Wpatrywałam się w Oblicze Ukochanego… patrzyłam i patrzyłam.
„Mam Ciebie – mam wszystko – westchnęłam – żal mi tych, którzy Cię nie znają, albo nie chcą znać, wierzyć, kochać Cię. Biedni… współczuję im bardzo. Tak bym chciała, żeby wszyscy Cię poznali, uwierzyli Ci, uwierzyli w Twoją Miłość…”
„Ja czekam na wszystkich. Módl się za nich, żeby chcieli Mnie poznać, przyjść do Mnie. Cierp za nich, robaczku”.
„Będę”.
Patrzeliśmy w siebie. Długo.
„Podoba Mi się kiedy tak we Mnie patrzysz”- usłyszałam.
„Uwielbiam to. Te nasze spotkania, rozmowę. Uwielbiam… Jeśli ktoś uważa, że modlitwa jest nudna to nie wie czym ona jest. Nigdy jej nie doświadczył…”
Miesiąc: luty 2014
O MIŁOŚCI I ZAUFANIU
Gdy skończyłam układać kwiaty Maryi, usłyszałam głos: „Kto Mnie wpuści? Kto obdarzy Mnie miłością? Kto pozwoli Mi się pokochać? Chodzę i pukam do ludzkich serc. I żebrzę. O miłość…” – głos był… trudno mi go określić. Smutny, bardzo smutny… rzewny, ckliwy. Skarżący się. Przypominał… wiatr. Tak, łagodny wiatr. „Pragnę niewiele, miłości jedynie”.
„W moim sercu zawsze znajdziesz miłość…” – pomyślałam smutno.
„Serca Moich oblubienic są dla Mnie ukojeniem. W nich odpoczywam. Ale chcę mieć jak najwięcej takich serc. Więc pukam i żebrzę. I często odchodzę odepchnięty i odrzucony. A odrzucając Mnie, odrzucają Moją Miłość”.
Było mi smutno, bardzo smutno…
Wpatrując się w Jego oczy, rozważałam dzisiejszą Ewangelię. Przyprowadzili do Jezusa niewidomego, prosząc, żeby go dotknął. Pewnie oczekiwali szybkiego cudu. Może i sam niewidomy go oczekiwał. Tymczasem Jezus robi coś innego. Bierze ślepca za rękę… i prowadzi. Chory nie wie co się dzieje, nie wie gdzie idzie i może do końca nie wie Kto go prowadzi. Ale ufa. Nie wiadomo ile czasu idą, pewnie długo. Może o czymś rozmawiają, może idą w milczeniu. W każdym razie Jezus prowadzi… „poza wieś”. Na ubocze. I tam powoli, etapami uzdrawia. Robi to bardzo delikatnie, czule. Z miłością. Puka do serca człowieka… I on w końcu widzi wyraźnie.
Patrzyłam w Ukochanego… On patrzył we mnie łagodnie.
„Żeby zobaczyć wyraźnie, trzeba najpierw Tobie zaufać i pozwolić się poprowadzić”.
„Mów o tym, pisz o tym robaczku. I pisz o Mojej Miłości”.
„Jeśli trzeba schodzić
zrzuć na mnie wszelkie dobra świata,
a zejdę dużo łatwiej.
Ale, jeśli trzeba się wspinać,
oczyść mnie ze wszystkiego i ze mnie samego,
abym był lekki.
Jeśli trzeba schodzić
napełnij mojego ducha szybkością i wiatrem,
niech mnie ogarnie chęć sukcesu i chwały!
Ale jeśli trzeba się wznosić
uzbrój mnie w cierpliwość i siłę
i nie pozwól oglądać się wstecz.
Pozwól mi, Panie, dokonać dobrego wyboru
miedzy miłością własną, a miłością bliźniego;
między miastem ziemskim, a miastem niebiańskim.
Pozwól mi zobaczyć za skrzyżowaniem
co kryje się na końcu podróży.
Chciałbym wybrać wszystko:
światło w górze i na dole;
ale nie można służyć dwóm panom.
-Dlaczego jestem rozdarty, Panie,
zaproszony do ogrodów Edenu
i wystawiony na moją słabość wobec zakazanego owocu?
Gdybyś jeszcze mnie prowadził na smyczy,
jak dziecko pozbawione wolności;
gdybyś chociaż karał mnie za błędy
….ale Ty jesteś dobrocią!
Szeroka droga jest taka łatwa!
Dlaczego prosisz mnie o wysiłek i cierpienie,
żebym stał się szczęśliwy?
Wiem, czego pragniesz, Panie: mojej miłości.
