Dziś nie będę opisywać rozmowy z Jezusem. Napiszę tylko, że jest On wszystkim Co mam! Moim odpocznieniem i ukojeniem jedynym… Moim wytchnieniem… Moim niebem, moim Słońcem. Moim tlenem… Zmęczona jestem ciągłymi burzami. Właśnie teraz trwa burza… Jestem w środku niej. Terror, pouczanie, dręczenie, dręczenie, dręczenie… Tylko dzięki Niemu jeszcze to wytrzymuję! Tylko dzięki Jezusowi! Gdyby nie On poddała bym się. Dostała depresji, wylądowała w szpitalu dla psychicznie chorych. Albo jeszcze gorzej… Tylko On, Jezus, mnie podtrzymuje. Niesie mnie na rękach gdy nie mam już siły… Pociesza, całuje… Jest moją Opoką. Tylko On mnie podtrzymuje,
Zmęczona jestem…
Miesiąc: październik 2019
JAK MIÓD!
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam obolała bardzo i bardzo zmęczona. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie Swymi dużymi pięknymi oczami. Cały był Miłością i cały był dla mnie. A ja leżałam bez sił prawie. Nie byłam zmęczona fizycznie i za bardzo mnie cialo nie bolało. Miałam zmęczone serce. Ciągłymi, nieustannymi burzami…
„Zmęczo…” – szepnęłam z trudem.
„Odpocznij Moniko. Trudzisz się dla Mnie, pomagasz Mi. Dlatego zmęczona jesteś” – wyszeptał Jezus z ogniem.
„Trudzę się? Pomagam Ci?! Kiedy?!” – szepnęłam zdziwiona. Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością i patrzył mi w oczy głęboko… Przypomniał mi pewną sytuację, która miała miejsce wczoraj rano. Siedzieliśmy razem w kuchni, ja i moje Duchowe Dziecko, które z powodu choroby jest od kilku lat na wózku. Jak ja. Dziecko nie może się z tym pogodzić. Prawie ciągle narzeka i mówi o sobie i swoim cierpieniu. Od kilku lat prawie ciągle.
-Jak na mnie spadło… Dlaczego??! – spytalo Dziecko patrząc w dal niewidzącymi oczami.
-Nie tylko na ciebie, każdy dźwiga jakiś swój krzyż – szepnęłam.
-Jakbym była najgorsza…!
-Co ty mówisz, Kochanie…! Patrz na Pana Jezusa! On był najlepszy, a krzyż dźwigal!
-Nooo…!
W tym: 'nooo…! słychać było wielkie zdumienie. Dziecko patrzyło na mnie tak jakby zobaczyło mnie pierwszy raz w życiu! Jakbym swoimi słowami zmieniła myślenie Dziecka o 180 stopni! Dziecko milczało chwilę. A potem… znów zaczęło mówić o sobie i swoim cierpieniu… Nie wiem czy pomogłam mojemu kochanemu Dziecku… Ale się starałam…
Jezus patrzył we mnie głęboko.
„Jestem z Ciebie bardzo dumny, Moniko! Bo się starasz!”
„Staram się… Ale czy mi wychodzi…”
„Wychodzi! Bardzo pięknie Ci wychodzi, Moniko!”
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i zaczął obsypywać mnie pocałunkami. Zamknęłam oczy. A On obsypywał mnie pocałunkami. Pocałunki Jezusa były słodkie jak miód…
WIĘC KOCHAJ!
Byłam w ramionach Jezusa. W Jego objęciach leżałam, tańczącą bardzo. Jezus pochylał się nade mną z tkliwością. Patrzył we mnie jak w obrazek… Zakochany i zachwycony cały! A ja byłam Jego maleństwem, Jego niemowlęciem, Jego dzieciątkiem byłam. Patrzyłam w mojego Jezusa z miłością… I czułam się zagubiona w Jego miłości. Jego miłość do mnie była taka wielka, a ja taka maleńka… Gubiłam się w niej…
„Moniko, stanęłaś przede Mną twarzą w twarz. Stanęłaś przede Mną sercem przy SERCU. Teraz możesz przyjąć Moje dary, Moje pocałunki. Takimi jak one są!”
