Byłam w ramionach Umiłowanego, Maleńkiego mojego. Leżałam wtulona w Niego. Tańcząca bardzo leżałam. Umiłowany obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem Miłości i bliskości. Uśmiechał się do mnie cudnie i cały był dla mnie…
„Cierpisz bardzo, Maleńka Moja…”
„Bardzo, Maleńki mój!”
Najdroższy zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Jak Oblubieniec Swą oblubienice całuje. Potem spojrzał we mnie głęboko i wyszeptal:
„Jesteś żywą monstrancja, Moją monstrancja jesteś, Maleńka!”
„Dziękuję, Najdroższy mój!”
I prosiłam Go, żebym nigdy nie była pustą monstrancja. Bo pusta to może i piękna i błyszcząca, ale swoim blaskiem i świecidełkami. Z mojego blasku nie zostanie nic. Zardzewieje… Tylko gdy Najdroższy jest we mnie, ja, Jego monstrancja jestem naprawdę piękna. Bo jest we mnie SKARB cenniejszy od złota i drogich kamieni. Mój Najdroższy! Mój SKARB! I pragnę GO zawsze nosić w sercu. I być piękna Jego pięknem!
Umiłowany gładzil delikatnie mój policzek i patrzył mi w oczy z miłością.
„Jesteś żywą monstrancja, Maleńka Moja! Nosisz Mnie w sobie jak Moja MAMA!”
Patrzyłam w Najdroższego z uwielbieniem. Tańczylismy bardzo. W Miłości.
Miesiąc: maj 2018
DOKĄDKOLWIEK ZECHCE
Leżałam na ołtarzu Krzyża. W Światłości wielkiej. Najdroższy mój pochylal się nade mną i patrzył we mnie z wielką Miłością i czułością wielką. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go. A potem spytałam uśmiechając się do Najdroższego mojego:
„Chciałabym pójść z Tobą na spacer, pod rękę, a Ty Najdroższy mój, chcesz?”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudnie… I po chwili już spacerowaliśmy pod rękę nad morzem kwiatów. Było cudownie, jak w letni rześki poranek. Umiłowany obejmował mnie z Miłością i patrzył we mnie z zachwytem. I ja patrzyłam w Najdroższego mojego. Spacerowalismy pod rękę… W oddali zameczek migotal w promieniach słońca, a morze kwiatów falowało pod wpływem lekkiego wiaterku. Nagle Umiłowany zatrzymal się i stanął przede mną. Ujął moją twarz w Swe dłonie i spojrzał mi w oczy głęboko.
„Jesteś gotowa zostawić to wszystko (tu wskazał na zameczek na skale i kwiatowe morze) dla Mnie?”
„W każdej chwili, Najdroższy!”
I w jednej chwili zerwał się silny wiatr, wicher i zaczęła się wielka burza! Wtulilam się w Najdroższego. Przytulił mnie mocno do Siebie. Wiało i grzmoty waliły. Umiłowany trwał niezachwianie, a ja w Nim. Wchodziłam w Najdroższego coraz bardziej i głębiej… I znalazlam się w jakiejś szarości, która nie była szarościa. W niej zobaczylam Umiłowanego mojego, umeczonego, skatowanego i cierpiącego niezmiernie…. Podeszłam do Niego i objęłam Go delikatnie…
„Chodźmy, Oblubienico Moja!” – wyszeptal Najdroższy patrząc mi w oczy z miłością.
„Chodźmy, Najdroższy mój!”
Wzięłam Umiłowanego pod rękę i szliśmy razem. Dokąd? Nie wiem. Ale pójdę dokądkolwiek Umiłowany zechce.
NAJDROŻSZY MÓJ WE MNIE, A JA W NIM
Byłam w komnacie mojego serca. W Światłości bardzo jasnej, ciepłej i bardzo przyjaznej. Leżałam na ołtarzu Krzyża. Tańcząca leżałam. Najdroższy mój był ze mną. Pochylony nade mną z tkliwością i Miłością bezgraniczna. Patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem.
„Jesteś gotowa do dalszej podróży, Maleńka Moja?” – spytał Najdroższy uśmiechając się do mnie cudnie.
