Wpatrywał się we mnie Umiłowany mój… rozpromieniony i radosny. Ja patrzyłam w Niego. Uśmiechałam się do Niego.
„To, co zrobiłaś, mój robaczku, wymagało dużej odwagi i determinacji”.
Patrzyłam w Niego z radością.
„Bez względu na to jaką odpowiedź otrzymasz, wiedz, że JA już cię przyjąłem. Należysz do Mnie. Jesteś Moja. Jak otrzymasz odpowiedz, umieść ją tu, na świadectwo Moich słów”.
„Dobrze Ukochany”- wyszeptałam.
Patrzeliśmy dalej w siebie… w milczeniu.
Po dłuższej chwili Jezus powiedział:
„Wpatruję się w twoje serce. Wybrałem je i upodobałem sobie”.
Miesiąc: luty 2014
NAJBLIŻEJ
Patrzył we mnie… łagodny, ale poważny. Ja wpatrywałam się w Niego. W Jego mądre, dobre, pokorne oczy. Miłosierne i przenikające na wskroś moje serce.
”Witaj Umiłowany, co mogę dla Ciebie zrobić?”- wyszeptałam.
„Witaj Moja Weroniko, pozwól, że dziś Ja będę działał. Będę leczył twoje rany. Patrz we Mnie. We Mnie jest uzdrowienie”.
Patrzyłam więc… Jego spojrzenie przenikało mnie coraz bardziej. Prześwietlało mnie.
„Jezu zmiłuj się nade mną”.
„Moje oblubienice otrzymują Moje miłosierdzie i zmiłowanie. Jesteś jedną z nich, umiłowana Mego Serca”.
„Dziękuję” – szepnęłam. Ucałowałam Go w policzek.
Jezus mówił dalej: „W czasie Mojej Męki cierpiałem bardzo, ale nie tylko z powodu zadawanych Mi Ran. Z powodu odrzucenia i samotności także”.
„Ja też jestem samotna… ale nic to, TOBIE ofiaruję”.
„Kiedy czujesz się samotna, jestem wtedy z tobą. Najbliżej.
OKRUCH JEGO MĘKI…?
Często w internecie wyszukuję różne wizerunki Jezusa, mojego Ukochanego i potem umieszczam je na Fb. Kto zna mój profil, ten wie. Dziś też szukałam. Jak tylko zaczęłam poszukiwania, trafiłam na to: http://www.duchprawdy.com/modlitwy_i_obietnice_pana_jezusa_najswietsze_oblicze_jezusa.htm Zupełnie przypadkowo… Otworzyłam i czytałam z otwartymi ustami… Nie chodzi mi o te obietnice (a raczej nie tylko o nie). Chodzi o to, że wszystko, lub prawie wszystko sprawdza się w moim życiu (nie piszę o tym broń Boże, żeby się chwalić… albo coś w tym stylu. Nie! Po prostu stwierdzam fakt, który mnie samą zadziwia i zachwyca). „Osoby praktykujące nabożeństwo do Świętego Oblicza, otrzymają za życia wewnętrzne i stałe światło, a po śmierci będą jaśnieć w niebie szczególniejszą światłością”. We mnie jest takie światło… w moim wnętrzu. Światło, które nie pozwala mi się poddać, dzięki któremu mogę dźwigać mój krzyż z radością. Niektórzy mówią, że z tego bloga też bije światło.
To JEGO Światło, Światło Ukochanego! To tylko jeden z przykładów. Poza tym nie odważyłabym się nazwać to moje wpatrywanie w Jego Oblicze „nabożeństwem”. To zwykła modlitwa po prostu. Zwykła, codzienna modlitwa.
Dziś coś na tej modlitwie było innego. Niby wszystko tak samo, a jednak inaczej.
Wpatrywałam się w Jego Oblicze… bez słów, długo… Oczy Ukochanego były smutne, cierpiące. Był obolały, zmęczony. Wpatrywałam się głębiej i głębiej.
„Cierpisz, Panie…”
„Tak”.
„A ja z Tobą”.
Patrzyłam dalej… I nagle tak się poczułam jakbym widziała Go po raz pierwszy. Jakby odkrył Coś przede mną. Co? Nie potrafię określić, sformułować… Doświadczyłam dziwnej bliskości i tęsknoty.
