Wpatrywałam się w Umiłowanego mojego. Patrzył we mnie promiennie i czule… bardzo czule…
„Przepraszam Ukochany, wczoraj nie opisałam naszej rozmowy. Zmęczona byłam”.
Uśmiechnął się do mnie.
„Nic się nie stało, Promyczku. Po prostu napisz, że przybyło Ci dwoje Duchowych Dzieci. Ja wiem, Ty wiesz…”
„I mój Synek wie – dodałam szybko – wysłuchałeś Go…”
Ucałowałam Ukochanego.
Uśmiechał się do mnie tkliwie.
Patrzyłam. Widział, że jestem zmęczona.
„Odpocznij. przy Mnie, Promyczku”.
„Dobrze. Dziękuję!”
Odpoczywałam…
Miesiąc: maj 2016
ŻYJE!
Malowałam. Popatrzyłam na telefon. Wiadomość od ks Radka, mojego Duchowego Synka. Otworzyłam, przeczytałam… Oparłam się o oparcie wózka i westchnęłam. Takie wiadomości zawsze przychodzą za wcześnie… Wiadomość mówiła o śmierci, o Odejściu do PANA mojej Duchowej Córeczki. Co prawda spodziewałam się jej /wiadomości/, ale… za wcześnie. Po ludzku, oczywiście.
Córeczki nigdy nie widziałam, nie znałam, nie rozmawiałam z Nią. A jednak była mi bliska.
Jakiś czas temu ks Radek prosił mnie o modlitwę za Nią. Była bardzo ciężko chora, terminalnie. Modliłam się za Nią, prosiłam moje Duchowe Dzieci o modlitwę. Ks Radek przygotował Ją na Odejście. Co tydzień odwiedzał Ją na oddziale paliatywnym, a ja razem z Nim. Kiedy On Ją odwiedzał, ja układałam bukiety Madonnie, a kiedy wracał, opowiadał mi… Także czułam się jakbym tam z Nimi była.
„Głęboko wierzę, że jest w Niebie”- napisał Ks Radek. Ja też w to wierzę, jestem o tym przekonana.
Ks. Piotr Pawlukiewicz powiedział kiedyś o zmarłych:
„To nie jest tak, że oni umarli, a my żyjemy. To oni Żyją, a my umieramy”.
Moja Duchowa Córeczka Żyje!
UFAM!
Wpatrywałam się w Umiłowanego. Patrzył we mnie promiennie. Patrzyłam w Niego uśmiechnięta.
„Ukochany!”
„Najmilsza!”
Uśmiechał się do mnie a ja do Niego.
„Jak mogę Ci dziś usłużyć, Ukochany?”
„Uśmiechaj się do MNIE. często, tak promiennie jak teraz”.
„Dobrze”.
Patrzył… i ja patrzyłam.
„Tańczysz bardzo, Promyczku”.
„Tańczę, wiesz dlaczego”.
„Wiem, i Ja jestem z Tobą!””
„Ufam Ci!”
„Nie zawiedziesz się Mój Promyku!”
Patrzył. Z Miłością.
PIEŚCI
Wpatrywałam się… Patrzył we mnie bardzo, bardzo czule… Ucałowałam Go.
„Ukochany, Umiłowany mój!”
„Perło Moja!”
Patrzył… Miłość sama, zanurzał mnie w Sobie… zatapiał.
„Jaka Ty piękna, Promyczku!”
Rozczulił mnie… Piękności Największa. Mówi o mnie, pyle i prochu, że jestem piękna.
Zaczęłam Go całować i szeptać:
„Dzięki Tobie… Ukochany. Dzięki Tobie… dzięki Tobie!”
Patrzył a ja czułam się jak niemowlę w Jego Ramionach. A On mnie pieści jak najczulsza matka.
Przypomniał mi pewną sytuację. Grałam na kurniku z nieznajomym w karty.
Nagle w okienku rozmowy wyskoczyło pytanie:
– Lubisz pieszczoty?
– Mój Ukochany mnie pieści 🙂 – odpisałam. Nieznajomy już się nie odezwał./
Ukochany patrzył promienny. Ja uśmiechnięta.
„No co? Prawdę napisałam. A, że jemu o co innego chodziło, to inna sprawa”.
„Zło zmieniłaś w dobro, Promyku!”
„Dzięki Tobie! I Ty pieścisz mnie, choćby teraz!”
Patrzył…
ZAWSZE!
Wpatrywałam się Ukochanego. Patrzył we mnie świetlisty, jasny, promienny. Zanurzał mnie w Swoim świetle, jasności… Byłam w Nim.
