W czwartek podczas wyszukiwania obrazka, zdjęcia pasującego do intencji umieszczanych w Modlitewnym Oknie Życia, moją uwagę przykuł pewien obraz. Ikona. Zauroczyła mnie od razu. Zobaczcie ją sami:
Kliknęłam na link, pod którym była umieszczona i… otworzyłam szeroko oczy z zachwytu. Była to strona, blog p. Urszuli Żakowskiej „ikony- ikonopisanie”. Ikopisa właśnie. Na blogu pokazywała napisane przez siebie ikony. Były różne i wszystkie przepiękne…
Mnie jednak najbardziej urzekła właśnie ta, „Dobry Pasterz”… Im dłużej jej się przypatrywałam, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że to ikona o mnie i mojej zażyłości z Ukochanym. Że ta owieczka wtulająca się w policzek Jezusa to jestem ja… I ta czułość Jezusa… Właściwie nie wiadomo kto kogo przytula, czy owca Jezusa, czy Jezus owcę. Wzajemne przytulenie… On i ja…
Postanowiłam kupić tę ikonę.
Napisałam maila do p. Urszuli, pytałam w nim m.in czy ta ikona jest do kupienia. Coś ( KTOŚ…) mnie także tknęło, żeby wkleić tam także swoje świadectwo. Zwykle tego nie robię. Wtedy jednak wkleiłam. Dlaczego…? Szczerze mówiąc nie wiem… Może to była kobieca intuicja, poczucie, że za tymi ikonami kryje się bratnia dusza, a może to JEGO tchnienie… A może wszystko na raz.
Napisałam, wysłałam i czekałam na odpowiedź. Wieczorem przyszła. A ponieważ z mojej starej komórki nie mogę odczytać poczty, poprosiłam o pomoc Janusza. Poprosiłam, żeby wkleił na FB wiadomość od Urszuli Żakowskiej. Tylko tyle, nic więcej (nic nie wiedział, że weszłam na jej stronę ani o tym, że chcę kupić ikonę).
„Od Uli? Mojej koleżanki?”- zdziwił się Janusz i wkleił wiadomość.
Zdumiona przeczytałam: „Moniko, popłakałam się czytając Twoje świadectwo… jestem osobą niepełnosprawną po trzech operacjach kręgosłupa szyjnego. Często ludzie nie wiedzą a nawet nie wierzą, że cierpię… Chrystus Dobry Pasterz to moja ukochana ikona pisana podczas konklawe. Podpisałam ją i ucałowałam a po chwili ogłoszono, ze mamy nowego Papieża – Franciszka! Była moja, zastanawiałam się, czy wysłać ją do Ojca Świętego, ale po kilku dniach napisała do mnie pewna kobieta, że pragnie Go dla pewnego sparaliżowanego po wypadku kapłana na 25 rocznicę święceń. Co było robić, pisanie ikon to dla mnie powołanie, misja tak jak dla Ciebie twoja twórczość. Też malowałam obrazy olejne, ale ikona jest „zazdrosna” teraz piszę już tylko ikony. Jeśli chcesz napiszę dla Ciebie taką ikonę, ale po nowym roku. Pozdrawiam serdecznie Ula”
„ Tak przeczytałam i trwam w zadziwieniu… Pan Bóg działa!” – napisałam.
” 🙂 świat jest mały. to żona mojego przyjaciela :)”
„No coś Ty??! 🙂 Przypadkowo zobaczyłam jej stronę i z ciekawości weszłam. A tam…. Cudne ikony! Jedna mi się bardzo spodobała, jakby była napisana właśnie dla mnie… więc spytałam ile kosztuje i czy jest do kupienia. I… coś mnie tkneło, żeby wkleic moje świadectwo…. I teraz tak czytam… A Ty piszesz że to żona Twojego przyjaciela. Jestem w szoku, całkowitym! 🙂 :)”
Janusz uśmiechnął się i zaczął opowiadać o Uli i jej mężu.
A ja… trwałam w zdumieniu! W zadziwieniu! W… przytuleniu… jak na ikonie.
