Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
„Jakaś ty piękna, Monisiu!” – szeptał mój śliczny z lubością.
„Dzięki Tobie, mój Jezu kochany. Ty mnie upiększasz, Sobą!” – szepnęłam uśmiechając się do Niego od ucha do ucha.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Promiennie!
„A pamiętasz, maleńka Moja jak na początku nie chciałaś uznać swego piękna? Nie widziałaś go w sobie? Nie chciałaś Mi uwierzyć?”
„Tak, wtedy go w sobie nie widziałam. Myślałam, że mówisz na wyrost. Teraz Ci wierzę.”
„A widzisz je w sobie?”
„Nie…”
„Szkoda, że nie widzisz…” – wyszeptał Jezus ze smutkiem.
Spojrzałam w oczy Jezusowi i zaśmiałam się radośnie!
„No, może trochę widzę!” – szepnęłam przekornie.
Jezus zaczął się śmiać i mnie łaskotać! Ja też się śmiałam! Smialismy się oboje, mój Jezus i ja!
Po jakimś czasie Jezus już przestał mnie łaskotać. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim…
„A to Źródło Miłości naprawdę jest moje? Należy do mnie?” – spytałam nieśmiało.
Jezus skinął głową twierdząco i cudnie się do mnie uśmiechnął.
„Będę przyprowadzać do Niego moje Dzieciaki. Będę Je do Niego prowadzić!” – szepnęłam z mocą.
„Już Je prowadzisz, maleńka!”
„Już?!”
Jezus znów skinął głową twierdząco i patrzył we mnie ogniście.
JUŻ?!
Category: (NIE) MOJE MYŚLI