Obudziłam się, szybko otworzyłam oczy i uśmiechnęłam się w ciemności. Od razu zobaczyłam umiłowanego mojego! Patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i poruszony cały. Mimo, że widziałam Go wczoraj wieczorem, już…
„Tęskniłam, kochany mój Jezu!”
„I Ja tęskniłem! I Ja!”
Całowaliśmy się. Namiętnie, ogniście i słodko. A nasze serca rozmawiały:
„Można powiedzieć, że jesteś na moje zawołanie, mój Jezu słodki!”
„Tak, można tak powiedzieć. Jestem na twoje zawołanie, Moja słodka Moniczko!”
„Cały ten tydzień wszystko było na moje zawołanie!”
„Ja dla ciebie wszystko, maleńka Moja!”
„Wszystko i jeszcze więcej!”
„I ty dla Mnie wszystko! Wszystko i jeszcze więcej!”
Całowaliśmy się, mój słodki Jezus i ja. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego.
Miesiąc: lipiec 2023
OCEAN MIŁOŚCI
Uśmiechnęłam się… I zobaczyłam mojego Oblubieńca! Patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem wielkim!
„Kochany mój!!!”
Jezus spojrzał we mnie ogniście, zbliżył Swą twarz do mojej twarzy i zaczął mnie całować. I ja całowałam umiłowanego mojego. Całowaliśmy się namiętnie, ogniście i słodko.
A moje serce szeptało:
„Wiesz mój Jezu? Z jednej strony czuję się zagubiona i pusta, a z drugiej na sercu mi lekko, słodko i błogo. Jestem baaaaaardzo szczęśliwa!”
„Jesteś jak kropelka w Oceanie, maleńka Moja. Cała zanurzona i rozpuszczona we Mnie, Mną wypełniona. Jesteś cała we Mnie. A jednocześnie pozostałaś sobą.”
„Ale przecież w tym nie ma sprzeczności! Bo tylko w Tobie jestem sobą. Tylko w Tobie, mój Jezu kochany!” – szepnęłam z mocą.
I dodałam ogniście:
„Wszystko we mnie jest TWOIM!”
„I vice versa, kochana Moja” – wyszeptał Jezus żarliwie.
Dotknęłam dłonią policzek Jezusa i spojrzałam Mu w oczy z czułością.
„Jak kropelka w Oceanie?” – spytałam z przekornym uśmiechem.
„Mhmm…” – wyszeptał Jezus z cudnym uśmiechem. Odgarnął mi włosy z czoła i patrzył tylko we mnie zakochany i poruszony cały.
„Ty mój Oceanie! Oceanie Miłości…”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem. Patrzył we mnie jak w obrazek…
Przez następny tydzień, do następnej niedzieli notek nie będzie.
JEZUS I JEGO WOLA
Hostia weszła do serca mego. Pojaśniało.
„Uśmiechnij się, maleńka Moja! Ja tak uwielbiam twój uśmiech!” – usłyszałam ciepły, cichy szept Jezusa.
Uśmiechnęłam się… I zobaczyłam umiłowanego mojego! Patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i poruszony cały.
„Jesteś dla siebie zbyt surowa, Moniko.”
Patrzyłam w mojego Oblubieńca z błogością. Przemknęła przez moją głowę myśl, że moja Córeczka wczoraj powiedziała mi podobnie. Jezus mówił dalej:
„Jesteś dla siebie zbyt surowa. Ja surowy nie jestem. Pragnę, abyś przywołała mnie uśmiechem. I pragnę byś widziała mnie gdy się uśmiechasz.”
„To ja już nic nie wiem!” – szepnęłam.
Spuściłam głowę, a serce kołatało mi ze szczęścia i radości!
Jezus podsunął dłoń pod mój podbródek delikatnie, ale stanowczo podniósł moją głowę do góry.
Jaśniejący cały patrzył mi w oczy z wielką miłością.
„Ty nie wiesz, ale JA wiem, maleńka Moja Moniczko. Zaufaj Mi.”
Kiwnęłam głową, że dobrze. Pomyślałam, że od przedwczoraj jakby nic się nie zmieniło, a jednak zmieniło się wszystko!
„Potrzebowałaś tego, Moniko. Potrzebowałaś bym mógł cię objąć jak Ocean kropelkę.
„Ja już nie wiem na czym stoję!”
„Ja Mnie! Oparta o Moją Wolę!”
„Tak!”
Patrzyłam w mojego Oblubieńca z miłością i uwielbieniem. I nic więcej nie istniało…
PRZED TAJEMNICĄ
Byłam w ciemności. Hostia weszła do serca mego.
Rozmyślałam…
Uświadomiłam sobie, że nie tęsknię za Osobą, a ale za Jej wizerunkiem, obrazem. Jezus, druga Osoba Boska jest ze mną zawsze! Otula, obejmuje, przytula.
