Usłyszałam w ciemności ciepły, znajomy szept:
„Co mogę dla ciebie zrobić, Moja słodka?”
Oniemiałam! Bóg pyta co może dla mnie zrobić! Mogę Go prosić o co tylko chcę! Postanowiłam prosić umiłowanego o coś co jest dla mnie najważniejsze.
„Bądź ze mną, kochany mój Jezu!”
Gdy ze mną będzie nigdy się nie zgubię i zawsze będę mogła dla Niego działać!
„Ja Jestem!”
„Zresztą nie musisz ze mną być!”
„Nie muszę?!” – w głosie Jezusa słyszałam zdumienie.
„Nie chcę, żebyś był ze mną z przymusu, że ja tak chcę, ale że Ty. Że jestem dla Ciebie ważna i droga!”
„Najdroższa i najważniejsza!”
„Każdemu człowiekowi to mówisz?” – zaśmiałam się perliście.
„Oczywiście!” – w głosie Jezusa słyszałam uśmiech!
„Baaaaaardzo dobrze!”
Czy zazdrościłam? Nie! Pragnęłam, by wszyscy ludzie mogli doświadczyć Jego miłości, czułości, Jego obecności. Bardziej niż ja.
„Co mogę dla ciebie zrobić, Moja śliczna?”
„Daj mi buzi!”
Jezus zbliżył twarz do mojej twarzy i mnie pocałował. Słodko czule i namiętnie. Hostia weszła do serca mego… Trwałam w obecności mojego Oblubieńca…
Miesiąc: lipiec 2023
WIE!
Trwałam w ciemności tańcząca bardzo.
„Mój kochany Jezu!”
„Moja słodka, maleńka Moniczko!”
Posłałam w ciemność siarczystego buziaka!
Nagle obsypywały mnie pocałunki! Namiętne, ogniste i słodkie! Pocałunki otulały mnie zanurzały w Miłości.
„Będziesz wiele cierpieć, maleńka Moja!”
„Będę. Dla Ciebie wszystko, kochany!”
Pocałunki nagle ustały… A ja usłyszałam cichy, pełen jadu syk:
„Nie wszystko!”
„Z tobą nie będę gadać! Najważniejsze, że Jezus mi wierzy!”
„Nie wierzy!”
Milczałam. Nikt i nic nie było w stanie odebrać mi pewności, że mój umiłowany mi wierzy!
Znów poczułam pocałunki. Słodkie i namiętne.
„Ja dla Ciebie wszystko, kochany mój Jezu!”
„Wiem, Moja słodka Moniczko. Wiem! Wiem!”
Hostia weszła do serca mego.
Jezus całując, otulał mnie Miłością…
JASNOŚĆ CIEMNOŚCIĄ
Postanowiłam odpuścić i nie zwracać uwagi, że jestem w ciemności. Postanowiłam skupić się na umiłowanym moim Jezusie.
„Zatańczymy, mój Jezu kochany?”
„Z tobą zawsze, Moja słodka!”
Tańczyliśmy, a Jezus sam zaczął rozmowę:
„Nie widzisz Mnie, Moniko kochana, bo jestem duchem. Jestem Bogiem – Człowiekiem. Wcześniej widziałaś Mnie jako Człowieka. A teraz…”
Przerwałam Jezusowi gwałtownie!
„Teraz widzę Cię jako Boga! To znaczy, nie widzę.”
„Właśnie tak!”
„Tylko ta ciemność mnie dobija…”
„Jak chcesz, maleńka Moja,, może być światło!”
I natychmiast wokół mnie zrobiło się jaśniej i jaśniej i jaśniej. I znalazłam się w światłości wielkiej! Uśmiechnęłam się od ucha do ucha! Tańczyliśmy dalej. Rozmyślałam…
„W światłości też nie widzę mojego Oblubieńca. Więc…”
Spojrzałam jakby w oczy Jezusowi i szepnęłam z powagą:
„Ty jesteś Światłością. Gdzieś kiedyś czytałam, że jeśli się jest bardzo blisko Boga, to nawet światłość staje się ciemnością! Więc czy w ciemności, czy w świetle, widzę Ciebie!”
