Ukochany… wiesz, że ludzie nazywają mnie różnie. 'Boży Słonecznik, żywy GPS, Boży Halogen’. Wiesz też, że takie określenia mnie zawstydzają, onieśmielają, deprymują… Często też ludzie dziękują mi, że jestem, 'dobrze, jesteś’ – mówią. Tymczasem to Tobie należy się podziękowanie, dziękczynienie za to, że jestem i jaka jestem. TOBIE, nie mi. A czy Tobie ktoś dziękuje za to, że Jesteś…? Czy ktoś okazuje Ci miłość, tak sam z siebie? Bez przygotowanej wcześniej litanii próśb lub roszczeń? Ty oczekujesz miłości, pragniesz jej, jak Ojciec od dziecka. Jak Pan Młody od oblubienicy. Niektórzy dziwią się, że nazywam Cię Jezu, moim Ukochanym. Mówią, że to zbyt poufale, że powinnam mieć dystans do Stwórcy. Dystans do Ojca, do Oblubieńca? Nie! Nazywam Cię Ukochanym, bo Nim naprawdę jesteś. Okazujesz mi tyle miłości, zaufania, czułości! Bez granic! Nie mam innego ukochanego. Nie chcę mieć! Ty jesteś moim życiem! Moim szczęściem! Moją Miłością! Pragnę Cię obsypywać pocałunkami modlitwy!
I dziękować za to, że jesteś, mój Ukochany!
Miesiąc: maj 2013
BOŻE CIAŁO
Ukochany… dziś Ty wychodzisz na ulice wiosek i miast, by 'zobaczyć jak się dzieciom Twoim powodzi’. Dziś uroczystość Twojego Najświętszego Ciała i Krwi. Przypomina ona, dajesz nam siebie jako Pokarm. Że jesteś obecny, żywy i prawdziwy w okruchu białego Chleba. Eucharystii. To niesamowite, że Stwórca całego wszechswiała, wielki i wszechmocny Bóg ukrył się w delikatnym i kruchym Opłatku! Że tak się poniżył i zbliżył do człowieka! Że jest dobry jak chleb! Niesamowite! Dziś uczestniczyłam w uroczystej Mszy świętej, a po niej wyruszliśmy w procesji na ulice mojej miejscowości. Do czterech ołtarzy. Na początku procesji szedł ministrant, niósł krzyż, potem przedstawiciele parafii nieśli sztandary, chorągwie, obrazy. Potem dziewczynki sypiące kwiaty, potem ministrant niósł kadzielnicę. A za nim, pod baldachimem, ksiądz niósł w monstrancji Najświętszy Sakrament. Ciebie. Ukrytego w białej Hostii. Potem szła orkiestra dęta. A za orkiestrą, czasem obok, a czasem w jej środku, jechałam na wózku ja. Obok mnie szli inni parafianie. Zatrzymywaliśmy się przed każdym z czterech ołtarzy. Ksiądz czytał Ewangelie o Chlebie Żywym, błogosławiłeś mam. A my śpiewaliśmy Suplikacje i pieśni eucharystyczne. To była piękna uroczystość. Dziękuję Ci za nią Ukochany! Dziękuję Ci za Eucharystię! Za to, że mogę przyjmować Cię do serca kiedy tylko pragnę. Że nie gardzisz moim sercem. Ale je kształtujesz, leczysz, uzdrawiasz. Jesteś żywym Pokarmem mojej duszy i ciała. I dziękuję Ci za kapłanów, którzy Ci służą. I rozdają Cię ludowi.

PO TWOJEMU
Ukochany… rozważając ostatnie Ewangelie widać, że Twoja nauka jest, patrząc po ludzku, nielogiczna. Że Twoje Królestwo opiera się często na przeciwnych wartościach, niż królestwo ludzi.
U Ciebie i dla Ciebie ubóstwo jest bogactwem, słabość siłą, małość wielkością. Ostatni jest pierwszym, pan jest sługą. Strata zyskiem, cierpienie prowadzi do chwały . A śmierć do życia.
Prawda, że po ludzku nielogiczne? Tak, ale tylko po ludzku… Boże myślenie jest inne.
U Ciebie przyczyną i powodem wszelkiego działania, ba życia, jest Miłość. A Miłość jest nielogiczna, wymykającą się ludzkim ”zasadom”.
„Kochaj i rób co chcesz” – napisał św. Augustyn. Jeśli się naprawdę kocha to nie można zrobić nikomu nic złego.
Jeśli się kocha to nawet największa strata może być zyskiem. A oddalanie od tego co ludzkie, zbliżaniem do Ciebie.
