Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Patrzył we mnie cierpiący niezmiernie… Rozpalony cały. Na Jego czole i policzkach lśniły krople potu. Pomyślałam, że gdybym miała chusteczkę to bym je wytarła. Natychmiast chusta pojawiła się w mojej dłoni. Delikatnie otarłam twarz umiłowanego. Jezus patrzył we mnie tak, jakby chciał, żebym Go objęła. Objęłam z czułością mojego Ślicznego.
„Czytasz w Moich myślach, Moniko najmilsza!” – wyszeptał Jezus żarliwie.
Wtulił się we mnie cały! Przytuliłam Go do siebie z całych sił.
„Jak mogę Ci ulżyć, kochany mój Jezu?” – spytałam z troską.
„Sprawiasz Mi ulgę, Moniko. Twoja obecność przy Mnie sprawia Mi ulgę.”
„Ale jak? Przecież ja nic nie robię.”
„Jesteś przy Mnie. Cała dla Mnie. Twoja miłość, czułość, dobroć i pokora Mnie otula…” – wyszeptał Jezus uśmiechając się do mnie cudnie.
„Jak bardzo mnie wywyższasz, kochany! Tymczasem ja nie chcę się wywyższać! Chcę się uniżać, a Ciebie wywyższać!” – szepnęłam z mocą.
„Ty wywyższasz Mnie, a Ja ciebie, najmilsza Moja!”
Tańczyliśmy bardzo w miłości i intymności…
Miesiąc: marzec 2023
GŁĘBIEJ I GŁĘBIEJ
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił z miłością w SERCU. Leżałam w objęciach SERCA tańcząca. Umiłowany patrzył we mnie z błogim zachwytem…
Uśmiechałamw się do mojego Oblubieńca radośnie!
„Jesteś taki odległy, daleki, a jednocześnie taki bliski, bliziutki. Taki nieznany, nieznajomy, a jednocześnie znajomy, znany. Nasze spotkania są pełne bliskości i wzajemnego zaufania. I jeszcze to jedno SERCE…” – szepnęłam uradowana.
„Jedno SERCE i jedna dusza we Mnie!” – wyszeptał Jezus ogniście.
„Nie rozumiem tego, ale piękne to niezwykle!”
„Zrozumiesz gdy przyjdziesz do Mnie na rączki, maleńka Moja!” – uśmiech Jezusa był promienny i błogi.
„Jestem u Ciebie na rączkach!” – zaśmiałam się perliście.
Jezus spojrzał we mnie żarliwie. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie całował. Całował jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Czule, słodko, ogniście i namiętnie. Całował i całował! Obsypywał pocałunkami jak deszczem! A całując zanurzał mnie w sobie głębiej i głębiej i głębiej…
„Moja słodka! Umiłowana! Najbliższa! Rozkoszy Moja!” – szeptał Jezus z błogością.
Tonęłam w moim Oblubieńcu! Gubiłam się, znikałam w Jezusie…
JEDNO SERCE
„Ty cierpiący, ja cierpiąca,
Ty tańczący, ja tańcząca.
Ty stęskniony, ja stęskniona,
Ty spragniony, ja spragniona.
Aż z miłości serce kona!”
„Zobacz mój Jezu! Samo mi się ułożyło! Na poczekaniu!”
„Pięknie ci się ułożyło, Moniko!”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem!
„Ale z tego wierszyka wynika, że mamy jedno serce!” – szepnęłam z uśmiechem.
Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudownie. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i wyszeptał wzruszony:
„Masz w sobie Moje Ciało, Moniko. Masz w sobie Moją Krew. Masz w sobie Moje SERCE.”
„To Twoje SERCE jest moim sercem?”
„Właśnie tak, maleńka Moja!”
„Kiedyś jedna z moich Duchowych Córek mówiła, że ona i ja to jedno. Miałam myśleć, mówić i robić tak jak ona. Jak ona chciała. Buntowałam się, gdyż często miałam inne zdanie niż ona. Dziś chcę Ci powiedzieć, że pragnę myśleć, mówić i robić tak, jak TY chcesz, kochany mój Jezu!”
„Mamy jedno serce, Moniko najmilsza!”- wyszeptał Jezus ogniście.
Tańczyliśmy bardzo wtuleni w siebie nawzajem. Mój umiłowany Oblubieniec i ja.
CZYN MIŁOŚCI
„O, mój Jezu! Taka jestem zmęczona!” – szepnęłam z trudem.
„Odpocznij maleńka! Odpocznij!” – wyszeptał Jezus ogniście.
„Ale ja muszęęę…”
„Ja w tobie odpocznę, a ty odpocznij we Mnie!”- wyszeptał umiłowany z naciskiem.
