Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
„Wczoraj zapomniałam napisać, że mnie całowałeś… kochany mój Jezu! Ale to nieważne.”
Jezus uśmiechnął się do mnie łagodnie.
„Ważne, maleńka Moja. Ważne.”
„Przepraszam! Byłam taka oszołomiona…”
„Ważne, że cię całowałem, ale, zapomniałaś o tym napisać, nieważne!”
„Oczywiście, że całowałeś to ważne. Ważne! Ale powinnam też o tym napiii…”
Nie dokończyłam! Jezus zamknął mi usta pocałunkiem.
„Teraz napiszesz!” – wyszeptał ogniście.
Zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Pocałował mnie jak Oblubieniec całuje Swą Oblubienice. Czule i słodko i gorąco! I śmiało!
Potem całował mnie całą! Całował moje obolałe i zmęczone ciało. Każdy mięsień, nerw, kosteczkę. Całował moje biedne, maleńkie serce… Całował całym Sobą! W pocalunkach umiłowanego zawarta była czystość nieskazitelna. I miłość jaką mnie codziennie obdarowuje! Obdarza mnie Swoimi Łaskami. Jego Łaski są pocałunkami! Całuje mnie nieustannie! Teraz też mnie całuje. Oblubieniec całuje Swą Oblubienicę…
Miesiąc: sierpień 2022
MALUSIEŃKA
Rozmawialiśmy. I nagle słowa zaczęły jakby ulatywać… Stawały się coraz mniej ważne. Mniej i mniej… I stały się nieważne! Jeszcze przed chwilą rozmowa ciekawa i zajmująca, w sekundę stała nudna i nic nie warta!
Jezus patrzył we mnie ogniście. Płonący cały Miłością i zachwytem. I ja w Niego patrzyłam ogniście… To ON, Jezus był dla mnie najważniejszy i najbardziej zajmujący! A ja dla Niego. Wtuliłam się w Jezusa, całkowicie. Całą sobą! Objął mnie całą i przytulił mocno do Siebie. Zaczął mnie w Sobie zanurzać. Zatapial mnie w Sobie. Ukrywał mnie w Sobie. Zamykał w Sobie i otwierał na Siebie.
Wszedł we mnie, do mego serca. Maleńka, bielutka, krucha Hostia… Byłam oszołomiona! I bardzo, bardzo szczęśliwa! Jezus mój słodki patrzył we mnie z lubością… Patrzyłam Mu w oczy z zachwytem. I byłam jeszcze mniejsza! Malusieńka! I bardzo dobrze mi z tym było.
DLA TATUSIA I ZA DZIECIAKI!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Tańczylismy bardzo! Mój Umiłowany i ja. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem.
Nagle jakby osłabł, stracił siły.
„Dalej, mój Miły! Dla TATUSIA!” – szepnęłam z mocą.
Jezus jakby w jednej chwili odżył! W sekundę odzyskał siły!
„Dla TATUSIA!” – wyszeptał ogniście.
„Ja tańczę dla TATUSIA i za moje kochane Dzieciaki! A Ty?”-spytałam z uśmiechem od ucha do ucha.
„Dla TATUSIA i za dzieciaki!” – wyszeptał Jezus z lubością.
Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja! Wciąż tańczymy.
PORUSZONE SERCE
„Czyli to dla Ciebie ważne, że Twoje SERCE Najdroższe jest moją Własnością… Bo dla mnie ważne! Najważniejsze! Życie bym za NIE oddała! Najważniejsze!” – szepnęłam z mocą. Dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością. Drugą dłoń położyłam na SERCU Jezusa. Patrzyłam w oczy Jezusowi głęboko…
„I dla MNIE To Najważniejsze, Monisiu kochana! I dla Mnie!” – wyszeptał Jezus ogniście.