Miesiąc: sierpień 2013
MYŚL ŚW AUGUSTYNA
”Przynaglony do wniknięcia w siebie, wszedłem za Twym przewodnictwem do wnętrza mego serca. Mogłem to uczynić, bo „stałeś się dla mnie Wspomożycielem”. Wszedłem i zobaczyłem jakby oczyma mej duszy, ponad tymiż oczyma, ponad moim umysłem Światło niezmierne. Nie było to zwyczajne światło, które wszyscy dostrzegają, ani tego samego rodzaju, lecz większe, jakby o wiele bardziej świecące i wszystko napełniające swoim blaskiem. Nie, to nie było tego rodzaju światło, ale inne, bardzo różne od tamtych wszystkich. Nie było nad moim umysłem, jak oliwa nad wodą albo niebo nad ziemią. Było wyższe, ponieważ mnie stworzyło, ja zaś niższy, ponieważ jestem przezeń stworzony. Ten, kto zna Prawdę, zna to Światło. O Prawdo wieczna, Miłości prawdziwa, umiłowana Wieczności! Ty jesteś moim Bogiem. Do Ciebie wzdycham dniem i nocą. Skoro tylko poznałem Cię, uniosłeś mnie, bym zobaczył to, co należy zobaczyć, ale ja nie byłem jeszcze do tego zdolny. Pokonałeś słabość mego wzroku potęgą Twoich promieni, zadrżałem z miłości i lęku. Poznałem, że znajduję się daleko od Ciebie, w krainie obcej, i usłyszałem jakby głos Twój z wysoka: „Jam jest pokarmem mocarzy; wzrastaj, a będziesz Mnie pożywał. I nie ty zamienisz Mnie w siebie na podobieństwo cielesnego pokarmu, ale Ja zamienię cię w siebie”. Szukałem drogi, dzięki której mógłbym trwać w zjednoczeniu z Tobą, i nie znajdowałem, dopóki nie przylgnąłem do „Pośrednika między Bogiem a ludźmi, Człowieka Jezusa Chrystusa, który jest ponad wszystko, Bóg błogosławiony na wieki”. On zawołał mnie i powiedział: „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem” oraz złączył z ciałem – ponieważ „Słowo stało się ciałem” – pokarm, którego nie byłem zdolny przyjąć. W ten sposób Twa Mądrość, przez którą wszystko stworzyłeś, stała się dla naszego wieku dziecięctwa stosownym pokarmem. Późno Cię ukochałem, Piękności dawna i zawsze nowa! Późno Cię ukochałem! We mnie byłeś, ja zaś byłem na zewnątrz i na zewnątrz Cię poszukiwałem. Sam pełen brzydoty, biegłem za pięknem, które stworzyłeś. Byłeś ze mną, ale ja nie byłem z Tobą. Z dala od Ciebie trzymały mnie stworzenia, które nie istniałyby w ogóle, gdyby nie istniały w Tobie. Przemówiłeś, zawołałeś i pokonałeś moją głuchotę. Zajaśniałeś, Twoje światło usunęło moją ślepotę. Zapachniałeś wokoło, poczułem i chłonę Ciebie. Raz zakosztowałem, a oto łaknę i pragnę; dotknąłeś, a oto płonę pragnieniem Twojego pokoju.”
Św Augustyn
BOŻA GROMADKA
Mateusz, Darek, Jarek, Jacek, Piotr, Edward, Tomasz D., Tomasz. K., Tomasz, Radek P., Radek W.,Tadeusz, Artur, Stanisław, Jan, s. Tadeusza i s. Maria.
To imiona księży zakonników, jednego nowicjusza i sióstr zakonnych za które modlę się szczególnie. Moi Synowie i Córki duchowe. Niektórzy sami prosili żebym tak ich nazywała, żebym tak się do nich zwracała. Innych w modlitwie sama tak nazywam. Nieważne. Najważniejsze, że chcą żebym za nich się modliła. Pracują, służąc Bogu i ludziom na świecie. Piszą do mnie, opowiadają o swojej pracy. I proszą o modlitwę właśnie. A ja chowam ich w sercu. Noszę ich w sercu. I proszę za nich. Żyje ich problemami. A nade wszystko modlę się za nich. Proszę Boga żeby był z nimi, żeby strzegł ich od złego. I żeby im błogosławił. Tylko On wie najlepiej czego najbardziej oni potrzebują. Dlatego ich Mu oddaje. I za nich Mu dziękuję.