„Taaak!”
Wtuleni w siebie nawzajem odpoczywaliśmy. Patrzyłam w umiłowanego Jezusa błagalnie! Wiedział o co mi chodzi. Wiedział, że pragnę zobaczyć chwałę Jego Krzyża, ale nie umiem! Wiedział jak bardzo pragnę zobaczyć…
„Zobaczysz, Moniko kochana! Zobaczysz!”
„Ale ja pragnę teraz. Już! Proszzz…”
Jezus zamknął mi usta słodkim i żarliwym pocałunkiem. Patrzył we mnie ogniście! Byłam cała w Nim zanurzona… Cała w Nim i cała dla Niego!
„Spójrz na Krzyż, Moniko. I pomyśl, że Bóg – Człowiek umarł na nim za Swe stworzenie. Czyż nie jest to powód do chwały, dziękczynienia i uwielbienia? Niemożliwe stało się możliwe. Nierealne stało realne! Namacalne! Prawdziwe! Czyż nie jest to powód do radości?”
Oniemiałam!
„Krzyż powodem chwały i radości! Ależ tak!!! Trzeba Ci Jezu kochany dziękować, wychwalać, uwielbiać za taki CZYN Miłości! Będę Ci dziękować do końca moich dni i całą wieczność! Będę Ci dziękować!”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i poruszony cały. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i odpoczywaliśmy w sobie nawzajem. Mój umiłowany i ja.
SPRÓBUJĘ!
Byłam w moim Oblubieńcu, Jezusie. Zanurzona głębinach Jego SERCA… Zatopiona w Nim cała! Zobaczyłam umiłowanego cały był pokryty ranami, siniakami i Krwią. Na głowie wciśniętą miał Koronę Cierniową. Patrzył we mnie cierpiący…
„Mój Jezu kochany… Mój kochany… mój kochany!” – szepnęłam z bólem serca.
„Takiego Mnie kochasz, Moniko słodka!” – wyszeptał Jezus łagodnie.
„Tak! Właśnie takiego! Taki mi jesteś najbliższy!”
„A dlaczego taki? Dlaczego nie pełen chwały i dostojeństwa?” – spytał cicho Jezus.
„Gdybym zobaczyła Cię pełnego potęgi, chwały i dostojeństwa, bałabym się Ciebie, kochany! A takiego, cierpiącego się nie boję. Widzę Ciebie, widzę Twoje cierpienie. Ale przede wszystkim pokazujesz mi Swą miłość, poniżenie i oddanie…”
„Oddałem się tobie, Moniko!”
„Wiem, mój słodki. Wiem!”
„Ah! Jaki jestem zmęczony!”
„Odpocznij we mnie kochany mój Jezu!”
Jezus położył głowę na sercu moim i odpoczywał. A mnie naszła myśl, że Jezus pełen potęgi, chwały i dostojeństwa nie chciałby we mnie odpocząć.
„Mylisz się kochana Moja! Uwielbiam w tobie odpoczywać. Ty odrywasz potęgę, chwałę i dostojeństwo Moje od cierpienia! Tymczasem to jest jedno. Na Krzyżu najpełniej objawiła się Moja chwała. Trudno to zobaczyć, wiem. Ale spróbuj, maleńka Moja.”
„Spróbuję, kochany mój Jezu!” – szepnęłam pokornie.
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mojego.
CHORE Z MIŁOŚCI
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. W Jego SERCU – Kołysce, tańcząca leżałam. Mój umiłowany patrzył we mnie poruszony i wzruszony…
„Moje biedne i samotne SERCE – Kołyską!”
Oburzyłam się!
„Twoje SERCE nie jest ani biedne, ani samotne!!! Twoje SERCE jest bogate iii…”
Nie dokończyłam! Jezus zamknął mi usta słodkim pocałunkiem…
„Moje biedne i samotne SERCE – Kołyską!”- wyszeptał Jezus wyszeptał Jezus żarliwie.
„Tak! Moją Kołyską!” – szepnęłam równie żarliwie.
Wiesz Moniko, że ono, SERCE Moje, jest chore? Chore z miłości!”
„Jak je uleczyć?” – spytałam z troską.
„Nie można, Moniko najmilsza. Jest zranione, Raną, której uleczyć się nie da. Ale można je pocieszać. Pocieszać się swoją miłością…”
„To dobrze! Wspaniale!” – szepnęłam z mocą.
„Wspaniałe!”
Głaskałam SERCE umiłowane….