„Żebyś wiedział, mój Jezu!!! Żebyś wiedział…” – urwałam nagle. Spojrzałam Jezusowi w oczy! I przylgnęłam do Niego całą sobą. On, mój umiłowany objął mnie całą i przytulił mocno do Siebie.
„Co, żebym wiedział, Moja słodka?”
„Ty wiesz, kochany! Ty wiesz!”
Trwaliśmy wtuleni w siebie nawzajem… Mój słodki Jezus i ja.
„Moja Duchowa Córeczka spytała mnie wczoraj czy płakałam kiedy pisałam wczorajszą notkę. Odpowiedziałam, że nie…”
Jezus spojrzał we mnie łagodnie.
„Dość się w życiu napłakałaś, Monisiu. Teraz jest czas radości!”
„Ale chodzi o to, czy moje serce się wzruszyło, poruszyło…”
Jezus przerwał mi gwałtownie.
„Serce twoje jest wzruszone, poruszone od dawna. Jest poruszone Moją Obecnością.”
„Tak, to prawda. Nawet już o tym nie piszę. Gdybym miała o tym pisać, pisała bym ciągle…”
„Nie musisz o tym pisać, maleńka.”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
UŚMIECH MIŁOŚCI
„Wiesz mój Jezu… Czasem sobie myślę, zastanawiam się nad tym jakby to było gdyby mnie nie było. Gdybym się nie urodziła” – szepnęłam patrząc Jezusowi w oczy głęboko.
Jezus uśmiechnął się do mnie delikatnie.
„I co wymyśliłaś, Monisiu kochana?”
„Może i byłoby mniej bólu, cierpienia, płaczu. Ale i byłoby mniej szczęścia, radości i uśmiechu!” – szepnęłam uśmiechając się delikatnie. Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością.
A ja mówiłam dalej:
„Może moi rodzice nie płakali by dowiedziawszy się o mojej chorobie. Może by nie cierpieli. A i ja jako niemowlę bardzo długo płakałam. Lekarze, ani rodzice nie mogli dojść przyczyny płaczu. Może coś mnie bardzo bolało, dlatego płakałam? Ale nagle przestałam płakać i zaczęłam się uśmiechać! Rodzice odpowiadali na mój uśmiech uśmiechem, szczęśliwi niezmiernie! Uwielbiam się śmiać! Uśmiechać! Do moich Duchowych Dzieci często się uśmiecham, a One do mnie! Często żartujemy, śmiejemy się! Jest między nami uśmiech Miłości! Czyli Twój uśmiech, bo Ty jesteś Miłością!”
Jezus patrzył mi w oczy głęboko, poruszony niezmiernie! W Jego oczach szkliły się łzy…
„Nawet nie wiesz, nie wyobrażasz sobie, maleńka Moja ile dobra przez ciebie uczyniłem i jeszcze uczynię! Nie wyobrażasz sobie… Byłaś Moim pragnieniem od wieków. Gdy cię stwarzałem, kształtowałem, tkałem, widziałem ciebie. Widziałem cierpienia i bóle, ale przede wszystkim widziałem szczęście, radość. I Mój uśmiech na twej twarzy. Uśmiech Mojej Miłości” – wyszeptał Jezus ogniście. A po chwili jeszcze dodał:
„I Moje SERCE nie miałoby Właścicielki!”
„Eee… Na pewno ktoś inny by się znaaaa…”
Nie dokończyłam. Jezus zamknął mi usta pocałunkiem! Słodkim i ognistym.
„Moje SERCE nie miałoby Właścicielki! – wyszeptał z naciskiem.
Patrzyłam w mojego ślicznego, słodkiego Jezusa z uwielbieniem… A On uśmiechał się do mnie cudownie!
JESTEM NIESPODZIANKĄ
Obudziłam się. Obudziłam się i od razu otworzyłam oczy! Jezus pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył we rozpromieniony cały Miłością i zachwytem!
Dotknął dłonią mój policzek i głaskał go z czułością…
„Odpoczęłaś, maleńka Moja?”