Piszę o tym w kontekście wspomnienia św Moniki. Ona także miała syna… I także się za niego modliła. Oddala za niego całe swoje życie, żeby tylko Augustyn wrócił do Boga, nawrócił się. I dzięki swojej wierze wytrwałości i modlitwie została wysłuchana. Syn nawrócił się i został wielkim świętym, Doktorem Kościoła. Pragnę żeby moje duchowe Dzieci także były święte. Żeby kochały Boga i ludzi. Żeby wytrwały przy Nim. I żebyśmy wszyscy mogli się spotkać kiedyś w Niebie. U boku Jezusa, ich i mojego Ukochanego. Tego pragnę najbardziej…

SERCE MATKI
Wiele razy byłam na Jasnej Górze. U Matki. U Mamy… Czy jeszcze kiedyś do Niej pojadę…? Nie wiem, bardzo bym chciała. U Niej zawsze czuję się jak w domu. Jak u siebie. Jak do Niej jadę to właśnie jakbym wracała do domu, gdzie bije JEJ Serce…
Dziś Ona mi mówi, żebym zrobiła wszystko, cokolwiek Syn Jej mi każe.
Piękna jest Jej Ikona… Smutne, lekko przymknięte oczy patrzą gdzieś w dal. Może widzi swoje dzieci zagubione, poranione, dzieci, które zapominają o Jej Synu. Pragnie, żebyśmy na nowo do Niego powrócili. Do Niego i Jego Matki. Żebyśmy nie błąkali się na manowcach życia. Żebyśmy nie szukali szczęścia poza Nim lub obok Niego. Żebyśmy na nowo wsłuchali się w bicie Jej serca.
Maryja zawsze wskazuje na Syna. A On nie jest w stanie niczego Jej odmówić. Tak jak w Kanie, tak i teraz.
PIĘKNY? TAK, DLA NIEGO!
Wiele osób uważa, że ten mój blog jest piękny… Twierdzą, że pięknie piszę, że nie robię błędów, że jestem osobą mądrą, inteligentną itd. Jednym słowem koncentrują się na mnie. Na mojej osobie.
Może i piszę mądrze i pięknie, nie mnie to oceniać. Jednak mi, kiedy piszę notki, chodzi o coś innego. Przede wszystkim piszę z miłości do Jezusa, do Ukochanego. Chcę Mu w ten sposób odwdzięczyć za Jego Wielką Miłość. Za to co dla mnie robi. Wiem, że nigdy nie zdołam Mu za to podziękować, ale choć troszkę.
Piszę prosto. Zwyczajnie. Z serca, po prostu. Tak się dzisiaj zastanawiałam, czy powinnam rozważać Ewangelię. Nigdy nie studiowałam teologii i moja wiedza na ten temat jest bardzo znikoma. Po prostu staram się codziennie czytać Słowo Boże, słuchać co przez Nie mówi do mnie Ukochany, rozważać. I czasem się tym dzielę tu, na blogu. Ale czy powinnam…? Nie wiem.
I po trzecie. Nie chciałabym, żeby ktoś czytał ten blog tylko, ze względu na to, że jestem chora. Kiedyś ktoś zarzucił mi, że wstydzę się swojej choroby, gdy powiedziałam „stop”, kiedy za bardzo ingerował w to gdzie i w jaki sposób rozpowszechniać moje świadectwo. Zdziwiło mnie, że tak twierdzi. Gdybym się naprawdę wstydziła choroby, nie napisałabym tego świadectwa. Choroba stała się dla mnie normalnością. Częścią życia, jest ważna, bo w jakiś sposób to życie określa, warunkuje. Ale nie najważniejsza. Jest Ktoś o wiele ważniejszy od niej. I to On określa moje życie.
Więc czy mój blog jest piękny? Chciałabym, żeby był jak najpiękniejszy, dla Niego. Żeby świadczył o mojej wierze i miłości do Ukochanego. I, żeby tych, którzy go czytają, choć trochę do Niego zbliżał.
PRAGNIENIE
Wczoraj kiedy leżałam już w łóżku, dostałam na FB wiadomość od ks Radka: „Moniko, swiezutka sprawa. Trzeba modlic sie za Monike, aby nie usunela ciazy. Byc moze dlugo, bo to poczatek. Gdy bedziesz mogla, rozeslij te intencje swoimi kanalami”
Napisałam, że nie ma sprawy i zaczęłam rozsyłać tę prośbę do znajomych. Ksiądz napisał mi jeszcze szczegóły dotyczące tej kobiety i zaczęłam wysyłać. Niektórzy znajomi odpowiadali od razu, deklarowali modlitwę, wysyłali prośbę dalej. Wysłałam też sms do Karoliny. Po jakimś czasie przyszła odpowiedź „Zrobiłam co mogłam, reszta należy do NIEGO”. A ja dalej wysyłałam. Wysyłałam i wysyłałam, aż komórka się mi rozładowała.