Tak…
Maluję coraz mniej, coraz wolniej. Coraz wolniej piszę. Robię błędy (literówki). Wycofuję się powoli, bardzo powoli, ale jednak. Ty mnie wycofujesz, z życia. A pociągasz ku sobie. Coraz intensywniej. Od Ciebie otrzymałam wszystko co mam. I Tobie już dawno oddałam. Twoje jest. Ja jestem Twoja. I przez to powolne wycofywanie uczysz mnie Twojego, Bożego myślenia. Uczysz wychodzenia z moich przywiązań i egoizmu. I uczysz myślenia ” po Twojemu”. Kocham Cię i pragnę cokolwiek robię, robić dla Ciebie. Na Twoją chwałę. I pragnę, kiedy już nie będę mogła czegoś zrobić, np. malować, żeby to też było dla Ciebie. Na Twoją chwałę. Czy można nie móc zrobić nic jednocześnie robić coś wielkiego? Tak. Wystarczy popatrzeć na krzyż…
Tego mnie uczysz.
Znajoma właśnie w tej chwili opublikowała na mojej tablicy, na FB wiersz ks. Twardowskiego:
Boże spraw żebym nie zasłaniał sobą Ciebie
nie zawracał Ci głowy kiedy ustawiasz pasjanse gwiazd
nie tłumaczył stale cierpienia – niech zostanie jak skała ciszy
nie spacerował po Biblii jak paw
nie liczył grzechów lżejszych od śniegu
nie załamywał rąk nad Okiem Opatrzności
żeby serce moje nie toczyło się jak krzywe koło
żebym nie tupał na tych co stanęli w połowie drogi między niewiarą a
ciepłem
a zawsze wiedział że nawet największego świętego
niesie jak lichą słomkę – mrówka wiary
DZIECKO
Przynosili Jezusowi dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. A Jezus widząc to, oburzył się i rzekł do nich: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”. I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je.
Mk 10,13-16
Dziecko. Małe, słabe, bezbronne… bezradne. Wymagające opieki dorosłych. Ufne, radosne, kochające bezinteresownie często rozbrajające swoimi wypowiedziami „tocham cię ciociu” i okazujące to „tochanie” siarczystym buziakiem w policzek. Szczere, prawdziwe. Zdziwione światem.
Takie są dzieci. I je dziś Jezus stawia nam za przykład. Przyjąć królestwo Boże jak dziecko, ufnie rzucające w ramiona Ojca.
Ktoś kiedyś powiedział, że w oczach dziecka odbija się Niebo. To prawda, widziałam to Niebo wiele razy. W oczach bratanka, chrześniaczek, bratanicy. I ten perlisty, nieskrępowany niczym śmiech…
Może to dziwne, a może nie, ale ja też czuję się jak dziecko. Nie tylko dlatego, że jestem słaba, bezradna, że muszę liczyć na pomoc innych. Ale przede wszystkim dlatego, że mam w sobie radość i ufność. Dostałam ją od Ukochanego. Wiem to.
Najlepiej dogaduję się właśnie z dziećmi. Bawimy się razem. Przedwczoraj bawiłam się z Minią w ciuchcię. Wózek był lokomotywą, ja motorniczym a Minia wagonikiem i pasażerem w jednym. Śmiechu było co niemiara kiedy udawałam odgłosy lokomotywy „ciuch, ciuch, ciuch, tuuuu” a Minia wołała: „ybciej, ciociu, ybciej!”
Być jak dziecko, zaakceptować, pokochać dziecko w sobie. Bezradne, naiwne, ufne i radosne. I takim przychodzić do Jezusa. On je przytuli, obejmie, pobłogosławi… Do dzieci należy królestwo Boże.
JEZUSOWI KAPŁANOWI
Dziś po raz pierwszy obchodzimy święto Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana. Z tej okazji przyjmij Ukochany tę pieśń ode mnie. Tobie chwała! I cześć! I uwielbienie!
MIŁOSIERDZIE
Jestem grzesznikiem. To oczywiste. Często upadam, nie potrafię oprzeć się pokusom. Błądzę. Słaba jestem…
I wiem, że za to wszystko będę musiała odpokutować. Wiem o tym.
Wiem też, że Ty Jezu nikogo nie potępiasz, nie oskarżasz. Nie upokarzasz… Przeciwnie. Przebaczasz… nawet wielkiemu grzesznikowi, jeśli żałuje. I… przytulasz go do Serca.
Okazujesz Miłosierdzie.