Pochyliłam się bardziej i dalej kontemplowałam Jego Oblicze. Wydało mi się zranione i poobijane… Bardzo chciałam Mu jakoś pomóc.
„Nie patrz we Mnie, wyglądam wstrętnie. Strasznie. Nie patrz!”- usłyszałam w głębi serca.
„Będę patrzeć! Wyglądasz pięknie. Pięknie!”
Patrzyłam dalej.
„Mój Umiłowany, Ulubiony, Najdroższy, Najpiękniejszy pozwól mi dzielić z Tobą Twój ból, cierpienie. Pozwól mi… proszę”.
Twarz Jezusa zmieniła się. Już nie była taka smutna.
„Czekałem aż o to poprosisz, robaczku. Bardzo Mi ulżyłaś Weroniko”.
Po tej modlitwie coś we mnie zostało. Tęsknota i jakiś nieokreślony ciężar na sercu. Może to okruch Jego Męki…?
REGUŁA MIŁOŚCI
Obudziłam się w nocy i zaczęłam układać bukieciki dla Mamy. W czasie modlitwy usłyszałam głos kobiety: ” Oblubienico Mojego Syna, błogosławię ci”. Wtedy ja zaczęłam też prosić o błogosławieństwo dla moich Dzieci. „Im także błogosławię”. Dziękowałam i dziękowałam… I dalej układałam kwiaty modlitwy.
Potem kontemplowałam Oblicze Jezusa, wydało mi się smutne. Bardzo smutne…
„Witaj Ukochany… jesteś smutny. Dlaczego? Mogę Cię jakoś pocieszyć?”
” Witaj Weroniko.. Cierpię z powodu ludzkich grzechów… Jestem wyszydzany, znieważany, opluwany… cierpię podobnie jak wtedy na Drodze Krzyżowej”.
„Kiedy cierpi mój Umiłowany, cierpię i ja…”
Jezus popatrzył we mnie czule i mówił dalej:
„Zabijani są najmniejsi, deptane Moje przykazania. A ci, którzy we Mnie wierzą ciągani są po sądach, wykpiwani. Cierpię w nich wszystkich. Jak bardzo cierpię…!”
Patrzyłam w Niego…
„Mogę Ci… jakoś pomóc?” – spytałam. I zaraz zdałam sobie sprawę, że to pytanie irracjonalne, no bo jak ja mogę MU pomóc…
” Bądź Moją Weroniką”- usłyszałam – ocieraj Moją Twarz oplutą i wzgardzoną. Dotykaj Ją. Modlitwą. Ukoj Moje Rany swoim cichym cierpieniem. I patrz we Mnie sercem. I uśmiechaj się do Mnie często.
Wtedy Mnie pocieszysz”.
„Dobrze, Panie”- wymamrotałam poruszona.
„To będzie twoja Reguła. Reguła Miłości”.
Miałam o tym nie pisać, ale jednak… po opublikowaniu komentarzy Anety pod wpisem „Uwielbiam”, pojawiła się sugestia jednego z moich rozmówców żeby kasować takie „szkodliwe” wg niego komentarze. W pierwszej chwili napisałam „ok”. Jednak nie dawało mi to spokoju.. Przemyślałam to jeszcze raz. I dziś rano napisałam mojemu rozmówcy: „Wiesz… przemyślałam jeszcze raz Twoją sugestię, żeby kasować tzw szkodliwe komentarze na moim blogu i doszłam do wniosku, że nie będę tego robić. Nie będę kasować. Są trzy powody:
1. Mam chwalić Boga, a ludziom odpłacać złem za zło? Nie tego uczy Jezus. Ci co piszą nieprzychylnie może poszukują, może są poranieni. Trzeba im pomóc, pokazać że jest inaczej niż myślą. A nie kasować ich wypowiedzi.
2. Na tym blogu jest miejsce dla każdego.
3. Jezus by tego nie zrobił. On nikogo nie kasuje…”
„Twój blog, Twoje decyzje” – odpisał.
Tu nie tylko chodzi o blog… To też jest Reguła Miłości.
A Ciebie Aneto słonecznie pozdrawiam 🙂
BOŻY PRZYPADEK
Dostałam misję od Moniki, żeby opisać to, o czym przed kilkunastoma minutami z Nią rozmawiałam. Z przyczyn ograniczeń fizycznych Autorki bloga, tę notkę piszę więc ja – Karolina.