Rano obudziłam się cała obolała. Ręka bolała, nadwerężona chyba, zresztą nie tylko ręka… Ale miałam za kogo ofiarowywać.Próbowałam troszkę malować, ale nie mogłam. Przerwałam. Powtarzałam często refren dzisiejszego psalmu responsoryjnego „Chwal, duszo moja, Pana Stwórcę swego” i jakoś było mi łatwiej.
Zaczęłam rozważać dzisiejszą Ewangelię. Jezus dziś mówił o największym Przykazaniu, miłości Boga i bliźniego. Pomyślałam o tej kobiecie, Monice, która chce zabić swoje dzieciątko… „Kogo ona kocha, że chce to zrobić? Chyba tylko siebie. W imię czego chce zabić…?” Zrobiło mi się bardzo smutno.
Kiedy skończyłam, wysłałam Karolinie wiadomość z informacją o którą mnie prosiła. Odpisała, że przekaże dalej i spytała jak ja się trzymam.
„Dziś bardzo boli, ale trzymam się :)” – napisałam – „…Jego” 🙂 – dodałam po chwili. „I dlatego wygrywasz w tej bitwie między dobrem i złem 🙂 Wysłałam Ci coś na gg – jeśli zdołasz – przeczytaj 🙂 „Ok”.
Weszłam, kliknęłam na link
”Gotowość Męża
Siedzieliśmy przy stole w kuchni. Opowiadałam Mężowi o tym, że w Dzienniczku św. Faustyny wyczytałam o znaku, jaki Pan da przed swoim ostatecznym przyjściem.
Na niebie ukaże się wielki krzyż, ze świetlanymi promieniami wychodzącymi z miejsc Chrystusowych ran i będzie tam przez jakiś czas, aby wszyscy mieli szansę się nawrócić.
Rozmarzył się.
„Wspaniale! Niech już przyjdzie… nawet teraz” westchnął z tęsknotą. Tęsknota mego Męża za Paruzją nie jest niczym nowym.
„Naprawdę?… czujesz się gotowy?” Zapytałam cicho.
„Oczywiście”. Po czym, wyrwany z marzeń, spojrzał na mnie z lekkim wzburzeniem. „Jak to: czy czuję się gotowy? O co pytasz? Słyszysz siebie? To tak samo, jakbyś pytała: czy aby zasłużyłeś?”
Roześmiałam się. Rzeczywiście, trochę tak zabrzmiało… Złapał mnie na gorącym uczynku, a przecież w kółko piszę i mówię o darmowej miłości (-:
„Czyli czego potrzeba?…” dopytałam, obserwując go uważnie, ciekawa, jak to ujmie.
„Pragnienia”.”
Wzruszyłam się…
„Ja
Dziękuje 🙂 piękne
KAROLINA
🙂
takie o Tobie 🙂
Ja
… o mnie i o Tobie.
KAROLINA
🙂
Napisałam, że będę potem i wyszłam z gg
Na stole leżało otwarte Pismo święte a w nim ten obraz, zdjęcie:
Ucałowałam Twoje Rany, Ukochany, często to robię i jestem pewna, że naprawdę całuję Twoje Rany, a nie tylko zdjęcie.
– Tylko Ty jesteś moim Pragnieniem – szepnęłam.
KRÓLOWA
Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.
Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”.
Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”.
Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?”
Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”.
Na to rzekła Maryja: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa”. Wtedy odszedł od Niej anioł.
Łk 1,26-38

Zwiastowanie. Słowo i obraz. Moja ulubiona (jedna z ulubionych) scena ewangeliczna i ulubiony obraz. Co je łączy? Prostota. I głębia przekazu. Zwyczajna z pozoru, prosta dziewczyna zostaje matką Boga. Urzeka mnie ten obraz, ta scena zwiastowania, choć może inne przedstawienia są piękniejsze, słynniejsze, bogatsze w symbolikę. Urzeka mnie jego oszczędność, prostota właśnie. Anioł przestawiony jako światło, słup ognia – symbol obecności Boga. W Starym Testamencie Bóg ukazywany był często jako słup ognia, jako ogień.
Maryja… siedząca na łóżku. Zasłuchana w Słowo… Zaskoczona Nowiną. Uniżona, skromna. Pokorna.
I ta Jej skromność i pokora zaprowadziła Ją na tron w Niebie. Króluje u boku Syna. Służebnica – Królową. Pełna łaski, pełna Boga… Błogosławiona bo uwierzyła i zaufała Słowu.
A ten obraz jest przepiękny. Cały w brązach, ciepły i tajemniczy…
DZIAŁASZ!