Patrzyłam w oczy Jezusowi nic nie rozumiejąc.. I pomyślałam że ja nie mam nic! Że jestem pusta. Nędzna i biedna…
Jezus patrzył we mnie z ogniem w oczach.
„Moniko, to nieprawda, że nic nie masz. Masz Mnie! I to Ty postrzegasz siebie jako biedną i nędzną. Ja nie! To nieprawda, że jesteś pusta. Masz serce, wielkie i dobre. Pragniesz, by tu na ziemi została po Tobie miłość. Więc kochaj!”
„Dobrze, mój Jezu! Ale pomóż mi, proszę! Sama nie dam rady!”
„Ja będę kochał w Tobie i przez Ciebie, Moniko!”
Rzuciłem się na szyję Jezusowi!!! Szczęśliwa cala! A On przytulił mnie do Siebie z całego SERCA! Trwaliśmy razem, SERCE przy sercu… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Tańczylismy bardzo. Jezus i ja.
TYLKO MIŁOŚĆ!
Byłam w ramionach mojego Umiłowanego Jezusa. W Jego objęciach tańcząca leżałam. Jezus nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie taki piękny i taki we mnie zakochany!!! Nad życie i śmierć! Cały był Miłością i cały był dla mnie. Patrzyłam Mu w oczy z miłością i uwielbieniem. Dotykalam dłonią policzka Jezusa i głaskalam go z czułością…
„Mój Słodki Jezu… mój Jezu… mój Jezu…!”-szeptałam z tkliwoscia.
Jezus zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko. Jego spojrzenie przenikalo mnie na wskroś…
„Kocham Ciebie Moniko!!!” – wyszeptal z ogniem Miłości w oczach.
Jak ja potrzebowałam! Jak ja ich potrzebowałam!!! Patrzyłam w mojego Jezusa… Otulona Miłością. A moje serce tańczyło ze szczęścia!!! Patrzyłam… I uświadomilam sobie że między Jego, a moją twarzą już nic nie było… Że między SERCEM Jezusa, a moim już nic nie było. Że nic nam nie przeszkadzalo. I że te wszystkie określenia: „Najdroższy, Śliczny, Słodki, Umiłowany, Maleńki” były piękne i świadczyły o mojej miłości do Niego. Ale Jezus ich nie potrzebowal. To ja ich potrzebowałam. Ukrywałam się jakby za nimi. Chowalam się… Dlaczego? Nie wiem… Ale On ich nie potrzebowal. Wiedział jak Go kocham. Wiedział, że pójdę za Nim wszędzie! Wiedział, że nie zostawię Go, że nie opuszcze! Ja tego nie wiedziałam, ale Jezus wiedział! Nie potrzebował moich uśmiechów ani pocałunków. Pragnął mnie dla mnie samej! Nie widziałam tego wcześniej. Teraz widziałam ostro i wyraźnie!
Między twarzą Jezusa a moją już nic nie było! Między Jego a moim sercem już nic nie było! Nic nam nie przeszkadzalo. Była tylko MIŁOŚĆ!!!
Nie myślałam że mogę być jeszcze bliżej Jezusa. Ale ON często mówił że zawsze można być bliżej. Teraz jestem bliżej Niego niż byłam kiedykolwiek wcześniej!!! A ON pociągal mnie ku Sobie wciąż bardziej i bardziej… Wchodzilam w Tajemnicę. Gdzie nie potrzeba określeń, uśmiechu, ani pocałunkow. Gdzie jest tylko mój Jezus i ja. Miłość…
JESZCZE BLIŻEJ
Byliśmy w szczelinie skalnej. Umiłowany moj Jezus i ja. Umiłowany siedział na kamieniach a ja siedziałam u Niego na kolanach. Jezus patrzył we mnie… Był taki bliski, Kochający i czuły… Patrzył tylko we mnie! I ja tylko w Niego patrzyłam. Z miłością i uwielbieniem.
