Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i zakochany cały. Uśmiecham się do umiłowanego z trudem… On głaszcze mój policzek z tkliwością. Rozmyślam…
„Dawno nie rozmawiałam z moim Duchowym Synem. Myślałam, że nie ma czasu. Że jest zajęty sprawami Kościoła, sprawami Maryi. A tu się dowiaduję… Osoba publiczna, znana. Facebook cały grzmi. Jedni już go ocenili, oskarżyli, osądzili i potepili. Inni stoją za nim murem.”
„A ty, maleńka Moja?”
„Ja nie oceniam, nie oskarżam nie osądzam, nie potępiam. Po prostu tańczę za niego i za wszystkie moje dzieci.”
„Kochana Moja!”
„Niektórzy zachowują się jakby zapomnieli, że sami są grzesznikami. Wszyscy jesteśmy. Gdy chcę kogoś sądzić, od razu przypominają mi się moje grzechy. Przypominam sobie jak upadłam… Grzech wydawał mi się przyjemnością, ale potem czułam obrzydzenie do siebie. Dlatego nauczyłam się nie oceniać, nie osądzać. Tańczę!”
Tańczymy bardzo w miłości i intymności bez granic! Mój Jezus i ja. Wtuleni w siebie nawzajem. Oblubieniec i oblubienica. Tańczymy!
Miesiąc: sierpień 2025
DZIAŁAM
Leżę w błogim półśnie. Z zamkniętymi oczyma leżę. Mimo, że oczy mam zamknięte, widzę umiłowanego mojego. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Zbliża twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Ogniście, namiętnie i słodko. Całuje, a Jego SERCE szepcze:
„Działasz, maleńka Moja.”
„Tak. Napisałam do ministerstwa.”
„Niesamowita jesteś! Gdzie?!”
„Do ministerstwa zdrowia.”
„I co napisałaś?”
„Opisałam swoją sprawę, problem i poprosiłam o pomoc.”
„Dlaczego napisałaś?”
„Żeby inni chorzy, którzy znajdą się w podobnej sytuacji co ja mieli łatwiej. Ale nie wiadomo czy to moje pismo coś da…”
„Najważniejsze, że się starasz, że działasz, maleńka Moja. Że nie narzekasz, ale działasz!”
Uśmiecham się do umiłowanego mojego.
„Od kiedy razem z moją Córeczką napisałyśmy list do kurii i załatwiłam sprawę, ośmieliłam się. I kiedy mam problem, piszę do różnych instytucji i załatwiam sprawy.”
„Jestem z ciebie bardzo dumny, Moja słodka!”
„Szczerze? Ja z siebie też.”
Jezus mnie całuje. Tańczę w Jego pocałunkach.
JAK JA
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały.
„Wczoraj byłam bardzo zmęczona psychicznie, fizycznie i umysłowo. I powiedziałam, że moje życie to droga pod wiatr. Wiatr w oczy. A Ty spytałeś:”A Moje cuda?” Odpowiedziałam, że to się nawzajem nie wyklucza.”
Jezus patrzy we mnie z czułością.
” A teraz odpoczełaś i co powiesz, maleńka Moja?”
Uśmiecham się do umiłowanego radośnie.
„To samo!”-szepczę z mocą i dodaję:
„Moje życie to droga pod wiatr. I Twoje cuda. Sztuka w tym, żeby je dostrzec, zobaczyć. Gdy wiatr wieje w oczy to często bardzo trudno.”
„Ty je dostrzegasz, Moja słodka.”
„Staram się.”
„A jaki cud wczoraj dostrzegłaś?” – uśmiecha się Jezus.
„Jaki?”
Szukam w pamięci. Uśmiecham się do umiłowanego radośnie.
„Może to nie jest cud, ale przydała się moja maleńka torebka z naszym pocałunkiem. Włożyłam do niej dokumenty i skierowanie od lekarza. Myślałam, że taka malutka do niczego się nie przyda. A jednak!”
„Tak samo jak ty, Moja słodka!”
„Jak ja…?” – uśmiecham się do umiłowanego niepewnie.
Jezus uśmiecha się do mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem.
W NIEBIE
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Zakochany i zachwycony cały. Uśmiecham się do Jezusa radośnie!
„Co widzisz w moich oczach, kochany?”
„Siebie widzę! A ty maleńka co widzisz w moich oczach?”
„Siebie widzę!”
Po chwili smutnieję.
„Wczoraj wieczorem dowiedziałam się, że mama mojego Duchowego Synka jest w stanie terminalnym. Jest umierająca.”
„Jest ze Mną i we Mnie. Jak ty.”
„Cieszę się!”
