Siedziałam na wózku inwalidzkim. W Światłości wielkiej! Bardzo ciepłej i cichej i przyjaznej bardzo. Siedziałam i czekałam… I tęskniam… Nagle Jezus stanął przede mną! Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha!!! Szczęśliwa cala!!! Wyciągnęłam do Niego ręce! A Jezus jednym wprawnym, a jednocześnie delikatnym i czułym ruchem wziąl mnie na ręce… W ramiona! I od razu mnie w nich zanurzył… Mój maleńki Piękniś nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA. Patrzył we mnie jak w obrazek… Miłość sama!
„Monisiu Moja! Otworzyłaś, wylałaś, rozdarłaś przede Mną swe serce!!!” – wyszeptał Jezus z ogniem. Poruszony i wzruszony był ogromnie… I ja byłam poruszona i wzruszona… Milczeliśmy wpatrzeni w siebie nawzajem… Uśmiechnęłam się do mojego ślicznego Jezusa nieśmiało…
„Dziękuję Moja jedyna!” – wyszeptał Jezus płonący cały.
„To ja Ci dziękuję mój słodki! Dziękuję, że mogłam…”
„Zawsze możesz, kochana! Zawsze możesz! Ja cię wysłucham… opatrzę… uzdrowię… I będę z tobą!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie, ale z trudem.
„Wybacz mój Jezu, tańczę bardzo…”
„Dla Mnie tańczysz!” – wyszeptał Jezus.
Patrzył we mnie głęboko…
W pewnej chwili Jezus kochany uniósł rękę do góry i w powietrzu zrobił wieeeeelki znak krzyża. Zrobił go też na mnie… Na czole, sercu i ramionach. Patrzyłam w Niego z uwielbieniem i entuzjazmem! Doskonale wiedziałam co zrobił! Codziennie rano ja robię w powietrzu wieeeeelki znak krzyża! Błogosławię wszystkie moje Duchowe Dzieci! A potem zaczynam dzień W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Dziś Jezus zrobił to za mnie… I ze mną!
Jezus położył dłoń na sercu moim. A ono biło dla Niego! Tańczylismy bardzo bardzo! W intymności i bliskości… Mój słodki Jezus i ja…
Miesiąc: listopad 2020
INNY NIŻ DO TEJ PORY!
Obudziłam się… Obudziłam się i leżałam z zamkniętymi oczami. Od razu wiedziałam, że jestem w ramionach Jezusa. W objęciach mojego maleńkiego Pięknisia. Czułam Jego Obecność, Jego Miłość mnie otulała. Wypełniala me serce, całe moje wnętrze! „Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus.” – naszła mnie myśl. Usmiechalam się do mojego Jezusa i do tej myśli. I otworzyłam oczy! Jezus mój umiłowany jaśniał nade mną! Promieniał cały! Miłością, bliskością czułością… Usmiechalam się do Niego szczęśliwa! Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie płonący!
Odpocznij jeszcze Monisiu… Odpocznij kochana Moja… „-wyszeptał z tkliwością.
Pocałował mnie w policzek. Potem przytulił policzek do mego policzka… Zamknęłam oczy, ale nie mogłam już zasnąć. Więc rozmyślałam…
„Adwent się zaczyna. Gdzie chciałabym go spędzić? Jak? Tu! W ramionach Jezusa! A jak? W jaki sposób? Tak jakby go nie było. Ale nie będę o tym mówić Jezusowi! Nie chcę Mu niczego narzucać. Będzie tak jak On chce, nie jak ja!”
„Właśnie tak go spędzisz, Monisiu! W moich ramionach. I tak jakby go nie było! Tak spędzisz ten Adwent!”
Otworzyłam oczy!
„Dziękuję mój Jezu! Dziękuję! Całe moje życie jest Adwentem. Czuwaniem i oczekiwaniem na Twoje Przyjście… po mnie!” – szepnęłam z ogniem.
„Pięknie powiedziane, Moniko. Monisiu!” – Jezus szeptał wprost do mego serca.