Uświadomiłam sobie też, że moje wabienie Jezusa uśmiechem jest infantylne i bardzo dziecinne. Tak, wabienie. Przypomina ono zabawę w kotka i myszkę. Tymczasem Jezus nie jest ani kotkiem, ani myszką. Jest Bogiem. Bogiem – Człowiekiem. Traktuję siebie zbyt surowo? Być może. Ale to Jezus jest u mnie na pierwszym miejscu. To On jest moim umiłowanym, moim Oblubieńcem, moim Królem i Panem. A ja jestem tylko nędznym stworzeniem, stworzeniem, które On ukochał. Ponad wszystko. I za nic. Nie mogę Nim dyrygować! Może On przez ciemność pragnie ukazać mi coś głębszego, jakąś tajemnicę. A ja przez moje pragnienia i tęsknoty Go spowalniam, a może nawet uniemożliwiam Mu działanie. Od tej pory będzie inaczej!
„Czego sobie życzysz, kochany? Czego sobie życzysz?” – spytałam z mocą.
Boża Obecność otaczała mnie jeszcze bardziej. Otulała, przenikała… Uświadomiłam sobie, że stoję i dotykam Tajemnicy. Tajemnicy, która pragnie się do mnie zbliżyć i przede mną odsłonić.
NIE MUSZĘ
Uśmiechnęłam się w ciemności i od razu zobaczyłam umiłowanego mojego! Patrzył we mnie ogniście.
„Mój kochany… Mój kochany, daj mi buzi!”
Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy i złożył na mych ustach ognisty i namiętny pocałunek. Potem całował moje obolałe i zmęczone ciało. Całował jak Oblubieniec całuje Swą oblubienicę.
Rozmyślałam… Jezus pragnie, żebym czuła, że jest ze mną gdy się na uśmiecham i gdy cierpię. W radości i bólu… Jakie to piękne!
Jezus całował, a gdy skończył, patrzył we mnie poruszony i wzruszony cały…
„Co mogę dla Ciebie zrobić, mój Jezu kochany?”
„Daj mi buzi, maleńka Moja!”
Zbliżyłam twarz do twarzy Jezusa i ucałowałam Go serdecznie.
„Mój kochany Jezu, ja nie muszę Cię widzieć, żeby wiedzieć, że ze mną jesteś!
” Wiem Moniko. Dlatego Mnie widzisz.”
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego.
W OBJĘCIACH JEZUSA
Leżałam w ciemności tańcząca bardzo! Z zamkniętymi oczyma leżałam. Nie miałam sił, żeby podnieść powieki. I wtedy zobaczyłam umiłowanego mojego! Patrzył we mnie poruszony i wzruszony cały…
Nie mogłam otworzyć ust, ale moje serce szeptało:
„Nie przywołałam Cię uśmiechem, nie mam siły, kochany mój Jezu!”
„Przywołał Mnie twój taniec, maleńka Moja. Nie chcę, żebyś czuła się samotna w cierpieniu.”
„Dziękuję, kochany mój Jezu! Dziękuję!”
Jezus objął mnie ramionami i mocno przytulił do Siebie. Poczułam się jak wczoraj, otulona Jego Obecnością… Więc cały czas jestem w objęciach Jezusa! Mimo, że Go nie widzę. Jestem w Jego ramionach!
Jezus nakarmił mnie Swoim Ciałem i tulił do SERCA Swego. Tańczyliśmy w miłości i intymności bez granic!
CAŁA W JEZUSIE
Uśmiechnęłam się w ciemności… I nagle zobaczyłam mojego umiłowanego! Patrzył we mnie jaśniejący i uśmiechnięty cały! Zakochany i zachwycony niezmiernie!
„Twój piękny uśmiech Mnie przywołał, Moniko!” – wyszeptał ogniście.
„Dostałam go od Ciebie, kochany mój Jezu!”
„Raczej od TATY!” – wyszeptał Jezus żarliwie.
„A to nie wszystko jedno? Przecież Ty i TATA jedno jesteście. Sam tak powiedziałeś!”
„Nie dość, że piękna to jeszcze mądra!”
„Dzięki Tobie, mój Jezu kochany!”
Spojrzałam mojemu Oblubieńcowi w oczy, zaśmiałam się i wyszeptałam:
„Teraz wiem jak Cię przywoływać!”
„Piękna, mądra i bystra!”
„Przebiegła raczej!” – zaśmiałam się perliście.
„Bystra i inteligentna.”
Jezus patrzył we mnie. Zdawał się znikać…
„Nie znikaj! Zostań jeszcze kochany Jezu!” – szepnęłam z mocą.
„Moja Obecność Ciebie otuli, maleńka Moja” – wyszeptał Jezus. I znikł.