„Najdroższy mój… Ty wiesz, że…. tak!” – szepnęłam wpatrzona w Maleńkiego. Dotykalam dłonią Jego policzka i głaskalam go z miłością.
„Wiem, Maleńka!” – wyszeptal Najdroższy patrząc mi w oczy głęboko. Uśmiechnęłam się do Umiłowanego najpiękniej jak potrafilam i spytałam:
„To jak wiesz, to dlaczego pytasz, Maleńki mój?”
Uśmiechałam się do Niego radośnie. A ON ujął moją dłoń ze Swego policzka i ucalowal ją. I rozpromienil się bardzo nade mną! Rozświetlił, rozjaśnił!!! Rozbłysnął! Byłam w Umiłowanym moim! W JEGO Jasności! W JEGO świetle… Zanurzal mnie. Zatapial… mnie w Światłości… W Sobie. A Sam, Maleńki mój, wchodził we mnie! Wchodzil we mnie, jak wielka biała Hostia. Pokorny, łagodny i cichy… Piękny, czysty i delikatny… Wielki, potężny i wszechmogący!!! Umiłowany mój… Najdroższy! Maleńki mój… Słodki mój… Wchodził we mnie…
„JA w Tobie, a Ty we MNIE, Maleńka Moja!” – usłyszałam w głębokości mego serca.
„Tak! Najdroższy mój, tak!”
I nie wiem jak to opisać… Umiłowany obejmował mnie we mnie… i obsypywał pocałunkami moją duszę… Całowal moje serce. A ja tańczyłam dla Najdroższego mojego!
WOKÓŁ SERCA I DLA SERCA
Byliśmy w wielkiej Swiatłości. Ciepłej i bardzo przyjaznej. Najdroższy mój i ja. Leżałam na ołtarzu Krzyża, tańcząca bardzo, bardzo intensywnie leżałam. Najdroższy mój był ze mną. Był przy mnie. Czuwał przy mnie… Miłość sama! Pochylal się nade mną z tkliwoscia wielką i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem. Promienial cały bliskością i współczuciem. Patrzył mi w oczy głęboko. Tańczyłam bardzo. I nie miałam siły żeby rozmawiać z Umiłowanym moim. On nakarmil mnie Swoim Ciałem i wyszeptał:
„Wiem jak cierpisz, Maleńka Moja. I widzę jak pięknie tańczysz!”
Nie odpowiedziałam. Nie miałam siły… Pomyślałam że tańczę wokół SERCA Najdroższego.
,”Tak, Maleńka! Wokół SERCA I dla SERCA!”-wyszeptal z mocą Umiłowany, który znał moje myśli.
Uśmiechnęłam się do Niego z trudem. Najdroższy patrzył mi w oczy długo. A potem zaczął całować miejsce w moim ciele, które bolało mnie bardzo, bardzo mocno, coraz mocniej. Całowal i całowal. Z czułością i delikatnością, z ogniem całowal! W końcu położył Swą głowę na tym miejscu,…
„Twoje serce jest Mi odpocznieniem, a taniec Twój jest Mi wytchnieniem, Moja Lilio!”
Tańczylam. Wciąż tańczę dla Maleńkiego mojego.
