
Jezus patrzył we mnie płonący! Widziałam, że jest wzburzony! Poruszony cały! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i szeptał mi prosto do serca:
„Infantylna?! Głupia, prostacka?! Skąd!!! To jest twoja miłość! Bliskość! Twoja miłość dziecięca i ufna. To Twoja relacja ze Mną! Osobista. Pełna intymności… Jesteś w niej prawdziwa, autentyczna. Nie udawana, niewymuszona… Czysta miłość! Miłość w czystej postaci.”
Jezus urwał na chwilę. Potem przytulił policzek do mego policzka.
„Jaką Bramą jestem dla ciebie, Monisiu kochana, wąską czy szeroką? – spytał.
„Właśnie ostatnio się nad tym zastanawiałam. I ze zdumieniem doszłam do wniosku, że szeroką, obszerną! Zdumiało mnie to bardzo… Nawet pomyślałam, czy to nie herezja…”
„Ja Jestem Bramą owiec. Dla maleńkich, pokornych i ufnych jestem szeroką, obszerną Bramą. Dla wielkich, napuszonych pychą, jestem Bramą ciasną.”
Rozmyślałam o tym co Jezus powiedział. Nie rozumiałam tego.
„Maleńki, Monisiu wszędzie się zmieści. Dla niego wszystko jest wielkie, potężne, obszerne!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa radośnie! On nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem wyszeptał poufale:
„Monisiu Moja, Ja uwielbiam całusy, buziaki, pieszczoty, głaskania. Uwielbiam! I łaskotanie też!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha.
„Będę o tym pamiętać, kochany mój Jezu!”
Trwaliśmy w miłości i intymności… Mój słodki Jezus i ja.
BUZIAKI
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem znów ujął moją dłoń w Swe dłonie. Patrzył na bransoletkę Zawierzenia.
„To jest widoczny znak naszej relacji. Widoczny znak naszej miłości!” – wyszeptał z ogniem.
Rozpromieniłam się cała!
„Tak! Wiesz mój kochany? Ilekroć na nią spojrzę, gębusia mi się śmieje od ucha do ucha!”
Posłałam w stronę umiłowanego buziak. Czuły i delikatny.
„Takie buziaki wysyłasz Mi często w ciągu dnia!”- wyszeptał Jezus poruszony wielce.
„A wysyłam! Kocham Cię, więc wysyłam! Cieszę się, że je widzisz, mój śliczny!”
„Widzę. Ale coś jeszcze więcej! Czuję! Czuję twoje całusy, Monisiu!”
„Wysyłam Ci tu i tu, i tu, i tu, i tu…” – szepnęłam dotykając policzków, rąk i nóg, a przede wszystkim SERCA Jezusowego…
„A Ja czuję tu i tu, i tu, i tu, i tu…” – wyszeptał Jezus płonący cały.
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować… Całował całym Sobą! Czule i słodko i gorąco. I śmiało! Coraz śmielej! Pragnęłam Jego pocałunków! I ja całowałam mojego słodkiego Jezusa… Całowałam z tkliwością…
WIĘZIEŃ MIŁOŚCI
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. W Jego objęciach tańcząca bardzo leżałam. Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. A potem ujął moją dłoń w Swe dłonie.
„A co to takiego?” – spytał zaciekawiony.
„Bransoletka Zawierzenia. Tak zwane Kajmany Maryi.”
„To jesteś, maleńka niewolnikiem MAMY!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Jestem!”
„A jak Jej to i Moim! Więźniem Moim jesteś!”
„Więźniem Twoim jestem, mój Jezu kochany!!!”
„Ty Moim, a JA twoim!”
„Moim?!”
„Tak, Monisiu, jestem twoim więźniem. Więźniem Miłości!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Wiesz mój Jezu? Nasza relacja coraz bardziej przypomina telenowelę brazylijską!”
Jezus zaśmiał się perliscie!
„Tylko nasza relacja jest prawdziwa!”
„Baaaaaardzo prawdziwa!!!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem. Przytulił policzek do mego policzka. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic!
MA SIĘ!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA… Leżałam zanurzona w objęciach umiłowanego mojego.
„Jakiś Ty pomysłowy wobec mnie, mój Jezu kochany! Jak nie ręką to szczęką! Sama bym tego nie wymyśliła. Jakiś Ty pomysłowy!” – szepnęłam z zachwytem.
Jezus zaśmiał się cudnie!
„Ma się wyobraźnię!”
„No! Ma się! Ma!”
Smialismy się oboje! Mój Jezus i ja! Śmialiśmy się głośno i radośnie! Perliscie i beztrosko!
„Obdarowuję nią moje dzieci umiłowane…”-wyszeptał Jezus z ogniem.
„Nooo! Ma się wyobraźnię!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
„Ma się! Ma!” – mój śliczny umilkł na chwilę. Potem dodał:
„Moje maleństwo zanurzone w Mych objęciach i obdarowane wyobraźnią dadzą sobie radę w każdej sytuacji. Nawet w najtrudniejszej!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. Z lubością patrzyłam…
O CUDACH I MIŁOŚCI
Leżałam w objęciach Jezusa. Leżałam zanurzona w Miłość. Leżałam i rozmyślałam:
„Jak patrzę na swoje życie, kochany mój Jezu, wszędzie widzę Twoje cuda! Każdy dzień jest cudem! Moje życie to pasmo cudów! Mniejszych i większych. Cudów Twoich! Moje życie to jeden wielki CUD! Patrząc po ludzku, nie jest ono łatwe i lekkie. Przeciwnie! A patrząc na nie Twoimi oczyma jest właśnie lekkie i łatwe!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie…
„Bo patrzysz na swoje życie oczyma wiary, Monisiu!” – wyszeptał z ogniem.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Tak sobie myślę, że największy Twój cud to ten blog! Nie mam siły pisać, a piszę. Codziennie. Uparcie, mozolnie, wytrwale… Piszę! Jak zaczynam pisać notkę to dostaję takiego powera, że hej! – zaśmiałam się radośnie.
