„Czekałam, czekałam i się doczekałam!” – zaśmiałam się perliście.
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem!
Czekałam na wózek elektryczny, potem na kółko do wózka. Czekałam na łóżko. I w końcu wszystkiego się doczekałam!
„Warto było czekać! Ale o wiele bardziej warto czekać na Ciebie! Warto czekać, tęsknić, pragnąć! Aż po mnie przyjdziesz, weźmiesz mnie na rączki i zabierzesz do Siebie! Warto o Ciebie zabiegać! Ale jak…? Powiedz mi proszę, kochany mój Jezu! Bo ja nie wiem…”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie! Z czułością…
„Od dawna o Mnie zabiegasz, czekasz, tęsknisz, pragniesz, maleńka Moja. A nie wiesz jak?! Wiesz! Więc ty Mi powiedz jak. Jak na Mnie czekać?”
„Na pewno nie bezczynnie. O sprawy ziemskie zabiegałam, 'chodziłam’ koło nich, dopytywałam, pisałam!”
Zamilkłam na chwilę i szeptałam dalej:
„Jak na Ciebie czekać? Z miłością! Kochać Boga i ludzi! Rozsiewać miłość wokół siebie. Rozdawać ją na lewo i prawo! I spalać się w miłości, oddając siebie!”
Jezus patrzył we mnie ogniście! Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś!
„No widzisz, maleńka Moja! Mówiłem, że wiesz!”
Trwaliśmy razem serce przy SERCU, policzek przy policzku. Mój Oblubieniec i ja.
Miesiąc: wrzesień 2023
POD WPŁYWEM JEZUSA
Jezus przytulił policzek do mojego policzka. Trwaliśmy w miłosnym milczeniu. A nasze serca rozmawiały:
„Wszystko co robisz jest piękne, maleńka Moja.”
„Wszystko?! Naprawdę?!!” – w głosie serca pojawiła się nutka niepewności.
„Zobacz: żyjesz pięknie. Pięknie troszczysz się o swoje Dzieci. Dbasz o nie. Pięknie za nie tańczysz. Pięknie malujesz, piszesz, układasz…”
Moje serce poruszyło się!
„A skoro o układaniu mowa to chciałabym już…”
„Wstrzymaj się z tym jeszcze, najmilsza Moja. Zaczekaj.”
„Dobrze, kochany!”
„I pięknie Mnie słuchasz, Moniko. Wszystko co robisz jest piękne!”
Od razu naszła mnie myśl o moich słabościach, wadach i grzechach! Czy mój Oblubieniec ich nie widzi, nie zauważa??! A może nie chce ich widzieć? Może chce go widzieć we mnie tylko dobro? O nie się troszczyć. Je pielęgnować! Pomnażać.
Umiłowany patrzył we mnie ogniście, rozpromieniony cały.
„Wszystko co robisz jest piękne, Moniko!” – powtórzył z naciskiem.
„Jeśli tak jest to tylko dzięki Tobie, mój Jezu słodki! Tylko dzięki Tobie! Masz na mnie dobry wpływ!”
„Tak, właśnie, Moniczko jesteś pod Moim wpływem!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Jestem pod Twoim wpływem. I tylko dzięki temu wszystko co robię może być piękne!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością. Wtulił mnie w Siebie. Przytulał i otulał Sobą. Zanurzał w Sobie bardziej i głębiej. Odpoczywaliśmy w sobie nawzajem.
O WSZYSTKIM!
„Mój kochany! Mój słodziutki!”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie, przytulił policzek do mojego policzka i wyszeptał ogniście:
„Najmilsza Moja!”
Trwaliśmy w miłości i intymności bez granic!
W pewnej chwili na mojej twarzy pojawił się grymas bólu.
„O mój Jezu, jak głowa mi pęka. Boli. I jelita i stawy, i mięśnie.”
I szybko dodałam:
„Mój kochany… ja Ci tu narzekam i marudzę! Ty cierpiałeś w milczeniu. I ja tak powinnam. Chcę! Przepra…”
Jezus nie pozwolił mi dokończyć! Zamknął moje usta słodkim pocałunkiem.
„Nie marudzisz, nie narzekasz, maleńka Moja. Po prostu mówisz, że cię boli. To co się innego.”
Umiłowany spojrzał we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały!
„Mów Mi o wszystkim, Moniko kochana!”
„Przecież Ty wszystko wiesz, mój Jezu!”
„Wiem. Ale pragnę cię, Moniko odkrywać. Poznawać twój punkt widzenia.”
„Znasz mnie. Znasz mój punkt widzenia, mój słodki Jezu!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością…
„Gdy mówisz Mi o wszystkim, poznaję cię Moniko jakby na nowo. A ty odkrywasz się przede Mną i przed sobą samą. Stajesz się przeźroczysta.”
Uśmiechnęłam się do mojego Oblubieńca od ucha do ucha!
„Mam Ci mówić o wszystkim, mój słodki Jezuniu?”
Jezus skinął głową z promiennym uśmiechem.