NIEBO W OCZACH
Byłam w ramionach Najdroższego mojego. Umiłowany pochylal się nade mną z Miłością i patrzył mi w oczy głęboko. Patrzyłam w Najdroższego z miłością i uwielbieniem, w Jego oczy patrzyłam. Patrzyłam… i w pewnej chwili przypomnialam sobie, On mi przypomniał mojego dawnego proboszcza, nieżyjącego już Księdza Andrzeja. Ślązak z pochodzenia. Twardy człowiek. Dla wielu parafian wydawal się niedostępny, ostry i surowy. Napominal wiernych, żeby nie spożywali Ciała Chrystusowego bez czci, nabożeństwa „jak kiełbasę!” – mówil dobitnie. Wydawał się być bardzo surowy. Dla mnie był łagodny i ciepły. Lubil mnie. I ja go lubiłam. Między nim a mną były jakieś niewidzialne więzy… Był moją brania duszą. Nie rozmawialiśmy ze sobą często, ale nie trzeba ze sobą wiele rozmawiać by dostrzec, że ktoś jest blisko Boga. A on był. To Ks Andrzej pierwszy mnie zaprosił, żebym „ofiarowala swoje cierpienie Panu Jezusowi, bo bardzo ON tego pragnie i bardzo Mu pomozesz”. Nie bardzo to wtedy rozumialam, ale zaczęłam ofiarowywac. Raz, pamiętam, byłam na Mszy z rodzicami w kościele parafialnym w sąsiedniej miejscowości (nasz kościół był wtedy filią). I Ksiądz Andrzej zacząl coś tłumaczyć wiernym (nie pamiętam już co, to było ponad dwadzieścia lat temu) i w pewnej chwili spojrzał na mnie, spojrzał mi w oczy i powiedział z ambony na cały kościół: „Prawda, panno Moniko?” Patrzyłam na Księdza zaskoczona bardzo i speszona… Wyglądalo to tak jakby czekal na moje potwierdzenie. Kiwnęłam głową, że tak… Speszoma. Jakiś czas później Ks Andrzej bardzo ciężko zachorowal. Kilka miesięcy leżał w szpitalu nie było go w parafii. Potem wrócił, choroba jednak nadal postępowala, wychudł bardzo. Dzielnie ją znosił, z godnością. Widać było, że cierpi bardzo, ale nie skarżył się. Raz z mamą pojechalysmy do kościoła na koncert. Ksiądz proboszcz akurat stał w drzwiach kościoła i rozmawial z jakimś panem. Kiedy mnie zobaczyl bardzo, bardzo się ucieszył. Rozpromienil się ogromnie, a mi przemknelo przez myśl że w oczach Ks Andrzeja odbija się Niebo. „Monlczka! Moja ulubienica! Szczęść Boże!!!” – zawołał i uściskal mme serdecznie. „Szczęść Boże!!!” – odpowiedzialam i uśmiechnęłam się do Księdza Andrzeja najpiękniej jak potrafilam. Było to nasze ostatnie spotkanie. Niedługo potem Ksiądz Proboszcz zmarł.
Patrzyłam w Najdroższego z uśmiechem.
„On jest już u Ciebie Najdroższy, prawda?”
Umiłowany nie odpowiedzial, tylko uśmiechnął się do mnie cudnie, promiennie bardzo.
„Pozdrów go ode mnie, Najdroższy mój, proszę.”
„Sama go pozdrowisz, Maleńka Moja!”
„Pozdrowie. Ale Ty, Maleńki teraz go pozdrów! I powiedz, że pamiętam o nim w modlitwie!”.
Umiłowany uśmiechnął się znów do mnie rozpromieniony. A ja pomyślałam że skoro ks Andrzej jest u Niego to nie muszę się modlić za jego duszę, tylko on modli się za mnie.
” Ale dlaczego o nim, o ks Andrzeju mi teraz przypomniales, Najdroższy mój? Bo zrobiłeś to po coś, prawda?”
Najdroższy uśmiechnął się znowu i patrzył mi głęboko w oczy.
„Kim ksiądz Andrzej był dla Ciebie, Maleńka Moja?”
„Kim był…? Autorytetem, ojcem… Piękne i bardzo mądre kazania głosił. Krótkie, ale treściwe i głębokie. Zapadaly w pamięć. Tak sobie myślę że jego, życie było jednym wielkim, pięknym kazaniem…” – zamyślilam się…
Z zadumy wyrwały mnie słowa Najdroższego:
” Ty też, podobnie jak on, Maleńka Moja głosidz swym życiem kazanie. Głosidz je postawą, tańcem. A gdy się uśmiechasz, w Twoich oczach także odbija się Niebo!”
Patrzyłam w Najdroższego… Cała w uśmiechu… Najdroższy mój promienial cały Miłością. Tańczylismy bardzo w Miłości i uśmiechu. Najdroższy mój i ja.
