Jezus trzymał mnie w objęciach, jak najczulsza matka swe dzieciątko.
„Widzę Siebie w twoich oczach, Moniczko słodka!”
Uśmiechnęłam się do mojego Oblubieńca od ucha do ucha!
„Kto w oczach, Ten i w sercu. A kto w sercu, Ten i na języku!”
„Tak! Dajesz piękne świadectwo o Mnie. Przepiękne!”
„Coraz częściej bez słów!” – pomyślałam o tańcu.
„To jest najpiękniejsze i najskuteczniejsze, maleńka Moja!”
Wtuliłam się w umiłowanego, a On zanurzał mnie w Sobie bardziej i głębiej…
Miesiąc: sierpień 2023
ŁZY SZCZĘŚCIA
„Widzę siebie w Twoich oczach, mój Jezu!”
„A Ja widzę Siebie w oczach twoich, maleńka Moja!”
„Patrzymy w siebie nawzajem to i siebie nawzajem widzimy!” – szepnęłam z mocą.
Leżałam na SERCU umiłowanym. Jezus obejmował mnie z czułością i patrzył we mnie ogniście. Ogniście i słodko… Tylko we mnie patrzył. Miałam poczucie, że w tej chwili nikt inny nie jest dla Niego tak ważny jak ja…
„Z każdym pragnę mieć relację wyjątkową, jedyną w swoim rodzaju. Podobnie jak z tobą, maleńka Moniczko. Bo każdy jest dla Mnie najważniejszy! Niewielu jednak chce mieć ze Mną taką relację…”
„Biedni ludzie…” – szepnęłam ze współczuciem.
„A nie gorsi?”
„Gorsi?! Skąd!!! Biedni ludzie, samotni, zagubieni, nieszczęśliwi…”
Nagle przemknęło mi przez myśl, że Jezus też jest nieszczęśliwy. Bo Miłość pragnie być kochana!
Pragnęłam zapewnić Go o mojej miłości, ale nie wiedziałam jak…
„Kocham Cię, mój słodki Jezu!”
„Kocham ciebie, Moja słodka!”
Patrzyliśmy w siebie nawzajem w miłości. A w naszych oczach pojawiły się łzy. Łzy szczęścia.
TAŃCZYMY!
Leżałam cierpiąca i zmęczona ogromnie. Z zamkniętymi oczyma leżałam. Nie miałam sił, żeby podnieść powieki. Nie miałam też sił, by się uśmiechnąć.
„Mój kochany…”
„Ciii, maleńka Moja, ciii… Jestem przy tobie miłości Moja. Tańczymy!”
„Tak, tańczymy” – szepnęło moje serce.
Jezus zanurzał mnie w Sobie, zatapiał w miłości. I czynił z Sobą jedno.
Tańczyliśmy razem, policzek przy policzku i serce przy SERCU. Tańczyliśmy bardzo w miłości i intymności. Tańczyliśmy za moje Duchowe Dzieci.
Wciąż tańczymy!
CAŁA
Przywołałam Jezusa uśmiechem. Umiłowany patrzył we mnie ogniście. Zaczął mnie całować. Całował jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko, ogniście i namiętnie.
Całował, a Jego SERCE szeptało:
„Cała jesteś dla Mnie!”
„Cała dla Ciebie!”
„Cała jesteś we Mnie!”
„Cała w Tobie!”
„Cała jesteś Moja!”
„Cała Twoja!”
„Cała?”
„Cała!”
Mój kochany mnie całował.
„Jezusa kocham najpierw, ponad wszystko. Bliźnich przez Niego, w Nim i dla Niego. A samą siebie kocham dlatego, że On mnie kocha. Tylko dlatego i aż.”
Jezus wciąż mnie całuje…
WOLA JEZUSA WOLĄ MOJĄ
Leżałam w objęciach Jezusa z zamkniętymi oczami. Uśmiechnęłam się do mojego Oblubieńca radośnie. Jezus ucałował mnie w czoło.