SERCE JEZUSA KOŁYSKĄ
„Już nikt, ani nic mnie tu nie trzyma. Tylko Ty! Trzymasz mnie w Swoich rękach. W dłoniach Swoich mnie trzymasz! I ja trzymam się Ciebie. Kurczowo, zawzięcie! Trzymam się tylko Ciebie, mój Jezu kochany! Uczyniłeś mi kołyskę ze Swych dłoni i niesiesz mnie w niej wśród życiowych fal i burz!” – szepnęłam z mocą.
Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy i mnie całował. Całował mnie jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Namiętnie, gorąco i słodko. Jezus całował, a ja zobaczyłam obraz: Umiłowany kroczył po wzburzonych falach, wśród burzy trzymając mnie ukrytą w dłoniach. W pewnym momencie przytulił mnie i ułożył w SERCU Swoim i usłyszałam:
„To prawda, Moniko, że niosę cię wśród fal i burz. Ale nie w dłoniach, lecz w SERCU. Mieszkasz w SERCU Moim. W nim twoja kołyska. Serce Moje jest twą kołyską. W nim cię tulę i chronię przed złem tego świata.”
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
A Jezus całował…
TO CO ON CHCE
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił z miłością do SERCA. Leżałam w Jego objęciach tańcząca bardzo.
„Bycie ze Mną to nie dryfowanie na powierzchni, maleńka Moja. Bycie ze Mną to skok! Skok w nieznane. Skok w Otchłań, w Głębiny!”- wyszeptał Jezus ogniście.
Patrzył we mnie płonący cały miłością.
„No, właśnie ja tak się czuję. Zanurzona w Tobie. W Otchłani Głębin. Zatopiona, zagubiona… Jednocześnie wiem, że jestem trzymana. Trzymasz mnie w objęciach i wiem, że nigdy mnie nie z nich nie wypuścisz! Już nic i nikt mnie nie trzyma. Tylko Ty! Ja już nawet nie wiem jak mam o tym pisać. Słów mi brakuje. Często też nawet nie wiem o czym piszę. Ale piszę!”- szepnęłam wpatrzona w mego Oblubieńca.
Jezus zbliżył Swoją twarz do mojej twarzy i patrzył we mnie głęboko.
„Ty już nie piszesz to, co ty chcesz, Moniko. Piszesz to, co JA chcę!”- wyszeptał żarliwie.
„To co Ty chcesz!”
Tańczyliśmy bardzo w intymności i bliskości bez granic! Mój Jezus i ja.
POCIESZYŁAM
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. Cała w Nim i cała dla Niego. W Jego objęciach tańcząca leżałam. Umiłowany nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił z miłością do SERCA. Patrzył we mnie poważny i dostojny.
„Jestem cała w Twoich rękach! W Twoich dłoniach cała! Co mogę dla Ciebie zrobić, kochany mój Jezu?”
„Pociesz Mnie! Pociesz SERCE Moje, maleńka Moja!” – wyszeptał Jezus żarliwie.
Położyłam głowę na SERCU Najdroższym. Zaczęlam całować, głaskać, pieścić SERCE!
„Serduszko moje kochane! Słodkie moje! Nie bądź smutne! Twoja maleńka Cię prosi! Błaga! Gdy Ty jesteś smutne i ja smutna jestem… A gdy Ty się cieszysz i ja się cieszę! Uraduj, uciesz Swe maleństwo! Uśmiechnij się! Proooszę!”
I Jezus uśmiechnął się nade mną! Rozpromienił się cały!
„Wiedziałem kogo wybrać do pocieszania Mego SERCA! Umiesz pocieszać SERCE, Moniko najmilsza!”
Uśmiechałam się do mojego Oblubieńca radośnie! A On promieniał cały Miłością!
PONAD WSZYSTKO!
Byłam w moim Oblubieńcu, Jezusie. W Jego objęciach tańcząca leżałam. Umiłowany nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił z miłością do SERCA.
„A może mam zbyt wielkie pragnienia? Uszczęśliwianie Boga… Czy taka maleńka, wielkie NIC może mieć tak wielkie pragnienia? Z drugiej strony życie jest zbyt krótkie, aby przeżyć je byle jak, prawda?” – spytałam Jezusa z uśmiechem.
Umiłowany uśmiechnął się do mnie cudownie.
„Stworzyłem cię, Moniko do wielkich rzeczy. Do wielkich czynów i do wielkich pragnień. Nie stworzyłem cię do byle czego!”
Oblubieniec zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Ogniście, czule i słodko.
„Po drugie, wielkie pragnienia są miarą wielkości i siły miłości.”
„Taaak?!”
„Tak. Jak bardzo Mnie pragniesz, tak bardzo kochasz!”
„Pragnę Ciebie ponad wszystko, mój Jezu!”
„Więc i kochasz Mnie ponad wszystko!”
„Ponad wszystko!”
Jezus wciąż mnie całował. Ogniście, błogo, rozkosznie…