„Ja w Tobie, a Ty we Mnie, Promyku”.
„Tak… Ukochany… Tak!”
Patrzył tkliwie bardzo, a ja uśmiechałam się do Niego.
„Znów mnie wysłuchałeś, Ukochany!”
„Ja Cię zawsze wysłuchuję”.
„Zawsze!” – potwierdziłam z głębokim przekonaniem.
Uśmiechnął się do mnie promiennie i jeszcze bardziej zanurzał w Sobie…
„Wysłuchuję dusz pokornych i ufnych”.
Popatrzyłam nieśmiało… Jednak On ośmielał mnie Swym uśmiechem.
Dziękowałam.
KREWNY
Nakarmiona Jego Ciałem i napojona Jego Krwią, wpatrywałam się w Umiłowanego. Patrzył czule bardzo, we mnie…
„Ukochany!”
„Perełko Moja!”
Patrzył promienny, świetlisty i współczujący… tulił mnie, tańczącą, do Swego Serca.
„Jaka Ty piękna, Promyku!”
„Żyjesz we mnie to i piękna jestem… – uśmiechnęłam się do Niego.
„Jesteś Moją krewną!”
„A Ty Krewnym moim!”
„Moja Krew, Promyczku, płynie w Twoich żyłach”
Patrzyłam zachwycona…
TAŃCZYĆ
Tańczę bardzo i nie będę opisywać dzisiejszej rozmowy z Umiłowanym.
Napiszę tylko, że :
Pragnę tańczyć dla Niego w radości i szczęściu,
w bólu i cierpieniu.
W zdrowiu i w chorobie.
Tańczyć, ofiarowywać wszystko co Ukochany mi daje. Tańczyć z uśmiechem na twarzy i z Ukochanym w sercu.
UWIELBIENIE
Tańczę bardzo i pisać ciężko. Więc krótko.
Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył czule bardzo, bardzo czule, we mnie. Siedziałam i patrzyłam. Tańczyliśmy.
„Dobrze mi z Tobą, Umiłowany!”
„I Mnie z Tobą, Promyczku”.
Patrzył mi w oczy… Widziałam Miłość w Jego oczach… Miłość i… coś jeszcze.
„Mój Najcudniejszy… Uwielbiam Cię!”
Patrzył…
„Uwielbiam Cię, Promyczku!”
Tak… uwielbienie widziałam w Jego oczach.
Tańczę dla Niego. Cierpienie Mu ofiaruję. Uwielbiam Go.
POCIESZENIE I ZACHWYT
Noc. Leżałam zmęczona i tańcząca bardzo. Nie mogąc spać, rozmyślałam.
„Znowu będę ziewać w kościele…”- pomyślałam ze smutkiem i niechęcią – często ziewam, gdy w nocy z powodu tańca nie mogę spać… Ludzie pewnie myślą, że z nudów ziewam. A to nie tak… Głupio mi i wstyd, ale nic nie poradzę, że w nocy tańczę…”
„To też jest Twój krzyż, Promyczku”- usłyszałam w głębi serca.
„Tak…”- uśmiechnęłam się do Ukochanego.
Był ze mną. Tańczył ze mną. Moje małe, biedne serce wypełniła wielka radość, szczęście i światło. Tak, że powiedziałam prawie na głos:
„Jakże piękny jest mój krzyż! Jakże piękny!”
„Piękny, Promyku! A tym co myślą ludzie nie martw się i nie przejmuj. Ja wiem jak jest. Wystarczy”.
Dziękowałam… Pocieszył mnie bardzo. Bardzo!
Wpatrywałam się w Ukochanego. Patrzył we mnie promiennie. Rozmyślałam o Tajemnicy Trójcy Świętej.
„U Nas, w Trójcy trwa nieustanny Taniec. Nieustanne dawanie, ofiarowywanie. I Ty łączysz się z Nami, swym tańcem”.
Patrzyłam zachwycona…
LATAMY
Tańczę bardzo, ale spróbuję.
Wpatrywałam się w Umiłowanego. Promiennie we mnie patrzył… słodko. Ucałowałam Go.
„Ukochany!”
„Najmilsza Moja!”
„Przyszłam pobyć z Tobą…” – szepnęłam.
„Od rana ze Mną jesteś, Promyczku!”
Uśmiechnął się do mnie, a ja do Niego.
„Latamy, lataliśmy!”
Rano, jak zwykle, układałam bukiety Madonnie. Nagle ogarnęła mnie Boża Obecność. Latałam.
„Latamy, Promyku!”
Zanurzał mnie w Sobie…