Czym jest dla mnie śmierć? To przejście. Przejście w Inny Świat. Powrót. Do Świata, w którym się już było i do którego się tęskni. Ja tęsknię całym swoim jestestwem i pragnę Tam wrócić.
Śmierć to przejście. W Pełnię, w Światło, w Miłość. W ŻYCIE.
To życie w Umiłowanym. Powrót do Niego.
Nie bardzo rozumiem dlaczego śmierć się kojarzy z czymś złym, smutnym, tragicznym. Szczególnie dla katolików. „Strata”, żałoba, płacz, żal. A przecież nasza wiara opiera się (też) na Zmartwychwstaniu. Krzyż bez Zmartwychwstania nie byłby zwycięstwem. Bez zmartwychwstania nie było by radosnego ALLELUJA. Nie byłoby Drogi powrotu. I my już żyjemy w perspektywie tego powrotu
Powrotu do Ukochanego.
Miesiąc: październik 2016
MIŁOŚĆ I CUDA
Zmeczona jestem, ale szczęśliwa bardzo!! Bardzo!!! Ukochany mój Tak bardzo mnie kocha!!! Udowadnia mi to, choć nie musi, pokazuje tę miłość wciąż!
Jak wiecie maluję obraz do kościoła na 100-lecie Objawień Fatimskich. Najtrudniejsze, tj twarze Św. Dzieci zostawiłam na koniec. „Jak ja je namaluję… one takie maleńkie”- martwiłam się.
Dziś jednak zaczęłam Je malować. I… o dziwo! Zaczęły wychodzić! Bez problemu wyszły! Twarze Łucji i Franciszka prawie gotowe!


Jeszcze jak wyschną, położe na Nie trochę światła. Reszta już z górki. Pikuś 🙂
Ale to jeszcze nic!
Moje Duchowe Dziecko, które na początku było sceptycznie (krytycznie wręcz) było nastawione do tego, że zgodziłam się namalować ten obraz („nie da rady, nie zdąży!”), teraz patrzy i się dziwi. A dziś jak zobaczyło namalowane te maleńkie twarze Dzieci, zaczęło płakać, dziękować Bogu i chwalić GO!
Cuda! Dzięki Ukochanemu!
Siedziałam przed Umiłowanym i dziękowałam za Jego Miłość i pomoc.
Patrzył we mnie promienny.
„Kochasz, prosisz i ufasz, więc masz, Promyku”.
DROGA NA SZCZYT
Siedziałam u Stóp Umiłowanego mojego i rozmyślalam…
Życie jest drogą. Drogą do Nieba. Moje życie to droga. Na szczyt. A różne rzeczy przeciwności, przeszkody są niczym szczeble, stopnie na tej drodze. I kiedy się one w życiu pojawiają nie trzeba marudzić, narzekać, że się pojawiły. Tylko starać się je pokonać. A im więcej trudności, przeszkód to znaczy, że Szczyt coraz bliżej.
A SZCZYT, ten SZCZYT wart jest każdej przeszkody, przeciwności.
Wart jest postawić wszystko, żeby GO zdobyć.
Ja chcę zdobyć Ten SZCZYT.
Tak rozmyślalam. A Umiłowany patrzył we mnie słodko…
JEST!
Siedziałam i patrzylam w Umiłowanego mojego. A ON patrzył we mnie. W milczeniu. W Miłości.
„Miła Ma we Mnie, a Ja w Mej Miłej „-usłyszałam w głębi serca.
Tak. Ukochany jest ze mną. Doświadczam tego wręcz namacalnie, fizycznie. Jest we mnie, ze mną. Zawsze. Czy jest wg mnie lepiej, czy gorzej. Jest. I mi błogosławi. Tuli do Serca. Nic nie dzieje się bez Jego Świętej Woli. I nie potrzeba słów. Wystarczy spojrzeć w JEGO Oczy. I trwać w Obecności.
ON JEST.
Wystarczy.
NIEBO WE MNIE
Mimo, że mogę coraz mniej, mam poczucie, ba, przekonanie, że z Umiłowanym moim mogę wszystko. Tylko z NIM! Wszystko mogę w TYM, który mnie umacnia. Cierpieć biedę i obfitować. Tańczyć, balować i odpoczywać. Co rano układać bukiety Madonnie, uśmiechać się do Niej i Ukochanego i śpiewać dla Nich.
Wszystko mogę z Ukochanym moim. Z Nim, w Nim i dla Niego.
To Niebo na ziemi, Niebo we mnie.