„Mów do mnie jak chcesz, mój śliczny! Jak się Tobie podoba!”
„Moniczko!”
„Też ładnie… pięknie… Nie pamiętam, żeby ktoś do mnie tak mówił… mój słodki Jezu…”
Trwaliśmy razem. SERCE przy sercu… Policzek przy policzku. Trwaliśmy w intymnej bliskości… I rozmawialiśmy o nas… O czym konkretnie? Wybaczcie, może kiedyś o tym opowiem, a może nie. Są sprawy, które są tylko między nami. Miedzy moim Jezusem i mną. O których będziemy rozmawiać bez słów. To sprawy dotyczące mojego serca. I tylko z moim umiłowanym pragnę o nich rozmawiać. I tylko jeśli On zechce, opowiem Wam o nich. Wiem jedno: ten Adwent będzie inny niż do tej pory!
ZA BRAK SIŁ!
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i położył mnie na SERCU Swoim. Patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem. Leżałam rozpromieniona Jego Miłością i szczęśliwa cala!
„Mój maleńki Pięknisiu! Ty tak się o mnie troszczysz i opiekujesz, że posługujesz się nawet moją niemocą i słabością! A TO to już w ogóle…” – szepnęłam z mocą.
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Opowiedz o tym, proszę! Bo to bardzo ciekawe!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha. I zaczęłam opowiadać:
„Na mojego maila przychodzą różne powiadomienia dotyczące bloga. I od dłuższego czasu przychodziło powiadomienie jednej wtyczki zainstalowanej na blogu. Po angielsku. Ja angielskiego ni w ząb. Myślałam, że to może jakaś reklama, oferująca zakup pełnej wersji wtyczki. Była tam tabelka i w niej jakieś liczby. Myślałam, że to reklama. I kasowałam. Tych powiadomień przychodziło coraz więcej i więcej… Kasowałam i kasowałam… Ręka już nie dawała rady, drętwa, sił nie miałam. A tych maili coraz więcej! W końcu napisałam do Janusza, mojego kolegi, na jego serwerze znalazł sobie miejsce mój blog. Zrobiłam screen powiadomienia które do mnie przychodzi. I spytałam się czy można zrobić, żeby to do mnie nie przychodzilo, bo nie wiem co to jest i tylko kasuję. A kasować mi ciężko. Janusz gdy zobaczył co do mnie przychodzi, baaardzo się zdumiał!!! Mówi, że te maile to powiadomienia o próbach ataków hakerów na serwer Janusza i na mój blog!
Chny, Rosja, Czechy, USA…
„Stamtąd były ataki ale nie całe: Texas, Moskwa i jakaś organizacja Alibaba w Chinach. Jedna z tabel przekroczyła 10000 razy oczekiwany rozmiar. Naprawiłem to.” – napisał Janusz. Zablokował te ataki.
I mówił że jak tylko dostanę takie powiadomienie to żebym od razu dawała mi znać. Koniecznie! Bo to jest bardzo ważne! Bardzo ważne! I daję znać. I teraz powiadomienia prawie do mnie nie przychodzą!”
Patrzyłam w mojego Jezusa rozradowana!
„Gdyby nie twój brak siły i drętwa, obolała ręka to dalej byś kasowała te wiadomości, nieświadoma tego co robisz!” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Tak!” – szepnęłam z mocą.
„Dzięki twej słabości Ja mogłem uratować bloga!”
Zarzuciłam Jezusowi ręce na szyję i przytuliłam się do Niego cała!
I dziękowałam za mój brak sił! Tak! Dziękowałam! A Jezus, mój maleńki Piękniś był mi jeszcze bliższy…
ODPOWIEDZIALNOŚĆ
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Maleńki Piękniś nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
Leżałam przy SERCU umiłowanym i szeptałam z miłością i uwielbieniem:
„Serduszko moje maleńkie… Serdeńko słodkie… Serducho mojego ślicznego Pięknisia… Kocham Cię!!! Usmiechnij się proszę do mnie… Do swojej maleńkiej Monisi! Jestem nieszczęśliwa gdy TY jesteś nieszczęśliwe! Cierpię gdy TY cierpisz! Jestem smutna gdy TY jesteś smutne! Jeśli więc nie chcesz, żebym była nieszczęśliwa i smutna to uśmiechnij się do mnie! Proszę… „-szepnęłam z mocą.
