Leżałam w objęciach Jezusa i uśmiechałam się do Niego od ucha do ucha!
„Choroba mnie chciała dorwać, prawda, mój Jezu?”
Jezus zaśmiał się cudnie!
„Chciała, ale nie dorwała. Przegnaliśmy ją!”
„Tak! Ty i moje Duchowe Dzieci, modlitwą za mnie. Dziękuję Wam baaardzo!” – szepnęłam rozpromieniona cała. I zaraz dodałam:
„Nie chciałam zawieźć mojego Duchowego Syna – tatę. On nastawiony jest bardzo na ten wyjazd. A tu byłby klops! Pobiorę jeszcze lekarstwo i do niedzieli pewnie mi całkiem przejdzie!”
„Przejdzie, maleńka Moja. Przejdzie” – wyszeptał Jezus ogniście i pocałował mnie w czoło.
„A na Tobie mój Jezu i na moich Duchowych Dzieciach nigdy się nie zawiodłam! Dziękuję Wam baaaaaardzo! Zawsze mogę na Was liczyć!” – szepnęłam z mocą i entuzjazmem.
„Jak my na ciebie, Monisiu kochana!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim. Patrzyłam w Niego z uwielbieniem. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
„Odpocznij teraz maleńka Moja…” – wyszeptał Jezus z tkliwością.
„Dobrze umiłowany mój!” – szepnęłam.
Odpoczywam w moim Jezusie…
Miesiąc: sierpień 2022
WYTRZYMAMY!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja. Tańczyliśmy całą noc. Prawie w milczeniu. Raz tylko się odezwałam, gdy bardzo mnie bolało:
„Nic, nic, kochany! Damy radę. Wytrzymamy. Za kochane moje Duchowe Dzieci! Za Dzieciaki!”
„Wytrzymamy! Za Dzieciaki!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Patrzył we mnie poruszony i wzruszony cały.
Teraz zmęczona jestem bardzo. Odpoczywam w umiłowanym moim Jezusie. Odpoczywam i tańczę bardzo jednocześnie.
JUŻ?!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Jakaś ty piękna, Monisiu!” – szeptał mój śliczny z lubością.
„Dzięki Tobie, mój Jezu kochany. Ty mnie upiększasz, Sobą!” – szepnęłam uśmiechając się do Niego od ucha do ucha.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie!
„A pamiętasz, maleńka Moja jak na początku nie chciałaś uznać swego piękna? Nie widziałaś go w sobie? Nie chciałaś Mi uwierzyć?”
„Tak, wtedy go w sobie nie widziałam. Myślałam, że mówisz na wyrost. Teraz Ci wierzę.”
„A widzisz je w sobie?”
„Nie…”
„Szkoda, że nie widzisz…” – wyszeptał Jezus ze smutkiem.
Spojrzałam w oczy Jezusowi i zaśmiałam się radośnie!
„No, może trochę widzę!” – szepnęłam przekornie.
Jezus zaczął się śmiać i mnie łaskotać! Ja też się śmiałam! Smialismy się oboje, mój Jezus i ja!
Po jakimś czasie Jezus już przestał mnie łaskotać. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim…
„A to Źródło Miłości naprawdę jest moje? Należy do mnie?” – spytałam nieśmiało.
Jezus skinął głową twierdząco i cudnie się do mnie uśmiechnął.
„Będę przyprowadzać do Niego moje Dzieciaki. Będę Je do Niego prowadzić!” – szepnęłam z mocą.
„Już Je prowadzisz, maleńka!”
„Już?!”
Jezus znów skinął głową twierdząco i patrzył we mnie ogniście.
CO MAM CI WYBACZYĆ?!
Leżałam w objęciach Jezusa i głaskalam go z czułością po policzku.
„Mój kochany… mój kochany…”-szeptałam z miłością.
„Moja najmilsza!” – wyszeptał Jezus patrząc we mnie ogniście. I pocałował mnie w czoło. Zaraz też dodał:
„Pójdź za Mną!”