Ukochany… Ty najlepiej wiesz co się we mnie dzieje, znasz moje serce. Moje grzechy i słabości. I wiesz, że żałuję za nie. Bardzo… I wiesz, że Cię kocham… pragnę kochać. Pragnę doświadczać Twojej Obecności. Twojego dotyku, Uśmiechu. Rozmowy z Tobą.
Doświadczam tego. Jednak pragnę doświadczać jeszcze intensywniej, głębiej.
Pragnę bardziej otworzyć się na Ciebie, na Twoją Miłość.
Otwórz mnie, Panie!
I okaż mi Miłosierdzie. Proszę…
"CZUB''
W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, modlił sie tymi słowami: Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno. Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia, aby się spełniło Pismo Ale teraz idę do Ciebie i tak mówię, będąc jeszcze na świecie, aby moją radość mieli w sobie w całej pełni. Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie. (J 17,11b-19)
„… aby moją radość mieli w sobie w całej pełni.” Boża radość. Radość nie z tego świata. Radość. Nie wesołkowatość, nawet nie uśmiech. Radość. Radość Jezusa.
To mieć ufność w Bogu mimo przeciwności. Mieć przekonanie. że cokolwiek się dzieje Bóg nad tym czuwa. Być szczęśliwym po prostu. Mieć w sobie pokój. Czy można być smutnym a jednocześnie być szczęśliwym? Można. Smutek to uczucie, które przychodzi i odchodzi. Jest ulotne. A szczęście to stan, doświadczenie, które trwa.
Mieć w sobie Bożą Radość to ufać Mu mimo wszystko. Nawet wbrew nadziei. Jak na przykład Maryja. Maryja nawet pod krzyżem ufała. Widziała mękę Syna, Jego śmierć… ale nie zakłóciło to Jej wiary, ufności. Stała pod krzyżem jak na posterunku. Cierpiała, ale stała. I Jej smutek zmienił się w Radość.
Przyczyna naszej Radości.
PRZEJŚCIE
Umiłowany mój Jezu, wczoraj odbył się pogrzeb babci. Nie był on smutny. Przeciwnie. Pogodny, a nawet radosny. Ufam, że babcia jest z Tobą, że ogląda Twoje Oblicze. Ksiądz, który przepięknie celebrował Mszę pogrzebową, a który znał babcię, mówił, że głęboko w to wierzy. Mówił, że przychodził do niej z Sakramentami św., kiedy ona już sama nie była w stanie chodzić do kościoła. Że przyjmowała Ciebie. A teraz Ty przyjąłeś ją do siebie. Do Nieba. To chyba musi być uroczyste i podniosłe wydarzenie kiedy orszak Anielski prowadzi duszę przed Twój Tron. Ukochany… babci droga do Ciebie dobiegła już końca, moja jeszcze trwa. Pragnę żyć tak, aby kiedy powołasz mnie do siebie, być zawsze gotową.
SKAŁA
Kalejdoskop. Jedno wydarzenie goni drugie. Życie przeplata się ze śmiercią, radość ze smutkiem, śmiech ze łzami. Spokój z zaskoczeniem. Nie zawsze pozytywnym. Ciągle coś się zmienia. Wiruje jak kolorowe szkiełka w kalejdoskopie. Jednak cokolwiek się dzieje, staram się trwać. Jak dom na skale w Twojej przypowieści, Umiłowany. Wśród burz, przeciwnych wiatrów i powodzi. Staram się trwać, bo zaufałam Skale. TOBIE. Ty jesteś moją Skalą. Moją Opoką. Ty podtrzymujesz moje życie. Duszę. I serce. Czuwasz nade mną. Jestem Ci droga. Pokazujesz mi to na każdym kroku. Ty, moja Skała. I mój Ukochany.
WIECZNY ODPOCZYNEK…
Ukochany… moja babcia już jest z Tobą… U Ciebie. Wierzę w to głęboko. Że jej dusza jest w Tobie zanurzona. Że spoczywa w Bogu. W Tobie. Zmarła opatrzona Sakramentami świętymi. Więc wierzę, że w Swoim Miłosierdziu przyjąłeś ją do Siebie. Smutno mi… tak po ludzku i w oczach mam łzy… Ale jednocześnie w sercu mam pokój i ufność. Ufam Tobie. Ty też płakałeś po śmierci Twojego przyjaciela Łazarza. Kochałes go. Ja także kochałam babcię. Lubiłam jej przedwojenne i wojenne opowieści. Tragiczne, ale jednocześnie pełne nadziei. Będzie mi brakować babci. Ale równocześnie wierzę, że będzie, że jest ze mną. Może głębiej i bardziej niż do tej pory…