„Zaczęłam malować Dobrego Pasterza. Pasterza i owieczkę. To nasza relacja. Miłość nasza wzajemna! Pomóż mi, proszę, aby mi się udało to pokazać. Bo bez Ciebie nic!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z tkliwością. Znów przytulił policzek do mojego policzka. Trwaliśmy razem wtuleni w siebie nawzajem. Pasterz i Jego maleńka owieczka.
ADORUJĘ I ROZPIESZCZAM
Jezus trzymał mnie w objęciach i tulił do SERCA Swego. Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie poruszony i wzruszony cały. Leżałam w Jego ramionach tańcząca bardzo. Było nam słodko, rozkosznie i błogo…
„Powinnam mówić za siebie. Przepraszam, mój śliczny!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie i wyszeptał z czułością:
„Pozwól więc, że powiem za Siebie. Jest Mi słodko, rozkosznie i błogo z Moją maleńką duszyczką, Moniczką!”
Uśmiechnęłam się do mojego Oblubieńca radośnie! Szczęśliwa cała, a jednocześnie oszołomiona i zawstydzona…
Jezus patrzył we mnie ogniście!
„Uwielbiam się w ciebie wpatrywać, maleńka Moja!” – wyszeptał żarliwie.
„Zawstydzasz mnie, kochany! Rozpieszczasz i… adorujesz! Tak! Adorujesz mnie! To ja pragnę rozpieszczać i adorować Ciebie, kochany mój Jezu!”
Jezus patrzył we mnie głęboko.
„Rozpieszczasz Mnie i adorujesz, Moniko. Adorujesz Mnie swoim życiem i tańcem. Adorujesz Mnie pięknym uśmiechem w cierpieniu. Rozpieszczasz i adorujesz Mnie swoimi myślami, słowami i czynami. Malowaniem i pisaniem.”
„Bardzo pragnę…”
„Adorujesz Mnie i rozpieszczasz.”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem w miłości i intymności bez granic. I było nam słodko, rozkosznie i błogo…
INNA
Trwaliśmy wtuleni w siebie nawzajem, złączeni w jedno. A nasze serca rozmawiały: „Tak, Moniko. Żyjesz dla Mnie i umierasz dla Mnie.”
„Umieram?”
„Tak, każdego dnia gdy cierpisz i tańczysz dla Mnie. Umierasz, a Ja cię ożywiam! Codziennie stajesz się bardziej Inna.”
„Bardziej Inna?”
„Podobna do Mnie. Ja Jestem Inny.”
„A no tak. Jesteś Inny.”
W tym momencie moje myśli pobiegły do jednego z moich Duchowych Synów. Zaśmiałam się wesoło!
„On nie wie, że piszę bloga. Piszących blogi traktuje niepoważnie i kpiąco. Drwi z nich! Uważa, że blogi piszą celebryci, albo ci, którzy nic w życiu nie robią. Ciekawe jakby zareagował na mojego bloga?” – spytałam z uśmiechem.
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie.
„Byłby w szoku!”
„Najpewniej! Myślę, że na razie Synkowi tego szoku oszczędzić. Może kiedyś się dowie.”
„On i bez bloga widzi twoją i inność, maleńka Moja Moniczko.”
„Widzi?”
„Widzi. I nie może się nadziwić jak bardzo jesteś inna od niego…”
Spojrzałam mojemu Oblubieńcowi w oczy głęboko.
„Często tak patrzy na mnie jakby widział mnie pierwszy raz w życiu…” – szepnęłam nieśmiało. I dodałam:
„Chcę, żeby inni ludzie widzieli we mnie to o czym piszę na blogu…”
„Widzą, Moniko kochana. Widzą!”
„Ja bloga piszę dla Ciebie, kochany mój Jezu. Aby dać świadectwo. A po drugie po prostu lubię.”
Trwaliśmy w miłosnym przytuleniu. Mój Oblubieniec i ja.
DOCZEKAMY SIĘ!
Jezus przytulił policzek do mojego policzka. Trwaliśmy razem w miłości i intymności bez granic. Było nam rozkosznie i błogo.
„Uwielbiam Ciebie, mój kochany!”-szepnęłam ogniście.
„Uwielbiam cię, Moja słodka!”-wyszeptał Jezus żarliwie. Oczy Mu płonęły miłością i zachwytem. Uśmiechnęłam się do mojego Oblubieńca radośnie.
„Co mogę zrobić dla Ciebie, mój śliczny?”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Wszystko co robisz, robisz dla Mnie, ze Mną i we Mnie, Moniko kochana!”-wyszeptał Jezus z tkliwością.
Wyciągnął dłoń i zaczął dotykać i pieścić moje biedne, zakochane serce.
„Twe serce bije dla Mnie, maleńka Moja!”
„Żyję dla Ciebie i umrę dla Ciebie! Już się nie mogę doczekać, aż przyjdziesz po mnie i weźmiesz mnie na rączki! Nie mogę się doczekać! Nie mogę się doczekać, kochany mój Jezu!” – szepnęłam z głębi serca.
„Doczekasz się, doczekasz, najmilsza Moja! Oboje się doczekamy!”
„Ty też nie możesz się doczekać, mój słodki?” – spytałam z uśmiechem.