Jezus patrzył mi w oczy głęboko. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
Nagle znalazłam się w ciemnym tunelu. Widziałam tylko blade światło z przodu. Na jego tle widniała ciemna Postać. Szła przodem, a ja szłam za Nią. W pewnym momencie zorientowałam się, że tunel nie ma podłogi! Że zamiast niej jest jakaś dziurawa, drewniana kładka. Musiałam patrzeć gdzie stąpam, żeby nie wpaść do dziury! Ja jednak nie patrzyłam pod nogi. Patrzyłam w Postać idącą przede mną. Szłam pewnie.
Doszliśmy do jakiejś skały. Postać przykucnęła, ja też.
Ze skały sączyło się coś w rodzaju wody, ale nie była to woda. Czułam się bardzo szczęśliwa! Zalewała mnie błogość…
„A co to jest?” – spytałam zaciekawiona.
„Źródło Mej Miłości. Stąd wypływa. Tobie JE oddaję! To Mój Dar dla ciebie.”
Wstałam, Jezus wstał także. Objęłam umiłowanego całą sobą i ucałowałam Go serdecznie!
„Wybacz, mój Jezu! Ale ja nie chcę Darów, prezentów od Ciebie! Chcę Ciebie! Tylko Ciebie! Pragnę Ciebie! Ty jesteś dla mnie największym Darem! Najcenniejszym Prezentem od TATY! Wybacz mi Jezu, ale nie chcę prezeeee…”
Jezus przerwał mi gwałtownie! Zamknął mi usta pocałunkiem! I patrzył we mnie płonący żarliwością i miłością! Oczy Mu płonęły!
„Co mam Ci wybaczyć, kochana? To, że chcesz, pragniesz Mnie?! Tylko Mnie?! Co mam ci wybaczyć?!! Jestem Twój. Cały Twój! I cały dla ciebie! Wszystko co Moje, do ciebie należy! Źródło Miłości także!”
Poruszyły bardzo mnie te słowa!
„Dziękuję mój Jezu! Dziękuję! Dziękuję!” – szeptałam patrząc Jezusowi w oczy. Staliśmy objęci i przytuleni do siebie nawzajem! Patrzyliśmy na Źródło Miłości…
PILNUJE I DOPILNUJE
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany moj Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały miłością! Dotykał dłonią mój policzek i głaskał go z czułością. Patrzyłam Mu w oczy… Od wczorajszego wieczoru ogarnęła mnie jakaś irracjonalna panika. Że nie dam rady, że nie zdążę…
„Odpocznij maleńka Moja. Odpocznij… Zasłużyłaś!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Zasłużyłam? Niczym nie zasłużyłam! Przeciwnie!” – szepnęłam wzburzona.
„Ciii maleńka Moja. Odpocznij…”
Jezus patrzył mi w oczy głęboko. A moje oczy zamykały się coraz bardziej i bardziej… aż w końcu zasnęłam.
Obudziłam się. Obudziłam się i od razu otworzyłam oczy. Jezus pochylał się nade mną z miłością…
„Sama popatrz, maleńka: masz jeszcze do ułożenia trzy rozważania, tak?”
„No, tak.”
„I czas do połowy stycznia, tak?”
„Tak!”
„No to jakiś Armagedon musiałby być, żebyś nie zdążyła!”
„Właśnie, kochany! Pilnuj, proszę, żeby żadnego Armagedonu nie było!”
„Pilnuję i dopilnuję, Monisiu kochana!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego…
JAK JEZUS
„Zatańczymy maleńka Moja?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Oczywiście! Z Tobą zawsze, ukochany!” – szepnęłam z mocą.
Jezus objął mnie całą, przytulił mocno do Siebie. I w tańcu prowadził.
„Ktoś ci sprawił przykrość, zranił cię, maleńka…” – wyszeptał Jezus patrząc mi w oczy głęboko.
„Ale Ty mi pomogłeś!”
„Poprosiłaś, więc pomogłem.”