„Właśnie tak! Monisiu słodka, właśnie tak!”
„Dlaczego mi o tym nie powiedziałeś, mój Jezu kochany?!”
„Chciałem, żebyś sama do tego doszła, Moniko.”
Podniosłam głowę do góry.
„Mogę być w ciemności, mój słodki Jezu!”
„Cieszę się najmilsza Moja!”
I natychmiast nastała ciemność! Hostia weszła do serca mego. Wtuliłam się w ciemność. W mojego Oblubieńca. Słyszałam bicie Jego SERCA…
BOŻA OBECNOŚĆ
Nie widziałam umiłowanego mojego Jezusa… Mimo, że Go nie widziałam, Boża Obecność otaczała mnie, otulała i wypełniała. Trwałam w Bożej obecności, żyłam w Niej.
„Mój kochany! Mój kochany Jezu!” – szepnęło moje serce.
„Moja słodka Moniczko! Jedyna Moja!”
Obecność Boża ogarniała i wypełniała coraz bardziej i głębiej. Nagle naszła mnie myśl, że mnie zostawi! Że zabierze Swoją obecność. A ja będę samotna i pusta… Natychmiast usłyszałam znajomy glos:
„Nigdy cię nie zostawię, nie opuszczę. Zawsze jestem z tobą, dla ciebie i w tobie!”
„Jak dobrze mi w Tobie kochany mój Jezu!”
„Przyzwyczaiłaś się już, że Mnie nie widzisz?”
„Nie! Ale cieszę się Tym co mam!”
Zobaczyłam Hostię, która weszła do serca mego.
Boża Obecność napełniała mnie coraz bardziej…
JAK JEZUS
„Nie bój się swoich myśli, Moniko najmilsza! One pochodzą ode Mnie” – wyszeptał Jezus żarliwie.
„Nawet tych najbardziej zuchwałych?! Pomyślałam, że jestem jak Ty! Wisząca na krzyżu, wystawiona na widok publiczny. Niemająca nic do ukrycia. Że jestem jak Ty! Jak ja mogę się z Tobą porównywać??!!! Utożsamiać się z Tobą, mój Jezu?! Przecież to zuchwałość i kłam…”
Na moich ustach poczułam słodki i ognisty pocałunek.
„To prawda, maleńka Moja! To prawda! I już od dawna wystawiana jesteś na widok publiczny!”
„Ja? Kiedy?!”
„Twój blog. Myślisz, że to nie jest wystawianie się na widok publiczny? Przecież ludzie mogą cię ośmieszyć, wydrwić, oskarżyć o kłamstwa, powiedzieć, że zwariowałaś. Co wtedy zrobisz?”
„Nic. Będę pisać dalej, Jezu kochany! Utwierdzi mnie to jeszcze bardziej w przekonaniu, że to prawda. I będę pisać dalej!”
Jezus otulił mnie Sobą. Choć Go nie widziałam, Jego obecność ogarniała mnie całą…
W CIEMNOŚCI W JEZUSIE
Rozmyślałam jeszcze o dniu przedwczorajszym. O przepięknej, uroczystej Mszy świętej. O słowach ks biskupa o mnie… Nagle w ciemności usłyszałam ciepły, łagodny szept:
„Bardzo dobrze się stało, maleńka Moja Moniczko. Bardzo dobrze!”
„Wystawiłeś mnie na widok publiczny jak skwarkę na patelni!” – szepnęłam z lekkim wyrzutem.
Nagle i niespodziewanie moje myśli pobiegły w stronę krzyża. Zobaczyłam Jezusa wiszącego na krzyżu. Obok Niego przechodzili przechodnie. Niektórzy przechodzili obojętnie, inni zatrzymywali się na dłuższą chwilę.
I naszła mnie myśl… Myśl, która wydała mi się tak zuchwała, że aż się jej przestraszyłam!
„Ale to co innego! Zupełnie coś inneee…!!!” – szepnęłam z oburzeniem. Nie dokończyłam jednak. Na moich ustach poczułam słodki i gorący pocałunek.
„Mylisz się kochana Moja. To jest to samo. Dokładnie to samo!”