WYTCHNIENIE
Spacerowaliśmy nad morzem kwiatów. Umiłowany mój i ja. Pod rękę spacerowaliśmy. Tańczylam bardzo i zmęczona bardzo byłam. Tak, że Umiłowany podtrzymywal mnie mocno, a ja opierałam się na Nim. Było pięknie… W oddali skrzyl się w słońcu zameczek. A słońce wielkie i jasne. Przypominalo wielką Hostie.
„Jesteś moim Słońcem, Najdroższy mój!!!”
„A Ty Moją Lilia ukochana!”
Umiłowany promienial cały Miłością i czułością wielką! A ja osłabiam całkiem… Najdroższy wziął mnie na ręce i niósł mnie w ramionach i tuli do SERCA Swego. Pochylal się nade mną i patrzył we mnie Swym Spojrzeniem Miłości. Głęboko patrzył mi w oczy. Tańczylam. Nagle zobaczyłam Umiłowanego mojego Ukrzyżowanego…. Cierpiący był bardzo… Ogromnie! Objęłam Go delikatnie… Z czułością,
„Jak mogę Ci ulżyć, Najdroższy mój…? Jak mogę Ci ulżyć Słońce moje?”
Umiłowany spojrzał mi w oczy z miłością i wyszeptal:
„Sprawiasz Mi ogromną ulgę swoim tańcem! Jest on Mi wytchnieniem.”
„Moje Słońce…”
Ucalowalam Umiłowanego mojego. I znów byłam w Jego ramionach. Czułych i kochających.
„Posil się i odpocznij, Maleńka Moja!” – wyszeptal Najdroższy z tkliwoscia. Nakarmil mnie Swoim Ciałem i dalej tulil do Serca Swojego. Tańczylam odpoczywając w objęciach Maleńkiego mojego. Był moim wytchnieniem…
WIĘKSZY
Leżałam na ołtarzu Krzyża. W wielkiej Światłości, bardzo jasnej, ciepłej i bardzo przyjaznej. Najdroższy mój był ze mną. Był przy mnie czuły i kochający. Pochylal się nade mną i patrzył we Swym Spojrzeniem Miłości i bliskości. Patrzyłam w Najdroższego tańcząca bardzo.
„Co chwilę upadam, Najdroższy…” – szepnęłam wpatrzona w Maleńkiego mojego.
„Upadki też są po coś, Maleńka Moja!”
Umiłowany gładzil delikatnie dłonią moje włosy i policzek.
„Słaba jestem…”
„Więc oprzyj się na Mnie jeszcze bardziej. Podtrzymam Cię, Maleńka!”
„Pragnę!”
Patrzyłam w oczy Umiłowanemu mojemu. I dodałam po chwili:
„Kiedy od razu, bez wahania oddaję Ci mój upadek, wtedy mam poczucie, że Twój zameczek jest niezdobyty.”
Najdroższy uśmiechnął się do mnie cudnie. A ja mówiłam dalej:
„Ale kiedy zatrzymuje się na swojej słabości, upadku. Kiedy zaczynam go roztrząsać, rozważać wtedy pojawia się w sercu poczucie winy i przekonanie, że Ciebie zawiodłam.”
„To nie pochodzi ode Mnie, Maleństwo Moje!” – wyszeptal Najdroższy z mocą i ogniem w oczach.
„Wiem, Najdroższy mój! I mimo że upadam, moje serce należy do Ciebie i pragnie tylko Ciebie Najdroższy mój!!!”
„Wiem, Maleńka! I wiem że teraz Twe serce Ciebie oskarża.”
Kiwnęłam głową ze smutkiem.
„Tak!”
„Więc wiedz że JA jestem większy od Twego serca!”
I Umiłowany rozpromienil się nade mną ogromnie!
„Dziękuję Najdroższy mój! Dziękuję!!!”
Umiłowany nakarmil mnie Swoim Ciałem. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałowal. Pocałowal jak Oblubieniec całuje Swą oblubienice. Słodko… Tańczylam bardzo dla NIEGO, dla Umiłowanego mojego z miłością i uwielbieniem. A ON obsypywal pocałunkami moje biedne serce… Moje serce płonelo w Miłości Najdroższego. A ja znów byłam niemowlęciem w JEGO Ramionach!