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony!
„Dla Mnie go piszesz, maleńka.”
„Jasne, że dla Ciebie!”
„Piszesz o Mnie. O Moim działaniu w twoim życiu. W tobie. O naszej relacji piszesz. O Mojej Miłości do ciebie.”
„Tak… Twoja Miłość do mnie jest niepojęta!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z lubością…
SERCE NAJDROŻSZE MOJE!
Patrzyliśmy w siebie nawzajem. Mój umiłowany Jezus patrzył tylko we mnie i ja tylko w Niego patrzyłam. Trwaliśmy w miłości i intymności… Uśmiechaliśmy się do siebie. Jezus uśmiechał się do mnie a ja do Niego się uśmiechałam. Zakochani…
Położyłam głowę na SERCU umiłowanym i ucałowałam JE serdecznie! Z miłością, czułością i czcią…
„Uszczęśliwiasz JE wielce, maleństwo Moje. Jesteś JEGO ogromną radością!” – wyszeptał Jezus słodko.
„I bardzo dobrze. W końcu to moje SERCE!”
„Tak, twoje! Wybrałaś JE sobie i czcisz, uwielbiasz JE ciągle!” – Jezus był poruszony cały.
„Moje najsłodsze SERDUSZKO! Moje SERDEŃKO słodkie… kocham CIĘ!” – szeptałam z miłością.
Umilkłam. Leżałam z głową na SERCU Jezusa i wsłuchiwałam się w JEGO bicie. Biło miarowo w rytmie miłości:
„Ko – cham cie – bie! Ko – cham cie – bie ma – leń – stwo Mo – je!”
Słuchałam bicia SERCA poruszona i wzruszona cała…
CHWAŁA BOŻA
Leżałam w objęciach Jezusa. Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie! Zakochany i zachwycony cały. Wyciągnęłam rękę i delikatnie zaczęłam dłonią dotykać policzek Jezusa. Dotykałam, głaskalam, pieściłam…
„Mój kochany… mój słodki… mój maleńki…” – szeptałam z miłością i uwielbieniem. Delikatnie dotykałam… starałam się bardzo delikatnie.
Jezus uśmiechał się do mnie cudownie! Promiennie! Świetliście!
„Dotykasz Monisiu kochana tylko Mojej zewnętrznej powłoki. A we Mnie są niezmierzone Wysokości, Głębokości, Szerokości, Długości…”
Przerwałam Jezusowi gwałtownie!
„A Niskości?”
Jezus uśmiechnął się do mnie!
„Niskości też, a jakże! I Dalekości i Bliskości i Intymności!” – wyszeptał promiennie.
„Ale pewnie zobaczę TO wszystko dopiero w Niebie…” – szepnęłam z nostalgią.
Jezus jakby ożywił się nagle!
„Ależ nie! Już teraz możesz zobaczyć Moją chwałę!”
I mój śliczny nachylił się do mnie jeszcze bardziej…
„Moja chwała jest w tobie, maleńka! Żyjesz na Moją chwałę! Tańczysz na Moją chwałę! Jesteś w niej zanurzona!”
Jezus przerwał na chwilę. Spojrzał we mnie głęboko, płonący cały. I wyszeptał!
„Ty jesteś Moją chwałą, Monisiu!”
„Jaaa?! Ale na pewno masz nieskończenie więcej chwały!”
„Mam. Ale Moją największą chwałą jest kochający i pokorny człowiek.”
Nie rozumiałam tego… Jak ja mogę być chwałą Bożą… ? I nagle naszła mnie myśl…
„Ktoś kiedyś powiedział, że ja nie tyle mówię świadectwo co sama w sobie jestem Świadectwem.
Jezus skinął głową twierdząco i cudnie się do mnie uśmiechnął.
„Tak, tak, maleńka Moja!”
Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. A ja patrzyłam w mojego Jezusa jak w Obrazek.
DALEJ
Jezus wisiał na Krzyżu… Cierpiący był bardzo! Wisiał rozpostarty jak Sokół na Niebie! Rozpostarty i otwarty dla wszystkich. Oddany wszystkim. Miłość sama!
„Czekaj, mój maleńki… Pomogę Ci!” – szepnęłam z mocą, poruszona cała.
Objęłam mojego ślicznego Jezusa z miłością i czułością. Objęłam… I wtuliłam się w Niego. Całą sobą! Sercem, duszą i ciałem. Przylgnęłam do umiłowanego mojego. Przykleiłam się.
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic.
„Jestem z ciebie bardzo dumny, Monisiu kochana! Przebyłaś ze Mną długą drogę, żeby TU być!” – szepnęło SERCE Najdroższe.
„Dziękuję, moje Serduszko kochane! Ale tak mówisz jakby to był koniec mojej drogi. A to nie jest koniec, prawda?”
„Tak. Jeszcze długa droga przed nami!”
„Domyślam się, że trudniejsze i bardziej niebezpieczna niż do tej pory.”
„To prawda!”
„Obiecałeś, że z rąk mnie nie wypuścisz!”
„Obiecałem.”
„Więc dam radę. Z Tobą!”
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
Tańczylismy bardzo. Umiłowany mój i ja. Jezus zanurzał mnie w Sobie jeszcze bardziej…