Jezus trzymał mnie w objęciach. Nakarmił mnie Swoim Ciałem. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim!
„Wiem, Monisiu, że uradowałaś, uszczęśliwiłaś kogoś w te Święta!” – wyszeptał z ogniem.
Zaskoczył mnie, że o tym chce rozmawiać! Święta już minęły. A ja nie bardzo chciałam o tym mówić. Ale skoro On chce… Ok!
„Tak!” – potwierdziłam nieśmiało.
„A w jaki sposób ucieszyłaś?”
„Dałam obraz!”
„Obdarowałaś kogoś swoim obrazem?! Pięknie!”
„Dałam dwa, do wyboru, dwie 'Madonny z Dzieciątkiem. I pani wybrała jedną z nich.”
„A jak zareagowała na prezent od ciebie?!” – dopytywał Jezus tak jakby nie wiedział.
„Zdziwiła się baaaaaardzo! I baaaaaardzo ucieszyła! Popłakała się z radości… Powiedziała, że myślała, że nic ją już nie spotka, a tu coś takiego! Obcałowała mnie i dziękowała bardzo!”
Patrzyłam w mojego Jezusa z nieśmiałą radością i szczęściem wielkim!
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko…
„To Mnie tak bardzo uradowałaś i uszczęśliwiłaś, Monisiu kochana!
„Wiem. Ale wolałabym, żeby to było ukryte!”
„Nie czytałaś? 'Nie ma nic ukrytego co by na jaw nie wyszło’?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Czytałam! Bo Ty lubisz się wygadać! Gaduła jesteś, kochany!” – zaśmiałam się perliscie.
„O tym nie można milczeć, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus rozpromieniony cały.
Miesiąc: grudzień 2021
PROROKINI ANNA

„Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jeruzalem.”
Prorokini Anna. Z zapisu św. Łukasza możemy wnioskować, że nie miała łatwego życia. Po kilku latach małżeństwa umarł jej mąż. Została wdową. Kobietą ubogą i na marginesie społeczeństwa. Anna nie poddała się jednak rozpaczy, bólowi po stracie męża. Nie poddała się się smutkowi i narzekaniu, zgorzknieniu. Poddała się Bogu! Oddała się Mu! Podporządkowała Jemu całe swoje życie. W Łukaszowej Ewangelii ukazana jest już jako staruszka. Staruszka, która całe dnie i noce spędza w Świątyni na modlitwie. Nie je, nie pije, nie śpi. Modli się! Błaga, przeprasza, dziękuje. Uwielbia! Żyje w świetle Bożego Oblicza. W Jego Miłości, radości i szczęściu. A Bóg błogosławi Annę i obdarowuje ją niezwykłą łaską. Darem prorokowania. Mówi o Nim! Ogłasza zbawienie wszystkim, którzy Go oczekują. W Ewangelii nie jest napisane, czy prorokini Anna widzi jak Miriam i Józef przynoszą Dzieciątko Jezus do Świątyni. Nie jest napisane, czy widzi Tego, o których prorokuje. Ale może nie musi, nie potrzebuje Go widzieć! Może żyje w tak wielkiej zażyłości i bliskości z Jezusem, że nie potrzebuje Go widzieć. Może już dawno widzi, nosi Go w swoim sercu? Może pieści Go, adoruje, uwielbia…
Prorokini Anna. Staruszka o uśmiechniętym sercu. Staruszka o sercu dziecka. Uśmiecha się dzisiaj do nas z góry!
ROZKOSZ SAMA…
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. I znów znalazłam się w moim sercu! I w objęciach trzymałam Dzieciątko! Nowonarodzone Dzieciątko Jezus! Uśmiechało się do mnie cudownie! I ja uśmiechałam się do Niego radośnie! Uszczęśliwiona i uradowana cała! Na sercu było mi ciepło i błogo…
„Jak mogę Ci usłużyć, Maleńki mój?” – spytałam z miłością.
„Pocałuj Mnie, Monisiu!” – szepnęło SERCE Najdroższe.
Aż podskoczyłam z radości! Wydawać by się mogło, że służba jest czymś trudnym, wymagającym jakiegoś wysiłku. Tymczasem to czysta radość i szczęście! Rozkosz sama! Pochyliłam się i ucałowałam stópki, rączki i oba policzki.