Wpatrywalam się w mojego ślicznego Jezusa z wdzięcznością i uwielbieniem…
Ktoś mną wczoraj manipulował, dla własnej korzyści. Grał mną, wciągnął w swoje gierki, ze strachu przed kimś innym. Gdy próbowałam się na to nie zgodzić, protestowałam, tak wszystko poprzekręcał, odwrócił kota ogonem, że wyszło na to, że to ja jestem winna. Było mi bardzo przykro, serce bolało. Tym bardziej, że to jest moje Dziecko. Kiedy wyszło z mojego pokoju, spojrzałam w Twoje Oblicze na obrazie i westchnęłam, żebyś mi pomógł. Żebym nie wypominała, nie wymawiała Dziecku tego co zrobiło. Żebym patrzyła na Nie z miłością. I gdy poszłam do Dziecka, wszystko mi przeszło! Przykrość i ból serca! Przeszło jak nożem uciął! Przeszło szybciej niż w sekundę!
„Dziękuję mój Jezu! Ja chcę patrzeć na moje Duchowe Dzieci z miłością. Chcę jak Ty…”
„Jesteś jak Ja, Monisiu Moja!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
„Dzięki Tobie! Dzięki Tobie, mój Jezu kochany!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! A On nakarmił mnie Swoim Ciałem. I szeptał mi do serca słowa miłości…
BLISKI, ZNANY I MALEŃKI
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem… Usmiechalam się do Niego radośnie!
„Mój maleńki Pięknisiu!” – szepnęłam z uwielbieniem.
„Moja słodka Pięknotko!” – wyszeptał Jezus z zachwytem.
Nagle Jezus zaczął stawać się baaaaaardzo potężny, daleki i nieznany! Patrzyłam w Niego przestraszona i niepewna! Mimo to, przytuliłam się do mojego umiłowanego całą sobą. A On objął mnie całą i przytulił jeszcze bardziej do Siebie.
Jezus był potężny, odległy i nieznany. A mimo to było mi u Niego bardzo dobrze! Czułam się jak u siebie!
Pomyślałam, że mój umiłowany zawsze JEST taki. Odległy i bliski zarazem, potężny i maleńki, znany i nieznany jednocześnie. Przyjęłam Go znajomego, bliskiego i maleńkiego, przyjmuję i dalekiego, nieznanego i potężnego.
„Mój maleńki Pięknisiu!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
„Moja słodka Pięknotko!” – wyszeptał Jezus ogniście.
Zanurzał mnie w Sobie. Zanurzał w oddaleniu, obcości, potędze… I znów stał się bliski, znany i maleńki.
U SIEBIE
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo, bardzo…
„O Jezuniu mój kochany… Jaka jestem zmęczona…” – szepnęłam z trudem.
Weszłam w mojego umiłowanego i położyłam głowę na Jego SERCU.
„Boli wszystko…” – westchnęłam.
„Taaak… Odpocznij maleńka Moja! Jesteś bardzo dzielna i mężna. Ale czasem trzeba sobie pozwolić na bezradność” – wyszeptał Jezus poruszony i wzruszony wielce.
Mój śliczny Jezus patrzył we mnie ogniście… A ja rzeczywiście czułam się bezradna. Nie z powodu cierpienia. Czułam się bezradna i bezbronna wobec MIŁOŚCI Jezusa! Miłość obezwładniała mnie… Pogładziłam dłonią SERCE Najdroższe, pieściłam JE.
„Jak dobrze mi TU, u… siebie!” – szepnęłam z mocą. Popatrzyłam w oczy Jezusowi. Do tej pory mówiłam: 'u Ciebie’. Jedno słowo, a tak wiele zmienia.
„Jakże się cieszę, maleńka Moja! Jakże się cieszę! Uszczęśliwiłaś Mnie niezmiernie!!! Wszystko Moje jest twoim, Moja śliczna Monisiu! Miód na Moje SERCE…”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie!
Mój Duchowy Synek nazywa mnie Pszczółką…
„Tak robisz miodek na Moje SERCE!” – wyszeptał Jezus z lubością.
Leżałam na SERCU Jezusa. I było mi dobrze. U siebie.
DAR DUCHA ŚWIĘTEGO
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach tańcząca. Patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko i głaskałam Go z czułością po policzku…
„Mój kochany… Mój słodki Jezu… Czy nie za ostro ja wczoraj do Ciebie? Nie zbyt poufale?” – spytałam z obawą.
„Czasem trzeba ostro, ogniście, maleńka Moja. A poufale? Uwielbiam taką poufałość!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
„A nie… grubiańsko?”