SERCE Jezusa podskoczyło z radości! A Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Cały! Jaśniał szczęściem i radością! Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! I pomyślałam, że mam sposób na to, żeby Jego SERCE było choć trochę radosne i szczęśliwe!
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i poruszony niezmiernie…
„Pamiętasz, Monisiu jak kiedyś powiedziałaś, że cię oswoiłem?”
Kiwnęłam głową, że tak, że pamiętam.
„Ty Mnie też oswoiłaś!”
„Ja?! Ciebie?!”
„Teraz jak Mnie oswoiłaś, jesteś za Mnie odpowiedzialna!”
Patrzyłam w mojego Jezusa zdziwiona. A On mówił dalej:
„Musisz dbać o Mnie, starać się, żeby Mi było dobrze w tobie, żeby Mi było wygodnie i miło… Żebym miał całą ciebie tylko dla Siebie!”
„To dla mnie oczywiste, kochany mój Pięknisiu!” – szepnęłam z ogniem w oczach. I dodałam:
„Ja mam być odpowiedzialna za Ciebie. A kto będzie odpowiedzialny za mnie, maleństwo…” – spytałam przekornie. Wiedziałam doskonale Kto jest za mnie odpowiedzialny. Chciałam się podroczyć z umiłowanym. Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Moje kochane maleństwo… Ja!”
„Musisz więc dbać o mnie, starać się, żeby mi było dobrze w Tobie, żeby mi było wygodnie i miło… Żebym miała całego Ciebie tylko dla siebie! Maleństwo Cię prosi… Odmówisz maleństwu…?”
Jezus pochylił się bardzo nade mną i mnie pocałował ogniście. Spojrzał mi w oczy głęboko.
„Nie odmówię! Nie odmówię Mojemu maleństwu!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie! Tańczylismy bardzo w intymności i bliskości bez granic!
POCIESZYCIELKA…
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem. Trzymał mnie w ramionach swoich. Pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany cały! A ja byłam Jego maleństwem, Jego niemowlęciem, Jego dzieciątkiem byłam! Otulona Miłością leżałam… Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył mi w oczy ze smutkiem i bólem.
„Będziesz wiele cierpieć dla Mnie, Monisiu…”
„Będę!” – szepnęłam lekko.
Dla mnie to było coś oczywistego. Że będę cierpieć dla mojego ślicznego, jedynego Pięknisia!
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością…
„Grzechy moich kochanych dzieci, ich nieufność i niewdzięczność sprawiają, że Rany Mnie bolą… Ciągle i bardzo…”
„Pragnę cierpieć z Tobą, Jezuniu kochany! Pozwól mi… proszę!”
„Ale najbardziej boli Mnie SERCE! Pocieszaj! Pocieszaj JE… proszę!” – wyszeptał Jezus niemal błagalnie.
Wyciągnęłam rękę i położyłam głowę przy SERCU umiłowanym. I zaczęłam JE dotykać, pieścić i całować… Całą sobą! Dotykałam, pieściłam i całowałam… Ze czcią i namaszczeniem wielkim… Jezus patrzył we mnie… I powoli Jego Oblicze się zmieniało… Pogodniało! Uśmiechał się delikatnie…
„Nie wypuszczę cię Monisiu z moich ramion! Będziesz pocieszycielką SERCA Mojego! Pocieszaj JE kiedy tylko możesz!”
„Pragnę! Pomóż mi… Proszę!”
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił się cały! I dłonią pogłaskał mnie po policzku. A ja uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha!