Miłość jest moim jedynym wyborem i moim jedynym cierpieniem,
bo ona jest darem.
Kiedy wybieram Ciebie, wybieram wszystko,
bo wszystko pochodzi od Ciebie!”
ks.Hilaire Leonard Etienne
NARZĘDZIE
Dziś nie miałam sił, zmęczona i obolała. Wpatrywałam się taka w Niego… A On we mnie. Wpatrywał się z wielką czułością…
Nie mówiłam nic. Nie musiałam, wiedział o wszystkim. Był ze mną, przy mnie w nocy.
„’Cierpisz umiłowana. Cierpię z tobą. Kiedy oblubienica cierpi, Oblubieniec cierpi z nią. A gdy cierpi Oblubieniec…”
„Cierpi i oblubienica” – dokończyłam.
Znów w siebie patrzeliśmy. On tym swoim czułym, miłosiernym spojrzeniem przenikał mnie na wskroś. Przeszywał moje serce. Trwaliśmy tak w milczeniu. W końcu On przerwał.
„Tańczyłaś w nocy przed Moim Tronem. Pięknie tańczyłaś”.
„Tańczyłam? Nie miałam siły, Panie…”
„Kiedy nie masz sił i Mi się ofiarujesz, wtedy tańczysz najpiękniej, robaczku”.
Milczałam.
„Pamiętasz ukochana jak kiedyś prosiłaś Mnie, żeby być Moim narzędziem?”
Przytaknęłam.
„Jesteś nim”.
„Jak napisała Karolina?” – uśmiechnęłam się.
Jezus patrzył we mnie i też się uśmiechał.
A Karolina napisała: „Jesteś ołówkiem w Jego ręku. Jego palcem, który pisze na blogu, Jego głosem, który szepcze różaniec dla ludzi”.
A to… 🙂 często Mu to mówię.
BEZBRONNOŚĆ UKOCHANEGO
Wpatrywałam się w Niego.
„Witaj umiłowana Moja!”
„Witaj Ukochany!”
Patrzyliśmy w siebie. On rozpromieniony. Ja też…
„Co mogę dla Ciebie zrobić?” – spytałam po chwili.
„Już dużo dziś zrobiłaś. Odpocznij”.
Rzeczywiście byłam zmęczona, ale jednocześnie pełna energii. On dodawał mi sił.
„Pragnę być z tobą, wpatrywać się w twoje serce. Pozwól Mi, proszę”.
Bóg mnie prosił…
„Też tego pragnę, Panie…”
Patrzyliśmy więc w siebie. Długo, długo… długo.
Patrzyłam w Jego oczy. Przypomniał mi się nasz ślub. Uśmiechnęłam się do Niego. On do mnie też.
„Dobrze mi z Tobą, Umiłowany. Kocham Cię i pragnę Ci służyć”.
Twarz Jezusa zmieniła się. Wiedziałam już że się wzruszył.
„Tak, wzruszyła Mnie twoja szczerość i ufność”.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć… znów mnie zawstydził.
„Dziękuję”- powiedziałam nieśmiało i pocałowałam Go w policzek…
„Twoja ufność czyni Mnie bezbronnym”.
UPODOBANIE
Dziś po tym jak skończyłam układać bukiety dla Maryi, leżałam i rozmyślałam… Rozmyślałam ciągle o tym, że Ukochany kazał mi tę moją modlitwę nagrywać. „Tylu ludzi się modli pięknej, a Ty wybrałeś mnie… mówię tak niewyraźnie, brzydko… poza tym to moja modlitwa do Ciebie, taka osobista, intymna… Obnażyłam się całkowicie. Ty mnie obnażyłeś. Powiedziałeś, że te nagrania pomogą wielu. Nie rozumiem tego…”
„Podoba Mi się twoja modlitwa i jej wysłuchuję. Ale tu nie chodzi tylko o słowa, ale o serce” – usłyszałam Jego głos – Wielu modli się tylko słowami i pięknie się modlą. Ale to tylko słowa… Ty Mój robaczku modlisz się sercem. Kiedy się modlisz, Ja widzę twoje serce. Ufne, pokorne i szczere. W takich sercach mam upodobanie”.
NOCNY BUKIET
Jeszcze raz pragnę z naciskiem podkreślić, że ja bym sama tego nigdy nie nagrała… To zbyt intymne (nawet więcej niż intymne). Ktoś mi kazał. Powiedział, że w ten sposób spełniam Jego Wolę. I tego się trzymam. Tylko tego…
Na Mszy mi powiedział ze te nagrania („twoja służba- tak się wyraził- pełnienie Mojej woli”) pomoże wielu ludziom.