„Taaak! Baaardzo dziękuję, mój Jezu kochany! Odpoczęłam. Ostatnie noce nie mogłam spać, a dziś spałam prawie całą noc! Dziękuję!” – szepnęłam z entuzjazmem.
Spojrzałam w oczy Jezusowi i spytałam nieśmiało:
„A Ty…? Odpocząłeś, mój śliczny?”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie! Od ucha do ucha!
„Ja wciąż odpoczywam… Na sercu twoim, Mojej poduszeczce. Mięciutko i wygodnie Mi baaaaaardzo!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę! Jak bardzo jestem szczęśliwa! Nawet nie wiesz, mój Jezu kochany…”
„Wiem, Moja Monisiu! Wiem!” – wyszeptał Jezus łagodnie.
„No tak! Ty wszystko wiesz. Nawet niespodzianki Ci zrobić nie mogę, bo wszystko wiesz!”
„Ależ możesz! Możesz i robisz!”
„Ale jak to…?” – spytałam zaciekawiona.
„Jako Bóg wiem wszystko, znam cały świat. Od podszewki. Stworzyłem go przecież i ukształtowałem. Ale jako Człowiek, przyszedłem na świat, jako niemowlę. Wszystko było dla Mnie niespodzianką, nowością. Odkrywałem wszystko jakby na nowo! I tak odkrywam ciebie, Monisiu kochana. Jako Bóg i jako Człowiek. I jesteś dla Mnie jedną wielką Niespodzianką. I to w jaki sposób traktujesz swe Duchowe Dzieci, jak się za Nie modlisz, jak Je błogosławisz, jak Je wychowujesz jest dla Mnie niespodzianką!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Patrzyłam w Niego z uwielbieniem i zachwytem… A On nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
PODUSZKA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały… W pewnej chwili jakby osłabł. Wyglądał na śmiertelnie zmęczonego.
„Ah… Jaki jestem zmęczony! A nie mam gdzie głowy złożyć…” – wyszeptał z trudem wielkim.
„Masz gdzie głowę położyć, kochany mój Jezu!”- szepnęłam z mocą.
Ujęłam Jego głowę w dłonie i ułożyłam na sercu moim.
„Zawsze masz gdzie głowę złożyć. Na sercu moim!”
„Dziękuję maleńka Moja! Dziękuję!”
„Moje serce jest bardzo szczęśliwe, że możesz na nim leżeć…”
„Ah! Jak Mi TU dobrze! Jak mięciutko!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
„Serce moje pragnie być Twoją poduszką!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha. Coś mnie tknęło!
„A nie jest za małe? Za wąskie? Za ciasne? Wygodnie Ci, mój słodziutki?” – spytałam wystraszona, że może umiłowanemu jest niewygodnie.
„Nie jest za male, ani za ciasne. Za wąskie też nie jest. Jest w sam raz! Akuratne. Idealne. Monisiu kochana…”
„Ale jakby co to możesz rozszerzyć, powiększyć…”
„Dziękuję, maleńka Moja!”
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie i rozpromieniony cały…
ODPOCZYWAJĄC…
Leżałam w objęciach Jezusa. Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie głęboko… Głaskalam Jego policzek i szeptałam:
„Kochany mój… kochany mój. Taka jestem zmęczona… Ale Ty jesteś zmęczony bardziej! Odpocznij we mnie mój Jezu! Odpocznij we mnie.”
„Odpocznij we Mnie, Monisiu kochana!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
Nakarmił mnie Swoim Ciałem. Przytuliłam policzek do policzka ślicznego Jezusa.
„Wczoraj dostałam od Ciebie tyle niespodzianek! Większych i mniejszych!
Wiesz mój Jezu… Całe moje życie jest jedną wielką Niespodzianką od Ciebie! Kiedy po urodzeniu zachorowałam, lekarze nie dawali mi szans na przeżycie. Postawili na mnie krzyżyk, jak to mówią. A ja żyję i mam się całkiem dobrze. Dzięki Tobie, Jezu! Tylko dzięki Tobie!”-szepnęłam z trudem.