„Tak mogę Ci służyć do końca życia! I całą wieczność, kochany!” – szepnęłam z mocą.
„Rodzice służyli Mi czułością. Pasterze zadziwieniem. Mędrcy zachwytem. A Herod… sama wiesz, maleńka Moja…”
„Wiem!”-szepnęłam ze smutkiem i bólem.
Znów zaczęłam całować Maleńkiego… On uśmiechał się do mnie przepięknie. A na sercu moim było mi miękko, ciepło i błogo…
ŻYCIE W BOŻEJ ŚWIATŁOŚCI

„Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności.“
Dzisiaj święto św. Młodzianków, niemowląt zamordowanych w Betlejem i okolicy na rozkaz króla Heroda. Herod tak bardzo obawiał się nowonarodzonego Króla żydowskiego, że kazał wymordować wszystkich chłopców w wieku do dwóch lat.
W jak wielkiej trzeba żyć ciemności, żeby obawiać się bezbronnego dziecka! W jak wielkiej duchowej ciemności trzeba być, aby bać się Mesjasza! Żeby traktować Go jak rywala, przeciwnika, wroga! Herod szedł do władzy po trupach. Wymordował całą rodzinę! Był chciwy władzy. Chciwość jest zawsze głodna, nienasycona, nienażarta. Pragnie więcej i więcej. Nie cofnie się przed niczym. Nawet przed morderstwem! Taka chciwość przeradza się w żądzę, a żądza w obsesję! Taka ciemność jest iście szatańska. Człowiek owładnięty taką ciemnością już nie wie co robi. Jak ślepy prze po omacku. Po trupach do celu.
A Bóg jest światłością. I nie ma w Nim żadnej ciemności! Ani odrobiny, ani okruszka, ani pyłku. Tylko światłość! Tak jasna, że ciemność jej nie ogarnie. Nie ma do niej dostępu. Mędrcy choć poganie, odkryli Światłość szli do Niej. Pokłonili się Jej i Nią zachwycili. Król Herod uciekał przed Nią. W swej obsesji od Niej uciekał, a jednocześnie chciał zabić!
Strzeżmy się takiej ciemności!! Wyrzeknijmy się ciemności grzechu, pychy i kłamstwa. A żyjmy w Bożej Światłości! W Jego łasce i Miłości! Idźmy za Nią, a będziemy mieć światło Życia. Teraz i w wieczności!
W ZACHWYCENIU!

Gdy patrzę na nowonarodzone Dzieciątko Jezus leżące w żłobie ogarnia mnie zdumienie nad pokorą Boga! Zadziwienie i zachwyt jednocześnie. Rozczulenie i onieśmielenie… Przedwieczne Słowo staje się Niemowlęciem. Nie może wypowiedzieć słowa… Nie umie mówić. Potężny, Wszechmocny i Wszechmogący staje się maleńki, bezbronny i bezradny. Oddaje się w ręce ludzi. Wydaje się im! Od urodzenia! Zdany na ich łaskę i niełaskę… Ludzie mogą zrobić z Nim wszystko. Ja mogę zrobić z Nim wszystko! Mogę dotykać Dziecię. Mogę Je objąć, wziąć na ręce, przytulić. Mogę spojrzeć Mu w oczy, mogę się do Niego uśmiechnąć. Mogę Je pocałować! Pieścić… Mogę poczuć Jego oddech. Bicie SERCA… Odległy, daleki, nieznany Bóg, staje się Bogiem bliskim. Emmanuelem! Bogiem z nami.
Choć Święta już minęły, ja wciąż trwam w zachwyceniu nad cudem Bożego Narodzenia!