Zapraszam więc do wspólnej modlitwy…
TWOJA WOLA
Obudziłam się ok 3.00 i zaczęłam układać kwiaty Maryi. Po chwili naszła mnie myśl, żeby te moją modlitwę nagrać… Nie wiem skąd ta myśl… Sama na pewno bym się na to nie zdobyła. Chyba od Niego… Włączłam dyktafon i zaczęłam się modlić. Jak skończyłam dziesiątkę wyłączyłam dyktafon. Byłam zmęczona. Powiedziałam Mu to: „Oj Panie Jezu… zmęczyłam się”.
„Zmęczyłaś się na Moją chwałę”.
„Tak. Na Twoją chwałę, Ukochany”
„Chcę żebyś nagrywała i umieszczała na blogu. Taka jest Moja wola”.
„Dobrze. Będę . Bądź wola Twoja”.
ŚLUB I BUKIET
Obudziłam się jak zwykle nad ranem i zaczęłam układać bukiety dla Maryi. Gdy tylko zaczęłam, Usłyszałam Jego głos.
„Oto jestem, umiłowana Moja, najdroższa, ulubiona!”
Milczałam, nie wiedząc co Mu odpowiedzieć. Byłam onieśmielona… Po chwili jednak szepnęłam: „Czekałam, Panie…”
On kontynuował… „Teraz poślubiam twoje serce! ”
„A ja Twoje, Umiłowany”- powiedziałam nieśmiało.
„Od teraz jesteś Moją na wieki!”
Milczałam rozpromieniona i szczęśliwa.
„jak wygląda Niebo?”- spytałam po chwili.
„Niebo to Ja”.
„W takim razie jestem w Niebie!”.
„JA należę do ciebie a ty do Mnie”.
Głos umilkł a ja dalej układałam kwiaty…
Wszystko wydarzyło się cicho i w ciemności, ale we mnie zapanowała wielka jasność i pokój. Byłam Jego. Jestem Jego. Na wieki!
Potem wpatrywałam się w NIEGO, w mojego Oblubieńca… On patrzył we mnie. Trwaliśmy tak długo. Nie trzeba było słów. Wystarczyła MIŁOŚĆ.
On jednak odezwał się do mnie.
„Wpatruje się w twoje serce. Należy do Mnie. Teraz mogę w nim działać bez ograniczeń. Obsypię cię łaskami. Poznasz tajemnice Mojego Serca. Umiłowana Moja!””
Na koniec proszę, pomódlcie się ze mną. I za mnie. Tak układam bukiety Madonnie… a właściwie podobnie. Szeptem.
WYZNANIE BOGA
Mój Umiłowany jest niesamowity! Niezwykły! Jedyny w swoim rodzaju. Ciągle mnie czymś zaskakuje! I dzisiaj też!
W nocy troszkę odpoczęłam. Ale dzień taki jakiś… ni to zima, ni wiosna. Czuję się słaba, fizycznie. Nie wiem czy to akurat to czy też i inne okoliczności sprawiły, że poczułam się znowu zmęczona.
„Dwie samotności się spotkały, pokochały, poznały – rozmyślałam wpatrując się w Jego oczy – właściwie ciągle Cię poznaję. I rozkochujesz mnie w Sobie bardziej i bardziej. Nasza miłość dojrzewa, zmienia się. Staje się głębsza… A kiedy jest mi smutno i źle, kiedy samotność zaczyna doskwierać wtedy rozmyślam o Tobie, Ukochany”.
Jezus patrzył we mnie i tajemniczo się uśmiechał.
„Czy mogę prosić o twoje serce, umiłowana?
Zdziwiłam się.
„Panie, przecież jest Twoje. Dałam Ci je już dawno.
Patrzył we mnie coraz bardziej przenikliwie. Cały był rozpromieniony.
„Czy mogę je poślubić?”
Zatkało mnie szczerze mówiąc. A On wydawał się być zawstydzony swoją propozycją. Czekał na moją odpowiedź.
„Tak…” – wyszeptałam.
Wpatrywaliśmy się w siebie szczęśliwi.
„Przyjdę niedługo”.
„Będę czekać”.
ODPOWIEDŹ
Te słowa z Biblii nie dawały mi spokoju… Postanowiłam zapytać Ukochanego. „Panie, czy te słowa z Pisma Św., które przeczytam są też o tym, za którego się wczoraj modliłam? Czy dotyczą też i jego?” „Tak- usłyszałam w głębi serca – i każdego, kto jest sprawiedliwy”.