„Moja śliczna! Moja śliczna…” – szeptał Jezus z lubością.
„Jak mogę Ci usłużyć, kochany?”
„Odpocznij we Mnie, Monisiu!”
„A!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa od ucha do ucha.
Schowałam się w umiłowanym ukryłam się w Nim cała. Położyłam głowę na SERCU Najdroższym. Odpoczywałam… A odpoczywając pieściłam SERCE Najdroższe. Całowałam, dotykałam, głaskalam… Delikatnie, z czułością.
Jezus patrzył we mnie poruszony cały.
NIEBA MI PRZYCHYLA
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja. Jezus obejmował mnie z tkliwością niesamowitą i w tańcu prowadził. Patrzyłam w Niego z uwielbieniem i zachwytem…
„Zadziwiasz mnie, mój Jezu słodki! Zadziwiasz na każdym kroku!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zaśmiał się perliscie!
Mówiłam dalej:
„Już myślałam, że w tym roku nic wielkiego mnie już nie czeka. A tu nagle… wczoraj! Grom z jasnego nieba! Nigdy nie myślałam…”
Patrzyłam w Jezusa uśmiechając się od ucha do ucha!
„Niespodzianka!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
Zaśmiałam się radośnie! Uszczęśliwiona!
„Zaczynam bać się tych Twoich niespodzianek! Przedwczoraj okularki, wczoraj TO! Zastanawiam się czym mnie dzisiaj zaskoczysz!”
„Niespodzianka!” – śmiał się Jezus cudownie.
Przytuliłam policzek do policzka umiłowanego.
„Żartowałam, mój Jezu kochany, żartowałam! Nie boję się Twych niespodzianek! Uwielbiam je! A jeszcze bardziej Ciebie uwielbiam!!!”
Jezus szeptał rozczulony caly:
„Pragnę Mojej maleńkiej choć trochę Nieba przychylić… Już tu, na ziemi. Pragnę przychylić Nieba!”
„Przychylasz, kochany. Ciągle przychylasz!
Tańczylismy bardzo w intymności wielkiej… Mój słodki Jezus i ja.
O OKU I NIE TYLKO
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„To się porobiło!” – szepnęłam uśmiechając się do Jezusa delikatnie.
„Damy radę!” – wyszeptał mój umiłowany z mocą.
„Ty i ja?”
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem.
„Zawsze! Z Tobą zawsze dam radę!” – szepnęłam z entuzjazmem.
Szepnęłam po chwili:
„Taka wada…”
„Dobrze, taka, a nie inna”-wyszeptał Jezus patrząc we mnie głęboko.
„Masz rację mój Jezu! Dobrze, że nie inna!”
Rozumieliśmy się bez słów.
„A ja właśnie ostatnio czytałam Ewangelię o oku: 'Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie rozświetlone. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności. Jeśli więc światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność!’.”
Przerwałam na chwilę i wpatrywalam się w mojego ślicznego Jezusa…
„Rozświetlasz moje ciało, mój Jezu. Więc myślałam, mam zdrowe oko. A tu…”
„To oko, o których Ja mówię, masz zdrowe, Monisiu kochana!”
„To dobrze. Ale jakbyś widział, że coś się z nim dzieje złego to od razu mów, proszę… mój kochany Doktorku!”
„Dobrze, Moja maleńka pacjentko jak marzenie!” – Jezus promieniał cały uśmiechem.
Uśmiechnęłam się i ja do Niego radośnie. Pani doktor powiedziała o mnie, że jestem pacjentką jak marzenie. Baaardzo długo przymierzała mi szkła, a ja cierpliwie odpowiadałam czy widzę lepiej czy gorzej.
Patrzyłam w Jezusa z uwielbieniem…