„Skoro tak mówisz! Alll…”
Jezus znów zamknął me usta słodkim pocałunkiem
Jezus otulał mnie Sobą. Zanurzał w miłości. Znikałam w moim Jezusie. Umiłowany zanurzał mnie w Sobie. I czynił z Sobą jedno. Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Byłam w ciemności w moim Jezusie.
MSZA I SPOTKANIE
Moja koleżanka, Monika pracuje w Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia Fundacja, przez datki wiernych wspomaga zdolną młodzież z ubogich rodzin. Organizuje także dla stypendystów wakacyjne obozy w różnych miejscach Polski. W tym roku jest organizowany w Zielonej Górze. Koleżanka przyjechała z Warszawy na obóz, a także by spotkać się ze mną. Wczoraj celebrowana była Msza pod przewodnictwem biskupa Tadeusza Lityńskiego (znamy się z księdzem biskupem, przed laty był proboszczem w mojej parafii). Msza odprawiana była w największym kościele w Zielonej Górze, kościele Ducha Świętego. Tylko ten kościół mógł pomieścić aż tylu młodych ludzi.
Pojechałam na tę Mszę razem z tatą. Msza była bardzo piękna, uroczysta. Koncelebrowali ją razem z biskupem księża organizatorzy – dyrektorzy, koordynatorzy. Brali w niej udział władze miasta i samorządu i całe rzesze stypendystów. W czasie Mszy biskup zobaczył mnie. Uśmiechnęłam się do niego i on uśmiechnął się do mnie. Pod koniec Mszy były podziękowania. Potem jeszcze głos zabrał biskup Tadeusz.
– Chcę zwrócić waszą uwagę na kogoś jeszcze. Chcę wam kogoś przedstawić! Gdy ją tu dostrzegłem, uśmiechnęła się do mnie, ja odwzajemniłem uśmiech. Osobę tę poznałem i miałem z nią kontakt w latach 2000 – 2006. Bylem wtedy proboszczem w mojej pierwszej parafii. Dostałem od niej prezenty, które mam do dzisiaj. Przepiękne obrazy!
Zamurowało mnie… Przecież mówił o mnie!!! Biskup mówił dalej:
– Obraz, portret ojca Pio i inne obrazy. Przepiękne! Obrazy te są wyjątkowe jeszcze z innego względu. Monika maluje je ustami! Maluje ustami nie dlatego, że ma takie widzimisię, ale dlatego, że inaczej nie może.
I zwracając się do mnie powiedział:
– Moniko, dziękuję, że jesteś! Trwajcie przy Bogu mimo przeciwności jak Monika! Trwajcie przy Bogu jak ona!
I rozległy się gromkie oklaski, brawa, owacje. Klaskał biskup, klaskali księża dyrektorzy i koordynatorzy, klaskali władze miasta, klaskała młodzież!
Ja z jednej strony chciałam się pod ziemię zapaść, zniknać, a z drugiej było mi bardzo, bardzo miło.
Potem spotkałyśmy się z Moniką. Było to spotkanie po wielu latach niewidzenia się. Wspominałyśmy dawne czasy. Monika opowiadała mi co u niej teraz słychać. Baaaaaardzo się cieszę z tego spotkania!
ROZMOWA W CIEMNOŚCI
„Tęsknię za Tobą, mój Jezu słodki!”
„Ja jestem w tobie, z tobą i przy tobie, Moniko kochana!”
„Tęsknię za Twoim Obliczem!”
„Nie musisz już Mnie widzieć, żeby ze Mną być! Jesteś tak blisko Mnie, że nie musisz.”
„Czy Ty nie rozumiesz mój Jezu kochany, że od kilku dni żyję w ciemności? Że poruszam się jak dziecko we mgle? Twoje Oblicze jest światłem mojego życia. 'Ukaż nam Panie światło Swego oblicza’ – prosi psalmista. Proszę o i ja! Nie zostawiaj mnie w ciemności, mój słodki Jezu…”
„Nie zostawię cię w ciemności, maleńka Moja. A Oblicze Moje zobaczysz niedługo!”
„Dziękuję mój Jezu kochany. Zaczekam. A tymczasem co mogę dla Ciebie zrobić? Jak uszczęśliwić, ucieszyć?”