Rozumieliśmy się bez słów… Moje serce zalewała Miłość, bliskość, czułość i pokój…
INTUICJA I ODPOCZNIENIE MOJE…
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i położył mnie na SERCU Swoim. Długo patrzył we mnie poruszony niezmiernie… W milczeniu patrzył… I ja patrzyłam w mojego ślicznego maleńkiego Pięknisia w milczeniu…
„Nawet nie powiedziałaś swojemu Duchowemu Dziecku, że jego drwina i niepoważne traktowanie sprawiły ci przykrość i ból…” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„A co miałam mówić… Zresztą myślę, że moje Dziecko o tym wie.” – szepnęłam również z ogniem.
„A jeśli nie wie?”
„Myślę, że wie. Domyślne jest.”
„A jeśli nie?” – Jezus widocznie nie miał zamiaru odpuścić.
„Oj, no…! To się dowie teraz. Bloga czyta.”
Umilkłam na chwilę i dodalam:
„Zresztą już nie ma o czym mówić! Wiem to co chciałam wiedzieć. I już! Zresztą wcześniej wiedziałam, tylko nie umiałam tego co wytłumaczyć. Teraz już wiem jak. I koniec, nie ma tematu!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Wiesz… Ja często wiem. Nie wiem skąd i nie umiem wytłumaczyć. Ale wiem! O, tu!”-szepnęłam dotykając mojego serca
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie!
„Intuicję masz!”
„Intuicję? TY mi to mówisz, prawda?!”
Jezus spojrzał we mnie jakby złapany na gorącym uczynku!
„Ja, Monisiu!”
„Ty moja INTUICJO!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Patrzyłam w Niego z uwielbieniem i entuzjazmem… Rozpromieniona cała! Jezus pochylił się nade mną cały. Tak, że zasłanial mi całe światło! On był moim Światłem!!! Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i wyszeptał z ogniem:
„Jestem z ciebie bardzo dumny, że zachowujesz się tak, a nie inaczej! Jestem z ciebie bardzo dumny, Monisiu!!!”
Zaczął mnie całować… z lubością i słodyczą…
„Och, mój Jezu, jaka jestem zmęczona…” – szepnęłam z trudem.
Jezus ciągle całował… I jednocześnie patrzył we mnie z ogniem i czułością niezwykłą… Otulał mnie pocałunkami i Swoim spojrzeniem… Otulał… Był moim odpocznieniem… Odpoczywałam w Jego pocalunkach i Jego spojrzeniu…
O RYMACH I NIE TYLKO
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i położył mnie na SERCU Swoim. A sam pochylał się nade mną z tkliwością i zachwytem wielkim. I cały był dla mnie! Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością i uwielbieniem. Zakochana i zachwycona cała! Dotykałam dłonią policzek Jezusa i głaskalam go z czułością….
„Jak bardzo mnie uszczęśliwiasz! Jak bardzo! Mój maleńki Pięknisiu! Uszczęśliwiasz niezmiernie!”
„Ty Mnie uszczęśliwiasz baaaaaardzo, Monisiu! To i ja ciebie pragnę! I będę uszczęśliwić cię jeszcze bardziej i bardziej! Teraz!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości.
W tej samej chwili serce moje zalało niezwykle szczęście, błogość i słodycz wielka… Jezus zanurzał mnie w Sobie, zatapial w Miłosci i bliskości…
„Monisia ma swojego maleńkiego Pięknisia! Nawet się rymuje!” – zaśmiałam się perliscie.
„Piękniś ma Swoją Monisię! Tak nie bardzo się rymuje!”-wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Zrymuje się, zrymuje! Tylko trza troszkę inaczej! Mój bratanek jak był mały nazwał mnie 'ciocia Moniś!’ Piękniś ma swoją Moniś! Widzisz? Rymuje się!” – zaśmiałam się wesoło.
„Albo tak: Ja, Piękniś mam słodką Monisię, ona bardzo podoba mi się! Jest rym!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Nie wyobrażam sobie, żebym z Tobą nie była, mój Jezu kochany!” – szepnęłam z mocą.
