Odgarnęłam umiłowanemu włosy z czoła i zasunęłam za ucho. Głaskałam Jego włosy i policzek. Głaskałam z miłością i czułością…
„Mój kochany… Mój słodziutki…” – szepnęłam z mocą.
„Maleńka Moja! Monisiu! Moniczko!” – wyszeptał Jezus.
Uwielbiam gdy tak do mnie mówi! Z czułością, tkliwością i delikatnością, a zarazem żarliwie, z ogniem! Jakby chciał mnie pochłonąć. Wszak w Biblii jest napisane, że Bóg jest ogniem pochłaniającym.
„Pragnę cię, Moja słodka!” – wyszeptał Jezus karmiąc mnie Swoim Ciałem.
Zanurzył mnie w Sobie. Nagle i bez ceregieli. A zanurzając wypełnił mnie Sobą. Byłam cała Jezusa. Cała Jego, cała w Nim i cała dla Niego. Nie było we mnie niczego co by nie należało do mojego Oblubieńca. Każda cząstka mojego jestestwa należała do Jezusa.
„Jeszua… Jeszua… Jeszua…” – śpiewało moje serce.
Było mi rozkosznie i błogo…
Miesiąc: czerwiec 2023
PRAWDA
Byłam w moim Jezusie. Zanurzona w Nim cała. W Jego objęciach tańcząca leżałam. Umiłowany mój pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i zachwycony niezmiernie.
„Opowiedz Mi o Mnie, Moniko kochana!”
„Ja mam Ci opowiadać o Tobie?! A kimże ja jesss…”
Jezus zamknął mi usta słodkim pocałunkiem!
„Jesteś Moją oblubienicą i przyjaciółką. Opowiedz Mi o Mnie.”
„Jesteś… Prawdą!”
Uśmiechnęłam się do umiłowanego radośnie i mówiłam dalej:
„Wszystko co myślisz, mówisz i czynisz jest prawdą!”
„Mimo, że czasem nie do końca wierzysz w to co do ciebie mówię?” – spytał Jezus z cudnym uśmiechem.
„Aj, bo mnie kusi! Ale Twoje słowa są prawdą! Jesteś Prawdą.”
„Tak Moniko kochana. Ja jestem Drogą i Prawdą i Życiem.”
„Chodź tu moja Prawdo, daj mi buzi!” – szepnęłam z mocą.
Jezus spojrzał we mnie ogniście. Zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować. Całował jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko, czule i namiętnie. A ja całowałam umiłowanego mojego Jezusa. Całowaliśmy się wzajemnie. Jezus całując zanurzał mnie w Sobie. Wciąż bardziej i głębiej. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
„Mój kochany Jezu, jesteś Prawdą, bo jesteś prawdziwy! Najprawdziwszy!” – szepnęło moje serce z lubością.
ZAPACH MIŁOŚCI
Leżałam w objęciach Jezusa tańcząca bardzo. Z zamkniętymi oczyma leżałam. Nie miałam sił, żeby podnieść powieki… Jezus mój słodki pochylał się nade mną z tkliwością i patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony cały. Nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA.
„Cierpisz bardzo, Moja słodka!”
„Tańczę dla Ciebie! Za moje Duchowe Dzieci!” – szepnęło moje serce.
„Jesteś jak płonąca świeca, Moniko! Spalasz się z miłości. A woń, zapach twej ofiary, twego tańca jest piękny!”
„To taniec pachnie?”
„Pachnie, najmilsza Moja. Ma zapach miłości.”
„A jak pachnie miłość?”
„Całkowitym oddaniem, wyrzeczeniem się siebie i niezwykłą pokorą i uniżeniem.”
„Dziękuję Ci, Jezuniu kochany!”
„To Ja ci dziękuję, maleńka Moja.”
Tańczyliśmy bardzo w miłości i intymności bez granic. Ciągle tańczymy. Mój Oblubieniec i ja. Wtuleni w siebie nawzajem.
MODLITWA – WIERSZYK
Modlitwa – wierszyk, który ułożyłam w czasie drogi do domu:
„Pragnę tańczyć w Twych ramionach i z miłości pragnę konać. I całować i całować SERCE Twe! Pragnę głosu Twego słuchać, pragnę szeptać Ci do ucha:
Kocham Cię, o mój Jezu! Kocham Cię!