WOLA OJCA
Trzymałam w ramionach Dzieciątko… Uśmiechałam się do Niego radośnie! I Ono uśmiechało się do mnie… Cudownie! Patrzyłam w Jego duże oczka, patrzyłam. I się zapatrzyłam… Stawałam się coraz mniejsza i mniejsza… Nagle spostrzegłam ze zdumieniem, że to ja leżę w objęciach Dzieciątka! Było mi dobrze, miękko na sercu i błogo. Rozmyślałam…
„«Czemu Mnie szukaliście? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» Byłeś dla Swoich ziemskich Rodziców oczkiem w głowie. Byłeś Ich Synkiem umiłowanym. Byłeś dla Nich najważniejszy! Gdy byłeś maleńki, Miriam tuliła Cię do Serca, pieściła. Karmiła, przewijała. Troszczyła się o Ciebie. Józef tak samo. Gdy miałeś 12-lat, nie byłeś jeszcze dorosły. Według Prawa chłopiec staje się dorosłym w wieku 13 lat. Podczas uroczystości bar micwy chłopcy wzywani są po raz pierwszy do odczytania fragmentu Tory oraz wygłoszenia do niej własnego komentarza. Od tej pory młody człowiek może czytać i komentować Pismo. Może dyskutować na jego temat z innymi. Gdy się 'zgubiłeś’ w Jeruzalem byłeś jeszcze dzieckiem. Rodzice po ludzku się o Ciebie martwili. I gdy odnajdują Cię w Świątyni jerozolimskiej, wśród uczonych i słyszą taką Twoją odpowiedź, nie wiedzą co myśleć. Nie rozumieją Twojej odpowiedzi, a tym samym nie rozumieją Ciebie. Wydaje się, że Miriam powinna wiedzieć, że jesteś kimś niezwykłym. Że jesteś Synem Bożym. Przecież poczęła Cię w cudowny sposób. Na własne oczy widziała spełniające się proroctwa. Teraz wygląda jakby o tym wszystkim zapomniała. Ty pokazujesz Rodzicom, że nie przyszedłeś tylko do Nich, ale do całej ludzkości. Że nie jesteś Ich własnością. Mówisz, że Świątynia należy do Twego Ojca Niebieskiego, a tym samym do Ciebie. To Twoje miejsce. Ale przede wszystkim dajesz Rodzicom do zrozumienia, że najważniejsza jest dla Ciebie Wola Ojca. Przyszedłeś na świat, aby pełnić Jego Wolę. Pełnić i wypełnić, do końca. Wola Ojca jest Twoim pokarmem. Twoim życiem… A jaka jest ta Wola? Aby całą ludzkość przyprowadzić z powrotem do Domu. Synom marnotrawnych przywrócić godność dzieci Bożych! Wlać do serc ludzi pewność, że są umiłowanymi dziećmi. Przybranymi braćmi i siostrami Jezusa. Jakie to piękne!”
DZIĘKI!
Jezus patrzył we mnie z lubością i zachwytem wielkim… Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa rozpromieniona cała!
„Spojrz, Monisiu! To twoje serce!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
I zobaczyłam serce moje… A w nim Dzieciątko! Nowonarodzone Dzieciątko… Wypełniało całe moje serce! Dzieciątko uśmiechało się do mnie cudownie i patrzyło we mnie wielkimi pięknymi oczkami… Byłam szczęśliwa ogromnie! Radość, pokój i błogość zalewały mi serce… Objęłam Dziecię z miłością. A ono przytuliło się do mnie… wtuliło się całkowicie! I ja się w Nie wtuliłam. A moje serce szeptało:
„Dzięki za Twoje Wcielenie!
Dzięki za Twe Narodzenie!
Dzięki za Twe uniżenie!
Za Miłość i bliskość dzięki!
Jezu Malusieńki!”
WIELKA MIŁOŚĆ!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam w Jego objęciach i rozmyślałam…
„Wielka Miłość nie potrzebuje być w centrum, aby się narodzić. Wystarczy Jej ubocze, obrzeże, peryferia miasta. Wielka Miłość nie potrzebuje zgiełku, hałasu, aby przyjść do ludzi. Wystarczy Jej prostota i cichość szopki. Wielka Miłość nie chce wygód, nie jest wybredna. Wystarczy Jej twardy, zimny żłób dla zwierząt. Wielka Miłość pragnie tylko jednego. Ciebie! Pragnie twej miłości, twego serca. Twej bliskości… Może jesteś teraz na obrzeżach, na peryferiach Kościoła. Może jest w tobie hałas, zgiełk nieuporządkowanych przywiązań. Może twoje serce jest twarde i zimne jak żłób betlejemski. Wielkiej Miłości to nie przeszkadza! Wystarczy tylko, że uchylisz Jej drzwi swego serca i zaprosisz do środka. Wielka Miłość ogrzeje, rozpali, rozświetli, uciszy twe serce! Zaprowadzi cię z powrotem na łono Kościoła. I znów będziesz mógł wzrastać, dojrzewać i wydawać owoce! Znów będziesz żył w blasku, w świetle Wielkiej Miłości! Maleńka Wielka Miłość…”
WIELKIE RZECZY!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem… Ja patrzyłam w mojego Ślicznego jak urzeczona…
„Wielkie rzeczy mi uczyniłeś, kochany mój Jezu! Wielkie rzeczy!!! Mi uczyniłeś! Wciąż czynisz!!!”-szepnęłam z mocą.