„I Ja nie wyobrażam nie mieć cię przy Sobie! Nie wyobrażam Sobie! Na szczęście nie muszę!”
„I ja nie muszę!”
„Nie musisz, Monisiu!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim… A ja w Niego patrzyłam…. Cieszyliśmy się sobą nawzajem! A moje serce zalewała miłość, błogość i słodycz…
JEDYNY SWOJEJ JEDYNEJ…
Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i położył mnie na SERCU Swoim. Leżałam otulona Jego Miłością… Jezus przytulił policzek do mego policzka i szeptał mi do ucha i serca czułości:
„Monisiu Moja kochana…”
I ja szeptałam do Jego ucha i serca:
„Mój najsłodszy…. Maleńki Pięknisiu… Mój śliczny Jezuniu…”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Ja też jestem Twoja maleńka!”
Jezus zaśmiał się perliscie!
„Wiem! Gdybyś była wielka to bym ciebie nie chciał!”
Uśmiechnęłam się do mojego Pięknisia promiennie!
„Chciałam Ci powiedzieć, mój maleńki Pięknisiu, że już nie będę pisać o sobie wielką literą. Już nie potrzebuję!”
Jezus rozpromienil się bardzo nade mną! Wyglądało, że się bardzo ucieszył!
„Jak sobie życzysz, Monisiu!” – wyszeptał z tkliwością. Patrzył we mnie z lubością. A ja pomyślałam że jest Mu obojętne jak będę o sobie pisać. Najważniejsze, żebym w sercu była maleńka!
„Otóż to, Monisiu! Tylko jedna poprawka: jest Mi obojętne w jaki sposób będziesz o sobie pisać, bo w sercu już jesteś maleństwem!”
A ja pomyślałam, że nie będę zajmować się drobnostkami, głupotkami! Będę się zajmować Tym, Kto jest dla mnie ważny! Najważniejszy!
„Mój maleńki, jak mam o Tobie myśleć? Kim dla mnie jesteś? Ojcem? Mężem? Oblubieńcem? Wybrankiem?”
„Wszystkie te określenia są prawdziwe, Monisiu!” – wyszeptał Jezus z ogniem miłości. Ujęłam Jego twarz w swoje dłonie i patrzyłam Mu w oczy głęboko…
„Jednak… Jesteś dla mnie Kimś więcej niż te wszystkie określenia razem wzięte… Jesteś moim JEDYNYM! Jedynym!”
Jezus spojrzał we mnie płonący cały…
„Jedyny ma swoją jedyną!” – szepnęło SERCE Najdroższe.
NIEBO W MOIM SERCU…
„Uszczęśliwiasz mnie bardzo, mój Królu! Bardzo!!!” – szepnęłam z mocą.
Leżałam na SERCU Jezusa, a On pochylał się nade mną z tkliwością i cały był dla mnie! Umiłowany mój Jezus! Patrzyłam w Niego z uwielbieniem… I pomyślałam, że ja nawet nie muszę już umierać, żeby pójść do nieba! Bo niebo jest w moim sercu!
„Tak! TY czynisz w moim sercu NIEBO!”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„A jak się mam do Ciebie zwracać, mój kochany? Jak chcesz, żebym się do Ciebie zwracała?!” – spytałam rozpromieniona uśmiechem.
„Zwyczajnie, jak Ci serce podpowie… – Jezus urwał na chwilę – Jednak baaaaaardzo Mi się podobało jak nazwałaś Mnie 'maleńki piękniś’! Bardzo Mi się podobało!” – wyszeptał Jezus z ogniem i cudnym uśmiechem.
„Naprawdę??!!”
„Tak! Ale nazwałaś Mnie tak tylko kilka razy… Nikt więcej Mnie tak nie nazywa…”
„Myślałam, że to brzydko i za bardzo… poufale… Do Boga tak…”
Jezus przerwał mi gwałtownie!
„Pięknie bardzo! A poufałość, szczególnie taką uwielbiam! Uwielbiam!”