„Grubiańsko?! Nie! Skąd, Monisiu kochana!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Ale nie powiesz mi, że nie zrobiłeś tego specjalnie, kochany mój!”
„Specjalnie? Czego, Moja śliczna?” – spytał Jezus niby zdziwiony, ale rozpromieniony cały.
„Drążyłeś, wierciłeś mi dziurę w brzuchu z tym wrogiem!”
„Dlaczego miałbym ci wiercić dziurę w brzuchu i drążyć?!”
„Żeby pokazać jak jednym zdaniem umiem wytrącić wszystkie argumenty z ręki!”
Jezus patrzył we mnie ogniście!
„Tak, maleńka! Zrobiłem to specjalnie…”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie i dalej delikatnie głaskalam Jego policzek…
„Wiesz? Często mi się to zdarza… Gdy nie wiem co powiedzieć, nagle mówię coś takiego, że rozmówca nie wie co ma mi odpowiedzieć… To Dar wiem…” – szepnęłam zamyślona.
„Tak maleńka Moja. Dar Ducha Świętego, Pocieszyciela.”
„Podziękuj MU baaaaaardzo! Ode mnie! Proszę…”
„Dziękujesz MU za każdym razem gdy go używasz, Moja jedyna!”
Patrzyłam w Jezusa z lubością…
BRONIŁAM SYNKA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Wczoraj broniłaś swojego wroga!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Wroga?! On nie jest moim wrogiem!” – szepnęłam równie ogniście jak umiłowany.
„Nie przyjął twojego daru!” – wyszeptał Jezus.
„Nie przyjął, ale to nie znaczy, że jest moim wrogiem! Nie jest.”
„Nie przyjął twojego daru dla Mnie!” – wyszeptał umiłowany z naciskiem.
„Jest moim Duchowym Synkiem. A poza tym ja już o tym zapomniałam. A Ty nie?! Nie mów mi, że taki pamiętliwy jesteś!” – szepnęłam również z naciskiem.
Jezusowi na sekundę oczy błysnęły w uśmiechu! Zaraz jednak znowu wyszeptał:
„Wczoraj broniłaś swojego wroga!”
Tego mi było już za wiele! Wkurzyłam się i powiedziałam bez ogródek:
„Ty za nas, swoich wrogów umarłeś na Krzyżu. Więc nie nawijaj mi teraz o wrooo…” – nie dokończyłam! Jezus mi nie pozwolił. Zamknął mi usta pocałunkiem. Słodkim i ognistym!
„Wczoraj zrobiłaś tak samo. Jednym zdaniem wytrąciłaś wszystkie argumenty z ręki!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały Miłością i zachwytem wielkim.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Patrzyłam w Niego rozpromieniona…
Wczoraj po Mszy świętej przyszła do mnie moja Duchowa Córeczka, usiadła na kanapie, nabuzowana i rozemocjonowana. I pyta mnie:
– Moniś, co sądzisz o dzisiejszym kazaniu proboszcza?!
Spojrzałam na nią.
– Bardzo mi się podobało. Bardzo!
Córeczka w sekundę zgasła. Nabuzowanie i emocje opadły.
– Ale takie dłuuugie i zakręcone. Zakręcił się całkowicie! – próbowała jeszcze przekonywać.
– Może i było lekko przydługie. Ale piękne i mądre! Bardzo mi się podobało.
Córeczka zgasła całkowicie. Widząc, że ze mną o tym pogada, szybko zmieniła temat.
Wiedziałam, że nie chodziło jej o samo kazanie, lecz o jego treść. Nie bardzo się z księdzem proboszczem zgadzała. Ja natomiast zgadzałam się z nim w całej rozciągłości. W całej rozciągłości.
Jezus patrzył we mnie płonący. Ogniście patrzył. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
„Wczoraj broniłaś swojego Synka!”
Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha!
„O widzisz, teraz 'Synka’ mówisz!”
Jezus zaśmiał się cudnie! Perliscie i głośno! A ja wyszeptałam z naciskiem i żarem:
„Tak, broniłam mojego Synka!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem głęboko. Z miłością i uwielbieniem…