Wtem Obecność otuliła mnie! Pociągała mnie i przyciągała. Byłam cała otulona Jezusem! Hostia weszła do serca mego. Byłam cała w Jezusie, a Jezus był we mnie!
ROZMOWA Z TATĄ
Rozmyślałam, próbowałam ułożyć kolejne rozważanie.
Gdy nagle usłyszałam ciepły cichy szept:
„Moniczko!”
Nie był to szept Jezusa, ale byłam pewna, że już go kiedyś słyszałam.
„Moniczko, Córeczko Moja słodka!”
Moje serce poruszyło się z radości!
„TATA?!!”
„Jestem z ciebie niezmiernie dumny!”
„Ale dlaczego? Przecież to TY stworzyłeś mnie i ukształtowałeś!”
„Ja cię stworzyłem i nie ukształtowałem. Uformowałem cię jak garncarz glinę. Ugniotłem jak piekarz ciasto. Uformowałem, Ugniotłem i ukształtowałem cię przez cierpienia i przeciwności. Ale ty nie uciekłaś, oddałaś mi się zupełnie. Całkowicie. I teraz cię rozdaję. Jak chleb puszysty i słodki. Rozdaję cię wszystkim ludziom. Jak chleb.”
Wyciągnęłam ręce i zawołałam:
„Tatusiu kochany!!!”
„Córeczko Moja! Przepiękna Moja! Słodka Moja!”
I ogarnęła mnie Miłość… Zalała moje ciało i duszę!
WIDZIAŁAM UMIŁOWANEGO!
Trwałam w ciemności tańcząca bardzo! Wyciągnęłam rękę i wyobrażałam sobie, że dotykam i głaskam twarz, policzek umiłowanego Jezusa. Uśmiechałam się w ciemności od ucha do ucha! Promiennie. Wyobrażałam sobie, że widzę mojego Oblubieńca… I nagle GO zobaczyłam! Wyobrażenie stało się rzeczywistością. A rzeczywistość była o wiele bardziej piękniejsza niż wyobrażenie! Jezus patrzył we mnie rozpromieniony cały miłością i zachwytem! Piękny był niezmiernie!
„Jakiś Ty śliczny! Prześliczny!!!”
Jezus uśmiechnął się do mnie cudownie! Z miłością i czułością niezwykłą! I znikł!
Patrzyłam w ciemność jak rzeczona. Zachwycona i rozpromieniona cała.
„Dziękuję, mój Jezu! Dziękuję!”
„Dla ciebie wszystko, maleńka Moniczko!”
„Teraz mogę już Cię nie zobaczyć. Nie widzieć Cię do końca życia!”
„Zobaczysz Mnie jeszcze. Zobaczysz maleńka!”
Hostia weszła do serca mego. A ja tańczyłam w moim Oblubieńcu…
SERCEM
Trwałam w ciemności tańcząca bardzo.
„Mój kochany… Mój słodziutki…” – szepnęłam w do mojego Oblubieńca radośnie.
„Ty już nie patrzysz we Mnie oczami, Moniko kochana!”
„Nie oczami, lecz sercem! Sercem w Ciebie patrzę, kochany!”
„Pięknie powiedziane, maleńka Moja.”
„Niedawno powiedziałam, że zamykasz mi oczy ciała, a otwierasz oczy serca na Siebie.”
„Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.” – Antoine De Saint-Exupéry
Jezus jest dla mnie najważniejszy. W Niego mogę wpatrywać się tylko sercem. Oczy ciała mogą być zawodne, mogą zakłamywać rzeczywistość. Oczy serca nie zawodzą nigdy.
W pewnej chwili moje myśli skierowały się na wczorajsze zdarzenie. Ktoś mi wypomniał mój błąd, pomyłkę. Nie chodzi o to, że to zrobił, ale w jaki sposób to zrobił. Z słów tej osoby wynikało, że ja niby taka wierząca, a najprostszej rzeczy nie wiem! Tłumaczyłam, że wiem, ale się pomyliłam, że sama nie wiem jak to się stało, że zaćmienie jakieś miałam czy co… Osoba ta nie przyjmowała moich wyjaśnień i patrzyła na mnie z wyższością. Kilka dni wcześniej mój duchowy Syn zwrócił moją uwagę na ten błąd. Patrzyłam na błąd zaskoczona! „Oj… Wiem przecież. Zaćmienie jakieś czy co…”- napisałam Synkowi. „Wiem, że wiesz” – odpowiedział Syn. I po sprawie. Błąd poprawiłam i już. A wczoraj taka afera!
„To nie jest najważniejsze, że wiesz czy nie wiesz, Moniko. Wiem, że wiesz! Ale najważniejsze jest to, że doświadczasz. Doświadczasz sercem!”
Hostia weszła do serca mego. Trwaliśmy razem SERCE przy sercu. Mój Jezus i ja.