„Mój Jezu… mój Maleńki Jezu…” – szepnęłam z tkliwoscia. I nagle umilklam oniesmielona… 'Maleńki Jezu…’ brzmiało trochę dziwnie. Ale bardzo pięknie… Emanowalo miłością, bliskością i czułością. Spojrzałam w Najdroższego… Zachwycony był, rozpromieniony i wzruszony cały… Uśmiechnęłam się do Niego od ucha do ucha i kontynuowałam:
„Mój Maleńki Jezu… Maluję Twój portret. I gdy malowalam Twe SERCE I Ranę SERCOWA ogarnęła mnie wielka radość i ekscytacja i entuzjazm! Malowalam bowiem COŚ co jest moje! Umiłowane! Najdroższe! Najbliższe!!! Gdzie jestem u siebie! Bo w Ranie SERCOWEJ, w szczelinie skalnej jestem u siebie!”
Jezus patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem… Patrzył z ogniem Miłości!
„Bardzo pięknie malujesz Mój portret! Bardzo pięknie!” – wyszeptal z ogniem i mocą.
Ujęłam Jego dłoń i ucalowalam ją serdecznie.
„Teraz dłonie będę malować! A dłonie malować trudno! Nie umiem… Nie obraz się proszę jesli mi nie bardzo mi wyjdą…!”
„Wyjdą Ci, Moja Maleńka Moniko! Wyjdą!” – wyszeptal Jezus uśmiechnięty cały!
Patrzyłam w Niego poruszona do głębi serca i zachwycona cała! Jeszcze nikt nigdy mnie tak nie nazwał! Niezwykła bliskość i miłość i czułość… Niezmierna!
„Uszczęśliwiasz Mnie bardzo, mój Słodki Jezu!” – szepnęłam wzruszona.
„Ty Mnie bardziej, Piękna , Moja Śliczna Moniko!”
„Nie!!! Ty mnie bar…” – nie dokończylam. Jezus zamknął mi usta pocałunkiem. Całowal mnie jak Oblubieniec caluje Swą oblubienice. Czule i słodko i gorąco!
ZDJĘCIE Z KRZYŻA
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. Maleńki napoil mnie Napojem Życia i Miłości. Promieniał bliskością bez granic! Cały był Miłością i cały był dla mnie!!!!
„Dobrze mi z Tobą mój Śliczny!” – szepnęłam wpatrzona w Umiłowanego zakochana i zachwycona cała.
„I Mnie z Tobą dobrze, Najmilsza! Bardzo dobrze!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia wielką.
„Dobrze mi z Tobą… Jezu! Będę zwracać się do Ciebie po Imieniu, a nie tylko określeniami. Takie masz cudne Imię, Jezus – Bóg Zbawia! Mój Słodki Jezu!”
Najdroższy rozpromienil się ogromnie nade mną! I patrzył we mnie szczęśliwy taki!!! Jakby czekał na to od zawsze! Ucalowal mnie z wielką Miłością! Potem leżałam na SERCU Jego. I leżąc rozmyślalam… I przyszła mi taka myśl: ” Jak mogło wyglądać zdjęcie z Krzyża?”
W Ewangeliach jest o tym napisane bardzo enigmarycznie. Mateusz pisze tylko tyle ze Józef z Arymatei „wziął ciało”, a Marek dodaje, że był razem z nim członek Wysokiej Rady. Teolodzy widzą w nim Nikodema.
