Odgarnęłam umiłowanemu włosy z czoła i zasunęłam za ucho. Głaskałam Jego włosy i policzek. Głaskałam z miłością i czułością…
„Mój kochany… Mój słodziutki…” – szepnęłam z mocą.
„Maleńka Moja! Monisiu! Moniczko!” – wyszeptał Jezus.
Uwielbiam gdy tak do mnie mówi! Z czułością, tkliwością i delikatnością, a zarazem żarliwie, z ogniem! Jakby chciał mnie pochłonąć. Wszak w Biblii jest napisane, że Bóg jest ogniem pochłaniającym.
„Pragnę cię, Moja słodka!” – wyszeptał Jezus karmiąc mnie Swoim Ciałem.
Zanurzył mnie w Sobie. Nagle i bez ceregieli. A zanurzając wypełnił mnie Sobą. Byłam cała Jezusa. Cała Jego, cała w Nim i cała dla Niego. Nie było we mnie niczego co by nie należało do mojego Oblubieńca. Każda cząstka mojego jestestwa należała do Jezusa.
„Jeszua… Jeszua… Jeszua…” – śpiewało moje serce.
Było mi rozkosznie i błogo…
CAŁA W JEZUSIE
Category: (NIE) MOJE MYŚLI