„Odpocznij jeszcze maleńka Moja Moniczko!” – wyszeptał z czułością bezbrzeżną.
Zaczęłam dotykać i głaskać twarz umiłowanego mojego.
„Co mogę dla ciebie zrobić, Moniko? Czego sobie życzysz?”
Wypowiedziałam prośbę, która leżała mi na sercu. I szybko dodałam:
„Oczywiście jeśli chcesz. Twoja wola, kochany mój Jezu!”
„Masz rację, Moniko. Moja wola. A wszystko co Moje jest twoim.”
„Nawet wola?!”
„Wola przede wszystkim.”
Jezus głaskał mój policzek, delikatnie i słodko. I wracając do mej prośby, wyszeptał ogniście:
„Bądź cierpliwa. Cierpliwością upodabniasz się do Mnie.”
Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha!
„Taaak! Ty jesteś bezgranicznie cierpliwy! Twoja cierpliwość do mnie jest bezgraniczna…”
Patrzyłam w oczy mojemu ślicznemu Jezusowi głęboko. I On patrzył w moje oczy…
„Ale spełnisz moją prośbę?” – spytałam z uśmiechem i bezczelną ufnością.
„Wszystko co Moje, twoje jest, najmilsza!”
Dałam umiłowanemu siarczystego buziaka.
ODPOCZYWAM W JEZUSIE
„O mój Jezu kochany, jaka jestem zmęczona…”
„Odpocznij maleństwo Moje słodkie. Odpocznij we Mnie!”
Jezus uśmiechnął się do mnie promiennie. Zanurzał mnie w Sobie bardziej i głębiej. Zamykał w Sobie i otwierał na Siebie. Przytulał i otulał Sobą i tuli do SERCA. Byłam jak kropelka w Oceanie… Tworzyłam Go zjednoczona z Nim całkowicie. A jednocześnie pozostawałam sobą. Jak kropelka w Oceanie…
Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować. Obsypywał pocałunkami jak deszczem!
Tonęłam w nich!
Potem całował moje serce.
„Moje słodziutkie serduszko! Moje słodziutkie…” – wyszeptał Jezus żarliwie.
Na sercu było mi słodko, miękko i błogo.
Odpoczywałam w umiłowanym. Wciąż odpoczywam.
ZAHARTOWANA
Leżałam w objęciach Jezusa tańczącą bardzo i rozmyślałam…
„Teraz bardzo dużo ludzi jest załamanych, zrezygnowanych, apatycznych, choruje na depresję. Także wśród moich Duchowych Dzieci. Jedno nie wie co ze sobą zrobić, nosi je, inne jest zdołowane, jeszcze inne ma depresję… Współczuję im bardzo!”
Spojrzałam mojemu ślicznemu w oczy i spytałam:
„Nie uważasz, kochany mój Jezu, że to ja powinnam mieć 'doła’, albo depresję?”
„Powinnaś!” – wyszeptał Jezus żarliwie.
„Cała zmęczona i obolała. Nic nie robię tylko siedzę i cierpię… Ale depresji, ani doła nie mam.”
I przypomniało mi się pewne zdarzenie sprzed kilku lat.
Ja i moja Duchowa Córeczka wyszłyśmy na podwórko. Wyjechałyśmy raczej, gdyż obie siedziałyśmy na wózkach inwalidzkich. Ja cieszyłam się pięknym dniem, podziwiałam przyrodę. Córeczka zaś cała skupiona sobie i swojej chorobie nie dostrzegała niczego innego. Parę minut posiedziała na dworze, a potem zaczęła wjeżdżać do domu.
– Już uciekasz?! Zostań jeszcze. Zobacz jaka jest ładna pogoda. Posiedź ze mną – powiedziałam z uśmiechem.
– Jakbyś była chora to też byś uciekała! – odparła z goryczą Córeczka.
– Jestem chora! – zaśmiałam się.