Przyszli i zabrali ciało Jezusa. Ale by Je zabrać trzeba było najpierw Je zdjąć z Krzyża. Myślę że Józef i Nikodem nie przyszli pod Krzyż sami. Musieli mieć pomocników. Może sługi. Musieli też przynieść ze sobą narzędzia. Drabinę, liny, obcegi, może młotek i czyste płótna. Trudno było wyciągnąć gwóźdź z martwej dłoni czy stopy i drzewa Krzyża. Oddzielić od siebie. Jeśli gwóźdź był okrągły i prosty było to łatwiejsze. Jeśli gwóźdź był kwadratowy i powyginany wyciągnięcie go równocześnie z drzewa i ciała Jezusa było bardzo trudne. Można było jeszcze bardziej naruszyć lub nawet złamać delikatne i już i tak połamane kosteczki… Na wyjętych gwoździach znajdowała się zaschnieta Krew może i cząstki ciała… Słudzy Józefa i Nikodema zdejmowali ciało Jezusa. Każdy ich ruch śledzila Matka. Stała pod Krzyżem nieruchomo jak głaz. Twarz zastygla w nieopisywalnym bólu. Stała. Niewzruszona jak kamień. Z przebitym mieczem, krwawiacym Sercem. Stała. Nie mogła się już doczekać, aż wreszcie weźmie ciało Swego Syneczka w ramiona… Aż je przytuli, ucałuje… Stała. Odrętwiala z bólu. Patrzyła na kaźń, mękę Synka. Nie rozumiala do końca tego co się dzieje. Ale wiedziała że tak musiało być. Że Jej Syn tego chciał. Pragnął! Ze właśnie dlatego przyszedł na świat. A Ona choć Go nie rozumiała, poszła by za Nim nie wszędzie! W ogień! W dym! W ciemno! Do końca!
PRAGNĘ OBECNOŚCI
Tańczylismy bardzo! Maleńki mój i ja. Umiłowany wisiał na Krzyżu. Cierpiący był bardzo… Ogromnie! Niezmiernie!!! Ja też cierpialam bardzo. Obejmowałam Najdroższego mojego z czułością i starałam się delikatnie. Żeby nie sprawić Mu jeszcze więcej cierpienia… Umiłowany patrzył we mnie Swymi dużymi pięknymi oczami. Tylko we mnie patrzył. I ja patrzyłam tylko w Ślicznego mojego. Cierpielismy razem. Ale nie rozmawialiśmy o cierpieniu.
„Śliczny mój… jak mogę Ci usłużyć? Uszczęśliwic? Czego pragniesz, Maleńki mój?” – spytalam z czułością.
„Uwielbiam Twój uśmiech. Uwielbiam Twoje pocałunki. Ale najbardziej pragnę Twojej…” – Najdroższy urwał. Głowa Mu opadła…. Zmeczony był bardzo… Głowa oparta na ramieniu, oczy zamkniete… Umiłowany tańczył bardzo bardzo bardzo…
„Czego pragniesz, Maleńki mój?!” – szepnęłam z trudem.
Umiłowany nie odpowiadał. Zaczęłam całować JEGO SERCE. Delikatnie, ostrożnie, ze czcią i nabożeństwem. Całowalam. I intensywnie myślałam czego pragnie mój Słodki. I zaczęłam myśleć czego ja bym pragnęła gdyby mnie tak bardzo bardzo bolało. Nie pragnęlabym pocałunków ani uśmiechu. Ale po prostu tego, żeby ktoś przy mnie był. Potrzymal za rękę. Pragnęlabym obecności kogoś kto mnie kocha.
Ujęłam ostrożnie dłoń Maleńkiego i ucalowalam ją serdecznie.
„Najdroższy mój, jestem przy Tobie… Z Tobą jestem… Tak! Jestem z Tobą MIŁOŚCI moja. Jestem z Tobą…”
Tuliłam dłoń Umiłowanego do serca… Patrzyłam Mu w oczy z miłością. Długo tak trwałam z Maleńkim moim. Aż w pewnej chwili Najdroższy otworzył oczy i uśmiechnął się do mnie promiennie!