Ukochany! Jak bardzo mnie kochasz! Jak bardzo! Dziękuję za Twoją Miłość. Za to, że czynisz Niebo we mnie! Dziękuję!
TROSZCZY SIĘ!
Siedziałam przed Ukochanym w wielkim podziwie… Patrzył we mnie promienny bardzo. A Jego spojrzenie mówiło: „A nie mówiłem Ci, Promyczku?”
„Jak Ty się o mnie troszczysz! Jak bardzo!”
„Troszczę się o Moją Umiłowaną”’
Patrzyłam z zachwytem…
„Dziękuję!!!”
O co chodziło? Kilka dni temu wypełniałam online ważne dokumenty, kurier miał mi je potem przywieźć do podpisu. Wczoraj spytałam konsultantki czy dokumenty, które wypełniłam do niej dotarły. Odpisała, że niestety nie, że muszę je wypełnić i wysłać do niej jeszcze raz.
Wiem, że to zabrzmi irracjonalnie, ale byłam przekonana, że ona się myli, że dotarły. Coś mi mówiło, Ktoś mi mówił…
Dziś przyjechał kurier i… przywiózł mi te dokumenty do podpisu.
Tak! 😀
Ukochany się troszczy o Swoją ukochaną!
DZIĘKUJĘ!!!
Wczoraj wiadomość o takiej treści umieściłam na FB:
„Znów Was proszę o modlitwę. Żebym mogła skończyć malować obraz na 100- lecie Objawień Fatimskich. Pojawiły się bowiem nieoczekiwane komplikacje… Ok, powiem. Ząb, o który opierałam do tej pory pędzel, malując, złamał się. Będę go leczyć. Ale muszę jakoś inaczej malować, tzn inaczej trzymać pędzel w ustach. A to nie będzie łatwe, Bo malując ustami przez tyle lat się przyzwyczaiłam się trzymać pędzel tak a nie inaczej . Komuś najwyraźniej bardzo zależy, żebym tego obrazu nie zdążyła namalować. Ale Jego niedoczekanie! Z pomocą Ukochanego i Wasza modlitwą dam radę.”
Dziś zaczęłam malować trzymając pędzel w ustach z innej strony niż do tej pory. Wychodzilo nad wyraz dobrze. Aż się dziwilam. Choć chyba nie powinnam 🙂 Umiłowany i tyłu Przyjaciół i znajomych przyszło z modlitewna odsiecza.
Dziękuję Wam wszystkim za modlitwę i proszę o jeszcze 🙂
A przed Umiłowanym siedziałam dziękowałam MU za pomoc i za Was!
PRZYCIĄGA
Choroba (i jej skutki), krzyż coraz bardziej mnie ogałaca. Powoli odbiera mi czynności, które mogę sama robić. Powoli, systematycznie… Coraz mniej mogę.
Ale UMIŁOWANY mój czuwa nad tym wszystkim. Nic się nie dzieje bez JEGO Woli.
Pociąga mnie ku Sobie, przyciąga. Z wielką Miłością i czułością. Pragnę Go. Gotowa jestem już teraz zostawić wszystko i biec do Niego.
Przyciąga mnie.
ZALILAM SIĘ…
Wpatrywalam się w Umiłowanego mojego. ON patrzył we mnie…
Tyle niech wystarczy. On najlepiej wie co dzieje się w moim sercu. Zalilam się przed Nim. Ktoś bliski mnie zranił… Dał mi odczuć moją zależność od siebie. Wg tej osoby teraz zmieniły się zależności. Tzn że kiedyś ona była zależna od moich rodziców a teraz moi rodzice są zależni od niej. Starzy i chorzy mają na wszystko się zgadzać i nie podskakiwac. A jak mama jej przez 6 lat pomagała, dzień w dzień to wtedy nikt nie mówił o zależności. To było naturalne. A jak teraz jest chora i trzeba jej pomóc to zaczyna się mówić o zależności. I mówi się jeszcze ze jak się będzie podskakiwac to ta osoba może w każdej chwili odejść. Nie napiszę kto tak mówił. ON wie. Wystarczy.
Zależności…. Do tej pory myślałam że to opieralo się na miłości i wzajemnej pomocy.
Tak się zalilam przed Umiłowanym moim.. A ON patrzył we mnie czule bardzo…
WIE…
Wpatrywalam się w Umiłowanego mojego. Po prostu siedziałam i w Niego patrzyłam. A ON patrzył we mnie. Tańczymy. On mnie w tańcu prowadzi.
„Kocham Cię! ”
” Wiem, Promyku, wiem. Nie musisz mówić. Wiem! ”
Patrzyłam. I On patrzył… Tęsknię…