– Ale zahartowana! – powiedziała Córka jakby z wyrzutem i wjechała wózkiem do domu.
Patrzyłam w mojego Oblubieńca z miłością i uwielbieniem…
„Tak. Zahartowałeś mnie, mój słodki Jezuniu. Zakorzeniłeś mnie w Sobie. I wiem, że nic mnie nie przechyli, nie złamie.”
„Stoisz prosto jak struna. I cierpisz tańcząca za swoje cierpiące Dzieci!”
Skinęłam głową z powagą.
Tańczyliśmy razem w intymności bez granic. Mój umiłowany Jezus i ja. Wtuleni w siebie nawzajem. Tańczyliśmy.
ZNAM!
„Mój kochany, mój Jezu słodki, uwielbiam Cię!”
„Uwielbiam cię, Moja maleńka!” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem. I dodał pieszczotliwie:
„Moja malusia milusia!”
Uśmiechnęłam się do mojego Oblubieńca radośnie!
Mój Malusieńki, Milusieńki, Słodziusieńki!”-szepnęłam z czułością.
Jezus wzruszył się ogromnie! W Jego oczach widziałam łzy!
„Oprócz MAMY nikt dotąd do do Mnie nie mówił…”
„Nikt oprócz MAMY?!”
„Nikt.”
„Bo MAMA Cię zna.”
Jezus patrzył we mnie rozczulony i wzruszony wielce.
„I ty mnie znasz, Moniko kochana!”
„Poznaję Cię.”
„Gdybyś Mnie nie znała, nie mówiłabyś do Mnie w ten sposób.”
Objęłam umiłowanego za szyję i spojrzałam Mu prosto w oczy.
„To prawda, mój słodki. To prawda!”
Głaskałam Jezusa po policzku. A moje serce szeptało:
„Mój Malusieńki, Milusieńki, Słodziusieńki!”
BOSKO!
Leżałam w błogim półśnie. Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować. Całował jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko, ogniście i namiętnie.
„Uwielbiam Twoje pocałunki, mój słodki Jezu!”
„Jak i Ja twoje!”
Uśmiechnęłam się i ja zaczęłam całować umiłowanego mojego.
„Całuję twe rany, maleńka Moja Moniczko!”- wyszeptał Jezus żarliwie.
„Całuj nie tylko rany. Całuj też moje szczęścia i uśmiech, mój Jezu!”
„Całuję twoje szczęścia i uśmiech, Moniko!”
„Oddałam Ci siebie, moje życie, a Ty oddałeś mi Siebie i życie Swoje. Niezła, Boska zamiana!”
„Boska! Twój uśmiech też jest Boski, maleńka Moja!”
„Bo dostałam go od Ciebie!”
I dodałam:
„Z Tobą jest Bosko, mój Jezu słodki!”
„Z Tobą jest Bosko, oblubienico Moja!”
Całowaliśmy się, a całując się tańczyliśmy bardzo. W szczęściu i miłości.
TYLKO ŚWIATEM?
„Jak mogę Ci usłużyć, kochany mój Jezu?”
„Nie chcę służebnicy. Pragnę oblubienicy!”
„Twoja oblubienica jest Twoją służebnicą i Twoja służebnica jest Twoją oblubienicą! Innej opcji nie ma!”
Jezus patrzył we mnie ogniście, zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko czule i namiętnie.
„Moja słodka! Najsłodsza! Zatańcz dla Mnie. Ja tak uwielbiam twój taniec!”
„Tylko z Tobą!”
„Tylko z tobą!”
Tańczyliśmy razem. Umiłowany mój obejmował mnie z czułością i tulił do SERCA Swego. Patrzył we mnie głęboko… Poruszony i wzruszony wielce.
„Jesteś dla Mnie całym światem, maleńka Moja!”
„Tylko? Tylko światem, Najmilszy?” – spytałam z uśmiechem i bezczelną ufnością.
Jezus spojrzał we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem! I zanurzył mnie w Sobie. Całkowicie.