„Uwielbiam Twój uśmiech. Uwielbiam Twoje pocałunki. Ale najbardziej pragnę Twojej obecności, Maleńka Moja!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie! Od ucha do ucha! Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Tańczylismy bardzo w wielkiej intymności… Słodki mój i ja.
WIELKI CZUWAJĄCY
Spałam. I nie wiem czy to był sen, ale słyszałam głosy. Złośliwe, jazgotliwe, skrzeczace głosy rozmawiały ze sobą:
„Ale ta pięknisia nam przeszkadza! Ale ona nam przeszkadza! Niweczy nasze plany! Niszczy, psuje każdą robotę! Taka mała a ruchliwa taka! Zobacz, no!”
„Bardzo chętnie byśmy i ją zniszczyli! Zmietli z powierzchni ziemi! Ale nie możemy! Nie da się tego zrobić!”
„A może jakoś po cichu, chylkiem, od tyłu zajść i… w nocy?!”
„Nie ma szans… Wielki Czuwający jej pilnuje. Strzeże jak źrenicy oka! W dzień i noc!”
„A, to rzeczywiście… A ona Mu służy!”
„Śmieszne to i głupie! Służyć! U nas nikt nikomu nie służy! U nas każdy robi co chce!”
Obudziłam się. Głosy natychmiast umilkly. Otworzyłam oczy i zobaczylam pochylone nade mną Oblicze Najdroższego mojego… Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości i bliskości bez granic! Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego od ucha do ucha i zaczęłam dotykac policzek Maleńkiego mojego i głaskalam go z czułością.
„Mój Ty Wielki Czuwający…” – szepnęłam z tkliwoscia.
„Moja Ty Pięknisiu!” – wyszeptal Najdroższy z czułym uśmiechem.
Zaśmiałam się cicho.
„Az tak im przeszkadzam, Najdroższy?!”
„Bardzo! Sama słyszałaś, Maleńka Moja!”
„Oni mówili że Ci służę i to prawda. Ale Ty mnie nie traktujesz jak… służącej!”
„A kim dla Mnie jesteś? Jak to odbierasz Maleńka?”
„Jestem Twoją Maleńką! Oblubienica Twoja! Twoja Umiłowa…”
„Moja Umiłowana Córeczka w której mam upodobanie!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem Miłości.
„Taaak!!!” – szepnęłam szczęśliwa cała.
Maleńki nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. I patrzył we mnie jak w najcenniejszy Skarb…
CZYSTA MIŁOŚĆ
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. W Jego objęciach leżałam obolała bardzo i bardzo zmęczona leżałam. Bez sił prawie. Leżałam z zamkniętymi oczami. Nie miałam siły, żeby podnieść powieki. I mimo że miałam zamknięte oczy widziałam Umiłowanego mojego! Maleńki pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie z zachwytem i czułością wielką… Piękny niesamowicie!!! Cały był Miłością i cały był dla mnie…!
„Maleń…” – szepnęłam z trudem wielkim.
„Ciii… Moja Ślicznosci… Ja wiem. Ja wszystko wiem!”
„Dzięku…!”
„To Ja Ci dziękuję, Maleńka, że ze Mną jesteś i że tańczysz dla Mnie!”
„Nigdy Cię nie zostawię, nie odpuszczę, mój Śliczny!!!” – wyrwało mi się z głębi serca. I nagle zamilkłam zawstydzona… Bo przypomnialam sobie że już kiedyś ktoś tak zapewniał Najdroższego, obiecywał, zarzekal się… A za chwilę zdradził… Patrzyłam zawstydzona, bezradna w Umiłowanego… On jednak… patrzył we mnie z jakby jeszcze większym zachwytem i podziwem…
„Ale Ja wiem że Mnie nie zostawisz, że nie opuścisz, Maleńka Moja!” – wyszeptal z ogniem i mocą.