Ciężko to wszystko ubrać w słowa, sama jeszcze nie ogarniam, ale spróbuję. To będzie próba uzupełnienia poprzedniego posta WERONIKA OD OBLICZA CHRYSTUSOWEGO.
Kilka dni temu Monika prosiła mnie o modlitwę.
Pierwsze podejście wyglądało mniej więcej tak:
„Panie Boże, o co ja mam się dla Niej modlić? Przecież po ludzku wszystko we mnie krzyczy, żebyś Jej zabrał to cierpienie. A przecież Ona się na nie zgodziła – jak jest napisane w jednej z notek – dla Twojego Imienia. Jestem więc w kropce. Powiem więc: Bądź wola Twoja – Ona by tego chciała. ”
A dziś jak odmawiałam z Moniką nagraną dziesiątkę różańca, wpadło mi do głowy, że Ona pisała o wątpliwościach, że czasami czuje, jakby to wszystko było nieprawdą, że to nie Ty do niej mówisz. Pomyślałam: „Niemożliwe, przy takiej bliskości, już nie ma miejsca na wątpliwości – to już na pewno nieaktualne.” Ale nie dawało mi to spokoju, więc zostawiłam Monice wiadomość na gadu między innymi o tym, że wpadło mi do głowy to nowe imię dla Niej – Monika od Oblicza Chrystusowego. Kilkanaście minut temu w rozmowie ustaliłyśmy że obie mamy w głowie Weronikę od Oblicza Chrystusowego. Ja na to wpadłam, bo takie imię wybrałam na bierzmowaniu, a Ona – bo się z Weroniką od dawna identyfikuje. Chwilę później znalazłam stronę, na której był opisany związek między św Weroniką, a chustą z Twoim wizerunkiem, znajdującą się w Manopello. Wszystko zaczęło się składać: Weronika od Oblicza Chrystusowego. Pomijając już fakt, że Monika na swoim starym blogu kilka lat temu pisała o Manopello, a ja kilka lat temu tam byłam.
Siedziałam na krześle i zastanawiałam się kiedy z niego spadnę z wrażenia. Nagle Monika napisała:
„Czyli te rozmowy z Nim, to nie może być mój wymysł”
„To Ty masz jakieś wątpliwości?” – zapytałam
„Już nie” – padła odpowiedź.
„Ale od teraz?”
„Wcześniej byłam pewna, ale nachodziły mnie czasem wątpliwości. Dziś mam pewność. Całkowitą.”
To był kolejny moment, w którym mało nie spadłam z krzesła. To, co wydawało się nierealne, okazało się prawdziwe. Ta wiadomość była po to, by wątpliwości rozwiać. Ta rozmowa była po, to by wątpliwości rozwiać. A kiedy to wszystko pisałam – Ty wiesz – miałam przekonanie, że to niepotrzebne, że to niemożliwe. A jeśli te wątpliwości są, to przecież nie znikną dzięki jakimś tam moim słowom, że to Ty musisz coś zrobić. Nie wiem, natchnąć Ją jakoś w modlitwie, albo coś. A Tobie się najwyraźniej zachciało użyć moich rąk…
Nie rozumiem, jestem w szoku – w każdym razie nie wierzę, że to wszystko był przypadek. Chyba że – cytując Monikę – „Boży przypadek – w takie wierzę.” 🙂
WERONIKA OD OBLICZA CHRYSTUSOWEGO
Wpatrywałam się w Oblicze Umiłowanego… uśmiechnięta, szczęśliwa. I zaskoczona. Chociaż z drugiej strony… 🙂
Jezus też wydawał się być radosny. Zadowolony, że sprawił mi niespodziankę, radość.
„… 'od Oblicza Chrystusowego’…” – myślałam.
„Podoba ci się, robaczku?”- zapytał.
„Wiesz, że tak! Bardzo!”
„Odtąd to będzie twoje imię”.
Patrzeliśmy w siebie. Rozmyślałam… Od dnia naszego ślubu kilka razy przeleciało mi przez głowę, że powinnam mieć nowe imię. Raz nawet zaczęłam wybierać… np. „od Jezusa Miłosiernego”. Jednak szybko ucięłam te myśli. Te imiona, które wybierałam (a było wśród nich też ” od Oblicza Jezusowego”) wydawały mi się zbyt wielkie, zbyt dostojne. Ja, taka malutka i zwyczajna, prosta… Postanowiłam zostawić to Ukochanemu. Żeby On mi wybrał, jeśli chce… I dziś wybrał. Karolina je wymodliła. 🙂
„To imię pasuje do ciebie, nie tylko dlatego, że kontemplujesz Moje Oblicze”.