A Ty bierzesz mnie na ręce i całujesz moje serce. I przytulasz i otulasz Sobą mnie.
Pragniesz głosu mego słuchać. Pragniesz szeptać mi do ucha:
Kocham cię, Moja mała! Kocham cię!”
JEDNO SERCE
Leżałam w objęciach umiłowanego, Oblubieńca mojego. Jezus obejmował mnie z czułością i tulił do SERCA Swego. Uśmiechnęłam się do Jezusa od ucha do ucha! Wyciągnęłam rękę i dłonią zaczęłam dotykać Jego policzek i głaskać go z czułością.
„Mój kochany Jezu…”
„Moja słodka!”
Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy i ucałowaliśmy się wzajemnie. Słodko, ogniście i namiętnie bardzo. Potem zamknęłam oczy i wtuliłam się jeszcze bardziej w mojego Oblubieńca. A On ucałował mnie w czoło i wyszeptał z troską:
„Tak, odpocznij, maleńka Moja. We Mnie odpocznij!”
Odpoczywałam, a odpoczywając wyjęłam moje serce z ciała i wyszeptałam:
„Twoje SERCE bije dla mnie, a moje serce bije dla Ciebie. Jest twoje! Proszę!”
I podałam je Jezusowi. Jezus rozczulił się ogromnie, rozrzewnił się cały… Ujął serce w Swe dłonie i ucałował je słodko. Potem przytulił serce moje do SERCA Swego. Serca objęły się, ucałowały i wtuliły w siebie nawzajem. I już nie widziałam dwóch serc, ale jedno. Jedno wielkie jaśniejące SERCE…
Przez najbliższy tydzień, do następnego poniedziałku notek nie będzie.
W OCEANIE MIŁOŚCI
Obudziłam… Obudziłam się, szybko otworzyłam oczy i uśmiechnęłam się do mojego Oblubieńca radośnie! I od razu oczy zamknęłam. Leżałam w błogim półśnie. Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować. Całował jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Słodko czule i namiętnie bardzo. Obsypywał pocałunkami jak deszczem!
„Ach!” – szepnęłam z rozkoszą. Umiłowany zaczął we mnie wchodzić. Wchodził delikatnie, stopniowo, z lubością… Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i wchodziła do serca mego. Jezus wchodził we mnie, a wchodząc zanurzał mnie w Sobie. Wciąż bardziej i głębiej. Znikałam. Byłam jak kropelka w Oceanie Miłości. Rozpływałam się…
„Tyś Moja!” – wyszeptał Jezus ogniście.
„Twoja. A Tyś mój!”
„Twój! Na wieki twój!”
I zobaczyłam siebie na schodach do nieba! Wchodziłam ciężko, wspinałam się? Nie! Stąpałam lekko! Na palcach! Frunęłam wręcz!
A potem tańczyliśmy walca z umiłowanym moim! Lekko, na palcach tańczyliśmy walczyka…
GOREJĄCE OGNISKO MIŁOŚCI
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Leżałam na SERCU umiłowanym i rozmyślałam…
„Bóg ma SERCE! Jezus ma Serce! Bijące dla Ciebie i dla mnie! Serce, do którego można się przytulić, całować, ukochać. Serce, które można zranić… Ze wszystkich wezwań litanii do SERCA Jezusa najbardziej podoba mi się 'Serce Jezusa gorejące ognisko miłości’. Wszystkie wezwania są piękne, poruszające i wymowne. Ale to wezwanie najbardziej do mnie przemawia. 'Serce Jezusa gorejące ognisko miłości’… Serce Jezusa płonie z miłości do mnie! Płonie. Goreje! Jak gorejący krzew, który zobaczył Mojżesz. Płonie, goreje teraz, będzie płonąć do końca świata! Teraz i w wieczności. Jego miłość goreje dla każdego, bez wyjątku. Nic jej nie ugasi! Jezus pragnie, by nasze serca płonęły wraz z Jego SERCEM. Jednym płomieniem!”