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Bo uświadomiłam sobie, że powtarzam słowa, które wyśpiewała Miriam! I mogę Jej słowa przyjąć jako moje! Jako moje własne! Ostatnio odkryłam ze zdumieniem, że Magnificat umiem na pamięć, choć nigdy się go świadomie się nie uczyłam. Samo weszło mi w serce… I mogę powiedzieć, że Magnificat, pieśń uwielbienia jest też moim uwielbieniem.
Tak… Wielkie rzeczy czyni mi Wszechmocny! Święte jest Jego Imię!
I usłyszałam szept mego serca:
„Bóg pokornym daje łaskę. W sercach pokornych i cichych znajduje upodobanie. W nich czyni wielkie rzeczy! W sercach szczerych, czystych i prostych. W sercach ludzi kochających Boga. Dla których On i Jego wola jest najważniejsza! Ważniejsza niż życie! Ich też wywyższa, tak jak wywyższył Miriam, pokorną służebnicę. Która uwierzyła Bogu na Słowo. I to Słowo się w Niej poczęło i narodziło. Słowo stało się Ciałem. Najpierw dla Miriam. W Miriam. A potem dla wszystkich, którzy przyjmą Słowo do serca. Którzy będą Nim żyć. Słowo pragnie stawać się Ciałem. W nas. I czynić wielkie rzeczy. W nas. I przez nas!”
Jezus patrzył we mnie głęboko…
„Czynię ci wielkie rzeczy, bo Mi na to pozwalasz, Monisiu kochana!” – wyszeptał z ogniem.
Patrzyłam w mojego ślicznego, słodkiego Jezusa jak w Obrazek…
CUD!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i patrzył we mnie z lubością… Patrzyłam w mojego ślicznego Jezusa zakochana i zachwycona cała! Dotykałam dłonią Jego policzek i głaskalam go z czułością…
„Jak można Ciebie nie chcieć, kochany?! Jak można za Tobą nie tęsknić! Jak można Ciebie nie pragnąć! Jak można?!”
Umiłowany rozpromienił się bardzo nade mną. A ja głaszcząc Jego policzek, rozmyślałam:
„Adwent powoli dobiega końca. Jak go spędziliśmy? Na radosnym oczekiwaniu i modlitwie, czy na gorączkowych zakupach? Gdzie go spędziliśmy? W kościele, czy też może w galeriach handlowych? Pytam, bowiem w jaki sposób spędziliśmy Adwent, tak spędzimy Święta. Co dla nas jest najważniejsze w Świętach? Gwiazdka? Choinka? Prezenty? A gdyby tego wszystkiego, całej tej otoczki nie było? Gdyby było tylko Dzieciątko?! Tylko Ono! Aż Ono! Bo przecież to Ono, nowonarodzone Dzieciątko Jezus jest Sensem, Istotą Świąt! To Jego narodziny świętujemy! Gdyby było tylko Ono? Czy też byśmy się cieszyli? W oryginale Ewangelii św Łukasza jest napisane, że Jan Chrzciciel zatańczył z radości w łonie Elżbiety, że Chrystus go nawiedził. Zatańczył z radości! Może nam dzisiaj brakuje tej czystej radości Jana. Może brakuje zadziwienia, zdumienia pastuszków. Może brakuje zachwytu mędrców. Nie szukajmy magii Świąt! Odkryjmy na nowo cud Bożego Narodzenia!”