Patrzyłam pytająco.
„Chcesz być do Mnie podobna, prawda?”
„Pragnę…”’
„Jesteś”.
Jak brzmi całe moje nowe imię? „Weronika od Oblicza Chrystusowego”. Dlaczego? Weronika ocierająca Twarz Chrystusowi zawsze mnie zachwycała. Zadziwiała. Podziwiałam jej odwagę, determinację. Upór. Jej miłość. Identyfikuję się z nią.
Kontempluję JEGO Oblicze. I… jestem do Niego… podobna.
I… chcę być Weroniką.
Dla NIEGO.
I dla innych.
PODOBNA…
Ta notka będzie krótka i lakoniczna. Pisać trudno, słabo się czuję.
Dziś przed Eucharystią ofiarowywałam Ukochanemu całą siebie. Cierpienia, troski i radości. Ofiarowywałam Mu moje duchowe Dzieci, moje duchowe Maleństwo. Ofiarowywałam Mu moją niemoc i słabość. Ofiarowywałam i prosiłam, żeby tę moją małą ofiarę przyjął i złączył ze Swoją. Najświętszą.
Potem, gdy wpatrywałam się w Niego, prosiłam, żeby nauczył mnie być świętą. Podobną do Niego.
„Jesteś do Mnie podobną, robaczku”.
”Ja? Jakoś tego w sobie nie widzę….”
„Wystarczy, że widzę Ja i widzą inni”.
Patrzeliśmy w siebie dłuższy czas w milczeniu. Długo…
„Wpatruję się w twoje serce. Upodobałem je sobie” – usłyszałam cichy, łagodny Głos.
W NIM
Obudziłam się w nocy i zaczęłam układać bukiety Madonnie. Kiedy się modliłam, usłyszałam głos, dziwny… przypominał grzmoty.
„Jam jest twój Bóg, Skała Zbawienia! Jam jest twój Oblubieniec. Twój Ukochany. Przyjaciel. Schroń się we Mnie. Wejdź we Mnie. Ja cię obronię. Moja najdroższa, umiłowana Moja!”
Ułożyłam bukiecik i chyba przysnęłam. Nie wiem. Kiedy otworzyłam oczy było jeszcze ciemno, zaczęłam się modlić dalej, w jednej, szczególnej intencji. Ogarnął mnie ból, ale nie fizyczny. Bolało mnie serce, dusza…
Modliłam się i modliłam. I zobaczyłam obraz, bardzo piękny i przejmujący… nie będę go opisywać. To zbyt osobiste, zbyt trudne dla mnie. Powiem tylko, że dotyczył on jednego z moich duchowych Dzieci. Zachowam ten obraz w sercu…
Wpatrywałam się w Umiłowanego.
„Błogosławię ci, robaczku, błogosławię”.
„Kocham Cię i ufam Tobie Jezu” – powiedziałam do Niego.
Patrzyliśmy w siebie długo…
„Obdarzam cię Moimi łaskami” – usłyszałam w głębi serca.
„I moje Dzieci…? Proszę…”
„Twoje Dzieci także”.
ZBROJA
Patrzyłam w Niego. Dziś był poważny. Łagodny, ale poważny. Długo wpatrywaliśmy się w siebie. Kontemplowałam Oblicze Ukochanego. Oblicze pełne miłości i miłosierdzia… Odpoczywałam? Nie. Cierpiałam, ofiarowywałam, tańczyłam przed Nim.
„Jesteś gotowa cierpieć dla Mego Imienia?”
„Tak. Jestem gotowa”.
„Jestem twoją Tarczą, robaczku, twoją Zbroją”.
P. S.
Przerwałam wczorajszą notkę. Nie miałam sił pisać dalej. Jezus powiedział jeszcze, żebym odpoczywała, bo niedługo przyjdzie mi cierpieć dla Jego Imienia. Odpoczywałam więc wpatrując się w Niego. Teraz wiszę razem z Nim na krzyżu.