„Uszczęśliwiasz Mnie Moniko codziennie. Swoim życiem Mnie uszczęśliwiasz!”
„Życiem?! Moje życie jest puste i jałowe. Mam wrażenie, że tylko siedzę i cierpię.”
„A co robisz z cierpieniem?”
„Tańczę dla Ciebie, kochany mój Jezu! Tańczę za moje Duchowe Dzieci i za największych grzeszników na świecie.”
„Nawet nie wiesz jakie to ważne, Moniko najmilsza! Woń twej ofiary unosi się wysoko, wysoko. Do Nieba.”
„Dziękuję kochany Jezu! Podniosłeś mnie bardzo na duchu.”
Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Jezus wypełnił moje ciało i duszę.
TANIEC I ODPOCZYNEK W CIEMNOŚCI
Tęskniłam za umiłowanym moim Jezusem! A jednocześnie było mi błogo i dobrze.
„Co mogę dla Ciebie zrobić, kochany mój Jezu?” – spytałam w ciemności.
„Zatańcz dla Mnie Moja słodka Moniczko!”
Zaczęłam tańczyć w ciemności! Lekko i zwiewnie Eterycznie. Jak motyl, jak wiatr! Nagle wydało mi się, że Ktoś tańczy razem ze mną! Serce zaczęło mocniej bić z wielkiej, niezmiernej radości!
„Myślałaś, że zostawię cię samą, Moja słodka?” – spytał znajomy głos w ciemności.
A więc rzeczywiście Jezus był ze mną! Poczułam się od razu bezpiecznie! Tańczyliśmy długo, aż się zmęczyłam.
„O mój Jezu! Jaka jestem zmęczona…” – szepnęłam z trudem wielkim.
„Odpocznij maleństwo Moje kochane. Odpocznij!”
Poczułam pod głową jakby poduszkę. Położyłam na niej głowę. Poduszka ta się ruszała. Podnosiła się i opadała. Biła…! Zrozumiałam!!! To było SERCE! SERCE Najdroższe!
„Powiedziałeś, że Ono należy do mnie, kochany. Dlaczego więc nie mogę JE zobaczyć?” – spytałam błagalnie.
„Masz rację, maleńka Moja.”
I w tej chwili zobaczyłam! Zobaczyłam SERCE Jezusa! Wielkie i piękne! Bijące dla mnie!
Zaczęłam JE dotykać, głaskać, całować i pieścić! Z SERCA Jezusa wyszła Hostia i weszła do serca mego. Położyłam głowę na SERCU Najdroższym i odpoczywałam. W ciemności.
W OBECNOŚCI
Tęskniłam za umiłowanym moim Jezusem! Pragnęłam Go zobaczyć!
„Powiedział, że mnie kocha, a potem zniknął?! Jak to tak! – takie myśli kłębiły się w mojej głowie i sercu – Z drugiej strony nie muszę Go widzieć, żeby wiedzieć, że jest przy mnie i we mnie. A ja z Nim i dla Niego cała!”
Usłyszałam cichy, łagodny szept:
„Właśnie tak, maleńka Moja Moniczko. Właśnie tak!”
„Więc jesteś, kochany mój Jezu! Ale dlaczego Ciebie nie widzę?!”
„Bo już nie musisz Mnie widzieć, żeby ze Mną być!”
„To prawda, nie muszę. Ale pragnę!”
Jezus nie odpowiedział. Wiedziałam, że to pokusa.
„I już Cię nie zobaczę?”
„Zobaczysz, ale wtedy gdy Ja zechcę, a nie ty. Dziś twoje święto, Moniko. Czego sobie życzysz?”
„Życzę sobie, aby wszystkie moje Duchowe Dzieci mogły być w Niebie. Życzę sobie też…”
Wiedziałam, że to pokusa.
„Niczego więcej sobie nie życzę!”
Na moich ustach poczułam słodki i namiętny pocałunek.
Zobaczyłam Hostię, unosiła się w powietrzu i weszła do serca mego. Mimo, że nie widziałam umiłowanego mojego Jezusa, trwałam w Jego obecności.