Rozmyślam…
„Nie rozumiem jak ludzie mogą płakać, smucić się jak ktoś umiera. Przecież idzie do Ciebie.”
„Właśnie nie są pewni dokąd pójdzie.”
„No, ale gdy umiera święty człowiek, jak np. Jan Paweł II i są przekonani, że pójdzie do Nieba? Tyłu ludzi na świecie płakało jak umierał.”
„A ty płakałaś?”
„Tak, że już nie usłyszę, nie zobaczę, że będę za nim tęsknić…”
„Właśnie.”
Pomyślałam o mojej zmarłej Córeczce.
„Też za nią tęsknię…”
Jezus patrzy we mnie ogniście! Rozpromieniony Miłością! A mnie zalewa światło i wielkie szczęście! Czuję na policzku słodki pocałunek… Patrzę w mojego Oblubieńca rozpromieniona cała. A On uśmiecha się do mnie przecudnie… Jestem w Niebie!
POCAŁUNEK
Od jakiegoś czasu chciałam mieć torebkę z obrazem G. Klimta „Pocałunek”. Szukałam takiej torebki. Szukałam i znalazłam. Jak mi się wydawało odpowiednią torebkę, nie za małą, nie za dużą, w sam raz. W sklepie szyjemysztuke.pl. Można tez było zażyczyć sobie by na torebce umieszczono podpis jaki chciałam. W opisie były podane wymiary torebki, ale ja nie umiałam sobie wyobrazić jak by wyglądała. Na zdjęciu wyglądała ładne. Napisałam jaki ma być podpis na torebce i zamówiłam. Wczoraj przyszła. Jak otworzono paczkę, byłam zawiedziona… Torebka była taka jak podpis na niej – maleńka.
„Nic w nią się nie włoży…”
„A czy trzeba w nią cokolwiek wkładać?” – pyta Jezus z tajemniczym uśmiechem na &ślicznej twarzy.
Spojrzałam w Jezusa zdziwiona i opowiadam dalej:
„Moje dziewczyny, siostra i bratowa dopytywały się dlaczego taki podpis: 'Maleńka.”
-Bo tak chciałam.
-Aaaa! – odpowiadały jakby wiedziały o co chodzi.
Uśmiecham się do umiłowanego radośnie! A On uśmiecha się do mnie cudownie!
„W pierwszej chwili miałam torebkę odesłać, ale potem pomyślałam, że niech zostanie. Gdy na nią patrzę, uśmiecham się do siebie. 'Maleńka’ i Pocałunek…”
Jezus patrzy we mnie z lubością.
„Ten obraz jest o nas, kochany! Jest o Tobie i o mnie. O naszej relacji. O naszej miłości! Uwielbiam Cię, Jezu!”
„Uwielbiam cię, maleńka Moja!”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Ogniście, namiętnie i słodko…
W DOMU
Leżę w objęciach Jezusa obolała i zmęczona bardzo. Z zamkniętymi oczyma leżę. Nie mam siły, by podnieść powieki. Mimo, że oczy mam zamknięte, widzę umiłowanego mojego. Jezus pochyla się nade mną z tkliwością i tuli do SERCA. Patrzy we mnie poruszony i wzruszony cały. Uśmiecham się do umiłowanego z trudem.
„Ciii, miłości Moja… Ciii…”
„Po tych lekach, czasem nie wiem czy śpię, czy nie. Wydaje mi się, że całą noc nie…”
„Tak, maleńka Moja. Tańczyliśmy. Teraz odpocznij. Odpocznij we Mnie.”
„W Tobie…” – uśmiecham się do umiłowanego. Przypominam sobie naszą wczorajszą rozmowę w kościele.
„Opowiedz, proszę, jeśli dasz radę.”
„Dam!”
Tata wwiózł mnie do kościoła.
„Witaj mój umiłowany!”
Głos pełen czułości i uśmiechu:
„Witaj, Moja słodka! Szczerze mówiąc, nie lubię powitań i pożegnań.”
„Cieszę się, że mogę do Ciebie przyjść. Do Twego Domu.”
„Zawsze jesteś w Moim Domu. Zawsze jesteś w SERCU Moim.”
„Tak. Twoje SERCE to mój Dom…”
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie głęboko. Z miłością i uwielbieniem…
„Zawsze jestem w Domu…”
Jezus mnie całuje. Odpoczywam i tańczę w Jego pocałunkach.
MIŁOŚĆ
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Zakochany i poruszony cały. Uśmiecham się do Jezusa od ucha do ucha.
„Kocham Cię, Jezu!”
„A to, że cierpisz, maleńka Moja?”