SERCE W SERCU
Leżeliśmy na ołtarzu Krzyża. Umiłowany mój i ja. W wielkiej Swiatłości, bardzo jasnej i przyjaznej i cichej bardzo. Tańczylismy! Umiłowany obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Promieniał bliskością i uśmiechem. Patrzyłam w Najdroższego zakochana i zachwycona cała!
„Najdroższy mój… nie muszę wybierać czy chcę, czy mam być tu (dotknęłam mojego serca) czy Tu (dotknęłam SERCA Najdroższego), prawda?”
Umiłowany uśmiechnął się do mnie tkliwie.
„Maleńka Moja, SERCE Moje już dawno wybrałaś i jest ONO Twoje. Należy do Ciebie! A serce Twoje jest Moje, a co jest Moim, jest Twoim!”
Uśmiechnęłam się do Niego radośnie. I położyłam swoją dłoń na SERCU Maleńkiego mojego.
„Jak myślisz, Maleńka, gdzie teraz jesteś? Gdzie jest teraz serce Twoje?” – spytal Umiłowany uśmiechając się do mnie cudnie.
„Tu” – szepnęłam dotykając z czułością Jego SERCA.
„Tak, Tu jest serce Twoje, Ty TU jesteś! W SERCU Moim!”
Nakarmil mnie Swoim Ciałem i wyszeptal:
„A SERCE Moje bije w sercu Twoim!”
Uwielbialam Go, uwielbialam SERCE Jego. A potem tańczylismy bardzo na ołtarzu Krzyża! Najdroższy mój i ja. Serce w SERCU!
POWRÓT DO SIEBIE
Leżałam na SERCU Najdroższym. Leżałam tańcząca bardzo. Otulona Miłością. Najdroższego nie było. Ale ja tańczyłam dla NIEGO. Z Rany SERCOWEJ wyszła bielutka Hostia i weszła we mnie. Uwielbialam Najdroższego i mówiłam że pragnę żeby w JEGO zameczku, w sercu moim było Mu zawsze dobrze, wygodne, i żeby mógł w nim odpocząć. I nie wiem kiedy zaczęłam rozmyślać o zameczku Najdroższego mojego… Jaki on piękny, jak urokliwy, delikatny, jaki misterny, a wieżyczki jakie ma wysokie i mury obronne mocne, i na jakiej silnej skale jest osadzony! I nagle zorientowałam się, że podziwiam własne serce!!! I natychmiast pojawiła się myśl że nie powinnam… Ale zaraz pojawiła się inna myśl. Że przecież podziwiajac moje serce, zameczek podziwiam Umiłowanego mojego! Budowniczego zameczku! To ON zbudowal go od podstaw, od fundamentów, po szczyty wieżyczek! To dzięki Miłości Najdroższego, dzięki Jego cierpliwości, łagodności i czułości moje serce jest tak piękne!
I zapragnęłam… Zapragnęłam tańczyć na ołtarzu Krzyża w komnacie mojego serca… Pragnęłam… A pragnienie było tak silne, że… od razu się tam znalazłam!!! Leżałam na ołtarzu Krzyża w jasnej świetlistej, ciepłej i bardzo przyjaznej komnacie. Najdroższy mój… był tam przede mną. Teraz pochylił się nade mną z tkliwoscia i patrzył we mnie Swym cudnym spojrzeniem Miłości. Promieniał bliskością i uśmiechem.
„Czekałem na Ciebie, Maleńka Moja!” – wyszeptal patrząc mi w oczy głęboko.
„Czekałeś??!! Więc wiedziałeś, że zapragnę… Skąd wiedziałeś??!”
Umiłowany uśmiechnął się pobłażliwie, a ja w mig pojęłam niedorzeczność mojego pytania. Ale byłam tak bardzo szczęśliwa i Umiłowany patrzył we mnie tak pięknie. I nic nie było w stanie tego zakłócić.
” Czekałem aż sama zapragniesz, Maleńka!”
Posunęłam się na ołtarzu Krzyża robiąc miejsce Umiłowanemu.
