Wpatrywałam się w Niego.
„Witaj umiłowana Moja!”
„Witaj Ukochany!”
Patrzyliśmy w siebie. On rozpromieniony. Ja też…
„Co mogę dla Ciebie zrobić?” – spytałam po chwili.
„Już dużo dziś zrobiłaś. Odpocznij”.
Rzeczywiście byłam zmęczona, ale jednocześnie pełna energii. On dodawał mi sił.
„Pragnę być z tobą, wpatrywać się w twoje serce. Pozwól Mi, proszę”.
Bóg mnie prosił…
„Też tego pragnę, Panie…”
Patrzyliśmy więc w siebie. Długo, długo… długo.
Patrzyłam w Jego oczy. Przypomniał mi się nasz ślub. Uśmiechnęłam się do Niego. On do mnie też.
„Dobrze mi z Tobą, Umiłowany. Kocham Cię i pragnę Ci służyć”.
Twarz Jezusa zmieniła się. Wiedziałam już że się wzruszył.
„Tak, wzruszyła Mnie twoja szczerość i ufność”.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć… znów mnie zawstydził.
„Dziękuję”- powiedziałam nieśmiało i pocałowałam Go w policzek…
„Twoja ufność czyni Mnie bezbronnym”.
BEZBRONNOŚĆ UKOCHANEGO
Category: (NIE) MOJE MYŚLI