„To, że cierpię, nie ma nic wspólnego z tym, czy Cię kocham, czy nie. Kocham Cię Jezu nad życie! A, że cierpię? Ty także cierpiałeś, bardziej niż ja. Nie usunąłeś cierpienia, ale je jakby uświęciłeś. Nadałeś mu sens. I ja pragnę nadawać sens swemu cierpieniu. Tańcząc!”
„Zatańczymy, najmilsza Moja?”
„Z Tobą zawsze, mój śliczny Jezuniu!”
Tańczymy, a moje serce szepcze:
„Już Ci mówiłam, że gdy patrzę na Krzyż to widzę Miłość. Cierpienie, owszem, też widzę, ale przede wszystkim widzę Miłość. I ja pragnę, by ludzie patrząc na mnie, widzieli przede wszystkim Miłość. Twoją Miłość we mnie!”
„A widzą?” – pyta Jezus cały rozpromieniony.
„To Ty mi powiedz, kochany!” – śmieję się perliscie.
Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i mnie całuje. Całuje jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Całuje, a Jego SERCE szepcze:
„Widzą! Widzą! Widzą!”
SPECJALISTA I MISTRZ
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i zakochany cały… Uśmiecham się do umiłowanego radośnie!
„I jak tam, maleńka Moja? Ułożyłaś?”
„Tak… Wczoraj miałam mętlik w głowie. A nad ranem samo mi się poukładało…”
I patrząc umiłowanemu w oczy szepczę z mocą:
„Ty jesteś moją siłą! Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia! Jesteś specjalistą od spraw niemożliwych.”
„Specjalistą?” – śmieje się Jezus perliscie.
„Specjalistą i Mistrzem!”
„Moja słodka! Najsłodsza!”
„Kochany mój Jezu… Zmęczo…”
„Odpocznij maleństwo Moje. We Mnie odpocznij.”
„A napisać…”
„Zdązysz napisać. Teraz odpocznij.”
Uśmiecham się do umiłowanego od ucha do ucha. Jezus całuje mój uśmiech…
ZE MNĄ
Leżę w błogim półśnie. Z zamkniętymi oczyma leżę. Mimo, że oczy mam zamknięte, widzę umiłowanego mojego. Jezus tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Zakochany i poruszony cały.
„Będę układać modlitwy wiernych. Baaardzo nie cieszę! Ale czy dam radę? Czy zdążę?”
Jezus uśmiecha się do mnie z miłością.
„Czy gdybym wiedział, że nie dasz rady, czy, że nie zdążysz, prosiłbym cię o to, Moja słodka?”
„No… Nie. Ale moja głowa jest przymulona działaniem leków, które biorę i nie wiem…”
„Modlitwę wiernych układa się sercem, nie głową”- uśmiecha się Jezus.
Uśmiecham się do umiłowanego radośnie! Umiłowany mój Jezus zbliża Swą twarz do mojej twarzy i patrzy we mnie głęboko. Przenikliwie! Jego spojrzenie przenika mnie na wskroś!
„Pamiętasz jak mówiłaś, że 'samo mi się ułożyło’?”
Kiwam głową, że tak.
„To Ja układałem! Układałem razem z tobą. I teraz też tak będzie!”
Jezus zanurza mnie w Sobie. Zatapia w miłości. I czyni z Sobą jedno. Znikam w umiłowanym…
PRAGNIE I UWIELBIA
Leżę w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Umiłowany mój tuli mnie do SERCA i patrzy we mnie głęboko. Poruszony i wzruszony cały. Zbliża twarz do mojej twarzy i przytula policzek do mego policzka.
„Mój słodki Jezuniu!”
„Przepiękna Moja! Cierpisz bardzo…”
„Tak, wczoraj bardzo mnie bolało. Ale nic nie mówiłam o tym moim Synkom. Powiedziałam tylko Córeczce. I teraz też mnie boli.”
„Dlaczego nie powiedziałaś Synom?”
„Po co mówić, jak i tak to nic nie zmieni?”
Jezus patrzy we mnie z tkliwością.
„Wiesz mój Jezu kochany, czasem myślę, że nie jestem moim Dzieciom już potrzebna. Radzą sobie świetnie!”
„Jesteś potrzebna! Twoje Dzieci cię potrzebują! I Ja cię potrzebuję, miłości Moja! Ale nie tylko potrzebuję, lecz pragnę! Pragnę cię i uwielbiam!”
Chcę powiedzieć umiłowanemu, że i ja Go pragnę i uwielbiam, ale Jezus nie daje mi powiedzieć! Obsypuje mnie pocałunkami jak deszczem! Tańczę w Jego pocałunkach…