Ukochany działasz przez ten blog. To jakby moje usta, ten blog. Tak, usta… I TY działasz przez nie. Widzę to. Działasz… przez takie nic. Wiesz, mam wrażenie, że piszę tu tylko o sobie, o swoich doświadczeniach, swoich przeżyciach, swoich przemyśleniach (choć z drugiej strony, o czyich miałabym pisać…?). O sobie i o sobie…
Tak teraz pomyślałam, że też piszę czym – Kim żyję i Kogo kocham. I przede wszystkim, że Ktoś – TY mnie kochasz. I, że tylko TY mnie uszczęśliwiasz, Jesteś moją radością.
To właściwie o kim piszę na tym blogu? 🙂 O Tobie w moim życiu? Nie wiem… pogubiłam się…
W każdym razie działasz przez to moje pisanie. I to jest najważniejsze. I za to Ci dziękuję, mój Ukochany!!! Bardzo dziękuję!!!
Wiesz jak piszę notki? 🙂 Idę na tzw. „żywioł”. Piszę to, co akurat myślę. „Ciurkiem”. Nie poprawiam tekstu, nie zmieniam go w trakcie. Pewnie jest w nim masa błędów…
I wiesz, ostatnio płakałam w trakcie pisania…
Ukochany posługuj się dalej tym blogiem, działaj dalej przez niego!
On jest Twój, bo wszystko moje jest Twoje!
OBRAZ
Ukochany… pragnę być Twoim świadkiem dla innych. Twoim światłem. Pochodnią! Nie chcę świecić własnym blaskiem, bo żadnego blasku nie mam… ciemność jedynie… Dlatego proszę, bądź moim Światłem! Ukochany!
Pragnę być Twoim odbiciem, odbijać Ciebie.
Tak sobie rozmyślam o swoim życiu, o malowaniu, o tym, że w kącie pokoju stoją podobrazia, blejtramy, puste, gotowe do malowania, a które nie dam rady już chyba zapełnić. I tak sobie myślę, że nie namalowałam jeszcze swojego najważniejszego obrazu. Ciągle go maluję. Jak? Życiem. I pragnę, żeby to był najpiękniejszy obraz jaki kiedykolwiek namalowałam. Aby przedstawiał on Ciebie. Bo moje życie to TY! Dlatego proszę, bądź moim Światłem, bo ciągle jeszcze maluję ten obraz. Obraz mojego życia.

BYĆ JAK POCHODNIA
Bracia: Mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, odłożywszy wszelki ciężar, a przede wszystkim grzech, który nas łatwo zwodzi, winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga.
Zastanawiajcie się więc nad Tym, który ze strony grzeszników 'taką wielką wycierpiał wrogość przeciw sobie, abyście nie ustawali, złamani na duchu. Jeszcze nie opieraliście się aż do przelewu krwi, walcząc przeciw grzechowi.
Hbr 12,1-4
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął! Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie.
Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej”
Łk 12,49-53
Jezus dziś mówi, że przyszedł ogień rzucić na ziemię i bardzo pragnie, żeby on już zapłonął. Jakże bardzo pragnie… O jakim ogniu On mówi? O ogniu Bożej Miłości. Mówi też o chrzcie, który ma przyjąć i o udręce jakiej doznaje, aż się to stanie. O chrzcie… o swojej Męce i śmierci krzyżowej.
Jezus płonął jak pochodnia na krzyżu… był ofiarą całopalną za nasze grzechy. Płonął z miłości do nas. Spalał się.
Nie cofnął, choć mógł. Mógł zbawić ludzi w inny sposób. Był (jest ) Bogiem. Jednak wypił Swój kielich do dna.
Żył tak jak głosił i tak też umarł.
I my, katolicy, też powinniśmy być tak radykalni! Jezus potrzebuje zapaleńców. Właśnie tak, zapaleńców! Ludzi zapalonych miłością!! Żyjących Tym, Komu, w Kogo wierzą.
Jezus nie potrzebuje ”katolików ale”, 'Bóg tak, przykazania i Kościół nie’. Albo wszystko albo nic! Innej drogi nie ma.
Jeśli naprawdę jesteśmy wyznawcami Boga, powinniśmy być Jego pochodniami. Spalać się dla Niego. Być światłem, znakiem sprzeciwu, jak ON… Mamy jak pisze św. Paweł, wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala.
Po męce, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa już nic nie jest takie samo. Nie można żyć tak jakby nic się nie stało. Trzeba się opowiedzieć. Za Jezusem, lub przeciw Niemu.
Czy jestem Bożą pochodnią…?