Jezus uśmiechał się do mnie z lubością…
PRAGNIENIE SERCA
Jezus pochylał się nade mną z czułością… Położyłam głowę na SERCU Najdroższym. Zaczęłam całować, dotykać i głaskać SERCE Jezusa. Pieściłam Je całą sobą. Z namaszczeniem i czczcią.
„Moje słodkie! Słodziutkie!” – szepnęłam z mocą.
SERCE biło radośnie, a Jezus zaczął mnie całować! Całował ogniście, słodko i namiętnie. Całował jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę. Obsypywał pocałunkami jak deszczem! Całował, a całując otulał Sobą. Zanurzał w Sobie bardziej i głębiej. Byłam cała otulona Jezusem i wtulona w Niego. Nie było we mnie miejsca, gdzie by go nie było.
Jezus całował, a Jego SERCE szeptało z lubością:
„Pragnę cię Moniko! Miła Moja! Najmilsza! Pragnąłem cię przed założeniem świata i będę pragnął całą wieczność! Jesteś Moim pragnieniem!”
Hostia wyszła z SERCA Jezusa i weszła do serca mego. Umiłowany mój całował…
O PRZECIWNOŚCIACH
Trwaliśmy razem. Umiłowany mój i ja. Wtuleni w siebie nawzajem. Oblubieniec i oblubienica. Mój Jezus z czułością odgarnął mi włosy z czoła i zasunął za ucho.
Jezus patrzył we mnie z błogim uśmiechem. I ja uśmiechałam się do mojego Oblubieńca z błogością. Trwaliśmy twarz przy twarzy, policzek przy policzku, SERCE przy sercu, Rana przy ranie. Rozmawialiśmy o trudnościach, przeszkodach. Moje Duchowe Dzieci często opowiadają mi o nich. A ja mam takie poczucie, że wszystko mi wychodzi… Kiedy Dzieci opowiadają mi o swoich trudnościach, jest mi bardzo przykro i smutno. Serce mnie boli. Do tego stopnia, że chcę, aby to im wychodziło, nie mi.
„Wszystko jest po coś, maleńka Moja. Przeciwności mogą budować wiarę, wzmacniać ufność, kształtować charakter.”
Pomyślałam, że ja jakoś nie doświadczam przeciwności, że wszystko mi wychodzi…
„A może ty masz inne przeciwności, Moniko” – wyszeptał Jezus ogniście.
„Inne? Jakie?”
„Przeciwności cierpienia.”
„Ale ja tańczę!”
„Właśnie. Trudności i przeciwności zamieniłaś w ofiarę!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i mówił dalej:
„Malujesz teraz 'Schody do nieba’. Otóż każda trudność, przeciwność jest jak stopień tych schodów. Gdy go przekroczysz jesteś wyżej i wyżej. Jesteś bliżej nieba.”
Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem. A ja uśmiechałam się do Niego radośnie!
ŁZY SZCZĘŚCIA
„Kochany mój!” – szepnęłam głaszcząc policzek Jezusa.
„Słodka Moja! Tańczysz bardzo!”
„Tak.”
Jezus patrzył we mnie ogniście. Poruszony i wzruszony cały! Oczy Mu błyszczały…
„Płoniesz i spalasz się! Jak świeca. Jak pochodnia! Twoja ofiara jest miłą wonią dla TATY!”
„Skąd wiesz, mój Jezu słodki? Powiedział Ci?!”
„Nie musiał Mi mówić. Czy nie pamiętasz, że JA i Tata jedno jesteśmy?”
„A, no tak. Prawda!”
Jezus uśmiechnął się do mnie z czułością.
„I ja pragnę być z Wami jedno. Czy to zbyt wielkie pragnienie?” – spytałam nieśmiało.
Jezus objął mnie ramionami i mocno przytulił do Siebie. Miał w oczach łzy!
„Na to właśnie zostałaś stworzona, najmilsza Moja! By być z Nami jedno. To Nasze odwieczne pragnienie!”
„Dlaczego płaczesz mój Jezu słodki…?!”
„Ze szczęścia, miłości Moja! Jestem taki z ciebie dumny! Tak bardzo dumny!”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Oboje mieliśmy w oczach łzy. Łzy szczęścia… Głaskałam mojego Oblubieńca po policzku… Trwaliśmy razem w bliskości bez granic!