„Szczególnie jaką?” – dopytywałam uszczęśliwona cała.
„Czystą i szczerą. Prosto z serca. Uwielbiam!”
Patrzyłam w mojego Jezusa zachwycona niesamowicie… A On spytał z prostotą:
„A Ty kochana jak chcesz, żebym Cię nazywał?”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! I się zawstydziłam…
„Monisia! Tak w dzieciństwie mówiła do mnie babcia. I bardzo mi się to podobało! Potem jak zmarła to już nikt tak do mnie nie mówił…”
Jezus patrzył we mnie poruszony niezmiernie i płonący cały… A mi z oczu zaczęły płynąć łzy…. Mój maleńki Piękniś zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i zaczął całować moje łzy… Całował je wszystkie ze czcią i namaszczeniem wielkim… Potem przytulił policzek do mego policzka i szeptał mi do ucha i serca:
„Monisiu Moja śliczna…. Monisiu umiłowana Moja… Monisiu słodka…”
Tak szeptał. A ja szeptałam Mu wprost do ucha i SERCA:
„Mój maleńki Pieknisiu… Pieknisiu słodki… Jezuniu mój maleńki…”
Tak szeptalismy do siebie nawzajem. A w moim sercu jaśniało NIEBO…
GODY
Patrzyłam w mojego Jezusa… Patrzyłam. I się zapatrzyłam… Usmiechalam się do Niego od ucha do ucha. I Jezus uśmiechał się do mnie cudownie! Nagle… twarz Jego zmieniła się całkowicie!!! Cały się zmienił! Na twarzy, która ukryta była jakby za mgłą pozostał przepiękny uśmiech… Cudowny! A szata mieniła się wszystkimi kolorami świata i wszechświata! Były też takie kolory, które widziałam pierwszy raz w życiu! Od razu poznałam, że to nie jest Jezus! Już kiedyś widziałam Tę Osobę!
„Taaataa?!”-szepnęłam zachwycona cała! I od razu wiedziałam że tak! To był TATA!
„Dziecię Moje słodkie! Błogosławię Ciebie i Mojego Syna na Wasze Gody!”
„Gody??!!” – szepnęłam zaskoczona ogromnie.
Już TATY nie było. Jezus znów mnie tulił do SERCA. Uśmiechnęłam się do Jezusa promiennie i szepnęłam:
„TATA pobłogosławił nas na… Gody!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością i milczał tajemniczo.
A ja zaczęłam rozmyślać…
„Gody?! Co to znaczy? Czyżby Jezus już chce zabrać mnie na rączki? Sama osobiście jestem gotowa! Przygotowana i wytęskniona, żeby do Niego iść! Tylko, żeby mi jeszcze modlitwy pozwolił dokończyć. Głupio tak, bo podjęłam się to chciałabym się z tego wywiązać! Poproszę Go, żeby pomógł mi szybciej układać!”-tak pomyślałam. I już chciałam powiedzieć o tym umiłowanemu. Kiedy Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko… Płonący cały Miłością!
” Nie ma pośpiechu, kochana Moja… Nie ma pośpiechu… „
Urwał na moment. A po chwili wyszeptał z ogniem:
„Nasze Gody dzieją się teraz!”
„Teraz??!!” – zawołałam zdumiona do głębi, a jednocześnie uszczęśliwiona cała.
Jezus przytaknął z cudnym uśmiechem. W Jego oczach zobaczylam nas oboje i TATĘ, który nakładał na nasze głowy wianki z lilii…
„Teraz jesteś dla Mnie kimś więcej niż matką i kimś więcej niż Żoną! Jesteś Moją duszą umiłowaną, wybraną i poślubioną!”
„Brakuje mi słów, żeby….”
„Nie trzeba słów, Moniko! Miłość wystarczy!”
Jezus patrzył we mnie płonący cały miłością i zachwytem wielkim! Jak w obrazek patrzył we mnie… I ja w Niego jak w obrazek patrzyłam!