Jezus odpowiedział mi ognistym pocałunkiem. Na sercu było mi rozkosznie i błogo i słodko…
ROZKOSZ!
Jezus patrzył we mnie ogniście!
„Jesteś Moją Rozkoszą, Moniko!”-wyszeptał porusezony cały.
Patrzyłam w mojego Oblubieńca zawstydzona i zakłopotana…
„Rozkoszą?! A kimże ja jestem, by być Twoją Rozkoszą?! Niczym! Nędzą i nicością!”
Jezus patrzył we mnie z lubością i ogniem. Jego spojrzenie przenikało mnie na wskroś.
„Jesteś Moim stworzeniem, Moim Dziełem. Moim Darem dla świata! Jesteś Moim dzieciątkiem najmilszym. Moją słodką, maleńką Moniczką! Rozkoszą Moją jesteś! Im bardziej się uniżasz tym bardziej wywyższać cię będę!”
„Panie Jezu…”
Jezus przerwał mi gwałtownie!
„Jestem twoim Panem?!” – wyszeptał niemal z bólem.
„Jesteś moim Bogiem i Panem i Królem! Moim umiłowanym Oblubieńcem! Moim słodkim Jezuskiem. Moim malusim milusim! Rozkoszą moją jesteś…”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie. Przytulił policzek do mojego policzka. Trwaliśmy razem SERCE przy sercu. Zanurzeni w sobie nawzajem. Było nam rozkosznie…
TANIEC MIŁOŚCI
„Zraniłam Cię Jezu kochany! Przepra…!”- ucałowałam z miłością i uwielbieniem dłonie Jezusa.
Jezus przerwał mi gwałtownie!
„Nic się nie stało, maleńka Moja!”
„Ale ja…”
Widziałam w oczach umiłowanego mojego tylko miłość i rozczulenie.
„Nic się nie stało Moniczko słodka. Naprawdę. Nic!”
„Serce mnie boli…”
„Zaraz przestanie cię boleć. Zaraz przestanie!”
I mój Oblubieniec porwał mnie do tańca! Szalonego, ognistego i namiętnego! Do tańca miłości. Tańcząc zanurzał mnie w Sobie bardziej i głębiej i mocniej.
Serce natychmiast przestało mnie boleć. Było mi rozkosznie i błogo.
„Jezu mój, Miłości moja! Ty jesteś mój, ja jestem Twoja!” – szepnęłam z mocą.
„Moja słodka! Moja śliczna! Najmilsza Moja!”
Tańczyliśmy razem. Policzek przy policzku i serce przy SERCU! Tańczyliśmy nasz taniec miłości…
JEZUS
Ucałowałam Miłość siarczyście. A Ona porwała mnie i wzięła w objęcia! Byłam cała otulona Miłością! W Niej zanurzona! Zatopiona… Cała w Miłości.
„Mój kochany…” – szepnęłam z lubością.
„Moja słodka Moniczko!”
Miłość patrzyła mi w oczy głęboko. Żarliwie. Ogniście. Patrzyłam w oczy Miłości zamyślona…
„Miłość jest mi oddana, ufającą i wierna. A nade wszystko kocha. Pragnie kochać! I być kochaną! Jak bardzo Miłość w dzisiejszym świecie jest niekochana! Odrzucana, odpychana, poniewierana… Zdradzana!
Miłość pragnie miłości, oddania, zaufania, wierności…”
Miłość patrzyła mi w oczy głęboko.
Przytuliła policzek do mojego policzka. Trwaliśmy razem w intymności bez granic. Miłość i ja. Bo Miłość ma na Imię Jezus!
BEZ SŁÓW
Leżałam w objęciach Oblubieńca mojego tańcząca bardzo. Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie poruszony i wzruszony wielce. Rozmyślałam i uśmiechałam się do Jezusa i do moich myśli.
Myślałam o jednym z moich Duchowych Dzieci, o moim kochanym Synku.
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością.
„Dzięki swej niemocy uczysz Dzieci porozumiewania się bez słów. Ponad słowami.
„Ale pięknie wyszło, prawda?”-spytałam z uśmiechem.
„Bardzo pięknie, maleńka Moja Moniczko!”
„Wiesz mój Jezu kochany? Myślę, że to mu pomogło.”
„Nawet nie wiesz jak bardzo. Nawet najdrobniejszy gest miłości znaczy więcej niż miliony słów!”
Zamyśliłam się znów… Przede wszystkim z umiłowanym moim Jezusem porozumiewam się bez słów. Rozumiemy się bez słów. Poza tym słowa są zbyt małe, zamykają, są niezdarne i ulotne. Uwielbiam wpatrywać się w umiłowanego w milczeniu. On patrzy we mnie, ja w Niego. Nic więcej nie trzeba!
„Nawet notki trudno mi pisać. Słów brakuje! A słyszę głosy, że one 'świecą’.”
Jezus patrzył we mnie głęboko…
„Ty Mną świecisz, jaśniejesz. To i twoje notki jaśnieją Moim światłem, maleńka Moja.”
Uśmiechnęłam się do umiłowanego radośnie. Trwaliśmy razem w miłości i intymności. Bez słów.