„Chodź do mnie, Najdroż…”
Nie zdążyłam dokończyć, a Umiłowany już był przy mnie! Jakby tylko czekał aż Go zaproszę! Trzymal mnie w ramionach, obejmował i tulil do SERCA. Wtulilam się w Niego całkowicie! I nagle poczułam… Nie! To nie było uczucie! Ale doświadczenie!!! Doświadczyłam że jestem w pełni, całkowicie u siebie! U siebie! I tknęło mnie ze juz raz przez chwilę tego doświadczylam, kiedy ostatni raz Najdroższy był ze mną na ołtarzu Krzyża. Ale nie zwróciłam na to większej uwagi.
„A dlaczego, Maleńka Moja?” – spytal Najdroższy tuląc mnie z Miłością.
„Bo wtedy bardziej myślałam o sobie niż o Tobie…”
To zdanie było dla mnie olśnieniem!!! Umiłowany patrzył mi w oczy, w Jego spojrzeniu nie było ani cienia oskarżenia, osadzenia. Tylko Miłość!!!
„Najdroższy!!!”
W tym okrzyku było wszystko. Przeprosiny, dziękczynienie, wyznanie miłości…
„Ciiii, Maleńka Moja,.. To miejsce na początku było tylko Twoje, potem było tylko Moje, a teraz jest nasze!”
Najdroższy tulil mnie do SERCA mocno, mocno i delikatnie, z czułością niesamowitą! A ja miałam pewność że w końcu jestem u siebie. Że wróciłam do siebie… I byłam bardzo szczęśliwa!
NASZE!
Byłam w Umiłowanym moim. W Jego ramionach tańczyłam. Umiłowany pochylal się nade mną i patrzył we Swym cudnym pełnym miłości spojrzeniem. Nakarmil mnie Swoim Ciałem. Uwielbialam Go z całego serca. Najdroższy mój uśmiechał się do mnie promiennie.
„Zabieram Cię na spacer, Maleńka Moja!”
„A dokąd, Najdroższy mój?” – spytalam uśmiechając się do Niego radośnie.
„A dokąd byś chciała?”
„Ty wiesz!”
Najdroższy uśmiechnął się pięknie. I w tej chwili spacerowaliśmy pod rękę nad morzem kwiatów. W oddali skrzyl się w słońcu zameczek na skale…. A Najdroższy i ja spacerowalismy pod rękę.
„Tak…- szepnęłam wpatrzona w Maleńkiego mojego – Wiesz… Właśnie zaczęłam malować taki obraz. Zamek na skale w promieniach wielkiego słońca, na dole morze kwiatów, a w kwiatach ja… I kiedy moje Duchowe Dziecko zobaczylo szkic, uśmiechnelo się i powiedziało: 'Co, wczuwasz się w księżnę Megan?’ roześmiałam się serdecznie i powiedziałam że nie!”
Najdroższy rozpromienil się bardzo. A ja dodałam z Uśmiechem:
„Megan ma za męża tylko księcia. A ja jestem oblubienica Króla. I to jakiego?! Króla nad Królami!!!”
Uśmiechnęłam się do Umiłowanego mojego. A ON ucalowal moją dłoń. Potem spojrzał przed Siebie i wyszeptal:
„Na początku to miejsce należało tylko do Ciebie, Maleńka. Potem tylko do Mnie. A teraz…”
„A teraz – przerwałam Umiłowanemu – powoli zaczynam się tu czuć jak u siebie!”
„Tak się cieszę, Maleńka! Teraz to miejsce jest nasze!”
„Nasze!”
Stanęłam przed Ukochanym, objęłam Go i położyłam głowę na SERCU Jego. Najdroższy przytulił mnie do SERCA i głaskal mój policzek i włosy. Potem ja tańczyłam w kwiatach. Najdroższy natomiast chodził po morzu i zrywal kwiaty. Potem coś z nich wyplatal. A ja tańczyłam… Najdroższy podszedł do mnie. W dłoni trzymal piękny wianek ze stokrotek. Nałożył mi go na głowę.
„Dla Mojej księżniczki!” – wyszeptal z zachwytem.
„Dziękuję! Dziękuję Najdroższy mój!” – zaśmiałam się radośnie!
Spacerowaliśmy długo po naszym sercu. Pod rękę, Umiłowany mój i ja.