„Wiesz? A dlaczego? Skąd wiesz, Maleńki?”
Najdroższy patrzył we mnie głęboko, płomienny bardzo.
„Wypróbowalem Cię w ogniu jak złoto. Oszlifowalem! Już dawno miałaś wiele powodów, żeby po prostu, po ludzku odejść. Jednak nie zostawiłaś Mnie. Teraz też nic Cię przy Mnie nie trzyma oprócz… No właśnie! Sama powiedz, Maleńka Moja, dlaczego ze Mną jesteś?!”
„Jestem z Tobą bo Cię kocham!!!” – szepnęłam jednym tchem.
Umiłowany patrzył we mnie zachwycony cały.
„Czysta Miłość!” – wyszeptal z ogniem.
„Jak ja Cię mogę, Maleńki, zostawić kiedy tak we mnie patrzysz… taki piękny i taki we mnie zakochany??! Pragnę Cię podziwiać, uszczęśliwiac , poznawać! Kochać!”
Patrzyłam w mojego Ślicznego wyczerpana.
„Czysta Miłość!” – powtórzył Najdroższy z ogniem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Patrzył we mnie z ogniem Miłości. Cały był Miłością i cały był dla mnie…
NA PEŁNYM GAZIE!
Byliśmy w górach mojej modlitwy. Mój Śliczny i ja. Siedzieliśmy na półce skalnej przed wejściem do skalnej szczeliny. Umiłowany siedział, a ja siedziałam u Niego na kolanach. Przed nami rozpościeral się widok przecudny na góry mojej modlitwy. Szczyty gór były skąpane w słońcu i zielone całe. Patrzyłam na nie zachwycona… Jednak… to nie był mój świat. Spojrzałam w Maleńkiego mojego. To był mój Świat! Patrzył we mnie taki piękny i taki we mnie zakochany… I ja w Niego patrzyłam. Zakochana i zachwycona cała! I nagle… wszystko wokół nas zniknęło! Zniknęła skalna półka, zniknęły góry mojej modlitwy. A ja byłam w ramionach Najdroższego mojego. Byłam Jego dzieciątkiem, Jego niemowlęciem… A Maleńki pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie jak w bezcenny skarb.
Dotknęłam dłonią policzka Najdroższego i szepnęłam z czułością:
„Pragnę Cię, Maleńki…!”
„Masz Mnie, Moja Śliczna!” – wyszeptal Najdroższy z ogniem i cudnym uśmiechem.
„Ale ja Ciebie pragnę więcej, bardziej! Zawsze można więc i bardziej, prawda, Najdroższy?”
Umiłowany przytaknal z mocą. Milczał chwilę, a potem wyszeptal pełen ognia:
„Pragnę Ciebie, Maleńka Moja!”
„Masz mnie!”
„Ale Ja Ciebie pragnę więcej, bardziej! Zawsze można więcej i bardziej! Prawda Moja Śliczna?”
Przytaknelam z mocą!
Najdroższy nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulil do SERCA Swego. Leżałam przy SERCU. I podświadomie wiedziałam że to moje… że to nasze wspólne pragnienie rozpoczyna nowy rozdział, nowy etap w naszym życiu, naszej relacji, w naszym byciu ze sobą! Etap jeszcze bardziej niesamowity, fascynujący niż do tej pory! Jeszcze bardziej ekscytujący! Jeszcze bardziej… brakowało mi słów.
„To będzie jazda bez trzymanki, Maleńka!!!” – wyszeptal Najdroższy śmiejąc się perliscie!
„Jazda bez trzymanki to jest teraz, mój Śliczny! To będzie jazda bez trzymanki na pełnym gazie!!!”
Umiłowany śmiał się radośnie, szczęśliwy cały! Ja śmiałam się razem z Nim!